środa, 4 kwietnia 2018

Rozdział dwudziesty szósty


Czuję, jakbym spadała
Spadam z powrotem
Do miejsca, gdzie jesteś
Czy słyszysz, jak wołam twoje imię?


Justin POV:
Czuję lekkie uderzenie na policzku. Ktoś potrząsa moim ramieniem nie dając za wygraną. Wreszcie uchylam powieki, mrugam kilka razy i odzyskuję przytomność. Leżę na szpitalnym łóżku, nade mną pochyla się zatroskana pielęgniarka, a pod ścianą stoją chłopcy. Dopiero po chwili dociera do mnie, gdzie jestem.
- Spokojnie, proszę się jeszcze nie podnosić, musi Pan dojść do siebie. Za kilka minut będzie już lepiej.
- To nie jest konieczne, czuję się dobrze. Chcę do niej pójść, błagam! - mój głos brzmi rozpaczliwie i mam ochotę się rozpłakać. Pielęgniarka bez sprzeciwów przytakuje głową i rusza w stronę drzwi. Zeskakuję z łóżka, trochę kręci mi się w głowie, ale chrzanię to. Kumple wychodzą zaraz za mną, idziemy wzdłuż znajomego korytarza i dochodzimy do drzwi, które sam popycham. Niepewnie wchodzę do sali, serce tłucze się w piersi, a moje ciało ponownie przejmuje przeogromny szok! Przysiadam na krzesełku, chwytam jej zimną dłoń i przysuwam do ust. Już się nie hamuję, płaczę jak małe dziecko wyrzucając z siebie całą rozpacz, bezradność, strach - C-co się stało? - pytam, próbując opanować emocje, co jest trudne.
- Kiedy spałeś, lekarz opowiedział nam wszystko. Cóż, Ivy podcięła sobie żyły na stadionie. Jakimś cudem zaplątał się tam ten dzieciak, który pokazał nam zdjęcia. Siedział z jakąś laską i się migdalili, aż nagle usłyszeli jakiś głośny jęk. To była Ivy, widocznie rozcinanie skóry nie jest niczym przyjemnym. Szukali jej,
a kiedy znaleźli od razu wezwali pogotowie. Ivy straciła sporo krwi, na szczęście ich reakcja była natychmiastowa. Gdyby nie oni, nie byłoby jej tutaj teraz - kręcę głową, jakbym nie dopuszczał do siebie tej okropnej myśli - Dzieciak myślał, że Ivy umarła, skoro była cała zakrwawiona, a sanitariusze nie powiedzieli ani słowa o jej stanie. Tak oto uśmierciliśmy ją, a ona przeżyła. Koniec przerażającej historii.
- Nie wierzę - zamykam oczy, przytulam czoło do jej dłoni i zamykam oczy. Moja maleńka dziewczynka żyje! Nic innego się teraz dla mnie nie liczy, tylko ona i jej zdrowie - Co mówią lekarze o jej stanie?
- Nie znam się na tym całym lekarskim żargonie, więc poprosiłem lekarza, aby powiedział prosto i tak, abym wszystko zrozumiał. Więc, Ivy straciła sporo krwi, ale jej stan jej stabilny. Wyjdzie z tego.
- Całe szczęście - uśmiecham się przez łzy, układam dłoń na jej głowie i głaszczę czule - Wszystko będzie dobrze, biedroneczko. Przysięgam na wszystko! Nigdy więcej nie zrobię ci krzywdy, tylko musisz się obudzić i przełamać się, aby mi wybaczyć - mówię cicho wpatrując się w jej piękną, spokojną, choć nadal bladą twarz - Jesteś dla mnie najważniejsza, wiesz o tym. Wróć do mnie jak najszybciej, proszę.


Spędzam w szpitalu popołudnie. Dochodzi wieczór, siedzę w fotelu i nie spuszczam Ivy z oka. Lekarz zaglądał do niej kilka razy, na szczęście pozwolił mi zostać. Wyjaśniłem mu sytuację z jej rodzicami, a jako, że Ivy wpisała mnie jako jedyną osobę do kontaktu, miałem pełne prawo wiedzieć jaki jest jej stan.
I tak by mnie stąd nie ruszył, nawet siłą. Nadal byłem w szoku, że przeżyła. Chciałem być przy niej.

- Od rana nic nie jadłeś, przyniosłem ci kawałek pizzy - do sali wchodzi Dylan z Nolanem, a po sali natychmiast roznosi się zapach ciasta. Wcześniej nawet nie pomyślałem o jedzeniu - Kiedy się obudzi?
- Lekarz powiedział, że potrzebuje trochę czasu. Obudzi się wtedy, kiedy będzie gotowa - wzdycham ciężko i zjadam wielki kawał pizzy. Posiłek sprawia, że czuję się jak nowo narodzony - Zostanę z nią na noc.
- Zajrzymy rano, teraz musimy spadać. Pielęgniarki już burczały pod nosem, że tu jesteśmy - Dylan przewraca oczami, podchodzi do Ivy i całuje ją w czoło - Trzymaj się, mała. Wszystko będzie dobrze.
- Dzwoń natychmiast, gdyby coś się zmieniło - przybijam z nimi żółwika i zostaję sam z moją dziewczyną.


Przesypiam noc na fotelu, a Ivy nadal się nie nudzi. Kiedy kilka minut po dziewiątej rano wychodzę z łazienki, do środka wchodzi Alayna. Unoszę brwi na jej widok, bo jednak w życiu bym się nie spodziewał akurat jej. Przez ostatnie tygodnie nie pałała do Ivy sympatią, wręcz przeciwnie, trzymała się z Meredith.
- Wiem, że jesteś zaskoczony moim widokiem, ale musiałam przyjść - zaciska usta, niepewnie spogląda na Ivy i odkłada białego misia na szafkę - To, co się stało uświadomiło mi, że niektórzy ludzie są krusi i nie można postępować podle. Ivy nie zasłużyła na to, co ją spotkało. Jest dobrą osobą, szczerą i pomocną. Niestety przysłużyłam się do tego, czuję się paskudnie i chcę, żebyś o tym wiedział - wpatruję się w nią, a jej słowa bardzo mnie zaskakują. Jestem niezmiernie ciekawy, co takiego zrobiła - Musisz wiedzieć, że to wszystko było zaplanowane, Justin - wreszcie patrzy mi w oczy, a mój żołądek wywija salto. Boję się tego, co chce mi powiedzieć - Meredith szalała z zazdrości i to ona zaplanowała całą akcję z Ivy na korytarzu - Boże, nie wierzę! - Ukradła jej ubrania z łazienki, zaniosła do pokoju, a kiedy Ivy do niego wróciła, stała w środku i trzymała drzwi, aby nie mogła wejść. Była tylko w ręczniku, więc poszła do Nolana. Wiedz, że wyszła z jego pokoju po minucie z zapasowym kluczem do waszego pokoju - krew odpływa mi z twarzy. Gapię się na nią, jakby mnie sparaliżowało i wręcz jestem przerażony jej słowami. Meredith ukartowała to, żeby skłócić mnie z Ivy. Niech to kurwa szlag! - Reszta filmiku była domontowana. Nie zauważyłeś tego, ale wychodząca postać z pokoju Nolana to nie była Ivy, to była Meredith z owiniętym na włosach ręcznikiem. Dlatego kilka razy potrząsałam telefonem, traciłam kadr, żeby potem móc to swobodnie zmontować. Ivy cię nie zdradziła, Justin. Na pewno nie w tamtym momencie - siadam gwałtownie i chowam twarz w dłoniach. To, że zaślepił mnie gniew to jedna sprawa, druga, że Meredith to zaplanowała. Wiedziała, jak bardzo kocham Ivy, jak potwornie mi na niej zależy i postanowiła to zniszczyć. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby posunąć się tak daleko?! W dodatku sama pokazała mi filmik, przyszła wczoraj do mojego pokoju! Po tym wszystkim miała odwagę spojrzeć mi w oczy! - Nie chciałam, aby ta sytuacja miała miejsce. Mam ogromne wyrzuty, że się na to zgodziłam. Meredith jednak bywa przekonywująca.
- Nie wierzę, że posunęłyście się do takiego świństwa. Meredith wiedziała, że jestem zazdrosny o Nolana i wykorzystała go, posłużył jej za przynętę! Czy zdajecie sobie sprawę, co zapoczątkowałyście?
- Owszem, zdaję sobie z tego sprawę. Kiedy tylko dowiedziałam się, że Ivy nie żyje wpadłam w rozpacz. Dopiero dzisiaj Nolan powiedział mi, że przeżyła. Meredith jednak chyba nadal pragnie cię z powrotem.
- Jeszcze dzisiaj wyleci z hukiem! Dopilnuję tego. Wujek wreszcie będzie miał idealny powód, aby zakończyć jej karierę w tym miejscu! Przebiegła suka, nienawidzę jej! Gdyby nie ona, nadal byłbym z Ivy.
- Przykro mi, Justin. Naprawdę szczerze mi przykro. To nigdy nie powinno było się wydarzyć.
- Zgadzam się, a jednak się wydarzyło. Tylko dlatego, że cholerna Meredith ma nierówno pod sufitem.
- Ona jest zapatrzona w ciebie jak w obrazek, bądź ostrożny. Kto wie, co jeszcze siedzi w jej głowie.
- Nie ma to już znaczenia, niebawem jej tutaj nie będzie. Mam ochotę udusić ją gołymi rękoma.
- Wszyscy popełniliśmy ogromny błąd, który mógł kosztować Ivy życie. Na pewno wyniesiemy z tego nauczkę na przyszłość. Trzymaj się, Justin - uśmiecha się smutno, wychodzi z sali i zapada cisza.
Wciąż jestem zszokowany, gapię się w drzwi przez które właśnie przeszła, a w mojej głowie panuje totalny rozpierdol. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że Meredith może wpaść na tak szalony i ryzykowany plan. Zapoczątkowała coś, co mogło skończyć się tragedią! Oczywiście nie twierdzę, że jestem bez winy, bo dolałem oliwy do ognia, jednak gdyby nie Meredith, nic by się nie stało. Nie wpadłabym w szał, nie uwierzyłbym w domniemaną zdradę i być może teraz tuliłbym do siebie Ivy, całując jej słodkie usta. Niestety mojej winy jest jeszcze więcej, ponieważ nie uwierzyłem jej, kiedy zaprzeczała. Nie chciałem jej wysłuchać, a przecież miała prawo to wyjaśnić. Kocham ją z całego serca, a zachowałem się jak buc! Wcale nie zasługuję na wybaczenie, wręcz przeciwnie, powinienem za to cierpieć.

Wchodzę do łazienki, opłukuję twarz i wracam do Ivy. Siadam na krzesełku obok łózka, biorę jej ciepłą dłoń w swoją i całuję wierzch. Zaskakuje mnie, kiedy nagle zaczyna się wiercić, mruczy cicho pod nosem i porusza ramionami. Jęk bólu opuszcza jej usta, oblizuje spierzchnięte wargi i wreszcie otwiera oczy. Widzę, jak bardzo jest zdezorientowana, bo mija długa chwila, zanim przyzwyczaja się do światła.
- Biedroneczko - szepczę cicho, aby jej nie przestraszyć. Niepewnie przekręca głowę, a nasze oczy się spotykają. Mam ochotę krzyczeć ze szczęścia, wziąć ją w ramiona i mocno uściskać. Nie mogę zrobić żadnej z tych rzeczy - Wiesz, co się wydarzyło? - przytakuje głową i oddycha głębiej - Jesteś w szpitalu.
- D-dlaczego żyję? - ledwo ją słyszę. Jej głos jest słabiutki i ma straszną chrypkę - M-miałam umrzeć.
- Znalazł cię jakiś chłopak i natychmiast wezwał karetkę. Straciłaś sporo krwi, ale na szczęście przeżyłaś.

- Nie chciałam przeżyć, c-chciałam umrzeć - zamyka oczy i widzę kilka łez, które płyną po policzkach.
- Nie mówmy o tym teraz, dobrze? Musisz odpocząć, dojść do siebie i zregenerować siły. Wezwę lekarza, musi cię obejrzeć - wciskam przycisk przy jej łóżku, a po chwili do sali wchodzi ten sam doktor, który do mnie dzwonił - Obudziła się kilka minut temu. J
est zdezorientowana, ale zamieniliśmy parę zdań.
- Świetnie, to dobry znak. Dzień dobry, Ivy. Mam na imię Roger, jestem twoim lekarzem prowadzącym, pozwól mi cię zbadać - uśmiecha się do niej, jednak Ivy nie reaguje. Lekarz ogląda jej ciało, dokładnie sprawdza, słucha, stuka, puka w kolana i łokcie. Obserwuję to, ale nic nie rozumiem - Wygląda na to, że wszystko w porządku. Jeszcze spojrzę na rany - ostrożnie odwija bandaż, a żołądek podchodzi mi do gardła. Chryste! - Niestety Ivy zraniła się szkłem, przez co nadgarstki wyglądają bardzo źle - tak, przyznam mu rację. Skóra jest poszarpana, jakby walczyła z jakimś zwierzęciem, a nie z kawałkiem szkła - Jeśli ktoś nieumiejętnie podetnie sobie żyły, może wyrządzić sobie więcej krzywdy niż pożytku. Ivy wprawdzie trafiła w żyły, na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Bardziej martwi mnie jej stan psychiczny i o tym będziemy musieli porozmawiać - zwraca się do niej, Ivy oblizuje usta i pierwszy raz widzę na jej twarzy jakiekolwiek emocje - Nasz psycholog odwiedzi cię, kiedy poczujesz się lepiej. Może dzisiaj lub jutro?
- To zbędne, ja nie potrzebuję psychologa - mówi słabo i podsuwa się nieco na poduszkach. Od razu zrywam się i pomagam jej - Nic mi nie dolega, wolałabym stąd wyjść. Kiedy to będzie możliwe?
- Hola, hola! Nie mogę tak szybko cię wypuścić. Trzeba obserwować twoje nadgarstki, muszą się zagoić - lekarz chrząka i niepewnie spogląda na mnie - Odpocznij, sen dobrze ci zrobi. Panie Justinie, mogę prosić na chwilę? - przytakuję głową, podnoszą się z krzesła i wychodzę za nim z sali - Nie żartowałem z psychologiem. Ivy chciała popełnić samobójstwo, takie przypadki zawsze wymagają porad psychologa.
- Spróbuję ją jakoś do tego namówić, ale będzie ciężko. Ivy ma charakterek i jest bardzo uparta.
- Proszę, aby Pan się bardzo postarał. Jeśli ma jakieś problemy, może chcieć zrobić to ponownie.
- Zapewniam, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Dopilnuję, aby była całkowicie bezpieczna.
- No dobrze, muszę uciekać na obchód. Gdyby coś się działo proszę wezwać mnie lub pielęgniarkę.
- Oczywiście, dziękuję - ściskam jego dłoń i wracam do Ivy - Hej, co robisz? - podbiegam do niej i podtrzymuję za ramię - Powiesz mi dokąd się wybierasz? Niestety nie potrafię czytać w myślach.
- Chce mi się siku - odpowiada beznamiętnie i wskazuje białe drzwi, które znajdują się w spokoju. Pomagam jej dojść, zamyka się w środku, a ja czekam, aż skończy. Mam zamiar się nią zaopiekować i nie spuścić z oka nawet na chwilę - Już - wychodzi i człapiemy z powrotem do łóżka - Dzięki za pomoc.
- Nie ma za co - okrywam ją kołdrą, oddycha głośno i wtula się w poduszkę - Tak wiele chciałbym ci powiedzieć, ale to nie jest odpowiedni moment. Jesteś zmęczona i powinnaś się przespać.

- Właściwie, co tutaj robisz, Justin? Nie jesteśmy razem, wcale nie musisz tutaj siedzieć. Wolę być sama.
- Nie zostawię cię, Ivy. Już raz popełniłem ten błąd, nie zrobię tego ponownie. Będę obok ciebie.
- Całe życie radziłam sobie sama, więc teraz też dam radę. Szkoda twojego cennego czasu, Justin.
- Nie będę o tym z tobą dyskutował. Prześpij się, a potem zastanowimy się co dalej - przewraca oczami i nic więcej nie mówi. Nie mam zamiaru się z nią kłócić, to nie jest odpowiednia chwila.


Popołudniu Ivy dostaje obiad. Je niechętnie, chociaż staram się ją zmobilizować. Wygląda na słabą, jest zmarnowana i ma worki pod oczami. Jej nadgarstki owinięte są białym bandażem, jednak przed oczami mam widok tego, co się pod nimi znajduje. Mam wrażenie, że raniła się wręcz na siłę, bo jej skóra nie tyle była rozcięta, co rozorana. Musiała cierpieć, a ta myśl jest cholernie przygnębiająca. 



Ivy POV:
Nie mogę skupić się na jedzeniu, kiedy Justin siedzi obok, przykłada palce do ust i wygląda tak, jakby intensywnie nad czymś rozmyślał. Bardzo chciałabym poznać jego myśli, nawet zapytać, jak się czuje.
Nie wypowiadam jednak słowa i wciskam w siebie kolejną łyżkę zupy. Nie wiem, dlaczego nadal tutaj jest marnując swój czas bezczynnie. Mógłby robić teraz coś ciekawego, na przykład spotkać się z Meredith. Mam tylko nadzieję, że nie omija przeze mnie zajęć. Już nic nas nie łączy, nie musi się o mnie troszczyć.

- Nie powinnaś wracać do akademika - zupa staje mi w gardle, gwałtownie przekręcam głowę i gapię się na niego zdziwiona. O czym on mówi?! - Oboje wiemy, że ludzie są wredni i nie będziesz miała tam życia. Nie chcę, żebyś musiała ponownie przez to przechodzić. Sprawy i tak wymknęły się spod kontroli.
- Nie wiem, dokąd miałabym pójść. To miłe, że się tym przejmujesz, ale jak mówiłam, dam sobie radę.
- Przestań, dobrze? - mówi ostro i napina szczękę. Wygląda na złego - Pozwól mi się sobą zaopiekować.
- Nie pozwolę - odpowiadam cicho, a na jego twarzy pojawia się rozczarowanie i ból - Nie patrz tak na mnie, czego się spodziewałeś? Że przeżyję i wszystko będzie jak dawniej? Nigdy już tak nie będzie.
- Wiem, to oczywiste. Zdarzyło się zbyt wiele złych rzeczy, żeby ot tak o nich zapomnieć. Jednak trzeba iść dalej i odbudować to, co niestety spierdoliłem. Chciałbym, abyś dała mi szansę. Wiesz, że cię kocham.
- Gdybyś mnie kochał, nic z tych rzeczy nie miałoby miejsca. Boże, nagrałeś nasz seks, Justin!
- Tak, i jest mi z tego powodu potwornie wstyd - opiera łokcie na kolanach i schyla głowę. Tak bardzo go kocham, a jednocześnie nienawidzę. Nie wierzę, że był w stanie mnie skrzywdzić. Właśnie on! - Szkoda, że nie można cofnąć czasu, szkoda, że tak wiele rzeczy zrozumiałem tak późno. Jestem idiotą, Ivy.
- Owszem, jesteś. Ufałam ci, byłeś jedyną osobą, która znaczyła dla mnie wszystko, a ty po prostu perfidnie się na mnie zemściłeś. Za co, huh? Za to, co powiedziałam wtedy na imprezie? Naprawdę to było tego warte? - kręci przecząco głową, wpatrując się w podłogę. Moje serce kurczy się boleśnie i mam totalny mętlik w głowie - Mam do ciebie ogromny żal. Myśl, że zrobiłeś to z premedytacją boli mnie najbardziej. Jesteś jedynym chłopakiem, który miał moje ciało, a ty pokazałeś je wszystkim tym ludziom, którzy szydzili ze mnie i chcieli zapłacić za numerek! - gwałtownie podnosi głowę, a w jego oczach widzę bezradność i poczucie winy. Słusznie, powinien czuć się winny! - Myślisz, że kiedykolwiek o tym zapomnę?
- Chciałbym, żebyś zapomniała, ale mam świadomość, że to nie jest możliwe. Zaślepiła mnie zazdrość.
- Rozumiem to, naprawdę, Justin. Twoja zazdrość, chociaż zdecydowanie zbyt przesadna, czasami była słodka. Chciałam wierzyć, że okazywałeś ją dlatego, bo obdarzyłeś mnie szczerym uczuciem.

- Bo obdarzyłem, Ivy! Jesteś moją pierwszą dziewczyną, dla ciebie się zmieniłem. Wiem, że dałem dupy, i czuję się z tym koszmarnie! Niestety Meredith wykorzystała Nolana do swoich planów i domontowała resztę filmiku. Alayna mi wszystko powiedziała. Wyszłaś od Nolana po minucie, z zapasowym kluczem - o, Boże! Uchylam usta i nie wierzę, że prawda wyszła na jaw. Tym bardziej jestem w szoku, że zdradziła ją moja współlokatorka, która mnie przecież nie lubi - Ta akcja była zaplanowana, Meredith chciała nas ze sobą skłócić, co jej się udało. Niestety cała reszta jest moją winą o czym doskonale wiem. Przepraszam, Ivy. Przepraszam za to, że posunąłem się tak daleko. Przepraszam za to, że ci nie zaufałem, odrzuciłem i nie chciałem wysłuchać. Wiedz, że jesteś dla mnie najważniejsza i kocham cię z całego serca - widzę łzy w jego oczach, aż muszę odwrócić wzrok. Przekręcam głowę, wlepiam wzrok w ścianę i zaciskam usta, aby nie wybuchnąć płaczem. Przeprosił mnie, żałuje, więc wszystko powinno być okej, prawda? Nie, niestety nie jest. Próbowałam odebrać sobie życie, aby uciec od tego koszmaru, który mi zgotował. Jak na złość nie udało mi się, i teraz męka zacznie się od nowa. Nie potrafię zapomnieć, to zbyt mocno zakorzeniło się w mojej głowie - Proszę, porozmawiaj z psychologiem. Nie musisz się zwierzać, tylko go wysłuchaj.
- Nie, i proszę, nie namawiaj mnie do tego. Nie potrzebuję z nikim rozmawiać. Chcę być sama.
- Ivy, nie bądź taka. Chcę dla ciebie dobrze, tak samo jak doktor Roger. Taka rozmowa może być pomocna.
- Jeśli masz zamiar mnie przekonywać, to możesz sobie już pójść. Zresztą, i tak nie powinno cię tu być.
- Cóż, podałaś mnie jako osobę do kontaktu, czyż nie? - szlag! Zrobiłam to kilka tygodni temu, ponieważ to miejsce zawsze było puste. Tak dobrze móc było wpisać jego imię i nazwisko, bo czułam, że jest jedyną osobą, którą interesuje moje zdrowie - Dobrze, że to zrobiłaś. Gdyby nie to, pewnie nadal myślałbym, że nie żyjesz - och! Przekręcam głowę i patrzę na niego zaskoczona - Dzieciak, który cię znalazł robił zdjęcia i powiedział, że nie żyjesz. Przez całą noc opłakiwałem cię, dopóki nie zadzwonił doktor Roger i poprosił, żebym tutaj przyjechał. Sądziłem, że muszę zidentyfikować twoje ciało, a kiedy wszedłem do sali i zobaczyłem ciebie, zemdlałem - o, cholera! Jestem w szoku po jego słowach! - To było straszne.

- Dzień dobry - naszą rozmowę przerywa kobieta w lekarskim kitlu, która wchodzi do środka. Uśmiecha się ciepło, podchodzi do łóżka i niepewnie zerka na Justina - Czy mogłabym zamienić kilka słów z Ivy na osobności? - Justin przytakuje głową, cmoka mnie w czoło, czym mnie zaskakuje, i wychodzi. Zostajemy same i zastanawiam się, dlaczego to ona przyszła, a nie doktor Roger - Nazywam się Danielle Field, jestem psychologiem - och, świetnie! Tylko jej tutaj brakowało - Chciałam z tobą porozmawiać - wzdycha ciężko, masuje skronie, a mój niepokój się potęguje. Mam uraz do psychologów, po aresztowaniu ojca rozmów nie było końca, chociaż nikt nie pytał czy mam na nie ochotę. Wciąż od nowa wyciągali ode mnie moją bolesną przeszłość, nie pozwalając ranom się zagoić - Twój stan psychiczny bardzo mnie martwi, dlatego doktor Roger poprosił mnie, abym do ciebie przyszła. Wiedz, że cały czas jestem do twojej dyspozycji, Ivy.
- Może Pani przejść do rzeczy? Stresuje mnie taka nawijka, więc proszę mówić, co ma Pani do powiedzenia.
- W porządku - oddycham głęboko, zakłada kosmyk włosów za ucho i patrzy mi w oczy - Doktor zlecił kilka badań. Nie wiem, czy o tym wiedziałaś, ale... jesteś w ciąży
- kiedy wypowiada te trzy, krótkie słowa krew odpływa mi z twarzy. Gapię się w jej zielone oczy i nie wierzę w to, co powiedziała. Chciałam się zabić, do cholery! Nic gorszego już nie mogło mi się przydarzyć, a mimo to życie ponownie kopie mnie w dupę! 










16 komentarzy:

  1. Ooo jak idealnie💕💕 będzie dzidzia!!😍

    OdpowiedzUsuń
  2. No takich wiadomości to się na pewno nie spodziewałam. Ty to potrafisz zaskoczyć dziewczyno 😉.
    Pozdrawiam ,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  3. Co? to jakiś żart.
    No nie mogę cieszę się ze Ivy żyje, ale teraz jeszcze ciąża.
    ***Kasia K.

    OdpowiedzUsuń
  4. O moj boże. .. tego to się nie spodziewalam... wcale się nie dziwię ze Ivy nie chce tak łatwo wybaczyć justinowi...ale cieszę się że żyje 😊 nie mogę się doczekać następnego rozdzialu 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem w szoku... w życiu nie pomyslałabym, że Ivy może być w ciąży... ale jazda. Jestem taka ciekawa co teraz będzie! Wow, jak zwykle zaskakujesz Kaśka... 😜❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaskoczyłas mnie tą ciążą. Mam nadzieję, że to sprawi, ze sprawy z Justinem sie poukladaja. Wiedzialam, ze Ivy przeżyje. Uśmiercanie głównych bohaterów jakos mi się wydawało nie w twoim stylu. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
  7. Szok, szok i jeszcze raz szok Kasia. Współczuję Ivy jest taka mloda a tyle przeszła. Super rozdział 😊

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział cudowny i wzruszający 💙💜💛💚

    OdpowiedzUsuń
  9. o kuzwa... Nie wierze! Ale teraz będzie się dzialo.

    OdpowiedzUsuń
  10. JEST CO?????????????? Boże dobrze ze zyje jezus!! Nie wiem już co mam myśleć sama

    OdpowiedzUsuń
  11. Najważniejsze, że żyje Teraz powie o tym Justinowi i będzie miała powód, żeby do niego wrócić i stworzą rodzinkę..Tak to widze, ale pewnie znów nas zaskoczysz :D
    Świetny rozdział, czekam niecierpliwie na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Będzie Bejbik 😊 cudowny rozdział 😘

    OdpowiedzUsuń
  13. Swietny rozdział uwielbiam to opowiadanie ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  14. bd dzisiaj rozdział :D ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, rozdziały tutaj pojawiają się w środy :)

      Usuń