środa, 11 kwietnia 2018

Rozdział dwudziesty siódmy


Ivy POV:

Kiedy proszę, żeby zostawiła mnie samą robi to bardzo niechętnie. W drodze do drzwi patrzy na mnie podejrzanie, jakby nie była przekonana czy faktycznie wyjść. Kiedy obracam się na bok okrywając kołdrą po samą szyję, kapituluje i wreszcie mogę napawać się ciszą. Poprosiłam ją, aby zatrzymała tę wiadomość dla siebie. To jest mój problem i zamierzam poradzić sobie z nim sama. Nadal nie dotarło do mnie, że jestem w ciąży, ale wiem jedno; nie chcę tego dziecka. Ledwo zaczęłam studia, a mam zostać matką?
Moją pierwszą myślą było pozbycie się nieproszonego gościa, który wygodnie zagnieździł się w moim brzuchu. Nie wiedziałam o jego istnieniu, nie czułam z nim żadnej więzi. Może to brzmi brutalnie, ale taka była prawda. Nie byłam na to gotowa i nie zamierzałam wydać je na świat. Moment był koszmarny! Nie dość, że byłam po próbie samobójczej, moje życie na uczelni przypominał słaby horror, w dodatku miałam na głowie swojego ex, który nie zamierzał się odczepić. Gdyby tylko wiedział o dziecku, na pewno nie pozwoliłby mi na takie myślenie i zagłaskałby mnie na amen! A ja nie jestem teraz w stanie normalnie funkcjonować. Nie jestem gotowa na żadne zmiany, pójście dalej, na powrót do własnego, popieprzonego życia. Nie znam się na dzieciach, nie miałam z nimi do czynienia, dlatego na pewno byłabym koszmarną matką. Nie zamierzam przekazać tej biednej istocie nic z siebie, żeby jej życie nie stało się takie, jak moje. Jednak im dłużej o tym myślę, tym dochodzę do wniosku, że jestem taka sama jak moja matka. Zostawiła mnie zaraz po porodzie, ja myślę nad rozwiązaniem problemu zanim na dobre się rozwinie. Czy mama też czuła się tak beznadziejnie, jak ja teraz? Czy oddała mnie, bo nie czuła instynktu, miłości? Po prostu się "pojawiłam", a ona nie chciała mnie zatrzymać. I chociaż nienawidziłam jej przez te wszystkie lata, miałam ogromny żal, że opuściła mnie i skazała na okrutny los, teraz zaczynam ją rozumieć. Urodziła mnie mimo wszystko, ja jestem gorsza, bo chcę zabić to biedne dziecko. Brzmi strasznie, jednak w tym momencie nic nie czuję. Nie jest mi przykro, nie smucę się, nie męczą mnie nawet wyrzuty sumienia, na myśl o tym, co chcę zrobić, a chcę zrobić coś złego. Tak musi być, w tej sytuacji nie ma innego wyjścia.
- Co powiedziała psycholog? - Justin przerywa moje rozmyślenia, zajmuje swoje ulubione miejsce i wlepia we mnie te piękne, czekoladowe oczy, w których się zakochałam. Tonę w nich, aż muszę odwrócić wzrok.
- Nic, a co miała powiedzieć? Pogadała sobie i poszła - wzruszam ramionami, nie wspominając o dziecku.
- Obiecuję, że wszystko będzie dobrze, Ivy. Dojdziesz do siebie, a ja zajmę się resztą. Mam pewien plan.
- Nic nie mów, proszę - kręcę głową, zamykam oczy i owijam się ciaśniej kołdrą - Nie chcę nic wiedzieć.
- W porządku. Opowiem ci o nim jak będziesz już mogła wyjść. Rozmawiałem z lekarzem, powiedział, że zatrzyma cię dwa, trzy dni - mam ochotę roześmiać się na głos. Nigdy nie zostanę tutaj aż tyle czasu - Muszę pojechać się przebrać, wziąć prysznic i wrócę na noc. Nolan przyjedzie dotrzymać ci towarzystwa.
- Nie chcę, żeby ktokolwiek mnie odwiedzał. Chcę zostać sama, Justin. Naprawdę ciężko to zrozumieć?
- Nie, ale nie powinnaś być sama. Próbowałaś się zabić, nie wiem, co jeszcze strzeli ci do głowy.
- Och, więc boisz się, że zrobię to ponownie? - uśmiecham się na tę myśl. Wcześniej miał mnie w nosie.
- Owszem, boję się. Przez noc myślałem, że nie żyjesz. Za nic w świecie nie chcę przechodzić tego znowu.
- Jedź do domu, spędź noc we własnym łóżku i idź jutro na zajęcia. Jestem dorosła, poradzę sobie.
- Nie chcę tego słuchać. Niebawem będę z powrotem, odpocznij - pochyla się, patrzy mi w oczy, a serce podskakuje w mojej piersi - Kocham cię, biedroneczko - całuje mnie w czoło, pstryka w nos i wychodzi.


Nolan się nie pojawia, dzwoni do mnie i rozmawiamy czterdzieści minut. Bardzo chciał przyjechać, ale poprosiłam go, żeby tego nie robił. Niechętnie się zgodził, jednak uszanował moją decyzję. Nie chcę tutaj nikogo, bo zapewne nie pozwoliliby opuścić mi szpitala. A ja czekam na doktora Rogera, który właśnie przygotowuje mój wypis, wciskam się w jeansy, poplamioną krwią koszulkę i kurtkę. Nie mam świeżych ciuchów, ale teraz mało mnie to obchodzi. Chcę opuścić to miejsce, nie ma powodu, żebym tutaj została.
- Jestem - doktor Roger wchodzi do środka, staje przede mną i podaje mi kartkę - Wiedz, że nie popieram twojej decyzji o wypisie na żądanie. Powinnaś tutaj jeszcze zostać i pójść na terapię. Psycholog przekazała ci informację o ciąży, jesteś umówiona z ginekologiem za godzinę. Zostań proszę i zgódź się na badanie.
- Nie ma takiej potrzeby, doktorze. Umówię się z ginekologiem kiedy indziej, wizyta nie ucieknie.
- Mam córkę w twoim wieku - zaczyna, uśmiechając się smutno - Jest moim oczkiem w głowie, uwielbia grać na pianinie. Pewnego dnia ni stąd, ni zowąd podcięła sobie żyły. Odratowaliśmy ją w ostatniej chwili. Wyznała, że wpadła z pewnym chłopakiem i bała się, że nigdy nie zaakceptuję tego, co zrobiła. To moja córka, kochamy ją z żoną ponad wszystko i zabolało nas, że nie ufała nam na tyle, aby po prostu się przyznać. Urodziła śliczną, zdrową dziewczynkę, Mandy. Ma teraz siedem miesięcy, jestem w niej zakochany - patrzy na mnie, a w jego oczach można ujrzeć tę miłość. Polubiłam tego miłego doktorka, wygląda na porządnego faceta - Przebadaj się, sprawdź, czy z twoim dzieckiem wszystko w porządku.
- Dobrze - kapituluję. Czułabym się fatalnie, gdybym odmówiła - Możemy to jakoś przyśpieszyć?
- Myślę, że tak. Podejdźmy do doktor Francis - kiwam głową, opuszczamy moją salę i zjeżdżamy na drugie piętro - To przemiła kobieta, nie bój się - otwiera białe drzwi, przepuszcza mnie pierwszą, a moim oczom ukazuje się gabinet ginekologiczny - Francis, czy masz może teraz czas? Wiem, że Ivy była umówiona dopiero za godzinę, jednak sprawy się trochę skomplikowały i potrzebuje badania teraz. Dasz radę?
- Właśnie przed sekundą wyszła pacjentka, kolejna będzie za piętnaście minut. Myślę, że zdążymy - wstaje zza biurka i pochodzi do mnie - No dobrze, Ivy. Rozbierz się od pasa w dół i połóż na łóżku. Zrobię usg - dodaje mi otuchy uroczym uśmiechem i myślę sobie, czy wszyscy lekarze pracujący w tym szpitalu są tacy mili i życzliwi. Wykonuję jej polecenie, słyszę, jak doktor Roger wychodzi, a kobieta dołącza do mnie.


Idę przed siebie, zmierzam na przystanek i chociaż nie chcę, muszę wrócić do akademika. Nienawidzę tego miejsca, ale gdzież indziej miałabym się udać? To teraz mój dom i muszę zastanowić się, co dalej. 
Jestem skołowana, w mojej głowie szaleje tornado myśli, a przed oczami widzę czarno-biały obraz na monitorze i coś w środku. Maleńkie niczym okruszek albo przecinek. Ledwo widoczne, chociaż doktor Francis powiedziała, że to koniec czwartego tygodnia. Wysilam się i próbuję przypomnieć, jakim cudem do tego doszło? Skoro Justin zawsze się zabezpieczał, co poszło nie tak? Czy ta gówniana gumka pękła? Coś przeciekło? Nie mam pojęcia, a teraz i tak jest to mało ważne, skoro już się stało. Jestem w pieprzonej ciąży! Niby jak to ma wyglądać, skoro wydarzyło się tak wiele rzeczy? To dziecko niczego nie zmienia, nie dla mnie. Nawet nie wiem, czy jest zdrowe, a piłam alkohol i wcale go sobie nie żałowałam. Dziwię się, że w ogóle nadal tam jest, biorąc pod uwagę to, co przeszłam. Muszę pomyśleć, jak się go pozbyć. 

Kiedy tylko pojawiam się na dziecińcu, wspomnienia uderzają we mnie niczym rozpędzona ciężarówka. Rozglądam się nerwowo, owijam ramionami i wypatruję ludzi, którzy zapewne zaraz pojawią się znikąd i ponownie będą ze mnie szydzić. Idę przed siebie, udaje mi się dojść do budynku i jak dotąd nikogo nie spotkać. To dziwne, ale nie narzekam. Otwieram kluczem drzwi, który o dziwo znalazłam w swoich jeansach, i wchodzę do środka. Oddycham z ulgą, Alayny nie ma więc będę miała czas na realizację planu, który wymyśliłam w autobusie. Chyba jest rozsądny, poza tym wydaje mi się, że nie mam innego wyjścia. Nie wyobrażam sobie, abym mogła nadal tutaj zostać. Nie z tymi ludźmi, którzy byli dla mnie tak podli.

Pakowanie nie zajmuje mi wiele czasu. Mój cały dobytek nie jest specjalnie pokaźny więc po dwudziestu minutach walizka stoi przy drzwiach. Siedzę przy biurku, opieram czoło na dłoniach, a w mojej głowie panuję mętlik. Napisałam już list do Nolana, Dylana oraz podpisałam rezygnację ze studiów. O ile napisanie dwóch poprzednich listów było proste, list do Justina idzie mi jak krew z nosa. Co tak właściwie powinnam mu napisać? Pożegnać się? Wyznać, jak bardzo go kocham, ale nie mogę zostać po tym, co się wydarzyło? A może obarczyć go winą za wszystko, co zrobił pozostawiając z poczuciem winy? Nie. Tego ostatniego zrobić nie mogę. Nadal go kocham, nadal jest biciem mojego serca i nadal chcę dla niego jak najlepiej. Niech pójdzie dalej, zapomni, będzie szczęśliwy. Spędziłam z nim najpiękniejszy czas w swoim życiu, czerpałam garściami to, co mi dawał i już zawsze będę mu za to wdzięczna. Tak, zdecydowanie napiszę, jak wyjątkowym jest człowiekiem i wręcz zażądam, aby swoją przyszłą dziewczynę traktował tak, jak mnie na początku naszego związku. Aby jej ufał, bo jak powiedział Nolan, bez zaufania nie stworzy się związku. My jesteśmy tego idealnym przykładem. Wystarczyła chwila zawahania, gniewu, a reszta potoczyła się sama.



Justin POV:
Dochodzi dwudziesta. Zakładam na siebie skórzaną kurtkę, poprawiam włosy, a do kieszeni wsuwam telefon. Wreszcie doprowadziłem się trochę do porządku, zjadłem coś i jestem gotowy, aby wrócić do szpitala. Mam zamiar spędzić z Ivy noc, pomóc jej wrócić do zdrowia. Zawsze działam szybko, tak było i tym razem. Ułożyłem świetny plan, który w tej sytuacji był idealnym rozwiązaniem. Zaledwie dziesięć minut piechotą od uczelni znalazłem mieszkanie. Obejrzałem je pół godziny temu, a nawet wstępnie zarezerwowałem. Jestem pewny, że spodoba się Ivy. Jest dwupokojowe, urządzone w jej ulubionych, stonowanych kolorach, w dodatku ma uroczy balkon z drewnianą podłogą. Boję się tylko tego, że za nic w świecie nie będzie chciała tam zamieszkać. Zostanie tutaj, a to nie wpłynie na nią zbyt dobrze. 
Ludzie nieco się uspokoili, ale będą patrzeć na nią inaczej. Jedni okażą współczucie, drudzy będą śmiać się z tego, że jej granica została przekroczona, co doprowadziło ją do targnięcia się na swoje życie. Jej historia ponownie będzie dla nich pożywką, alternatywą dla zabicia czasu i zdołowania drugiego człowieka. A ja nie pozwolę, aby Ivy ponownie cierpiała. Popełniłem masę błędów, które mam zamiar naprawić. Kocham ją i chcę się nią zaopiekować. Nie zostawię jej samej nigdy więcej. Jest miłością mojego życia. Czuję to.
- Oglądałeś mieszkanie? - do pokoju wchodzi Dylan, który rzuca się na moje łóżko i uśmiecha szeroko. 
- Tak, godzinę temu. Wstępnie je zarezerwowałem i pokażę je Ivy jak tylko będzie mogła wyjść ze szpitala.
- Wiesz, że łatwo nie będzie, prawda? - drapie się w kark, posyłając mi znaczące spojrzenie - Jest uparta.
- Tsa, powiedz mi coś, czego nie wiem - przewracam oczami, bo doskonale wiem, że będę przekonywał ją całą wieczność - Nie mam jednak zamiaru ustąpić. Nie może tutaj wrócić, to jej w niczym nie pomoże.
- Justin! - odwracam wzrok i gapię się w stojącego w progu Nolana. Jest blady jak ściana, w dłoni trzyma kopertę, a w drugiej rozłożoną kartkę - Ivy odeszła - uchylam usta, serce podskakuje mi do gardła i nie wierzę w to, co właśnie powiedział - To list do ciebie i Dylana - podaje nam koperty, obracam ją w dłoniach, jednak jestem zbyt zszokowany, aby zrobić jakikolwiek ruch - Zrezygnowała ze studiów.
- C-co? - jąkam się, a łzy napływają mi do oczu - N-nie mogła. Przecież te studia były dla niej ważne!
- Po prostu przeczytajcie własne listy. Ja swój skończyłem i wciąż jestem w szoku. Co ona narobiła?


Wychodzę z pokoju i idę na stadion. Siadam w siódmym rzędzie, nerwowo podryguję nogą próbując przygotować się na to, co zaraz przeczytam. W moim ciele szaleje siła, która rozrywa moje wnętrzności kawałek po kawałku i modlę się, aby Nolan jednak nie miał racji. Żeby w tym liście było coś, co da mi nadzieję na naszą wspólną przyszłość. Nie mogła odejść, nie mogła mnie tak po prostu zostawić!
Nie wytrzymuję dłużej w tej cholernej niepewności. Drżącą dłonią rozrywam kopertę i czytam:



Justin...

Kiedy czytasz ten list, ja jestem już spory kawałek od ciebie. Pewnie jesteś zdziwiony moją decyzją, jednak to było jedyne wyjście z sytuacji. Nie mogę żyć w tym miejscu, z tymi ludźmi, którzy tak potwornie mnie potraktowali. Nawet znienawidziłam te studia, przez które ponownie spadłam na sam dół. Tak długo walczyłam o własne życie, a kiedy już mi się to udało, demony w mojej duszy upomniały się o mnie i tak oto zaczynam od nowa. Nie jestem pewna, ile jeszcze zniosę tych "początków", ale chyba jestem już tym zmęczona. Życie jest takie ciężkie, a ja mam coraz mniej siły. Nie obawiaj się, zapewniam cię, że nie chcę się zabić, przynajmniej nie teraz. Powalczę jeszcze trochę, dopóki całkowicie nie osłabnę.

Chciałam ci podziękować. Za to, że dzięki tobie poznałam smak szczęścia i miłości. To był najpiękniejszy czas w moim życiu i już zawsze będę ci za to wdzięczna. Poczułam, jakby komuś naprawdę na mnie zależało, jakbym była warta uwagi, troski, każdego uścisku i całusa. Jesteś wspaniałym facetem, chociaż czasami nieznośnym. Mimo tego jesteś, i zawsze będziesz, miłością mojego życia. Nigdy nie pokocham kogoś tak, jak pokochałam ciebie. Ba! Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie kochać. Moje serce chyba nie jest już do tego zdolne.
Będę wracać pamięcią do tych cudownych chwil, które z tobą przeżyłam. Do pocałunków, oglądania seriali na Netflixie zajadając się ogromną ilością słodyczy, do spędzonych z twoją rodziną świąt, do twoich dłoni na moim ciele. Boże, ależ będę za tym tęsknić! 

Proszę cię o jedno. Idź dalej i bądź szczęśliwy. Zapamiętaj mnie jako uśmiechniętą Ivy, wpatrzoną w ciebie z miłością i oddaniem. Traktuj swoją przyszłą dziewczynę jak księżniczkę, bo zapewne będzie wyjątkowa. Pokocha cię tak, jak ja pokochałam ciebie, a może nawet mocniej? Da ci siłę, której ja nigdy nie miałam, a która pomaga zmierzyć się ze światem i podłością ludzi. Uśmiechaj się często, ciesz życiem, imprezuj, ale z umiarem, i bądź ostrożny w kontaktach z niewłaściwymi ludźmi. Oni tylko czekają, aby nas złamać i posłać na sam dół, z którego czasami nie ma ucieczki. 

Ja ruszam dalej, chociaż nie mam bladego pojęcia dokąd. Tak naprawdę jestem przerażona przyszłością i zmianami, które mnie czekają. Boję się samotności, której muszę odważnie stawić czoło, a której zawsze tak bardzo się bałam. Trzymaj za mnie kciuki.
Kończę mój list. Może pewnego dnia spotkamy się gdzieś, gdzie zupełnie nie będziemy się tego spodziewać? Albo i nie? Zobaczymy. Wybacz mi proszę, że odchodzę bez pożegnania, ale oboje wiemy, że nie pozwoliłbyś mi na to, więc tak czy siak musiałabym uciec po cichu.
Nie czuj się winny tego, co się wydarzyło. Miałeś w tym swój udział, co oboje wiemy, jednak jestem słaba, Justin, zbyt słaba, aby żyć na tym chorym świecie. Żałuję jedynie, że nie zobaczyłeś prawdy w moich oczach, że tak łatwo mnie skreśliłeś, nie dając nawet szansy dojść do słowa. Może gdybym miała taką możliwość, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej? Teraz nie ma sensu "gdybać", bo wiemy, jaki był finał tej historii.
Dziękuję ci za opiekę w szpitalu. Dziękuję ci, że byłeś... 


Kocham cię
Twoja Ivy.

Kończę czytać list, a moje policzki zalewają słone łzy. I nic już nie ma, pustka. Wszystko przepadło.  






K  O  N  I  E  C 




*********************************
Zostawię to dzisiaj tak, jak jest.
Notkę napiszę jutro.

💔









14 komentarzy:

  1. Dlaczego skończyłaś w takim momencie? Ja tu się spodziewałam jakiegoś szczęśliwego zakończenia. Normalnie będę ryczeć 😭
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem nawet od czego zacząć😭 jest to pierwsze opowiadanie które nie zakończyło się szczęśliwie ale szczerze w połowie ff wiedziałam że w końcu musi być ten pierwszy raz 🙂 czytają to poryczałam sie,mam nadzieję że może gdzie w twojej głowie znajdzie się światełko na 2 część w której zaznaja szczęścia ? Ja oczywiście dziękuuuuuje za to że ciągle jesteś i piszesz dla nas 😍 Kocham 😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Co jak to koniec?
    Naprawdę nie wierze ze to już koniec, ale chyba będzie druga część tyle rzeczy jest jeszcze do opowiedzenia.
    ***Kasia K.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba właśnie płacze 😭😭 tego sie nie spodziewalam 😞 ale ty lubisz nas zaskakiwać😊 mimo smutnego końca bardzo podobało mi sie to opowiadanie😘😘

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju szkoda, ze zakonczylo sie takim niedopowiedzeniem :/ Mimo to bardzo podobało mi się opowiadanie. Mam nadzieję, że kiedys zdecydujesz się na drugą część albo chociaz kilka specjalnych rozdziałów. Nie moge sie doczekac twoich następnych opowiadan. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cooo ? Tak nie można 😢😢 super rozdział choć złamalas mi serce....

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak to KONIEC? NIE NIE NIE TO NIE MOŻE BYĆ KONIEC. .. nienawidze takich smutnych zakończen... ostatnie kilka rozdziałów przeplakalam , myślałam że chociaż skończy się dobrze a tu znowu płacze.. nie dam rady..to się nie może tak skończyć! 😢😢😢😢

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to taki spóźniony prima aprilis i to wcale nie jest koniec?

      Usuń
  8. O NOŁ CHCE DRUGA CZESC!!!! CO Z DZIECKIEM???? SPOTAKAJA SIS? NIE BĘDZIE JEJS ZUKAL? KURRRRR TYLE PYTAN

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostawiłaś nas z tyloma pytaniami .... Liczyłam na szczęśliwe zakończenie , ale przecież nie każda historia musi kończyć się Happy endem. Smutne, że jednak im się nie udało, że los nie dał im drugiej szansy . No cóż....
    Kasiu , tradycyjnie dziękuje ci za wszystko co piszesz . Za poświęcony nam czas , twoje niesamowite pomysły , za kreatywność i chęci . Naprawdę doceniam wszystko co dla nas robisz <3 Pisanie potrafi kosztować dużo , sama próbowałam i wiem jak ciężko jest . Odkryłam że nie każdy nadaje się do tworzenia własnych fanfików , dlatego tym bardziej cię podziwiam ! Mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie zaskoczysz nas nowymi opowiadaniami i kolejnymi pomysłami :D Na koniec nie pozostało mi powiedzieć nic więcej jak jedno , wielkie DZIĘKUJĘ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Zmieniam nazwę z Koniara04 na xteenrauhlx ;P

      Usuń
  10. Ale jak to koniec? Co z Ivy i dzieckiem? To opowiadanie tak cholernie mi się podoba i muszę wiedzieć co będzie dalej! Masz talent Kasiula! Pisz dla nas więcej i nie przestawaj! Ściskam mocno! ❤

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wierzę ze to koniec ... Kocham to opowiadanie i nie wiem jak bede mogła się z nim roztać, jeśli możesz dodaj drugą część błagam Cię Kasiu! 😍

    OdpowiedzUsuń