środa, 28 marca 2018

Rozdział dwudziesty piąty


Za późno już, by pokazać ci, jakie naprawdę jest moje serce...


Justin POV:

Czuję, że się duszę. Brakuje mi powietrza, a przed oczami widzę jedynie ciemność, która powala mnie na kolana. Gdzieś obok słyszę rozpaczliwe nawoływanie Nolana, jednak nie mogę skupić się na jego głosie. Do mojej świadomości dociera to, co powiedział chłopak. Ivy odebrała sobie życie, zabiła się, przeze mnie! Krzyczę na całe gardło, szarpię za włosy i wybucham płaczem. Nie mogę pogodzić się z tym, co jest koszmarną prawdą. Widziałem jej zalane krwią ciało, które sanitariusze układali na noszach. Jej dłonie, podcięte żyły, bladą twarz, jej jasne włosy, które wręcz się z nią stapiały. Boże! Moja mała, Ivy! Jakim stałem się człowiekiem, skoro dopuściłem do jej samobójstwa? Wiedziałem, jaka jest słaba psychicznie, a zrobiłem coś, co zepchnęło ją na krawędź. Omamił mnie gniew przez który zapomniałem, jak kruchą osobą jest moja dziewczyna. Wystarczył podmuch, aby złamać ją i roztrzaskać na drobne kawałeczki. To żałosne, tak nierealne, że osobą, która to zrobiła jestem właśnie ja! Jak mam żyć z myślą, że doprowadziłem tę biedną, niczemu winną dziewczynę do tak drastycznego kroku? Nigdy nie będę w stanie sobie tego wybaczyć, nigdy nie będę w stanie pójść dalej. Tylko ona się liczy, to ona będzie ze mną już na zawsze i będę opłakiwał ją do końca swojego marnego życia! Jestem nikim, po prostu nikim! Nienawidzę siebie, nienawidzę tego, co zrobiłem! Najchętniej poszedłbym w jej ślady i strzelił sobie w łeb! Kim się stałem?

Nolan siłą zaciąga mnie do pokoju i sadza na łóżku. Kompletnie nie kontaktuję, jestem odcięty od rzeczywistości, a przed oczami mam bladą, pozbawioną życia twarz Ivy. Ten widok prześladuje mnie i jestem pewny, że długo nie pozbędę się go z mojej głowy. Wcale nie chcę się go pozbywać, wręcz przeciwnie, chcę go zachować i katować się nim za karę. Zasłużyłem na to, powinienem cierpieć do ostatniego dnia swojego życia! Zgasiłem promyk, który dawał mi światło, nadzieję, radość, szczęście.
- Co teraz będzie, Nolan? - szepczę cicho, zrywam się z miejsca i wpadam w panikę - Boże, co teraz będzie?! Ja nie potrafię bez niej żyć! Nawet nie chcę! Ona musi wrócić, rozumiesz?! Musi do mnie wrócić!
- Spokojnie, Justin. Wszystko się ułoży - mówi to tak, jakby sam w to nie wierzył. Doskonale wiem, że nic się nie ułoży, z dnia na dzień będzie jeszcze gorzej! - Pójdę na chwilę do Alayny, zaraz wracam - wzdycha ciężko i opuszcza pokój. Przecieram twarz rękami, jestem przerażony i boję się, po prostu się boję. Jak mam sobie bez niej do cholery poradzić?! Jak mogła odebrać sobie życie? W dodatku przeze mnie, przez skończonego idiotę! Była taka dzielna, tak wiele zniosła, więc dlaczego poddała się akurat tym razem?! Przypominam sobie nasze wszystkie piękne chwile i te, które zafundowałem jej tuż po rozstaniu. Boże, widziałem jej złamane oczy, to, jak bardzo chciała ze mną porozmawiać, a ja ją od siebie odepchnąłem!
Po prostu machnąłem ręką, jakby była mi zupełnie obojętna, chociaż jest dla mnie całym światem! Nie dociera do mnie, że nie żyje, że jest gdzieś tam, skąd nie mogę jej zabrać. Zasługuje na wszystko, co najlepsze na tym świecie. Tak bardzo chcę mieć nadzieję, że jest szczęśliwa, że już nie musi przeze mnie cierpieć, że jest spokojna. Nigdy więcej nie wezmę jej już w ramiona, nie pocałuję, nie powiem, jaka jest piękna i jak bardzo ją kocham. Nie mogę znieść myśli, że niedawno była taka radosna, uśmiechnięta i szczęśliwa. Przywołuję jej cudowny zapach, kolor oczu, dotyk. Odebrała mi to, tak, jak ja odebrałem jej życie. Mam wrażenie, jakbym sam podciął jej żyły, jakbym był katem. Upadam na kolana, podpieram dłonie na podłodze i ponownie płaczę. Opłakuję jej stratę, swoją głupotę. Potrzebuję jej, nie dam rady tak żyć! - Jestem - wraca Nolan, podnosi mnie i ponownie sadza na łóżku. Podaje mi butelkę wody i małą, białą tabletkę - Weź to - nie mam pojęcia, co to takiego, ale chrzanię to. Po cichu liczę, że ta pigułka dobije mnie i dołączę do Ivy, chociaż zapewne nawet tam nie chciałaby mnie widzieć - Musisz się przespać.

Ku mojemu rozczarowaniu, była to tylko tabletka uspokajająca, która kompletnie mnie omamiła. Nie zasnąłem, wręcz przeciwnie, przez całą noc dręczył mnie widok martwej Ivy. Ponownie przed oczami miałem jej bladą twarz, zamknięte oczy, usta bez koloru. Była tak do siebie niepodobna, że mógłbym ją nawet z kimś pomylić. Niestety to była moja Ivy i nic tego już nie zmieni. Jej zakrwawione dłonie, poplamione ubrania, rozszarpane żyły przewijają się w mojej głowie niczym zacięty film. Czy bała się, kiedy to robiła? Czy ją bolało? Czy przed tym drastycznym posunięciem zostawiła mi jakiś ślad? Od niechcenia biorę telefon, który leży na stoliku i odblokowuję go. W skrzynce odbiorczej nie znajduję nic, a to łamie mnie doszczętnie. Wchodzę jeszcze na e-maila i wstrzymuję oddech. Widnieje jedna wiadomość i doskonale wiem, że jest od niej. Mój palec drży i nie jestem pewny, czy mam odwagę to przeczytać. Nie wiem, czy udźwignę to, co znajduje się w środku. Jeśli obwini mnie o swoją śmierć będę czuł do siebie obrzydzenie, jednak taka właśnie jest prawda. Ivy zabiła się przeze mnie i tylko ja ponoszę za to odpowiedzialność, więc muszę zobaczyć to, co mi napisała. Otwieram go niepewnie, oddycham głębiej i znajduję krótki list, który czytam bardzo powoli, starając się zakodować w głowie każde słowo.




Gdybym wiedziała, że to był ostatni raz,
Czułabym bardziej, byłabym mocniej, wzięłabym więcej.

Zostałabym tak długo, aż dłoń rozpuściłaby się w dłoni,
Aż oczy przywykłyby do ciemności,
Aż brzeg ust stałby się końcem świata.

Byłeś wszystkim, czego zawsze potrzebowałam
Zawsze będę cię kochać.

ZAWSZE.

Twoja Ivy.

                                       
      
    
Łzy płyną po moich policzkach, przytulam telefon do piersi i zamykam oczy. Pustka. Pozostała tylko pustka.

Promienie słońca wpadają przez okno, ogrzewając moje policzki. Wstał nowy dzień, ludzie budzą się, zjedzą śniadanie, pójdą na zajęcia. Wszystko toczy się dalej, jak co dzień. Z tą różnicą, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo, ja nie będę taki sam. Zabrakło najważniejszej osoby, która dawała mi szczęście. Dlaczego więc świeci słońce? Dlaczego ludzie gdzieś się śpieszą, rozmawiają, śmieją, skoro nie ma Ivy? To takie dziwne. Umiera człowiek, a życie idzie do przodu. Dla mnie stanęło w miejscu, straciło barwy, urok, sens. Czy tak właśnie czuła się Ivy, kiedy odrzuciłem ją od siebie? Kiedy zrobił to jej ojciec, matka? Czy cierpiała tak samo, jak ja teraz? I czy jej serce wyrywało się z piersi, a jednak nic nie mogła poradzić? Stała w miejscu, a najbliżsi ludzie kroczyli dalej. Czuję się bezradny i tak pusty w środku! Pierwszy raz w życiu nie mam pojęcia, co robić. Jedyne, czego teraz pragnę to zobaczyć jej roześmianą buzię i pocałować te piękne, słodkie usta. Móc poczuć jej smak, zapach. Utwierdzić się w tym, że jest prawdziwa, a to, co teraz się dzieje jest jedynie złym snem. Dlaczego do cholery to nie jest tylko koszmar, z którego zaraz się obudzę, a do pokoju wpadnie Ivy i przywita mnie całusem? Dlaczego musiałem uwierzyć w ten przeklęty filmik? Dlaczego jej to zrobiłem?! Dlaczego, dlaczego, dlaczego?!?! Nienawidzę siebie!

Długo nie jestem sam, do pokoju wchodzi Nolan, Dylan oraz Meredith, której się nie spodziewałem. Wygląda zupełnie inaczej, bez makijażu, z związanymi w kucyk włosami, bez tego wrednego uśmieszku. Nawet dostrzegam na jej twarzy współczucie i smutek. Kto by pomyślał, że Meredith ma w sobie takie uczucia? Przecież nienawidziła Ivy, wyrządziła jej krzywdę wygrzebując bolesną przeszłość. Po co właściwie tutaj przyszła? Żeby popatrzeć na mnie i ujrzeć moje cierpienie? Skoro tak, niech sobie patrzy! Co mi tam.
- Musisz wstać, Justin. Dochodzi jedenasta, ogarnij się, zjedz coś. Przecież o trzynastej masz zajęcia.
- Meredith! - Nolan karci ją i mruży oczy - Naprawdę uważasz, że pójdziemy na zajęcia w takiej sytuacji?
- Nie wiem. Po prostu próbuję przywrócić go do życia, tak? Chce je spędzić leżąc w łóżku? To szalone!
- Tak, chcę je spędzić w łóżku - szepczę cicho, gapiąc się w biały sufit - To tutaj tuliłem do siebie Ivy.
- Skarbie, nie możesz o tym myśleć. Nie rozumiesz, że to w niczym ci nie pomoże? Załamiesz się!
- Już jestem załamany. Nie wyobrażam sobie bez niej życia, była jego sensem. Ona musi wrócić.
- Jej już nie ma, Justin. Umarła - mój oddech przyśpiesza, zaciskam dłonie w pięści i ponownie czuję ten przerażający dreszcz, który przebiega po moim ciele. Wypowiedziała to okropne słowo na głos!
- Jezu, Meredith. Zamknij się! - Dylan wzdycha ciężko i przeciera twarz rękami. Dopiero teraz widzę, jak obaj są zmęczeni - W tym momencie nie potrzebujemy takiego pierdolenia. Więc milcz, albo wynocha.
- Uspokójcie się. Nie będziemy sprzeczać się ani skakać sobie do gardeł. Trzeba pomyśleć, co dalej.
- Chcę zobaczyć Ivy. Muszę to zrobić - wypalam bez zastanowienia i widzę spojrzenia chłopców - Gdziekolwiek jest teraz jej ciało, chcę tam pojechać. Nie mam pojęcia, do którego szpitala ją zabrali.
- Nie martw się, dowiemy się tego. Trzeba jedynie zadzwonić w kilka miejsc i na pewno nam powiedzą.
- Zrobisz to dla mnie? - Nolan przytakuje głową, jednak chyba nie jest do końca pewny, czy to dobry pomysł - Dzięki, stary - kiwam głową, oddycham głęboko i zapada cisza. Nie jest niezręcznie, jest smutno i nijak. Jakby właśnie kończył się pewien etap w naszym życiu - Ivy napisała mi e-mail - przekręcam głowę, a widok ich min jest nieco komiczny - Wyznała, że zawsze będzie mnie kochać. Rozumiecie? Nawet po tym, jakie okropieństwo jej zrobiłem. Jest taka dobra, ma złote serce - uśmiecham się lekko, chociaż wszystko w moim ciele zaciska niewidzialna pięść, fundując dawkę rozrywającego bólu. Potwornie za nią tęsknię!
- Wiele razy mówiła mi, jak bardzo jest dzięki tobie szczęśliwa, przyjacielu. Żałuję, że w to zwątpiłeś.
- Tak, ja też bardzo żałuję. Teraz za to płacę - uśmiecham się przez łzy, a sens tych słów rozrywa moje wnętrzności. To wszystko moja wina i nie mogę sobie z tym poradzić - Chciała mi to wyjaśnić, a ja ją odrzuciłem. Jestem skurwysy... - nie kończę, bo w tym momencie rozlega się dzwonek mojego telefonu.
Na początku mam ochotę go zignorować, jednak kiedy unoszę go do oczu i widzę nieznany numer, wygrywa ciekawość. Jeśli to znowu głupia reklama, przysięgam, że wyjebię go przez okno! - Słucham?
- Dzień dobry, nazywam się doktor Ro​ger Cun​nin​gham, czy rozmawiam z Panem Justinem Vandersolem?
- Tak, przy telefonie - gwałtownie siadam i spinam się - Doktor? Cholera, czy z moją rodziną coś nie tak?!
- Nic mi na ten temat nie wiadomo, dzwonię w sprawie młodej dziewczyny - Boże! Ivy! - Trafiła do nas wczoraj w nocy. Niestety nie znamy jej tożsamości, jedynie posiadamy jej telefon. Widniał Pan w jej książce adresowej jako osoba do kontaktu w razie niebezpieczeństwa - och! Naprawdę podała właśnie mnie? Besztam się w duchu, a kogo innego miałaby podać, skoro ojciec siedzi w więzieniu, a matka hula po świecie? - Muszę z Panem pilnie porozmawiać. Czy może Pan przyjechać do szpitala świętej Teresy?
- Oczywiście, zaraz tam będę. Do zobaczenia - kończę połączenie i sam nie wiem, co mam o tym myśleć - Chodzi o Ivy, nie znają jej danych. Muszę ją zidentyfikować. Jej ciało jej w szpitalu świętej Teresy. Pojedziecie ze mną? - chłopcy kiwają głowami, podnoszę się z łózka i doprowadzam do ładu. 

Nie jestem w stanie prowadzić samochodu, więc robi to Nolan. Nerwowo podryguję nogą, potwornie bojąc się tego, co zobaczę niebawem. Muszę wykrzesać w sobie sporo siły, aby spojrzeć na jej martwe ciało. Ta myśl wcale mi nie pomaga, zwijam dłonie w pięści starając się uspokoić. Wiem, że pochłonie mnie rozpacz, przytulę ją do siebie i nie będę chciał oddać. Jest moja, nie powinna leżeć w lodowatej kostnicy, do cholery! Jest taka drobna, delikatna, wrażliwa. Powinienem był zabrać z pokoju jej ulubiony koc.

Na miejsce docieramy szybciej, niżbym tego chciał. Nadal nie jestem gotowy, jednak kiedy tylko wchodzimy do szpitala, Nolan prosi pielęgniarkę, aby poinformować doktora, że już jesteśmy. Zjawia się chwilę później, wita nas uściskiem dłoni i prowadzi wzdłuż korytarza. Napięcie, jakie właśnie czuję wręcz rozsadza mnie od środka. Jestem koszmarnie zestresowany, przerażony i ledwo wlokę za sobą nogi.
- Cale szczęście, że dziewczyna posiadała przy sobie telefon, dzięki czemu mogliśmy się z Panem skontaktować. Poza tym nic o niej nie wiemy, te informacje są bardzo potrzebne - przytakuję głową, doktor otwiera białe drzwi i przepuszcza mnie pierwszego. Kiedy tylko widzę jej ciało, zamieram.
Stoję jak sparaliżowany, wpatruję się w jej bladą jak ściana twarz, zamknięte oczy, jasne włosy, a moje serce ponownie roztrzaskuje się w drobny mak. Nie potrafię poradzić sobie z widokiem przed sobą, wstrząsają mną przedziwne dreszcze, robi mi się słabo i nim się orientuję, tracę przytomność.



Gdybym miał choć jeden dzień
Powiedziałbym ci, jak bardzo za tobą tęsknię






niedziela, 25 marca 2018

Rozdział dwudziesty czwarty


Nie wiem ile czasu spędzam na stadionie. Mam wrażenie, że mija cała wieczność. Ściemnia się, jest mi zimno, cała się trzęsę, jednak nie wracam do pokoju. Nolan, Dylan i Adam nie przestają się do mnie dobijać, wciąż dzwonią, wysyłają wiadomości, ale ja ani drgnę. Siedzę na ziemi, na lodowatym betonie gapiąc się przed siebie. Z całych sił próbuję wyłączyć myślenie, zablokować mózg i nie pozwolić mu na wysyłanie obrazów, które zobaczyłam. A na filmiku widziałam siebie, Justina, nas w łóżku. Nasze splecione ciała, pożądanie wymalowane na twarzach, słyszałam jęki, ciche "kocham cię" z jego ust. Patrzył na mnie z miłością, dotykał twarzy, włosów, piersi, jakby chciał zapamiętać każdy zakamarek mojego ciała. Kochał się ze mną tak wiele razy, a teraz po prostu to nagrał i zapewne puścił w obieg. Ilu ludzi już to widziało? 

To wręcz nie do uwierzenia, że zemścił się na mnie w tak okrutny sposób. Kochałam tego człowieka z całego serca, oddałabym za niego swój ostatni oddech, a on ponownie mnie zdeptał. Nic już nie pozostało. Moja radość z życia, duma, po otrząśnięciu się z przeszłości, szczęście, że był obok mnie - to przepadło bezpowrotnie. Mam tylko nadzieję, że jest z tego dumny. Udało mu się mnie zabić, chociaż nadal żyję. 

Wracam do pokoju następnego dnia. Wlokę za sobą nogi, idę z opuszczoną ze wstydu głową i kompletnie wyłączonymi uczuciami. Kiedy tylko docieram na dzieciniec, czuję na sobie spojrzenia. Nie mam odwagi podnieść wzroku. Wcale nie muszę tego robić, aby wiedzieć, co chcą przekazać mi te wszystkie spojrzenia wrednych ludzi. Widzieli mnie w najbardziej żenującym momencie, co tu jest do powiedzenia? Słyszeli moje jęki, nasze czułe słowa, wyrazy miłości. Wykorzystał to, że byłam pijana i teraz jestem pewna, że Simon maczał w tym palce. Czy dosypał mi wtedy coś do drinka, skoro tak szybko odleciałam? Czy z premedytacją oddzielił mnie od Nolana, aby Justin mógł wprowadzić w życie swój koszmarny plan? Dlaczego to zrobił? Dlaczego tak potwornie mnie upokorzył? Taki był jego cel? Jeśli tak, wgrał.
- Och, Ivy. Ależ ty jesteś gorącą laską, skarbie - podnoszę głowę i zatrzymuję się przed chłopakiem, którego kojarzę tylko z widzenia. Oblizuje usta bezwstydnie mi się przyglądając, jakbym była panienką na telefon - Widziałem filmik i nie ukrywam, chętnie zamieniłabym się z Justinem. Co ty na to? Masz ochotę na szybki numerek? - zamieram na jego słowa i czuję się jak rzecz. Taka, którą ktoś przerzuca z ręki do ręki i nie ma dla niego większej wartości. Właśnie to zrobił ze mną Justin, miłość mojego życia - Mam wolny pokój. Mogę nawet zapłacić. Ile? - mam dość. Odpycham go, mijam i wbiegam do budynku. 
Łzy kapią po moich policzkach, przeskakuję schodki po dwa, aby jak najszybciej zamknąć się w pokoju, schować pod kołdrą. Prawie mi się to udaje, niestety zderzam się z Dylanem. Unosi moją głowę i wpada w panikę. Coś mówi, ale nic nie słyszę. Mój mózg nie rejestruje żadnego dźwięku, nic do mnie nie dociera. Uwalniam się z jego uścisku, przebiegam korytarz i wpadam do pokoju, zamykając go na klucz. Alayna unosi głowę, marszczy brwi i wpatruje się we mnie zaskoczona. Nie wypowiadam słowa, zsuwam buty, zdejmuję kurtkę i wskakuję do własnego łózka, mojego ratunku. Owijam się kołdrą po samą szyję, szlocham i ściskam w palcach czarną gumkę, szepcząc przez płacz; "to tylko sen. To tylko zły sen".


Nie opuszczam pokoju. Chłopcy zaglądają do mnie non stop, ale nie rozmawiam z nimi. Nie mogę przemóc się, aby wypowiedzieć choćby słowo. Jestem zamknięta w swoim własnym świece do którego nikt nie ma wstępu. Tylko tutaj czuję się bezpiecznie, nikt nie może mnie w nim skrzywdzić. Żal mi jedynie Nolana, który nawet nocuje ze mną, tuli do siebie, nie odstępuje i prosi, abym się wreszcie odezwała. Przynosi mi jedzenie, którego nawet nie tykam i momentami płacze razem ze mną, kiedy ponowie dopada mnie załamanie. Jestem jak wydmuszka, pusta w środku. Mój świat po prostu przestał istnieć.

Po dwóch dniach zostaję wezwana do dyrektora. Nie mam pojęcia, czego może ode mnie chcieć, jednak muszę wziąć się w garść i do niego pójść, chociaż wcale nie mam na to ochoty. Myśl, że muszę opuścić pokój napawa mnie przerażeniem. Znowu ściskam w palcach gumkę i staram nie rozpaść się ponownie.
W odbiciu lustra nawet nie rozpoznaję siebie, to zupełnie inna osoba. Już nie ma w jej oczach miłości, szczęścia, siły walki z całym światem. Jej oczy są puste, smutne, pozbawione blasku. Podchodzę do lustra, dotykam go i uważnie śledzę ruch palca, który sunie w różnych kierunkach. W którym kierunku ja mam pójść? W którą stronę skręcić, aby odnaleźć na drodze odrobinę nadziei na lepsze jutro? Czy kiedykolwiek będzie lepiej? Czy ten dziwny stan opuści mnie na dobre i będę mogła ruszyć dalej? Jak wtedy, kiedy ojciec mnie zniszczył, a ja kawałek po kawałku składałam swoje życie do kupy. Udało mi się, ponownie walczyłam i odnalazłam w sobie siłę. Gwen była ze mnie taka dumna! Tęsknię za nią.


Spoglądam na zegarek, czekając na godzinę zero, a właściwie siedemnastą. Siedzę na łóżku, ubrana, doprowadzona do porządku i wpatruję się w ścianę nad łóżkiem mojej współlokatorki. Są na niej jej zdjęcia, na których widok lekko się uśmiecham. Mała Alayna łowiąca ryby z tatą, babrająca się w kałużach i wtulona w mamę. Zaraz obok starsza Alayna z przyjaciółkami. Na imprezie, w kinie, na rolkach. Kiedy zobaczyłam te zdjęcia po raz pierwszy bardzo jej zazdrościłam, teraz nie czuję nic. Widocznie niektórzy ludzie nie zasługują na szczęśliwe zakończenie, jest ono zarezerwowane wyłącznie dla wybranych. Ja nie należę do tego grona. Słowa ojca potwierdzają się i chociaż próbowałam je wypierać, teraz nadszedł czas się z tym pogodzić. Moje życie nigdy nie będzie wyglądało tak, jakbym tego chciała. Porzuciła mnie osoba, której tak potwornie potrzebowałam. Nie zatroszczyła się o mnie, nie obdarzyła matczyną miłością. Zostawiła mnie z tyranem, który zamienił moje życie w koszmar i powtarzał, że jestem bezwartościowa, nikomu niepotrzebna. Chyba miał rację, bo wszystko zaczyna się sprawdzać. Matka odeszła, ojciec, chociaż mnie ranił, również odszedł. Wtedy, kiedy miałam odrobinę nadziei, że wreszcie los się odwrócił i jestem szczęśliwa, on też odszedł, miażdżąc moje życie niczym kartkę papieru. 

Opuszczam budynek, idę przed siebie owijając się ramionami. Na dziecińcu jest mnóstwo ludzi, śmieją się, rozmawiają, cieszą pięknym dniem. Widzą świat w kolorowych barwach, mój jest jedynie czarny. Nie dostrzegam już kolorów, na nic nie zwracam uwagi. Stawiam krok za krokiem, aż wreszcie dzieje się to, na co podświadomie czekałam. Słyszę te obrzydliwe słowa, które wwiercają się w mój mózg niczym wiertarka z udarem. Nie oszczędzają mnie, proponują pieniądze, komplementują moje ciało, piersi i krzyczą, jak chętnie by się mną zaopiekowali. Pytają, jaka jest moja ulubiona pozycja i czy mogą mnie związać i pieprzyć we dwóch jednocześnie. Wszystko podchodzi mi do gardła i cudem powstrzymuję wymioty. 
Skręcam w prawą stronę i oddycham z ulgą, kiedy przed moimi oczami ukazuje się budynek dyrektora. Chcę wejść jak najszybciej, niestety nic nie idzie po mojej myśli. Nagle wychodzi z niego Justin, a nasze oczy się spotykają. Przystaję w miejscu, gapię się na niego, a moje serce właśnie pęka definitywnie. Czuję, jak tama puszcza, jak wszystko ze mnie schodzi i spływa niczym wartki strumień. Jedynie, co dociera do mojej świadomości to mój własny szloch oraz swoje imię z jego ust. Tylko kątem oka widzę, jak rusza w moją stronę, zrywam się z miejsca, odwracam i biegnę przed siebie. Wpadam na kogoś po drodze, ledwo widzę przez łzy, ale zbyt dobrze czuję dłonie, które chcą wślizgnąć się pod moją bluzkę. Resztką sił odpycham się do umięśnionego ciała i ruszam dalej. Doskonale wiem, gdzie się udam. Do miejsca, które jest moim azylem, gdzie w spokoju będę mogła użalać się nad swoim beznadziejnym życiem.



Justin POV:
Sytuacja już dawno wymknęła się spod kontroli. Miałem świadomość, że przekraczam granicę, jednak nie potrafiłem się zatrzymać. Byłem przepełniony ogromnym gniewem, żalem, bezradnością. Musiałem patrzeć na Ivy w towarzystwie mojego przyjaciela, a krew zalewała mnie niczym fala tsunami. Nienawidziłem i jego, i jej! Czułem się zdradzony, wykiwany, oszukany. Dwójka ludzi, której ufałem bezgranicznie tak perfidnie to zaufanie wykorzystała. Kiedy Meredith pokazała mi ten film nie miałem żadnych wątpliwości. Ivy i Nolan spędzali ze sobą mnóstwo czasu, wystarczyła zaledwie iska, aby akcja poszła do przodu. Żałuje się dopiero po fakcie i widziałem, jak Ivy cierpiała. Wciąż wypierała się, że mnie nie zdradziła, a ten idiota potwierdzał jej wersję. Kiedy wczoraj dorwał mnie na siłowni wręcz wykrzyczał mi w twarz, że jestem niedorozwiniętym dzieckiem i powinienem się leczyć! Wpadłem w szał i pięści poszły w ruch. Kiedy już ochłonęliśmy powiedział mi, że nigdy nie dotknął Ivy w ten sposób. Przyznał nawet, że podoba mu się Rosalie i zaczęli umawiać się na poważnie. Brzmiał tak szczerze, że aż nie mogłem odwrócić od niego wzroku. Po raz pierwszy dopadły mnie wątpliwości, czy faktycznie słusznie postąpiłem osądzając Ivy i nie pozwalając jej na wyjaśnienia. Nolan zapewnił mnie, że cholernie cierpi i kocha mnie najbardziej na świecie. Poczułem się jak skończony idiota i nienawidziłem siebie za to, czego się dopuściłem. Z rozgoryczenia nagrałem ten przeklęty filmik, jednak kiedy zobaczyłem ją na korytarzu taką smutną, załamaną, zakazałem Simonowi go publikować. Mimo to nie posłuchał, a film ujrzał światło dziennie. Upokorzyła mnie przy wszystkich, zadrwiła ze mnie! Chyba chciałem pokazać jej, że nigdy żadna dziewczyna nie zrobiła tego, co ona i nie mogę zostawić tego bez odpowiedzi. Nie wiem, co sobie wtedy myślałem. Naprawdę nie wiem! Doskonale wiedziałem, że Ivy jest wrażliwa, jak wiele przeszła w dzieciństwie, a ja jej dołożyłem. Ludzie nie mieli dla niej litości, wciąż gadali o filmiku i jej zajebistym ciele. Wystarczyły zaledwie dwie godziny zajęć na których nasłuchałem się, jak dobrą jest dupą i jak cholernie zazdroszczą mi, że mogłem ją mieć. A ja siedziałem bez ruchu, gapiłem się we własne dłonie i czułem się jak ostatnia świnia. Wyrzuty sumienia wręcz nie przestawały mnie gryźć, jednak zasłużyłem na to. Wszystko potoczyło się fatalnie, powinienem był odpuścić, wysłuchać jej wersji i wtedy podjąć decyzję. Niestety gniew wyszedł na pierwszy plan i nic innego nie miało znaczenia. Przez swoją głupotę straciłem kogoś, kto był dla mnie najważniejszy. A najgorsze było to, że tego nie dało się już naprawić. 




Ivy POV:
Ponownie spędzam noc na stadionie. Nolan nie dawał spokoju i szukał mnie tutaj. Obserwowałam go z ukrycia i specjalnie wybrałam inny sektor. Wiedział już, że siedem to moja ulubiona liczba i szukał mnie tam w pierwszej kolejności. Nienawidziłam siebie za to, że traktowałam go jak intruza, niestety nie potrafiłam inaczej. Przynajmniej nie w tej chwili. Teraz chciałam być sama, na spokojnie przetworzyć to, co się wydarzyło. Nie sądziłam, że słowa im nie wystarczą i posuną się znacznie dalej. Natychmiast przypomnieli mi się "wujkowie" 
i ich dłonie na moim ciele. Były tak samo nieustępliwe, nie uznające odmowy, natarczywe. Czułam je wszędzie, napawały mnie odrazą, obrzydzeniem, a ojciec uśmiechał się szyderczo i zakazał się wiercić. Miałam się poddać i pozwalać im na to okropieństwo. Mimo wszystko walczyłam z całych sił, a potem przypłacałam to laniem. Ojciec wydzierał się, jak bardzo rozczarowałam go swoim zachowaniem, nie okazaniem posłuszeństwa. Gdyby jego sekret nie wyszedł na jaw, myślę, że byłby w stanie sprzedawać moje ciało. Skoro nie przeszkadzało mu to, że jego obrzydliwi kumple obmacują jego dziecko, cóż powstrzymałoby go przed posunięciem się jeszcze dalej? Miałby z tego korzyść, a i tak dla niego byłam czymś bezwartościowym. I nachodzi mnie kolejna, smutna myśl. Jestem na tym świecie całkiem sama, nie mam dla kogo walczyć, starać się, żyć. Skoro nikomu na mnie nie zależy, po co mam się męczyć, pozwalać ludziom, aby tak potwornie mnie ranili? Czy naprawdę sobie na to zasłużyłam?
Układam zmarznięte ciało na zimnym betonie, zwijam się w kulkę i ściskam w palcach czarną gumkę. Nie mam pojęcia, co począć dalej. Wiem jedno; nie chcę być w tym miejscu, które do granic możliwości przesiąknięte jest nienawiścią. W tych ludziach nie ma nic dobrego, chłoną moje cierpienie niczym gąbka, mając dzięki temu rozrywkę. Kiedy ich bawi moja rozpacz, ja tonę coraz głębiej. I kiedy próbuję ostatkiem sił wygrzebać resztkę nadziei, unieść dumnie głowę, nagle widzę światełko w tunelu. Przede mną leży rozbita, zielona butelka po tanim winie. Kilka kawałków szkła rozrzucone są po betonie, a ja bez wahania chwytam jeden z nich. Oglądam go z zaciekawieniem i myślę, jakby to było po prostu umrzeć, zniknąć. Nagle wszystkie troski uciekłyby w siną dal, a ja mogłabym odetchnąć z ulgą. Nie chcę więcej cierpieć, nie chcę być poniżana, mieszana z błotem i traktowana jak rzecz. Nigdy więcej nie chcę się zakochać, być szczęśliwa, uśmiechnięta. Nie chcę żyć, nie w ten sposób, nie na tym świecie. Po co wciąż walczyć?
Siadam, opieram plecy o krzesełko i zsuwam z siebie kurtkę. Trzęsę się z zimna, jednak ignoruję to uważnie oglądając trzymane w mojej dłoni szkło. W moich myślach pojawia się twarz Justina, jego uśmiech, urocze poduszeczki pod oczami, zmierzwione włosy, niemal słyszę jego radosny śmiech. Mogłabym patrzeć na niego przez jedną minutę i znaleźć tysiąc rzeczy, które w nim kocham.




30 minut, by wyszeptać Twe imię
30 minut, by unieść winę
30 minut rozkoszy, trzydzieści kłamstw
30 minut, by ostatecznie zdecydować
Justin POV:
Po spotkaniu Ivy na dziedzińcu rozpacz pochłania mnie doszczętnie. Minęło kilka godzin, kiedy ją widziałem i próbowałem odnaleźć. Zniknęła mi z oczu, kiedy moja pieść spotkała się z twarzą Harrego, który perfidnie włożył dłonie pod jej bluzkę. Krew się we mnie zagotowała, straciłem nad sobą panowanie i po prostu mu przyjebałem. Ivy doskonale wykorzystała ten moment na ucieczkę i było już za późno. Ruszyłem za nią chwilę później, jednak do tej pory jej nie znalazłem. Tak bardzo chciałem wziąć jej drobne ciało w ramiona i 
prosić o wybaczenie. Przyłapuję się nawet na tym, że mam w dupie to, czy naprawdę mnie zdradziła, czy nie. Pragnę jej bez względu na wszystko i będę walczył do ostatniej kropli krwi, aby naprawić to, co tak łatwo zjebałem. Nie pozwolę jej odejść, jest dziewczyną, z którą chcę spędzić resztę swojego życia. Jak mogłem być tak zaślepiony tym filmikiem i gniewem, żeby odwalić takie gówno?! Niech to szlag, nie jestem takim człowiekiem! Rodzice inaczej mnie wychowali i teraz byliby zawiedzeni moim zachowaniem. Jilian nigdy w życiu nie wybaczy mi tego, co zrobiłem Ivy. I całkiem słusznie. 

Wychodzę na dziedziniec, gdzie panuje zamieszanie. Razem z Nolanem przepychamy się przez tłum i wreszcie docieramy do chłopaka, który trzyma w dłoni telefon, a ludzie gapią się w niego z przerażeniem. Nic z tego nie rozumiem, podchodzę więc bliżej wyrywając mu sprzęt z dłoni. To, co widzę mrozi krew w moich żyłach. Czuję, jakby ktoś przypierdolił mi obuchem w łeb, a wszystko wokół zaczyna wirować.
- Ivy popełniła samobójstwo, stary - chłopak szepcze cicho, patrząc na mnie smutno. Nie dociera do mnie to, co właśnie wyszło z jego ust. To nie może być prawda. Moja mała, kochana biedroneczka odeszła...





Chłód i cień 
Już czas na sen 
Zachód słońca żegna dzień 
I ścichł Twój szept 
Twój wzrok też zgasł 
Wokół tylko cisza

Znów jest zmierzch 
Bez gwiazd, wśród łez 
Każda myśl to cierń. 
Bo los z nas drwi, 
Drwi z nas co dzień. 





sobota, 24 marca 2018

Rozdział dwudziesty trzeci

Budzę się w pokoju Nolana. Zanim mam szansę otworzyć oczy, natychmiast przykładam dłoń do bolącej głowy. Krzywię się na dziwne pulsowanie w skroniach, próbując przypomnieć sobie, jakim cudem dotarłam do domu. Ostatnie, co przedostaje się do mojej głowy to picie z chłopcami w kuchni oraz wyjście z Simonem na zewnątrz. Nie mam pojęcia, jak do cholery znalazłam się w łóżku. Czy to Nolan mnie tutaj dotaszczył? Jeśli tak, będę musiała mu za to podziękować. Zdecydowanie nie powinnam pić z chłopakami z mojej grupy. Są czasami zbyt szaleni, rozrywkowi i to było do przewidzenia, że skończę sponiewierana.
- Och, obudziłaś się - przekręcam głowę, a widok pół nagiego Nolana mnie zawstydza. Uśmiecha się szeroko, jego biodra owinięte są białym ręcznikiem, a drugim wyciera włosy - Dochodzi prawie czternasta, ja też niedawno zwlokłem tyłek z łóżka. Wybacz, że cię wczoraj zostawiłem. Rosalie mnie dopadła.
- Zostawiłeś mnie? - marszczę brwi, siadam i masuję czoło - Więc to nie ty położyłeś mnie do łóżka?

- Nie? - odpowiada pytająco i patrzy na mnie podejrzanie - Simon powiedział, że poszłaś do domu.
- Naprawdę? To dziwne, bo mi powiedział, że za kilka minut wrócisz tylko musisz zaliczyć jakąś dziunię.

- Nic z tego  nie rozumiem - mój brzuch zaciska pięść niepokoju, a głowę zalewają złe przeczucia. Skoro Simon powiedział naszej dwójce zupełnie coś innego, czy w ten sposób chciał nas ze sobą rozdzielić? Tylko po co miałby to robić? - Pogadam z nim, dowiem się więcej. A teraz ogarnij się, musimy coś przekąsić.
- To jest świetny pomysł - uśmiecham się, wyskakuję z łózka, ale natychmiast się krzywię. Zginam się w pół, przykładam dłoń do podbrzusza i zaciskam usta z bólu - O kurwa mać, chyba umieram, Nolan!
- Co się dzieje, Ivy? - zrywa się na równe nogi, układa dłoń na moim plecach głaszcząc je czule.
- Nie wiem, wszystko mnie boli - podnoszę się, oddycham głęboko, jednak coś mi tutaj nie pasuje - Moje ciało jest jak z waty, dosłownie! - masuję dół brzucha, zastanawiając się, co to do cholery ma znaczyć?!
- Nie znam się na tym, ale może nadchodzą te dni? Wiesz... humorki, fochy, objadanie się, beksowanie?
- Och, masz na myśli okres? - chichoczę, a Nolan wystawia kciuk ku górze - Możliwe, powinnam go dostać na dniach. Bosko! - burczę pod nosem, szukam w szafie świeżych ciuchów i człapię do łazienki. 


Po prysznicu czuję się o wiele lepiej. Głowa przestaje pulsować, chociaż w brzuchu wszystko przewraca się na drugą stronę. Nolan ma rację, pewnie to zbliżający okres daje o sobie znać, więc nic dziwnego, że ledwo żyję. Nie raz potrafi dać mi nieźle w kość, wyłącza z życia nie pozwalając normalnie funkcjonować. Cóż, muszę sobie z tym poradzić, w końcu przechodzę to co miesiąc. Wezmę tabletkę, to powinno pomóc.
Zbieram ubrania, wkładam buteleczkę toniku do kosmetyczki, a moje życie ponownie robi sobie ze mnie żarty. Justin niespodziewanie wchodzi do łazienki, a serce podskakuje mi do gardła. Wygląda koszmarnie! Jego włosy sterczą na każdą stronę, ma worki pod oczami i kaca wymalowanego na twarzy. Na pierwszy rzut oka widać, iż poprzedniej nocy solidnie przesadził, a spora ilość alkoholu plus seks mogą wykończyć. 

- Och, nie wiedziałem, że tutaj będziesz - przerywa ciszę, odkłada swoje rzeczy na blat i odkręca wodę. Ochlapuje twarz zimną wodą, staram się nie gapić na niego jak ciele w malowane wrota i zajmuję się rozczesywaniem wilgotnych włosów. Nienawidzę siebie za to, że nadal tutaj jestem. Powinnam wyjść jak tylko wszedł, jednak koszmarnie za nim tęsknię i choć przez chwilę mogę na niego popatrzeć. Serce wręcz wyrywa się do niego, bije jak szalone i chce wyskoczyć mi gardłem. Jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Wystarczy, że wyciągnę rękę, a dotknę jego ramienia - Odleciałaś. Mówię do ciebie! - podnosi głos, aż podskakuję. Znudzony przewraca oczami, jakby nie chciał mojego towarzystwa - Mam zamiar wziąć prysznic, pytałem, czy chcesz być tego świadkiem? - o, Boże! Nie! - Wiele razy robiliśmy to wspólnie, mimo tego, że nie jesteśmy już razem, mogę zrobić wyjątek i zadowolić cię tutaj. Na pewno jesteś spragniona, skoro nikt cię już nie pieprzy. Ach! Zapomniałem o moim przyjacielu, wybacz - mruga okiem i zsuwa z siebie dresowe spodnie oraz bokserki. Nie wzrusza mnie widok jego nagiego ciała, ponieważ moje serce kolejny już raz pęka na milion kawałków. Wystarczyło tylko kilka słów, a ponownie mnie złamał - Mam nadzieję, że jego kutas daje ci dużo przyjemności. Powiedz, jest lepszy ode mnie? Posuwa cię tak, jak lubisz, kochanie? Mocno, czasami nawet brutalnie? Zna twoje czułe miejsca? Nauczył się ciebie? - moja warga drży. Stoję jak słup soli, moje nogi wrosły w podłogę, a on katuje mnie bez grama litości. Jego słowa są obrzydliwe, ranią mnie jak nic innego, ale on chyba dobrze się bawi. Widok moich łez sprawia mu przyjemność - Dlaczego płaczesz? Zapytałem tylko, czy mój przyjaciel dobrze się sprawuje, to chyba nic złego? Zasługujesz na dobrego kutasa, biedroneczko. Takiego, który porządnie cię zerżnie, zadowoli.
- Nie martw się o mnie - robię krok w tył, wreszcie budzę się z transu i uwalniam od jego zapachu. Jeszcze kilka sekund temu chciałam błagać go, aby mnie wysłuchał i pozwolił wyjaśnić, jak wielkie zaszło nieporozumienie. Teraz to nagle znika, a moja nienawiść do niego się pogłębia. Mam dość grania ofiary, w którą co rusz wbija szpilki - Nolan świetnie się sprawuje, a jego kutas to niebo - mówię to beznamiętnie, obojętnie, jednak moje słowa natychmiast na niego działają. Zaciska szczękę, zwija dłonie w pięści i patrzy na mnie wściekły. Cóż, sam tego chciał, więc proszę! - Jestem zaspokojona, zadowolona i wręcz nie opuszczamy łózka. To chciałeś usłyszeć? - unoszę głowę, wlepiając wzrok w jego piękne oczy. Mam ochotę rzucić się na niego, wykrzyczeć, jak cholernie mocno go kocham i nigdy nie byłabym w stanie go zdradzić, ale i tak mi nie uwierzy. Już spisał mnie na straty - Mimo wszystko dziękuję za troskę, Justin. To słodkie z twojej strony - posyłam mu smutny uśmiech, biorę swoje rzeczy i czym prędzej opuszczam łazienkę. 

Nolan zabiera mnie do miejsca, w którym kiedyś byłam z Justinem. Jako jedyne otwarte jest w Nowy Rok i dziwię się, że właścicielka zamiast odpoczywać, pracuje. Dzięki temu możemy zjeść pyszną jajecznicę oraz wypić mocną kawę, która stawia mnie na nogi. Zdążyłam również nieco uspokoić się po rozmowie z Justinem, chociaż jego słowa nadal odbijają się echem w mojej głowie. To niewiarygodne, jak dwójka niedawno zakochanych w sobie ludzi teraz skacze sobie do gardeł. Powiedzenie, że cienka jest linia między miłością, a nienawiścią idealnie sprawdza się w naszym przypadku. Kocham go, jednocześnie nienawidząc.
- Powiesz mi, co wydarzyło się w łazience? Wróciłaś blada jak ściana i powstrzymywałaś łzy. Gadaj, Ivy.
- A jak myślisz? Moje życie to porażka i oczywiście znając moje szczęście Justin musiał akurat wejść! Zaczął pieprzyć głupoty, czy jesteś lepszy od niego, czy twój kutas daje mi przyjemność i takie tam. Mimo wszystko zabolało - Nolan wznosi oczy ku niebu i parska wkurzony - Wyprowadził mnie z równowagi. Przez moment chciałam wyjaśnić mu wszystko, poprosić, żeby mnie wreszcie wysłuchał, ale po tych słowach tak mnie wkurwił, że chciałam mu dopiec tak samo mocno, jak on mnie. Traktuje mnie jak dziwkę, wiesz?
- Ponieważ zraniłaś jego wybujałe ego! Kocham go jak brata, ale czasami doprowadza mnie do szału! Jest taki tępy i niekumaty! Jak sobie coś wmówi, to nie ma przebacz. Uwierzył w coś, co nie jest prawdziwe i teraz zgrywa wielce skrzywdzonego. Dlatego tak się zachowuje i na każdym kroku cię maltretuje. W dodatku wczoraj na imprezie nieźle mu pojechałaś, słyszeli to wszyscy i zapewne już rozniosło się wśród studentów, że zagrałaś mu na nosie. Wiesz, to on zawsze rozdawał karty, aż nagle pojawiła się taka urocza dziewczynka jak ty i obróciła karty przeciwko niemu. I tak jestem z ciebie dumny, dobra robota.
- Nie chciałam tego robić, Nolan. Nie mam zamiaru iść w jego ślady i zachowywać się tak dziecinnie. Niestety wspólne studiowanie będzie dla mnie prawdziwą męką. Widok jego z inną dziewczyną będzie łamać mnie na nowo, a to oznacza, że nigdy nie będę w stanie pójść dalej. Zatrzymam się w miejscu.
- To nieprawda, Ivy - kręci głową i chwyta moja dłoń - Przeszłaś tak wiele w swoim życiu, jesteś niesamowicie silna i z tym też dasz sobie radę. Pewnego dnia ten dupek się ogarnie, zrozumie, że uwierzył w to gówno bezpodstawnie i jeszcze przyjdzie prosić o wybaczenie. Sam mam zamiar mu to wszystko wygarnąć, tylko musi nieco ochłonąć i przestać dąsać się jak małe dziecko. To wręcz żałosne.
- Masz rację. Jednak kiedy tylko staniesz w drzwiach jego pokoju znowu wpadnie w furię i się zacznie.
- Nie obawiaj się, umiem sobie z nim poradzić. Nie takie akcje przechodziliśmy, chociaż nie ukrywam, ta jak do tej pory jest najgorsza. Nigdy wcześniej nie oskarżył mnie o pieprzenie swojej dziewczyny, no ale nigdy też nie był w związku. Nie myśl sobie, że mnie to nie zabolało. Ufaliśmy sobie bezgranicznie.
- Dlatego dziwi mnie to, że nie dał sobie nic przetłumaczyć. Dlaczego do cholery nie chciał nas wysłuchać?
- To bardzo proste. Justin był o mnie zazdrosny, co też mi powiedział - och! Nie miałam pojęcia, że o tym rozmawiali - Często spędzaliśmy razem czas, oglądaliśmy seriale i leżeliśmy w łóżku. Dla nas to nic wielkiego, po prostu przyjacielska relacja, ale dla niego to powód do robienia scen. Skoro byłaś u mnie w samym ręczniku, skradałaś się przez korytarz cóż innego mógł sobie pomyśleć? Dla niego sytuacja była oczywista - wzrusza ramionami, upija łyk kawy i spogląda przez okno - Nie chcę stracić przyjaciela.
- To wszystko moja wina - zaciskam usta, a poczucie winy uderza we mnie niczym tona cegieł - Nie powinnam aż tak się do ciebie zbliżyć. Teraz Justin nie odzywa się do ciebie z mojego powodu.
- Nie pozwalam ci tak myśleć! - mówi surowo i wbija we mnie intensywne spojrzenie - Nic z tego nie jest twoją winą, Ivy. Ludzie się ze sobą przyjaźnią, to normalne. Nie zrobiliśmy nic złego, mamy czyste sumienie, więc przestań się zadręczać. Nie odbiłbym przyjacielowi dziewczyny, ale chcę, abyś była moją przyjaciółką - jego słowa mnie rozczulają. Jest naprawdę świetnym człowiekiem - Głowa do góry, okej?

- Postaram się i dziękuję ci za wszystko. Pamiętam, jak pomogłeś mi jak tutaj przyjechałaś. Już wtedy wydawałeś mi się spoko i proszę, wcale się nie pomyliłam - uśmiecham się szeroko, a Nolan robi mały ukłon - Wiesz, przypomniałam sobie coś, co powiedział Justin. Wspomniał, że przegrałeś zakład. O co chodzi?
- Nie będę owijał w bawełnę, po prostu spodobałaś mi się od pierwszego wejrzenia - mruga okiem, a ja się zawstydzam. Mnie też się podobał - Chciałem się obok ciebie zakręcić, a kiedy Justin cię poznał chciał zrobić to samo. Jako, że jesteśmy dla siebie praktycznie jak bracia, postanowiliśmy rozegrać mały meczyk w kosza i rozstrzygnąć, kto ma pierwszeństwo. Ograł mnie i odpuściłem. Tak działa męska przyjaźń.
- Wow, nie ukrywam, zaskoczyłeś mnie - upijam łyk kawy i myślę sobie, jakby to było gdyby jednak Nolan wygrał. Na początku nie zwracałam uwagi na Justina i bardziej rozglądałam się za Nolanem. Gdyby odpuścił, z pewnością umawiałabym się z moim przyjacielem. Może nasz związek wyglądałby zupełnie inaczej? - Już się bałam, że założyliście się, który z was jako pierwszy zaciągnie mnie do łóżka.
- Zwariowałaś?! Moja droga, w takie rzeczy bawiłem się w szkole średniej. Teraz już jestem na to zdecydowanie za stary - śmieje się głośno i szybko do niego dołączam. Uwielbiam tego gościa.


Tydzień po rozstaniu z Justinem wraca współlokator Nolana, Greg. Jest to dla mnie smutna wiadomość, ponieważ nie pozostaje mi nic innego, jak wrócić do Alayny. Mój przyjaciel pomaga mi przenieść wszystkie rzeczy i burczy pod nosem, że wcale mu się to nie podoba. Tak, mam dokładnie tak samo. Przyzwyczaiłam się do jego obecności i muszę przyznać, że fajnie mi się z nim mieszkało. Nolan jest bezproblemowym współlokatorem i dzięki niemu dokończyłam sezon mojego ulubionego serialu. Będzie mi tego brakować.
- Pamiętaj, że jestem tylko kawałek dalej i jeśli coś będzie nie tak, wal do mnie śmiało. Rozumiemy się?
- Oczywiście! Dziękuję - staję na palcach i przytulam się do jego ciała - To działa również na odwrót.
- Na pewno skorzystam i to nie raz. Nie myśl sobie, że tak łatwo pozbędziesz się mnie ze swojego życia.
- Ja wcale nie chcę pozbywać się ciebie ze swojego życia, wręcz przeciwnie, zostaniesz w nim na zawsze?
- Oczywiście! - porusza brwiami i uśmiecha się szeroko - Jesteś pewna, że sobie z nią poradzisz?

- Łatwo nie będzie, ale mam zamiar ją ignorować - przekręcam głowę niepewnie spoglądając na Alaynę, która siedzi na swoim łóżku i trzyma laptopa na kolanach - Nie skomentowała mojego powrotu, więc pewnie jest jej to obojętne. Gorzej, bo będzie musiała umawiać się na schadzki z Dylanem gdzie indziej.
- Biedaczysko! Naprawdę mu się spodobała i był wściekły, że musiał z powrotem wrócić do Justina, ale jest mnóstwo miejscówek, gdzie mogą się pieprzyć - szepcze cicho i zadziornie mruga okiem - A teraz uciekaj, bo jest już późno. Widzimy się jutro na zajęciach, nie zaśpij! Jaka szkoda, że trzeba wrócić do szarej rzeczywistości - wygina usta w podkówkę, cmoka mnie w czoło i człapie przez korytarz do swojego pokoju.
- Och, jaki słodki widok - przekręcam głowę, a serce podchodzi mi do gardła. Justin uważnie ogląda mnie z góry na dół, a na jego ramieniu uwieszona jest... Meredith. Ten widok boli mnie jak jasna cholera! Wbił kolejną szpilkę w moje podziurawione doszczętnie serce. Wybrał ją, mimo tego, co odwaliła - Skończyło się wspólne mieszkanie? Ojej, jak mi przykro, biedroneczko - robi maślane oczy, ale nie działa to na mnie.
- Nie nazywaj mnie tak, Justin. Już nie jestem biedroneczką - marszczy brwi i wygląda tak, jakbym go uraziła. Meredith chichocze, chociaż nie było w tym nic śmiesznego - Pięknie razem wyglądacie. Gratuluję, Meredith. Jednak udało ci się odzyskać to, co należy do ciebie - uśmiecham się smutno, a twarz Justina natychmiast się zmienia. Maska obojętności spada ukazując wszystkie uczucia, którymi darzył mnie jeszcze kilka dni temu. Patrzy na mnie wręcz żałośnie, jakby chciał bez słów pokazać, że wcale nie należy do Meredith, a do mnie. Niestety sam tak zdecydował, odrzucił mnie, zdradził i kaleczył moje serce przykrymi słowami. I znowu pod wpływem jego spojrzenia chcę błagać go o szansę, aby to wszystko jeszcze naprawić. Nie marzę o niczym innym, jak przytulić się do jego ciała i poczuć kokon bezpieczeństwa, miłość, oddanie. Jeszcze chwila i naprawdę się złamię, więc pozostaje mi tylko jedno; ucieczka - Dobranoc. Miłej nocy.
- Dobranoc, Ivy - krzywię się na skrzeczący, fałszywy głos tej suki - Chodź, kochanie. Nie marnujmy więcej czasu. Przed chwilą powiedziałeś, jak bardzo mnie pragniesz. Dokończmy to, co zaczęliśmy. Jestem na ciebie napalona - dumnie unosi brodę, pokazując mi swoją przewagę. Popycham drzwi i zanim zamykam je za sobą, słyszę jeszcze, jak Justin mówi do Meredith, aby Simon nie robił tego, o co go poprosił. 


Po słodkim lenistwie powrót do nauki wcale nie jest taki prosty. Na zajęciach nie mogę się skoncentrować i zastanawiam się, jakim cudem mam zaliczyć zbliżającą się sesję? Czeka mnie mnóstwo nauki, a ja nie mogę się na niczym skupić. Wpatruję się w widok za oknem, podpieram głowę na dłoni i wspominam coś, o czym muszę zapomnieć. On już poszedł dalej, ile więc musi upłynąć czasu, abym i ja zrobiła to samo?

Między zajęciami kupuję kawę i korzystając z ładniej pogody idę na stadion. Siadam w siódmym rzędzie i upajam się panującą tutaj ciszą. Ucieczka od ludzi dobrze na mnie wpływa. Całkiem niedawno śmiali się ze mnie z innego powodu, teraz nabijają się z mojej zdrady, w którą każdy uwierzył. Nawet jeśli faktycznie ów zdrada miałaby miejsce, dlaczego tylko ja obrywam? W ich oczach Nolan jest bohaterem, ponieważ mnie zaliczył. Mózg ludzi działa naprawdę dziwnie i wręcz uwielbiają upajać się czyjąś porażką. Nigdy nie potrafiłabym się śmiać z kogokolwiek, szczególnie, gdyby przeszedł w swoim życiu przez coś paskudnego. Jestem pełna współczucia, bo sama cierpiałam. Ludzie, którzy nie zaznali krzywdy nigdy nie będą w stanie pojąć, jak bardzo boli odtrącenie. Nie życzę tego największemu wrogowi. Nikt na to nie zasługuje.
Moje przemyślenia przerywa dzwonek telefonu. Wyjmuję go z kieszeni kurtki, uśmiecham się i odbieram.
- Pod żadnym pozorem nie sprawdzaj poczty, Ivy! - głos Nolana brzmi rozpaczliwie, a mój uśmiech natychmiast znika - Nie waż się tego otwierać, obiecaj mi. Proszę! - krzyczy, a ja zaczynam się bać.
- Dlaczego? Co takiego jest w tym e-mailu, że nie mogę go otwierać? Czy to coś, co dotyczy mnie?
- Niestety tak, ale błagam cię, nie oglądaj tego. Dobrze? - marszczę brwi i orientuję się po jego słowach, że to musi być film - 
Chcę być przy tobie, Ivy. Gdzie jesteś? Powiedz mi, a będę tam za sekundę!
Nie odpowiadam, urywam połączenie, włączam internet i zaglądam na pocztę. Faktycznie mam nowego e-maila, klikam na niego czekając, aż się załaduje. Nie znam odbiorcy, ale to nie jest ważne. Kiedy wciskam play i dociera do mnie, co to jest, żółć podchodzi mi do gardła. Wpatruję się w wyświetlacz nie będąc w stanie nawet mrugnąć. Nie potrafię ująć w słowa tego, co teraz czuję, a mam wrażenie, że moje ciężko odzyskane życie ponownie rozpada się w drobny mak. I kiedy myślałam, że Justin już niczym mnie nie zaskoczy, on posyła mnie na samo dno, wprost w ramiona demonów, które otulają mnie czarną mgłą. 




Za oknem cisza, najcichsza jaką znam
Taka przed burzą, co zrywa dach







**********************************************
Hejka :)
Z waszych głosów prawie jednogłośnie wybrałyście weekend z Ivy, więc proszę!
Zapraszam jutro na kolejny rozdział.


Kilka z was pisało, dlaczego Justin się tak zachowuje i dlaczego nie mogą na spokojnie porozmawiać. Te osoby, które są ze mną od baaardzo dawna wiedzą, że w moich opowiadaniach zawarte są fragmenty mojego życia. Tutaj również. Reakcja Justina to kropka w kropkę reakcja mojego ex. Z tym wyjątkiem, że mój ex nie dostał filmu, a zwykłe zdjęcia, na których przytulam mojego przyjaciela. Nie poczekał na wyjaśnienia, sam dopowiedział sobie resztę. Więc jak same widzicie, zazdrość rządzi się swoimi prawami potrafiąc całkowicie zasłonić oczy :(


Do jutra!
Ściskam was
Kasia






środa, 21 marca 2018

Rozdział dwudziesty drugi


Justin POV:
Nie widziałem jej od tej przeklętej, nieszczęsnej środy. To koszmarnie długie, trzy dni, a serce chce wyskoczyć mi gardłem. Potwornie za nią tęsknię, brakuje mi jej, a pokój jest zdecydowane zbyt pusty. Mimo tego, iż wrócił Dylan i z powrotem się do mnie przeniósł, nie mogę znieść jego obecności. Pragnę obok siebie Ivy. Chcę do niej pójść, przytulić ją, pocieszyć. Chciałbym wymazać sobie pamięć i wyrzucić z niej to, co zobaczyłem. Jej ciało odziane jedynie w ręcznik i pokój Nolana. Dręczy mnie to, śnię o tym po nocach i budzę się przerażony. Wciąż nie dowierzam, że jej nie ma już w moim życiu.



Ivy POV:
Sobota, dzień jak co dzień. Z jednym małym wyjątkiem - dzisiaj Sylwester. Miałam świetnie bawić się z Justinem na jednej z imprez, którą organizuje jego kolega. Jaka szkoda, że nie będziemy już nigdy się razem bawić. Uśmiecham się smutno, owijam kołdrą po samą szyję i wspominam te szczęśliwe chwile. Tylko to mi pozostało, nic więcej. To był piękny czas i mam świadomość, że nigdy więcej nie dopuszczę do siebie żadnego chłopaka, nie będę potrafiła. Przez pięć lat nie pozwoliłam się nawet dotknąć, a Justin wkradł się do mojego serca i pozwolił na nowo poczuć, że żyję. Teraz zabrał to, pozostawiając mnie w zawieszeniu. Jakby tego mało, posądził mnie o zdradę, a właściwie on to zrobił. Co za ironia!
- Rusz dupę, Ivy! Natychmiast! - Nolan zdziera ze mnie kołdrę mordując spojrzeniem - Zabieram cię na tę cholerną, sylwestrową imprezę i mam w nosie to, czy wyrażasz na nią zgodę. Idziesz i już! Ubieraj się.
- Czy ja ci wyglądam na zdolną do imprezowania? Chcę po prostu spać, Nolan. Proszę, odpuść sobie, okej?
- Nie odpuszczę! Leżysz od trzech dni, tak nie można. Napijesz się, rozerwiesz i na chwilę zapomnisz.
- Z tym piciem to akurat nie jest taki głupi pomysł. Może kupisz coś i będę mogła schlać się w samotności?
- Wykluczone! Idziesz ze mną, masz pięć minut na wyszykowanie się. I lepiej, żebyś się odjebała!
- Mam wystroić się dla ciebie? - unoszę brew i podnoszę się z łózka - Nie ma sprawy, przyjacielu.
- I to mi się podoba. Chrzanić tego dupka, skoro zachowuje się jak kawał skurwiela. Dzisiaj będziemy się świetnie bawić, pić, a on niech się pieprzy po kątach. Dopiero dzisiaj zobaczy, co stracił, Ivy.

- Brzmisz dość tajemniczo. Mam dziwne wrażenie, że posiadasz jakiś ambitny plan. Zdradzisz mi go?
- Nie, nie zdradzę. Proszę cię tylko o to, abyś już przestała płakać, bo nie mogę na to patrzeć. Nie masz pojęcia, jakie to bolesne - wzdycha ciężko, podchodzę do niego i wtulam się w jego ciało - Kilka dni temu byłaś taka szczęśliwa, uśmiechnięta, a teraz muszę patrzeć na twój ból. Chciałbym to od ciebie zabrać.
- Nikt nie może tego ode mnie zabrać. Coś bezpowrotnie we mnie umarło, a szczęście zniknęło.
- Jeszcze wszystko się ułoży, zobaczysz. Pamiętaj, że masz mnie, a ja zawsze będę tutaj dla ciebie.
- Jesteś najlepszym przyjacielem pod słońcem - zamykam oczy i mocniej się do niego dociskam. 


Biorę szybki prysznic, suszę włosy, kręcę je w delikatne loki i robię mocniejszy makijaż, który tuszuje moje podpuchnięte powieki. Przez trzy dni wylałam więcej łez, niż przez ostatnie pięć lat. To zapewne nie koniec, ale dzisiaj nie mam zamiaru się rozkleić. Skoro Nolan nie odpuści i nie zostawi mnie w spokoju, abym mogła poużalać się nad sobą, ten jeden dzień mogę poudawać, że wszystko jest w porządku, chociaż nie jest. Jest do bani, beznadziejnie i nie uda mi się przebrnąć przez tą imprezę w wysoko podniesioną głową. Po co tam właściwie idę? Żeby jeszcze bardziej się dobić? Żeby wkopać się w większy dół, z którego już się nie wydostanę? Schylam głowę, a łzy kapią po moich policzkach rozmazując idealny makijaż.
To wszystko jest bez sensu, moje życie to kpina. Jestem zraniona, załamana, jednak w moim ciele pojawia się też złość. Podświadomie na nią czekałam, bo złość zawsze dodaje mi odwagi, i tak też jest w tym przypadku. Biorę swoje rzeczy, wchodzę do pokoju Nolana, odkładam je szybko i czmycham do pokoju obok. Oddycham głęboko próbując uspokoić moje szalejące serce. Nie mogę się poddać, kocham go i chcę walczyć! Jeśli coś do mnie czuje powinien dać mi cokolwiek wyjaśnić. Jeśli wejdę w Nowy Rok ze złamanym sercem, już nigdy nie będzie dobrze. Jeśli nie teraz, to kiedy? Raz się żyje! Unoszę dłoń, która drży i odważnie pukam do drzwi. Boję się, jestem zestresowana, ale jest już za późno, bo w progu pojawia się miłość mojego życia. Wygląda obłędnie w czarnej, dopasowanej koszulce i ciemnych jeansach. Mierzy mnie spojrzeniem, przechyla głowę, a na jego ustach pojawia się chytry uśmieszek. Kątem oka widzę kilka dziewczyn, które są w jego pokoju, a moja odwaga ulatnia się w mgnieniu oka. Chcę odejść, ale w ostatniej chwili chwyta mnie za ramię. Miejsce, w którym jego palce stykają się z moją skórą wręcz pali.
- Po co tutaj przyszłaś, hmm? - pyta ostro i wyczuwam zapach alkoholu - Stęskniłaś się za moim kutasem?
- Nie, stęskniłam się za tobą - szepczę cicho i wbijam żeby w wargę, aby zapobiec jej drżeniu - Chciałam porozmawiać, ale chyba jesteś zajęty - próbuję uwolnić się z jego uścisku, ale natychmiast go wzmacnia.
- Myślałaś, że jak rozłożysz przede mną nogi, wyznam ci miłość to będziemy żyli długo i szczęśliwie, w uroczym domku z ogródkiem, psem i kotem? - pyta z kpiną, a serce podchodzi mi do gardła. Mówi to na tyle głośno, że słyszą to dziewczyny, które wybuchają śmiechem - Moja mała, naiwna, dziewczynka - gwałtownie odwraca mnie w swoją stronę, uśmiecha się szeroko i ujmuje moją głowę w dłonie. Jest tak blisko! Czuję jego oddech na moich ustach, zbiera mi się na płacz, a w głowie dźwięczą słowa, które przed chwilą wypowiedział. On wie, jak bardzo mnie w tej chwili niszczy - Wracaj do Nolana, biedroneczko.
Po tych słowach wyrywam się i odchodzę. Łzy kapią po moich policzkach, wchodzę do pokoju, upadając na kolana. Szlocham, aż prawie wypluwam sobie płuca, a ze łzami wypływa całe cierpienie, żal, ból, które zgotował mi chłopak, któremu oddałam swoje serce. Zepchnął mnie w przepaść.

Nolan siłą wyciąga mnie na imprezę. Jestem na niego wściekła, powinien był zostawić mnie w spokoju i pozwolić użalać się nad swoim beznadziejnym losem! Ludzie są szczęśliwi, radośni, uśmiechnięci. Chcą powitać Nowy Rok, wypić szampana i bawić się. Ja tutaj nie pasuję, mój humor jest na samym dnie więc postanawiam pocieszyć się alkoholem. Więc wlewam go w siebie, jednak nawet on nie chce dzisiaj ze mną współpracować. Jak na złość nie działa, nie przynosi upragnionego ukojenia. Fajnie byłoby zapomnieć.

- Nie przesadzaj - Nolan przysiada obok mnie i marszczy brwi - Pijesz jeden kubek za drugim. Zwolnij.
- Co z tego, skoro nadal jestem trzeźwa? Czy to przeklęte piwo jest bezalkoholowe? Co za szajs, kaktusku!
- Och, jak mi tego brakowało! Chodź, zatańczymy - przewracam oczami i kiwam głową. Nolan ma mnie w nosie, ciągnie za dłoń i prowadzi na parkiet. Przytula mnie do swojego ciała, obejmuje i odruchowo opieram głowę na jego torsie. Oddycham głęboko, zamykam oczy i kołyszemy się do rytmu - Więc! Jesteś wolna. Może pokażesz swojemu ex chłopakowi-debilowi, że jest skończonym kutasem i stracił zajebistą dziewczynę? - prycham rozbawiona i wręcz nie wierzę - No, co? Właśnie przylazł ze swoim haremem.
- Nie chcę, żeby ta impreza zmieniła się w walkę na pięści - patrzę mu w oczy, zabieram dłonie z jego bioder i zarzucam na szyję. Dzięki wysokim szpilkom jestem o wiele wyższa - Nie chcę go drażnić.
- Naprawdę się tym przejmujesz? Ma wokół siebie siedem dziewczyn i jakoś się z tym nie kryje.
- Widocznie nie kochał mnie na tyle mocno, Nolan. Ja nie potrafię tak szybko zacząć od nowa.
- Nie każę ci zaczynać od nowa, a pokazać mu, że jesteś twarda i poradzisz sobie. Ale skoro nie chcesz.
- I co niby miałabym zrobić? Jest na ciebie cięty, jeśli cię pocałuję potwierdzę jego teorię o zdradzie.
- Chrzanić to w cholerę! I tak on zrobił to pierwszy, jest gorszy. Miej w dupie to, co on myśli. Czy widzisz, aby brał pod uwagę twoje uczucia przyprowadzając ze sobą te dziwki? - zaciska szczękę i złości się. Ujmuję w dłonie jego twarz i przekręcam, aby na mnie spojrzał. Uśmiecham się lekko, kiedy nasze oczy się spotykają - Przepraszam, Ivy. Po prostu jestem wkurwiony za to, co ci zrobił i mam ochotę mu przyjebać.
- Jesteś kochany, ale to nie będzie potrzebne. Będę od niego mądrzejsza i nie zachowam się jak gówniara liżąc się z jego przyjacielem na jego oczach. Skoro on chce znowu pieprzyć panienki, droga wolna. Już nic go nie ogranicza - uśmiecham się smutno, wtulam głowę w zagłębienie jego szyi i zamykam oczy. 


Impreza rozkręca się na dobre. Większość jest już solidnie wstawiona, zaczynają się głośne śpiewy i krzyki. Stoję oparta o tył kanapy i obserwuję ludzi, którzy tańczą, skaczą i świetnie się bawią. Piję kolejnego drinka, ale niestety dzisiaj nic na mnie nie działa. Jakby to był znak, że to niczego nie zmieni, nie poczuję się lepiej. Właściwie taka jest prawda. Mogę wlać w siebie studnię whisky, urwie mi się film, a jutro wszystko wróci do normy. Nadal będę w pokoju Nolana, wydarzenia ze środy nie okażą się złym snem, a moje serce przepełnione będzie bólem i tęsknotą. Justin pewnie obudzi się obok jakiejś pięknej dziewczyny i zapewne nie pomyśli o mnie, o tej, która zdradziła go z jego najlepszym przyjacielem. Szkoda marnować na mnie czas. Ojciec miał rację, nikt nigdy mnie nie pokocha, widocznie na to nie zasługuję.

Kiedy dochodzi północ wszyscy wychodzą do ogrodu. Zaczyna się wielkie odliczanie, a korki od szampana strzelają z każdej strony. Stoję z boku, ściskam w dłoni małą szklaneczkę z resztką whisky i patrzę na to wszystko ze łzami w oczach. To miał być wyjątkowy Sylwester, pierwszy spędzony z osobą, którą tak bardzo kocham. Chciałam pocałować go i wejść w Nowy Rok złączona z nim w jedność. Na samo wspomnienie serce podchodzi mi do gardła, bo wiem, że to nie jest możliwe. Wszystko przepadło bezpowrotnie i brak mi już sił, aby jeszcze walczyć. Próbowałam wyjaśnić, wyrzucił mnie ze swojego pokoju i nie dał dojść do słowa. A potem powiedział coś, co jeszcze bardziej mnie dobiło. Te słowa były tak bolesne, że niemal czułam ból w całym ciele. Tak się składa, że całkiem niedawno wspominał, że się ze mną ożeni, ale i tak nie brałam tego na poważnie. Na takie deklaracje było zbyt wcześnie, chociaż był wtedy taki słodki.
- Dlaczego stoisz tutaj sama? - głos Nolana sprowadza mnie na ziemię. Posyła mi ciepły uśmiech, a obok niego pojawia się Dylan i Adam. Wciskają mnie w sam środek, obejmują i podają kieliszek szampana - Chyba nie myślałaś, że wejdziesz w Nowy Rok sama, huh? Nigdy byśmy ci na to nie pozwolili - połykam łzy, a wzruszenie ściska mnie za gardło. Nigdy nie sadziłam, że trafią mi się tak wspaniali przyjaciele.


Koło trzeciej nad ranem jestem zmęczona i bolą mnie nogi. Zostawiam chłopców, człapię do łazienki, ale na szczęście nigdzie nie widziałam Justina, chociaż doskonale wiem dlaczego. Zapewne zaszył się w którymś z pokoi i właśnie świetnie się bawi. Boli mnie myśl, że zaledwie godzinę po tym, jak wyrzucił mnie ze swojego pokoju sprowadził sobie panienkę, która mu obciągnęła. Teraz, zaledwie trzy dni później nie marnuje czasu i wrócił do swojego poprzedniego życia, kiedy mnie jeszcze w nim nie było. To smutne, że ja cierpię, a on się bawi. Przez głowę przelatuje mi myśl, że być może nawet mnie nie kochał. Gdyby tak było, czy zachowywałby się w ten sposób? A może to jego sposób na odegranie się na mnie? Mimo tego, że nic nie zrobiłam, chce pokazać mi, że może mieć każdą dziewczynę, a ja byłam jedną z wielu.
Wracam z toalety długim korytarzem. Rozglądam się dookoła i podziwiam ten piękny dom. Myślę o rodzinnym domu Justina, o tych pięknym świętach, które dane było mi spędzić z jego rodziną. Na pewno zapamiętam je do końca życia i nie raz będę do tego wracać. To wspaniali ludzie i żałuję, że nigdy więcej już ich nie zobaczę. Polubiłam Jillian, miałyśmy plany spotkać się na zakupy, kawę i plotki. Wymieniłyśmy się nawet numerami telefonu, ale w tym momencie nie ma to już znaczenia. Wszystko przepadło.
Kiedy jestem już prawie u celu, wpada na mnie Justin. Natychmiast się odsuwam, jakby jego skóra paliła moją. Unosi brew, posyła mi ten znany już cwany uśmieszek w stylu "nic mnie nie obchodzisz" i uważnie ogląda mój strój. Wcale nie miałam ochoty się stroić, jednak zrobiłam to dla Nolana. Troszczy się o mnie, opiekuje i nie chciałam, aby było mu przykro. Jest jedyną osoba, która trzyma mnie w ryzach.
- Pięknie wyglądasz, biedroneczko. Jak zawsze zresztą - oblizuje usta, zagryza dolną wargę i patrzy na mnie tak, jak wtedy, kiedy po jego głowie krążyły bardzo nieprzyzwoite myśli - Jesteś prześliczna.
- Daruj sobie, proszę. Nie potrzebuję słyszeć od ciebie komplementów. Już nie musisz wciskać mi kitu.

- Kitu? O czym ty do cholery mówisz? - marszczy brwi i wygląda na szczerze zdezorientowanego.
- Bajerowałeś mnie, wciąż powtarzałeś jaka jestem piękna, seksowna, urocza. Powiedziałeś nawet, że mnie kochasz - uśmiecham się smutno, a Justinowi opada szczęka. Właśnie o to mi chodziło!
- Chwileczkę! Chcesz mi przez to powiedzieć, że moje słowa były tylko bajerem? Niczym więcej?
- Był czas, kiedy w nie wierzyłam. A potem wyrzuciłeś mnie ze swojego życia nie pozwalając nawet na wyjaśnienia. W dodatku sprowadziłeś sobie dziewczyny, żeby móc je pieprzyć, a ledwo ze mną zerwałeś. Cóż, ja cię kocham i przez myśl mi nie przeszło, aby od razu polecieć do innego. Jeśli naprawdę byś mnie kochał, postąpiłbyś dokładnie tak samo - wzruszam ramionami, omijam go i docieram do salonu.
- Ivy, nie skończyłem! - szybko mnie dogadania, szarpie za ramię i odwraca w swoją stronę. Nagle wszystkie rozmowy milkną, nawet muzyka gra ciszej i wyczuwam napiętą atmosferę - Jak do kurwy nędzy możesz mówić coś takiego, huh?! Doskonale wiesz, co do ciebie czuję!! - wydziera się, aż podskakuję.
- Czyżby?! Co za gówno! Wiem, jaki jesteś, a mimo to zaufałam ci, oddałam serce oraz ciało! Kocham cię, a ty potraktowałeś mnie jak kolejną dziwkę w swoim życiu. Mam nadzieję, że to było tego warte!
- Jak kolejną dziwkę? Ja pierdolę, co ty bredzisz?! Byłaś dla mnie wszystkim, a poleciałaś do Nolana!
- Chyba sam w to nie wierzysz, cholerny idioto! Obudź się! - odpycham go od siebie i płonę ze złości. Jestem tak wściekła, w moim ciele aż wszystko dygocze i mam ogromną ochotę zniszczyć go tak, jak on zniszczył mnie. Jak potraktował mnie zaraz po obejrzeniu filmu i po tym, jak przyszłam do niego, a jakaś siksa robiła mu loda! Ach, nie zapominając tego, co powiedział mi z szyderczym uśmieszkiem na ustach, posyłając mnie na samo dno! I podejmuję ostateczną decyzję, której pewnie będę żałować - Och! Myślałeś, że jak rozłożę przed tobą nogi, wyznam ci miłość to będziemy żyli długo i szczęśliwie, w uroczym domku z ogródkiem, psem i kotem? - uśmiecham się słodko, robię krok w przód i ujmuję jego twarz - Mój mały, naiwny, chłopczyk - przełykam nienawiść do samej siebie, staję na palcach i cmokam go w policzek.
- Nigdy nie powinnaś była tego mówić - odsuwa się, zaciska szczękę i wręcz morduje mnie spojrzeniem. Nie takiej reakcji się spodziewałam. Sądziłam, że moje słowa zabolą go tak, jak mnie zabolały jego, jednak on jest wściekły. Dosłownie płonie, zwija dłonie w pięści i rozgląda się na boki. Robię to samo i orientuje się, że wszyscy na nas patrzą. Nikt się nie bawi, nie gra już nawet muzyka - Zapłacisz mi za to - szepcze tak cicho, że stojąc blisko niego ledwo go słyszę - Upokorzyłaś mnie przy wszystkich, popełniłaś duży błąd.
- Nie masz bladego pojęcia, co to jest upokorzenie. Najwyżej zraniłam twoje zbyt wysokie ego - odwracam się za siebie i podchodzę do Nolana, który patrzy na mnie z uśmiechem oraz dumą. Jaka szkoda, że moje serce właśnie pęka ponownie. Mam ogromną ochotę zawrócić i błagać go, aby było jak dawniej...


Godzinę później szykuję się do wyjścia. Śmieję się z chłopców z mojej grupy, bo są wstawieni i wygadują śmieszne rzeczy. Po ostatnich czterech kolejkach wreszcie zaszumiało mi w głowie, a mój humor nie był tak posępny. Wciąż namawiali mnie na więcej i chociaż miałam wyjść, nadal piłam świetnie się bawiąc, a chłopcy nie mieli dla mnie litości. Dobrze wiedziałam, że jeśli zostanę minutę dłużej, będzie po mnie!
- Ivy, napij się ze mną - Simon wręcz mi kieliszek i stuka swoim - Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
- Dziękuję, tobie również - uśmiecham się, wypijam jednym haustem i odkładam kieliszek na blat - Jestem wdzięczna za towarzystwo panowie, ale naprawdę się zmywam, bo schlejecie mnie na amen!
- Zostań jeszcze pięć minut, Nolan kazał ci przekazać, że niedługo będzie wolny - Simon mruga okiem i chyba wiem, co ma na myśli. Natychmiast czuję wyrzuty sumienia. Mój przyjaciel zaopiekował się mną dzisiaj, a nawet sam nie miał czasu, aby bawić się z innymi - Chodź, przejdziemy się na taras - Simon jak dżentelmen użycza mi swojego ramienia i wyprowadza z kuchni. Dopiero teraz czuję, ile wypiłam! - Świeże powietrze dobrze ci zrobi - przepuszcza mnie w drzwiach, schodzimy po schodach i wreszcie oddycham głęboko. Noc jest piękna i ciepła - I jak? Lepiej? - przytakuję głową i odgarniam włosy do na plecy.
Stoimy przy wodnym oczku, nic nie mówimy i chociaż słabo znam Simona, nie czuję się w jego towarzystwie niezręcznie. Skupiam się na równym oddechu, dojściu do siebie po zbyt szybkim tempie wlewania w siebie alkoholu. Marzę, aby być w pokoju Nolana, przyłożyć głowę do poduszki i zasnąć. Niestety im dłużej stoję, tym gorzej się czuję. Moje nogi słabą, robią się niczym jak z waty, wszystko zaczyna wirować mi przed oczami, a po chwili, zupełnie niespodziewanie odlatuję. Zamykam oczy, tracę przytomność, a ostatnie, co czuję to ramiona Simona ratujące mnie przed upadkiem. 






****************************************
Hejka :)
Co myślicie o końcówce? :O

Ktoś chętny na weekend? :)
Jeśli tak, które chcecie opowiadanie?
Ivy czy Vivienne? 

Poza tym pierwszy raz zgłosiłam swoje opowiadanie do konkursu na Wattpadzie. Szok! Nie spodziewam się niczego, po prostu fajna zabawa więc czemu się nie bawić ;)


Ściskam!
Kasia




środa, 14 marca 2018

Rozdział dwudziesty pierwszy


Ivy POV:

Odprężam się pod strumieniem gorącej wody, nucę pod nosem i wcieram w ciało pachnący żel.
 To ten sam, który kiedyś spodobał się Justinowi, a zaproponowałam, że mu go pożyczę. Wyśmiał mnie i stwierdził, że nie będzie pachniał jak baba! Uśmiecham się na to wspomnienie, spłukuję pianę i wychodzę z kabiny. Otulam się puchatym, białym ręcznikiem, a drugim wycieram włosy. Dopiero kiedy chcę się ubrać, dociera do mnie, że moich ubrań nigdzie nie ma. Rozglądam się na wszystkie strony, zaglądam do drugiego pomieszczenia z toaletami, ale ani śladu! Myślę, czy zabrałam je z pokoju, jednak jestem pewna, że to zrobiłam! Więc co u licha się z nimi stało?! Psioczę pod nosem i postanawiam czmychnąć do pokoju. Najpierw wystawiam głowę, obserwuję korytarz, który na szczęście jest pusty. Przebiegam go raz dwa i chwytam za klamkę od naszego pokoju. Ku mojemu zaskoczeniu, drzwi są zamknięte. Sytuacja coraz bardziej mnie martwi, jestem zdezorientowana i w dodatku w samym ręczniku! Bez zastanowienia wbijam się do Nolana, który unosi brwi posyłając mi chytry uśmieszek. Och, doskonale znam ten uśmiech.
- Och, Ivy! To miło, że chciałaś mi się pokazać w ręczniku. Nie ukrywam, to bardzo miła niespodzianka.
- Żarty żartami, ale coś tu nie gra. Albo zapomniałam zabrać ciuchów z pokoju, albo ktoś mi je ukradł. Na dodatek nasz pokój jest zamknięty, a nie zamykałam go na klucz. Justin mówił, że masz zapasowy.
- A no mam, chwila - otwiera dolną szufladę w komodzie i po chwili podaje mi klucz - Tylko oddaj!
- Oddam, nie pękaj - mrugam okiem, uchylam drzwi i ponownie rozglądam się po korytarzu. Czmycham na paluszkach, otwieram drzwi kluczem, w dodatku czuję się jak cholerny złodziej, który nie chce zostać przyłapany. Z tych emocji jest mi potwornie gorąco, a policzki wręcz palą gorącem. Kiedy wchodzę do środka, dostrzegam moje ubrania na krześle - Serio? - marszczę brwi i zwalam winę na moją sklerozę.


Justin wraca dopiero po trzydziestu minutach. Odkłada siatkę, zdejmuje kurtkę i siada obok mnie.
- Obłęd! Czy ludzie akurat w tej samej chwili kupują alkohol? Rozumiesz coś z tego? Koszmarne kolejki.
- Ludzie wrócili ze świąt, każdemu się nudzi i pewnie spędzają czas tak, jak my. To normalne, skarbie.
- Wątpię, aby każdy spędzał czas tak miło, jak my mamy w planach. Cała noc przed nami, biedroneczko.
- Nie mogę się doczekać - wsuwam palce w jego włosy, mocno pociągając - Zaprosiłam do nas Nolana.
- Nolana, tak? - mruży oczy, układa się na mnie i przyszpila moje dłonie do łóżka - Jesteś baaaardzo niegrzeczną dziewczynką, kotku. Naprawdę ostatnio spędzasz z nim całkiem sporo czasu. Mam się bać?
- Nawet nie zaczynaj tego tematu, proszę! Kocham cię jak jasna cholera, Justin! Nie widzę poza tobą pieprzonego świata i pragnę tylko ciebie! To za mało? Co mam jeszcze zrobić? Z nikim nie rozmawiać?
- Nie, oczywiście, że nie. Przesadzam, wiem o tym, ale zazdrość to naprawdę paskudne uczucie, wiesz?
- Wiem. Nie masz powodu do zazdrości, zaufaj mi. Jesteś dla mnie najważniejszy na świecie, przysięgam!
- Wierzę ci. Widzę, jak bardzo mnie kochasz, czuję to. Nie pozwól mi tego spierdolić przez zazdrość, okej?
- Okej - pocieram nosem o jego i całuję w usta. Natychmiast pogłębia pocałunek, wpycha język w moje usta i dociska się do mojej kobiecości. Mruczę pod nosem, bo wiem do czego zmierza - H-hej, co rob...
- Ciiii - gryzie mnie w wargę i wierci się między moimi nogami - Może naszą nockę zaczniemy już teraz?
- Ehm, to może ja przyjdę później? - podnoszę głowę i wlepiam wzrok w stojącego w drzwiach Nolana. Uśmiecha się zadziornie, wystawiając kciuk ku górze - Nie musicie przerywać, możemy spotkać się jutro.
- Nie, stary! Wchodź - Justin podnosi się ze mnie, poprawia koszulkę oraz spodnie, w których widoczne jest wybrzuszenie. O cholerka! - Mamy na to całą noc, a teraz czas wypić coś mocniejszego, wyluzować się.
- Cały akademik robi dokładnie to samo. Wszyscy pozamykali się w pokojach i zrobili imprezkę.
- Mamy wolne, trzeba korzystać! - Justin podaje nam piwo i wszyscy razem stukamy się szkłem. 


Budzę się przed Justinem. Podnoszę tyłek z łóżka, po cichutku się ubieram i postanawiam wyskoczyć po ciepłe pieczywo na śniadanie oraz naszą ulubioną kawę. Mam nadzieję, że zdążę, nim się obudzi.



Justin POV:
Ktoś natarczywie wali do drzwi nie pozwalając mi spać. Burczę pod nosem, otwieram oczy i ziewam.
Ivy nie ma obok mnie, zastanawiam się gdzież ona się podziała, jednak teraz muszę otworzyć, bo ktoś
nie daje za wygraną. Niech to szlag! Kogo niesie o tej godzinie, skoro jest jeszcze tak wcześnie?!
- Idę, idę - przecieram twarz rękami i zamaszyście otwieram drzwi - Och, nie. To są jakieś żarty! Czego?
- Bądź milszy, mam dla ciebie ciekawą informację - przewraca oczami, wchodzi do środka i zamyka za sobą drzwi. Rozmowa z Meredith, w dodatku o dziewiątej rano nie jest na mojej liście priorytetów - Mam coś dla ciebie. Pokazują ci to tylko dlatego, bo jeszcze niedawno byłeś mi bliski - jej głos brzmi smutno, co mnie zaskakuje - Proszę - podaje mi swój telefon, wciska play i ukazuje się filmik. Kadr pada na korytarz, który jest pusty i nic ciekawego się nie dzieje. Czekam cierpliwie, a po chwili ukazuje się Ivy. Jest w samym ręczniku, wychodzi z łazienki nerwowo rozglądając się na boki. Ktoś trzęsie telefonem, gubi kard i ponownie łapie Ivy, która wchodzi do pokoju Nolana. Krew gotuje się w moich żyłach, bo mam koszmarnie złe przeczucia! Doskonale wie, jak cholernie jestem o niego zazdrosny, a poszła tam w samym ręczniku?! Po co?! - Poczekaj moment i zwróć uwagę na czas - Meredith kiwa głową na telefon i chociaż nie chcę tego oglądać, i tak to robię. Znowu ktoś lekko gubi kadr, a ja zerkam na godzinę. Ivy spędziła w pokoju Nolana piętnaście minut, to wystarczająco dużo czasu na... nie! Nie chcę o tym myśleć - Idzie - wpatruję się w swoją dziewczynę, która opuszcza pokój mojego przyjaciela. Ma ręcznik
 na głowie, nie widzę dokładnie jej twarzy, za to doskonale widzę, jak pomięty jest materiał, który ją otula. Serce podchodzi mi do gardła - Ostatnio często spędzali razem czas, prawda? Alayna przypadkiem nagrała to wczoraj. Ona cię zdradza.
- Wyjdź - oddaję jej telefon, otwieram drzwi i posłusznie opuszcza mój pokój. Nerwowo chodzę tam i z powrotem, moje dłonie drżą, a w głowie szaleje tornado myśli. Wszystko nagle składa się jedną całość.
Te ich częste spotykanie się, rozmowy, uśmieszki. Ivy tak wiele razy zapewniała mnie, że nic ich nie łączy, ale czego innego miałem się spodziewać? Że się przyzna? Kto przyznaje się do zdrady?! - Kurwa! - klnę siarczyście, wsuwam palce we włosy szarpiąc je z całej siły. Zrobiła to, zdradziła mnie, na dodatek perfidnie kłamała mi prosto w oczy. Dziewczyna, której oddałam serce wykiwała mnie i pieprzyła tuż obok, z moim najlepszym przyjacielem. Mam ochotę rozpierdolić ich oboje na drobne kawałeczki! 


Ivy wraca chwilę później. Zdejmuje kurtkę, odkłada siatkę, a pokój wypełnia aromat świeżo zaparzonej kawy. W innej sytuacji uściskałbym ją za ten czuły gest, teraz mam ochotę udusić ją gołymi rękoma!
- Miałam nadzieję, że zdążę wrócić zanim się obudzisz i zrobię ci miłą niespodziankę. Spóźniłam się.
- Nie spóźniłaś. Zapewne nadal spałbym sobie smacznie, niestety ktoś mnie obudził. Zgadnij kto?
- Nie mam pojęcia! Znając życie pewnie Nolan. Co znowu? Nie ma cukru? - tym dolewa oliwy do ognia.
- Ty cholerna kłamczucho!! - wydzieram się, aż Ivy się wzdryga. Gwałtownie zrywam się na nogi, przypieram jej ciało do ściany i chwytam za szyję. Jej oczy są wielkie jak spodki i dostrzegam w nich przerażenie - Wszystko już wiem, nie musisz dłużej kłamać. Uwierzyłem ci, ufałem, kiedy mówiłaś, że nic was nie łączy. Mam nadzieję, że jego kutas był lepszy od mojego, skoro do niego latałaś! - uchyla usta, ale natychmiast zasłaniam je dłonią - Nie, nic nie mów! Nawet nie chcę słyszeć od ciebie słowa! Wystarczy tych podłych kłamstw, mam dość! Spakuj swoje rzeczy, wracasz do Alayny - puszczam ją, oddycham ciężko i powoli dociera do mnie, że to koniec. Boże, koniec! Było tak pięknie, a ona wszystko przekreśliła!
- J-Justin, pozwól mi wyjaśnić, proszę. To nieprawda - jej głos brzmi cicho, drży, a kiedy układa dłoń na moich plecach tracę nad sobą panowanie. Nie wiem jakim cudem, ale uderzam ją w twarz. Nieprzyjemny plask odbija się od moich uszu, Ivy przykłada dłoń do policzka, a ja natychmiast żałuję swojego ruchu.
- Wiem, co mi powiesz. Justin, to nie tak, nie zdradziłam cię! - udaję jej słodki głosik, aż robi mi się niedobrze - Kto przyznaje się do zdrady, Ivy? Nikt. Więc daruj sobie, bo doskonale wiem, co się wydarzyło. Kiedy wczoraj wyszedłem po piwo, wzięłaś prysznic i od razu do niego poleciałaś, co? Aż tak bardzo stęskniłaś się przez te kilka dni?! - wydzieram się jak obłąkany, Ivy kręci głową, a łzy zalewają jej policzki - Wszystko się wydało, możesz oficjalnie się z nim pieprzyć. Jesteś wolna, nas już nie ma. To koniec.
- N-nie możesz, kocham cię! - wybucha płaczem, prycham z kpiną i siłą wyprowadzam ją z pokoju.
Zaraz za nią lądują jej wszystkie ubrania, które wyjmuję z komody i rzucam jeden po drugim. Zrywam te badziewne, świecące kulki i je też wyrzucam. Pościel, poduszkę, kosmetyki. Po chwili korytarz od ściany do ściany jest zawalony, a ona ryczy i nie rusza się z miejsca. W dodatku robi się zamieszanie, ludzie wychodzą ze swoich pokoi obserwując tę jakże żenującą sytuację. Niech patrzą i wiedzą, co zrobiła.
- Justin? Co ty kurwa wyprawiasz? - obok Ivy pojawia się Nolan, co działa na mnie jak płachta na byka.
- Ty! - wymierzam w niego palec i spluwam z pogardą - Obiecaliśmy sobie, że lasek kumpli się nie tyka, prawda? Ciebie to nie powstrzymało, żeby pieprzyć ją za moimi plecami, huh?! Przegrałeś zakład, pamiętasz? Obiecałeś, że nie będziesz do niej podbijał, a ty zrobiłeś coś o wiele gorszego!
- Nie mam pojęcia, o czym ty do cholery mówisz! Nic nie zrobiłem, o co tak właściwie mnie oskarżasz?
- O rżnięcie mojej dziewczyny! O to cię kurwa oskarżam! Jesteście siebie warci, oboje zakłamani. 

- Jeezu, stary! Kompletnie ci odjebało! Nigdy nie pieprzyłem się z Ivy, przecież jest twoją dziewczyną!
- Daruj sobie, wiem wszystko. Zejdźcie mi z oczu - trzaskam drzwiami i czuję ogromną pustkę.




Ivy POV:
Stoję na korytarzu, opieram plecy o ścianę i gapię się w drzwi, które przed chwilą zatrzasnął Justin. Jestem w szoku, dosłownie. Nie ruszam się, ledwo oddycham, a moje oczy są ogromne. Za cholerę nie pojmuję tego, co się właśnie wydarzyło. Kiedy wychodziłam wszystko było w porządku, więc kto odwiedził Justina, skoro nie był to Nolan? Co zobaczył? Owszem, byłam wczoraj w pokoju Nolana, ale tylko po klucz!
- Jasna cholera! Możesz wyjaśnić mi, co się z nim stało? Dlaczego wyrzucił wszystkie twoje rzeczy, Ivy?
- Z-zerwał ze mną. Jest przekonany, że go zdradzałam. Z tobą. Wie nawet, że byłam wczoraj u ciebie.
- Skąd to kurwa wie, skoro był w sklepie? Zdążyłaś wrócić do siebie, zanim przywlókł tyłek z powrotem.
- Nie wiem, Nolan, nic już nie wiem - chowam twarz w dłoniach i zsuwam się po ścianie w dół - On nie dał mi nawet wyjaśnić, rozumiesz to? - wybucham nową falą płaczu, a moje serce kurczy się boleśnie - Po prostu mnie oskarżył, jakby miał co do tego pewność. Był o ciebie bardzo zazdrosny i proszę! Stało się.
- On doskonale wie, że nie tknąłbym cię palcem, ponieważ jesteśmy przyjaciółmi. Nie wiem, dlaczego tak impulsywnie zareagował, ale coś musiało się wydarzyć. Justin nigdy się tak nie zachowywał, naprawdę!
- Och, kłopoty w raju? - unoszę głowę i patrzę na stojącą nade mną Meredith - Czyżby Justin nareszcie poznał prawdę o waszej dwójce? - zakłada ręce na piersiach. uśmiechając się z wyższością - Twoja urocza współlokatorka przypadkiem nagrała ciekawy film. Chcecie obejrzeć? - podaje nam telefon, wciskam play i widzę siebie na filmiku. Przykładam dłoń do ust i nie dowierzam w to, co widzę. Jestem w ręczniku, na paluszkach przechodzę korytarz i faktycznie wygląda to tak, jakbym się skradała. I może to głupie, ale Justin miał prawo pomyśleć, że poszłam do Nolana w jednym celu. Prawda jest jednak zupełnie inna, ale już wiem, że nigdy nie będę w stanie mu tego udowodnić. Moje słowa ma za nic - Jaka szkoda, że wasza miłość skończyła się w taki sposób. Kto by pomyślał? To Justin pieprzył panienki, tym razem to ty dałaś dupy - śmieje się głośno, Nolan szarpie ją za ramię i szepcze coś na ucho - Nie łudź się, mój drogi.
- Spieprzaj stąd - syczy przez zęby i wraca do mnie - Musimy to posprzątać. Na razie zatrzymasz się u mnie, Greg wraca dopiero za tydzień - nie ruszam się z miejsca, to Nolan zbiera moje rzeczy, pakuje do walizki i zanosi do swojego pokoju. Wraca po mnie, ale mam wrażenie, że jestem tutaj tylko ciałem. 


Siedzę na łóżku, owijam kolana ramionami i patrzę w ścianę. Myślę, co mam zrobić, jak wyprostować sprawy między nami? Oboje musimy ochłonąć i porozmawiać. Obawiam się jednak, że Justin wcale nie będzie chciał poznać mojej wersji, skoro widział filmik i dopowiedział sobie własną. Boli mnie to, że tak łatwo skreślił nasz związek. Nie zapytał czy to prawda, po prostu ze mną zerwał i wyrzucił ze swojego życia. Na samą myśl mój żołądek zaciska się z nerwów i mam ochotę zwymiotować. Tak bardzo go kocham, ale to widocznie za mało. Starałam się z całych sił, chociaż doskonale wiem, że jestem skomplikowana. Przy nim jednak odżyłam, zmieniłam swoje życia i było... pięknie! Każdy dzień witałam z uśmiechem mimo tego, co zgotowała mi Meredith. Walczyłam dla niego, nie poddawałam się i zbiegiem czasu byłam coraz silniejsza. I na co mi teraz ta siła, skoro siedzę i ryczę? Ponownie wszystko przestaje się liczyć, mieć znaczenie. Czuję się samotna, tęsknię za nim i pragnę być w jego ramionach. Kochana i bezpieczna. Tak bardzo chcę mu wyznać, że to wszystko to stek bzdur, a ja nigdy nie mogłabym go zdradzić, ponieważ liczy się tylko on. Jestem w stanie wybaczyć mu nawet to, że mnie spoliczkował, chociaż tego się po nim nie spodziewałam. Chcę mu wybaczyć chwilę słabości, zwątpienie we mnie, utratę zaufania. I pod wpływem impulsu zrywam się z miejsca, Nolan patrzy na mnie zaskoczony, ale ja wbiegam z pokoju i bez pukania wpadam do Justina. Już otwieram usta, aby zapewnić go o moim uczuciu, wierności, jednak nie mówię słowa, w zamian zamieram zszokowana. Obrzuca mnie szybkim spojrzeniem i skupia uwagę na przyjemności, którą funduje mu klęcząca przed nim dziewczyna. Minęła godzina, szybko się pocieszył.  

Wracam do Nolana, zamykam drzwi i przykładam dłoń do serca. Właśnie roztrzaskał mnie na drobne kawałki, rozszarpał na strzępy. Moja iskierka nadziei ucieka w silną dal i boleśnie dociera do mnie, że to naprawdę koniec. Koniec naszej pięknej, chociaż krótkiej miłości. Tych szczęśliwych chwil, trzymania się za ręce, pocałunków. Przez zwykłe nieporozumienie przekreślił coś, co było dla mnie najważniejsze na świecie. Pokazał mi, jakie życie może być piękne nawet po tym, co musiałam przejść w dzieciństwie. Nigdy nie sądziłam, że mam szansę na miłość, szczęście, skoro już raz ktoś wyrwał moje serce z piersi. A potem pojawił się on, odmieniając mnie i dając nadzieję. Dlaczego nie dał nam szansy? Dlaczego tak łatwo się poddał, nawet nie dopuszczając mnie do słowa? Czy nie zasłużyłam, aby się bronić? Pozbawił mnie tej jednej, cholernie ważnej rzeczy, a teraz? Teraz nie pozostało zupełnie nic. Tylko pustka.

Spędzam w pokoju Nolana kolejne trzy dni. Nie wyszłam na zewnątrz nawet raz. Większość czasu spałam lub płakałam. Brałam prysznic wcześnie rano albo w nocy, aby nie natknąć się na nikogo. Miałam wrażenie, jakby moja dusza była daleko stąd, a zostało tylko ciało. Starałam się przetrwać jakoś kolejny dzień, co nie przychodziło mi łatwo. Tęsknota rozrywała moje serce na strzępy, Justin był tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Nolan i tak zdawał mi relację na bierząco. Nie chciał tego robić, nie chciał mnie bardziej dołować, ale błagałam go, aby powiedział prawdę. Więc mówił. Opowiadał, jak Justin imprezuje, ciągle pije i pieprzy panienki. Dziura w moim sercu wciąż się powiększała, słuchałam tego cała zapłakana i cierpiałam, tak koszmarnie cierpiałam. Nie potrafiłam pogodzić się z jego stratą, z tym, jak brutalnie mnie potraktował odtrącając od siebie machnięciem ręki. Jakbym była zbędna, niepotrzebna, niechciana. Cóż, brzmi bardzo znajomo i nie powinnam się dziwić. Kim ja jestem, aby zasłużyć na takiego chłopaka? 

W piątek wieczorem idę na stadion. Siadam w siódmym rzędzie, wciskam dłonie w rękawy kurtki i patrzę przed siebie. Po prostu patrzę, nic nie czuję. Moje serce już dawno umarło, zostało wyrwane. I ponownie wraca stan, który doskonale znam. Wszystko nagle gdzieś uleciało, pozostawiając pustkę. Z całych sił staram wziąć się w garść, poradzić sobie z tym bólem, który wypełnia mnie od środka, jednak doskonale wiem, że to nie jest możliwe. Wiem też, jak będzie wyglądało moje życie za kilka dni, miesięcy, może nawet lat. Zachłysnęłam się szczęściem, miłością, poczuciem, że jestem dla kogoś ważna, a teraz przyjdzie mi za to zapłacić. Odszukuję czarną gumkę, która nadal jest na moim nadgarstku, ściskam ją w palcach i szepczę cichutko; "będzie dobrze, Ivy. Będzie dobrze". 



"Noc, podczas której z niej zrezygnowałeś, była nocą, podczas której ona zrezygnowała z siebie"