środa, 28 lutego 2018

Rozdział osiemnasty

Justin POV:
Nie odwzajemniam pocałunku. Odsuwam się od niej i wycieram usta. Meredith patrzy na mnie zaskoczona i z pewnością nie tego się spodziewała. Nie mam ochoty się z nim bawić, a jej gra zaczyna mnie wkurzać.
- Nigdy więcej tego nie rób, ponieważ sobie tego nie życzę. Swoim zachowaniem jeszcze bardziej mnie do siebie zniechęcasz. Dążysz do tego, żebym całkowicie się od ciebie odciął. Tego właśnie chcesz?
- Wręcz przeciwnie, chcę żebyś wreszcie przejrzał na oczy i do mnie wrócił. Zaślepiła cię tą buźką!
- Nie będę rozmawiał z tobą o mojej dziewczynie. Masz przestać świrować i doszukiwać się rzeczy, które ciebie nie dotyczą. Zapewne ty również posiadasz sekrety, chciałabyś, aby ktoś je odkrył i rozpowiedział?
- Moje sekrety w porównaniu z sekretami twojej Ivy to bułka z masłem! Jej przeszłość to niezły syf.
- Owszem, to jest syf. Jednak nie widzisz tego, że to ona jest ofiarą, to ona cierpiała. Jesteś bezduszną suką, jeśli śmieszy cię ta sytuacja. Mnie osobiście to bardzo smuci, ponieważ nikt nie zasługuje na taki los. Przez to kocham ją jeszcze bardziej i cokolwiek na nią zdobędziesz, to się nie zmieni. Zakodowałaś?
- Tak, zakodowałam. Wiedz, że przyjdzie taki dzień, w którym przybiegniesz do mnie i będziesz błagał o wybaczenie, ale ja ci nie wybaczę. Zostaniesz bez swojej Ivy i beze mnie. Zasługujesz na to!
- Że też wcześniej nie dostrzegałem, jaka ty jesteś zepsuta i mściwa - prycham z kpiną, odwracam się i odchodzę, zostawiając ją samą - Ach, jeszcze jedno! - przypominam sobie o wujku, idę tyłem i uśmiecham się szeroko - Jutro dyrektor chce cię widzieć u siebie w gabinecie. Czeka cię miła pogawędka - salutuję, Meredith uchyla usta zaskoczona, a ja triumfuję. Liczę na to, że wujek solidnie ją nastraszy.


Kiedy wracam do pokoju, zastaję w nim Ivy i Nolana. Ten widok nieco mnie zaskakuje, jednak jestem spokojny o przyjaciela. Ufam mu i chociaż na początku wspomniał, że Ivy bardzo mu się spodobała, dogadaliśmy się. Zrobiliśmy mały zakład, Nolan przegrał, a ja miałem pierwszeństwo. Gdybym to ja przegrał, musiałbym pogodzić się z porażką, a moja dziewczyna przeszłaby mi koło nosa.
- Zasnęła kilka minut temu - mówi cicho i dopiero kiedy podchodzę bliżej zauważam, że ma zamknięte oczy, a jej głowa oparta jest na jego ramieniu - Łeb jej pękał, wzięła proszek i ją zmogło. Pokazała mi zeznania, czytałeś je? - przytakuję, przecieram twarz rękami i siadam na łóżku Dylana - Nie ukrywam, paskudna sprawa. Miałem siłę jedynie na pierwszą stronę, nawet nie chcę wiedzieć co jest dalej.
- Ja też przeczytałem tylko pierwszą stronę. Im mniej wiem o szczegółach tym lepiej. I tak ledwo panuję nad nerwami. Ta sytuacja wymknęła się spod kontroli, a Meredith nic nie rozumie. Uparta suka.
- To prawda. Niestety te zeznania łatwo było zdobyć. Wiesz, że opublikowała je miejscowa gazeta?

- Nie miałem pojęcia, a zastanawiałem się skąd Meredith je ma. Widocznie prasa musiała węszyć i weszła w posiadanie poufnych informacji. Tych zeznań na pewno było o wiele więcej, to wyciek na trzy strony.
- Jak to dziennikarze. Myślę, że Ivy jakoś sobie z tym poradzi. To i tak prędzej czy później ucichnie.
- Wiem, bardziej boję się tego, że Meredith wytrzaśnie coś nowego i znowu zrobi się niezły kocioł.
- Ivy wspominała, że poszedłeś do wujka. Mam nadzieję, że znajdzie jakieś rozwiązanie tej sytuacji.
- Chciałbym! Na razie może dać jej tylko ostrzeżenie, nic więcej. Stwierdził, że to moja wina i powinienem wziąć sprawy w swoje ręce. Może ma i rację? Meredith jest po prostu zazdrosna, wielce zraniona i obrała za cel Ivy, aby odegrać się na mnie. Wujek nie ma podstaw, aby wydalić ją ze studiów. Musiałbym mieć naprawdę twarde dowody - wzdycham ciężko i patrzę na Ivy. Jest piękna nawet podczas snu.
- Obaj wiemy, że jeśli Meredith nie weźmie się w garść, wpakuje się w kłopoty. Już teraz się rozpędziła, a skoro nie ma zamiaru przestać zobaczysz, że odwali takie gówno przez które wyleci z hukiem.

- Może nawet odrobinę na to czekam. Nie chcę jedynie, aby Ivy jeszcze bardziej przez nią cierpiała.
- Ma ciebie, nas. Będziemy obok niej i nie pozwolimy jej się poddać. Poradzimy sobie z tym, stary.
- Dzięki, Nolan. Jesteś dobrym przyjacielem - uśmiecha się i przybijamy żółwika - Gdzie jest Dylan?
- Tutaj cię zaskoczę. Stwierdził, że nie będzie wam przeszkadzał i... przeniósł się do Alayny.
- C-co takiego? - wybałuszam oczy, jednak potwornie mnie zaskoczył - Jak to się przeniósł? Zwariował?
- Nie sądzę. Stwierdził, że potrzebujecie prywatności, a jemu spodobała się Alayna. Dobry interes.
- A to przebiegła, mała szuja. Już ja sobie z nim porozmawiam. Nieźle to sobie wykombinował, co?
- A jak! Jeden pokój dzielony z laską, klucz w drzwiach, pełna swoboda. Wiemy, co się będzie działo.
- Tsa! Tylko głupi by nie wiedział. Urządzi sobie pokój seksu, nie ukrywam, ma chłopak łeb na karku.
- Ty też - Nolan mruga okiem i kiwa głową w stronę Ivy - Będziecie mogli sobie tutaj słodko gruchać.
- Och, goń się - przewracam oczami, padam na łóżko i zamykam oczy. Przydałby mi się masaż. 


Budzi mnie pocałunek. Mruczę pod nosem, uchylam powieki i uśmiecham się jak debil. Ivy siedzi na mnie, uważnie się we mnie wpatruje i wbija zęby w wargę. Nie ukrywam, wariuję na jej punkcie, a seks to marzenie! Byłem w szoku, kiedy odkryłem że jest dziewicą! Ma dziewiętnaście lat, gdzie ona się uchowała, do cholery?! Nie sądzę, aby w tym miejscu była jakakolwiek dziewica. To graniczyłoby z cudem!
- Dochodzi dziewiąta, nudzi mi się więc postanowiłam cię obudzić - aww, czyż ona nie jest słodka?
- To niegrzeczne z twojej strony - droczę się z nią, marszczy brwi i wydyma usta - Nie pomyślałaś, że jestem zmęczony i chcę pospać trochę dłużej, skoro zajęcia mam dopiero w południe? - unoszę brew, Ivy schyla głowę, a jej dobry nastrój szybko mija - Hej, tylko żartowałem - układam dłonie na jej talii i jednym ruchem rzucam ją na łózko. Wygodnie układam się między jej nogami i całuję w szyję - Cieszę się, że mnie obudziłaś. Dla widoku ciebie w mojej koszulce, bez majtek, możesz budzić mnie nawet nad ranem.
- Och! Ty zboczeńcu! - uderza mnie w ramię i chichocze, kiedy mój oddech łaskocze jej wrażliwą skórę.
- Cóż, tak na mnie działasz więc nie dziw się, że moje myśli są wyjątkowo brudne. W dodatku nie masz na sobie bielizny, cóż to za zachowanie, hmm? - odchylam głowę, uśmiecha się zadziornie i sunie opuszką palca po moim tatuażu na obojczyku - To jawne zaproszenie! Więc, co mam z tobą zrobić, hmm?
- Co tylko zechcesz, jestem cała twoja - jej słowa rozpalają we mnie podniecenie. Jakby tego było mało, unosi biodra do góry i dociska się do mojego kutasa - Wygląda na to, że wstał razem z tobą.
- Jesteś niegrzeczną dziewczynką, biedroneczko. Od kiedy zrobiłaś się taka śmiała? Zadziwiasz mnie.
- Od kiedy pokazałeś mi czym jest seks. Obudziłeś moje ciało do życia i wciąż domaga się coraz więcej.
- Bardzo dobrze. Jestem wiecznie niewyżyty, więc chyba idealnie się do mnie dopasowałaś. Podoba mi się to - poruszam brwiami, pocieram nosem o jej i zsuwam się w dół. Podsuwam w górę t-shirt i pieszczę jej sutki, które natychmiast twardnieją - Są niesamowicie wrażliwe. Niedługo doprowadzę cię do orgazmu właśnie w ten sposób - cichy jęk ucieka z jej ust, wypycha piersi do góry i domaga się więcej - Leż spokojnie, albo nad tym również popracujemy. Wyglądałabyś niesamowicie przywiązana do łóżka.
- Spróbuj - gwałtownie podnoszę głowę i gapię się na nią zaskoczony. Czy ona naprawdę to powiedziała?
- Jesteś cholernie nieprzewidywalną kobietą, kotku. Kiedy myślę, że moje słowa mogą cię zszokować, przerazić, ty zaskakujesz i wychodzisz mi naprzeciw. Naprawdę byś mi na to pozwoliła? Nie bałabyś się?
- Dlaczego miałabym się bać, Justin? Przecież ufam ci i wiem, że nie zrobisz mi żadnej krzywdy, prawda?
- Oczywiście! Nie chcę cię krzywdzić, chcę dać ci mnóstwo przyjemności na którą zasługujesz.
- Więc zrób to, co chcesz zrobić. Nie obawiaj się, od razu powiem, jeśli coś mnie przerośnie, okej?
- Okej - uśmiecham się i sięgam po koszulkę, którą przed chwilą z niej zdarłem. Zwijam ją w rulon, przeplatam przez metalową ramę łóżka i związuję jej nadgarstki. Niezbyt mocno, tylko tyle, aby poczuła się skrępowana. To ma być zabawa, przyjemność, a nie coś na serio. Swoją drogą obejrzenie Grey'a jednak się na coś przydało - Idealnie - podnoszę się, zsuwam kołdrę w dół i podziwiam jej wyciągnięte na łóżku ciało. Obserwuję, jak jej brzuch unosi się i opada gwałtownie, a to znak, że czeka na mój ruch. Mam ochotę ją dzisiaj odrobinę pomęczyć - Kiedy z tobą skończę, będziesz mnie błagać o orgazm - mrugam okiem, karci mnie spojrzeniem i rozchyla dla mnie nogi. Prawie tracę oddech, jest tak piękna i zmysłowa.



Ivy POV:
Justin ucieka na zajęcia, korzystam z wolnego i człapię do Nolana, którego nadal męczy przeziębienie. Mimo tego, że dochodzi dopiero południe jestem potwornie zmęczona. To Justin solidnie mnie wymęczył i pod koniec faktycznie błagałam go o orgazm. To była naprawdę świetna zabawa jak i nowe doświadczenie. Justin ma wprawę i z przyjemnością oddaję się w jego ręce. Mam pewność, że zawsze wymyśli coś nowego i nie będę tego żałować. W tym przypadku było tak samo. Tak długo mnie pieścił, męczył, prawie doprowadzał do końca i nagle zostawiał. Przeklinałam go za te męczarnie, jednak on świetnie się bawił. Na koniec wreszcie mnie przeleciał i podarował upragniony orgazm. To niesamowite, jak moje ciało idealnie się do niego dopasowywało. Jakbyśmy byli dwoma elementami tej samej układanki. Klik i pasuje.
- Hej, mała! Co ty tutaj robisz? - Nolan klepie miejsce obok siebie, układam się obok i cmokam w policzek.
- Mam dzisiaj wolne, Justin jest na zajęciach i potwornie mi się nudzi. Jak się czujesz? Przechodzi?
- Chciałbym! Męczy mnie cholerny katar, a kaszel przeszedł z suchego w mokry. Jestem na dobrej drodze, ale wczorajsza kontrola u lekarza mnie nie pocieszyła. Jeszcze tydzień wygrzewania tyłka pod kołdrą.
- I ty narzekasz? No błagam! Ciesz się tym, że możesz poleniuchować. Mogę się z tobą zamienić. Chcesz?
- Chętnie! Leżenie jest nudne, Ivy. Obejrzałem milion odcinków seriali i wciąż obżeram się słodyczami. Przez ten tydzień przytyję chyba z dziesięć kilo, a mój piękny wyrzeźbiony brzuch pójdzie się pieprzyć!
- Nic nie pójdzie się pieprzyć, obiecuję! Jak tylko wyzdrowiejesz będę chodzić z tobą na siłownię.
- Ho, ho! Brzmi poważnie! Już nie mogę się doczekać, jak zobaczę cię podnoszącą ciężary. To będzie coś!
- Hej, nie rozpędzaj się tak! Nie mówię o podnoszeniu ciężarów, ale o lekkich ćwiczeniach, kaktusie!
- Kaktusie?! Co to ma do cholery być?! - parska śmiechem i szybko do niego dołączam - Dlaczego kaktus?
- A dlaczego nie? W sumie nie jesteś zielony i nie masz kolców, ale lubię kaktusy. Są całkiem ładne.
- Aww, uważasz, że jestem ładny? - prezentuje mi swój profil i zerka na mnie kątem oka - I jak?
- Idealnie! Twój profil robi wrażenie. Powinieneś zgłosić się do top model. Pokonałbyś wszystkich!
- Cholera! To jest zajebiście dobry pomysł. Mam nadzieję, że będziesz moją fanką numer jeden, co?
- Zawsze, kaktusie! - szturcham go w bok i układam głowę na poduszce. Lubię go. A nawet uwielbiam.


Zasypiam, kiedy Nolan włącza jakiś nudny serial. Moje powieki są niczym z ołowiu i przegrywam walkę ze snem. Jest mi ciepło, czuję go gdzieś za sobą i dłoń przerzuconą przez mój brzuch. Nic mi się nie śni, tylko od czasu do czasu docierają do mnie głośne śmiechy na korytarzu, co niezmiernie mnie wkurza!

Przed szesnastą postanawiam wyjść Justinowi naprzeciw. Jestem potwornie głodna i może uda mi się go namówić na dobry obiad w fajnym miejscu. Nadal nie znam dobrze miasta, więc zdam się na niego.
Kiedy mijam salę informatyczną moim oczom ukazuje się Alayna. Jest sama i nie wiem, co mnie do tego skłania, podbiegam do niej i postanawiam zamienić z nią kilka słów. Obym tego nie żałowała.
- Hej - zatrzymuje się i obrzuca mnie zdziwionym spojrzeniem - Wiem, pewnie jesteś zaskoczona, że cokolwiek do ciebie mówię, ja również. Nie planowałam tego, jednak chciałabym wiedzieć, dlaczego relacja między nami tak szybko się spieprzyła. Co się stało? Czy zrobiłam coś nie tak? Obraziłam cię?
- Czy mnie obraziłaś? Nie. Czy zrobiłaś coś nie tak? Owszem - odpowiada ostro, a jej ton nieco mnie zaskakuje - Samo twoje pojawienie się w tym miejscu to porażka. Solidnie namieszałaś, wiesz?
- Namieszałam? Niby czym? Nic nikomu nie zrobiłam, nawet z nikim się nie zaprzyjaźniłam! Co zrobiłam?
- Po pierwsze; Meredith jest na ciebie potwornie cięta, bo zabrałaś jej Justina. Po drugie; mnie też się on podoba - och! Kiedyś tak pomyślałam i miałam rację! Więc jednak nie jest lesbijką - Fakt, zmieszał mnie z błotem na pierwszej imprezie, ale pociągała mnie jego pewność siebie, twardy ton, zaciskająca się szczęka. Chciałam go wyrwać, udało mi się go zaczepić w łazience i poprosić o pomoc z zamkiem. Niestety już zakręciłaś się obok niego. Nie wiem, czy twoja cipka jest ze złota, ale kompletnie go zaślepiłaś!
- Jesteś idiotką, Alayna! Jakbyś nie wiedziała, nawet nie zwracałam na niego uwagi, a podobał mi się Nolan! Ba! Sama mnie do niego zniechęcałaś, wciąż powtarzałaś, żebym trzymała się od niego z daleka, a teraz zarzucasz mi, że go zaślepiłam?! Dla twojej informacji, on on za mną biegał, nie ja za nim.
- To niczego nie zmienia. Nie ważne, kto za kim biegał, nie ważne, że trzymałaś się od niego z daleka skoro i tak wylądowaliście razem. Wielu osobom wasz związek jest nie na rękę. Zdajesz sobie z tego sprawę?

- Zdaję, ale mam to w dupie. To nasze życie, nasze decyzje i nic nikomu do tego. Mnie nie interesują inne związki, więc niech wszyscy w końcu się od nas odczepią. Wystarczy, że Meredith solidnie świruje.
- Ach, była dzisiaj u dyrektora na dywaniku. Justin się poskarżył i dostała reprymendę. Naprawdę myślał, że to ją powstrzyma? Meredith nie jest głupia i nie da się złapać ponownie. Będzie ostrożniejsza.
- Powinna się leczyć, bo ma coś z głową. Trzymasz z nią? Pomagasz jej w tej chorej zabawie? Poważnie?
- Cóż, Meredith ma całkiem niezłą opinię, a że sama do mnie przyszła to zgodziłam się być po jej stronie.
- Więc obie jesteście siebie warte - prycham z kpiną, odwracam się na pięcie i maszeruję przed siebie.

Justin zabiera mnie do małej, uroczej knajpki. Kiedy tylko siadamy na swoich miejscach, rozglądam się z zaciekawieniem, a cudowny zapach roznosi się po całym pomieszczeniu. Podoba mi się to miejsce.
- Rozmawiałem dzisiaj z mamą, zadzwoniła do mnie - och! Spinam się i myślę, czy po naszym ostatnim pobycie nie zostawiliśmy przypadkiem bałaganu - Jak wiesz, zbliżają się święta i bardzo chciałaby, abyś spędziła je razem z nami - patrzę mu w oczy i nawet nie mrugam. Moje serce się kurczy, łzy cisną się do oczu, jednak z całych sił je hamuję - Zgodzisz się, prawda? Bez ciebie nawet się stąd nie ruszę, Ivy.
- N-nie wiem. Święta spędza się w gronie rodziny, Justin. Jestem dla nich obcą osobą, nie powinnam...
- Nawet nie waż się kończyć tego zdania! - przerywa mi ostro i zaciska szczękę - Nie chcę słyszeć tych bzdur, biedroneczko. Nie jesteś obcą osobą, jesteś moją dziewczyną. Chcę się z tobą ożenić, mieć dzieci, psa i kota. Będziesz członkiem mojej rodziny i te święta spędzisz z nami - jasna cholera! Moje nogi robią się jak z waty i całe szczęście, że właśnie siedzę, bo z pewnością zaliczyłabym glebę! Czy on wspomniał o ślubie, dzieciach, domku, psie i kocie?! Boże, to nie dzieje się naprawdę! - Jesteś blada jak ściana! Co się dzieje? - panikuje, przesiada się i zajmuje miejsce obok mnie - Ivy, kotku. Spójrz na mnie - ujmuje moją głowę, unosi ją lekko i nasze oczy się spotykają. W jego widzę ogromną miłość, rozczulenie, troskę, aż ściska mnie w brzuchu - Powiedz mi, o co chodzi? - przełykam ślinię i próbuję wziąć się w garść.

- Zaskoczyłeś mnie wzmianką o ślubie, dzieciach i reszcie. Przecież znamy się ledwo ponad dwa miesiące.
- I co z tego? Ja doskonale wiem, że nie chcę innej kobiety i jestem pewny, że jesteś "tą" na całe życie. A teraz powiedz, że spędzisz święta ze mną i moją zwariowaną rodziną. Nie możesz odmówić, więc nawet nie próbuj, bo ina... - przykładam palec do jego ust i wreszcie się zamyka. Chyba go tym zaskakuję.
- Spędzę święta z Tobą i Twoją zwariowaną rodziną. Jestem bardzo wdzięczna za zaproszenie. Dziękuję.
- To ja dziękuję. To będą zajebiste święta - porusza brwiami, pochyla się i całuje mnie w usta.


Do pokoju wracamy trzymając się za ręce wymachując nimi jak dzieci. Nie mogę przestać się uśmiechać, aż zaczynają boleć mnie policzki. Mimo tego, iż moja przeszłość wyszła na jaw w okropny sposób, Justin jest ze mną i wspiera mnie jak nikt inny. Jestem prze szczęśliwa i przez chwilę zastanawiam się, czym sobie zasłużyłam na chłopaka, który idzie obok mnie. Jest wyjątkowy, niesamowity i ma tak dobre serce! Nie mogłam wymarzyć sobie nikogo lepszego, jestem moim ideałem. Kimś, o kim nawet nie śniłam.
Nadchodzące święta napawały mnie ogromną ekscytacją. Tak naprawdę nigdy nie obchodziłam prawdziwych świąt. Ojciec nawet o tym nie myślał, a w domu dziecka czy w ośrodku to nie to samo. Było miło, ale dziwnie. Brakowało mi rodzinnej atmosfery, śmiechów, radości, składania szczerych życzeń. Rodzina Justina jest wspaniała i wiem, że to będą piękne święta. Przepełniała mnie niesamowita radość i nic nie mogło zburzyć mojego szczęścia, a jednak najgorsze miało dopiero nadejść.





****************************
Coraz miej was tutaj ostatnio.
I tak sobie myślę: czy jest sens dalej to ciągnąć?
Chyba straciłam cały zapał.










środa, 21 lutego 2018

Rozdział siedemnasty

Nie muszę czytać tego, co jest w środku ponieważ znam to na pamięć. Już sama wytłuszczona, duża czcionka z napisem "zeznania" napawa mnie przerażeniem. Nie mam bladego pojęcia skąd Meredith miała do tego dojście, jednak sądziłam, że takie rzeczy policja trzyma tylko dla siebie. To niemożliwe,
aby ktoś jej to dał i chociaż nie powinnam tego robić, wystukuję w Google nazwę mojego miasta oraz miejscową gazetę. Jak na zawołanie pojawia się kilkanaście postów o mojej sprawie, co bardzo mnie zaskakuje. Doskonale pamiętam, że w naszym małym miasteczku występek ojca był ogromnym skandalem. Sąsiadom wręcz nie zamykały się buzie, bo jak to tak?! Henry Jones tyranem?! Nieprawdopodobne, jak ludzie mieszkający obok nas mało wiedzieli. Dla nich ojciec uchodził za "porządnego" człowieka samotnie wychowującego córkę. Prawda wyszła na jaw, a gazety miały na nas całkiem niezłą pożywkę. Nigdy nie sądziłam, że znajdę się w internecie, a tu proszę! Właśnie czytam kilka artykułów opisujących mój los. 
Niektóre teksty są pełne współczucia, przedstawiają mojego ojca w najgorszym świetle, a komentarze są wręcz paskudne. Znajduję jednak też takie, które dociekają dlaczego ojciec objawiał wobec mnie taką agresję. Czytam nawet, że jego dzieciństwo również musiało być tragiczne i dlatego przelał złość na mnie. Nie wiem, jakie dzieciństwo miał mój ojciec i wcale mnie to nie interesowało. Byłam zaskoczona, że ktoś w ogóle o tym wspomniał. Dla mnie miało znaczenie jedynie to, że ojciec był bestią, bez współczucia, litości, zrozumienia. Nawet po ogłoszeniu wyroku na sali sądowej wrzeszczał jak opętany, jak bardzo mnie nienawidzi i żałuje, że nie zabił mnie wtedy, kiedy miał do tego okazję. Tego dnia po raz pierwszy usłyszałam, że zniszczyłam mu życie pojawiając się na świecie. Mimo tego, jak bardzo go nienawidziłam, te słowa szczerze mnie zabolały. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie chcę widzieć go na oczy.
Postanawiam zobaczyć, co zdobyła Meredith. Szybko przeczesuję tekst wzorkiem, przechodzę na kolejną kartkę i na kolejną. Niestety wygląda mi to na oficjalne zeznanie, na kawałek wycieku, który przez przypadek dostał się w niepowołane ręce. Na szczęście nie ma tam najważniejszej kwestii, która napawa mnie obrzydzeniem. Nie zniosłabym myśli, że wszyscy przeczytaliby o tym, jak koledzy ojca obmacywali moje niedojrzałe wtedy ciało. Najgorzej było, kiedy odrobinę podrosłam i moje piersi nieco się uwypukliły. To był dla nich znak, że jestem dojrzała i śmielej schodzili niżej. Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy jeden z jego kolegów włożył dłoń pod moją bieliznę i próbował wcisnąć we mnie palec. Uciekłam z przerażeniem, schowałam się w piwnicy, a ojciec zlał mnie później za moje nieodpowiednie zachowanie. 



Justin POV:
Próbuję skupić uwagę na monitorze i zaprojektowaniu szyldu reklamowego. Idzie mi to jak krew z nosa, nie mogę się skupić i co chwilę zerkam na przeciwległy koniec sali, gdzie siedzi Ivy. Podpiera głowę na dłoni, wpatruje się w monitor i nie mogę z tej odległości dojrzeć wyrazu jej twarzy. Wiem jedynie, że jest piękna nawet wtedy, kiedy intensywnie nad czymś myśli. Od początku mi się spodobała, była wyjątkowa i miała w sobie coś, co mnie do niej przyciągało. Nie była jak inne dziewczyny, które same wskakiwały mi do łóżka. Była skromna, wrażliwa, zamknięta w sobie i trzymająca się na boku. Na początku tego nie rozumiałem, jak i jej dziwnych zachowań. Była jak przestraszone zwierzątko, które ktoś wpuścił między stado innych zwierząt. Grała pewną siebie, odpyskowała mi przy naszym pierwszym spotkaniu i wtedy pomyślałem, że twarda z niej sztuka. Nie mogłem się bardziej pomylić. Owszem, Ivy miała w sobie mnóstwo siły, jednak przeszłość pozostawiła w jej psychice trwały ślad, którego nigdy nie będzie w stanie się pozbyć. Nie potrafię wyobrazić sobie jak bardzo musiała cierpieć. Miałem szczęśliwe dzieciństwo, dorastałem razem z siostrą, w pięknym domu, z kochającym rodzicami. Nigdy niczego mi nie brakowało, miałem grono przyjaciół, dziewczyny u swojego boku i pieniądze. Kiedy ja grałem z kumplami w kosza, chodziłem do kina i na imprezy, korzystałem z życia, Ivy być może w tym samym czasie po raz kolejny łkała w kącie ze strachu przed ojcem tyranem. Nie mieści mi się w głowie, jak można potraktować tak własne dziecko.
Kiedy wczoraj nie wróciła z zajęć wpadłem w panikę. Dzwoniłem do niej, czekałem, ale godziny mijały, a ona nie wracała. Wtedy w moje dłonie wpadły te nieszczęsne kartki, które znalazłem pod drzwiami swojego pokoju. Doskonale wiem, czyja była to sprawka i nie zamierzałem tak tego zostawić. Przeczytałem wszystko od deski do deski i wtedy wszystko zrozumiałem. Dotarło do mnie, że właśnie te straszne rzeczy Ivy przede mną ukrywała i zrozumiałem, dlaczego nie powiedziała mi wcześniej. Pragnąłem ją znaleźć, przytulić do siebie i chociaż byłem na nią wściekły za to, że ode mnie uciekła, liczyło się tylko jej bezpieczeństwo. Szukaliśmy jej z chłopakami przez całą noc, aż trafiliśmy na stadion. Nie wiem, dlaczego udała się akurat tam, ale to nie ma już znaczenia. Kiedy ją zobaczyłem, taką zmarnowaną, zziębniętą i załamaną, serce podeszło mi do gardła. Widziałem na własne oczy, jak bardzo przeżyła to, co się stało. Na jaw wyszedł jej sekret, z którym nie chciała się z nikim dzielić, a teraz już wszyscy o tym wiedzieli. Widziałem ich spojrzenia, przepełnione rozbawieniem, pogardą, odtrąceniem. Jakby obwiniali Ivy za to, że ojciec się nad nią znęcał. To ona jest tutaj ofiarą, a oni wydali na nią wyrok. Nienawidziłem ich za to.
A potem wyznała, jak bardzo boi się, że jej przeszłość może cokolwiek między nami zmienić. Poczułem się, jakbym dostał w twarz. Kochałem ją i za nic w świecie jej przeszłość tego nie zmieni. Nie powinna się tego wstydzić, ponieważ to straszne, co musiała przechodzić przez te lata. Obiecałem sobie, że dam z siebie wszystko i ochronię ją przed tymi hienami rządnymi sensacji i rozrywki śmiejąc się z niej.
Jaka szkoda, że wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to właśnie ja zranię ją najbardziej...


Kończę zajęcia kilka minut po siedemnastej. Opuszczam salę, kieruję się do wyjścia chcąc jak najszybciej dotrzeć w pokoju, w którym czeka na mnie Ivy. Niestety drogę zagradza mi Valerie, jedna z koleżanek Meredith. Nic nie mówi, po prostu wręcza mi kilka kartek i odchodzi. Szczerze mówiąc mam tych rewelacji po dziurki w nosie, jednak moją uwagę przyciąga nagłówek. Marszczę brwi, wychodzę z budynku i siadam na ławce przy korcie tenisowym. Mam przeczucie, że nie powinienem tego czytać, a mimo to łamię się i przesuwam wzrokiem po tekście. Żółć podchodzi mi do gardła, kiedy orientuję się, co to jest.


20 czerwiec 2012 rok
Zeznanie w obecności psycholog, Gwen Warner

- Opowiedz proszę o twoim ojcu. Od kiedy zaczął być wobec ciebie brutalny? Pamiętasz ten dzień?
- Miałam cztery lata, kiedy uderzył mnie po raz pierwszy. Rozbiłam szklankę, wściekł się i uderzył mnie w pupę. Rozpłakałam się, ponieważ bardzo mnie tym przestraszył. Mój płacz podziałał na niego jak płachta na byka, krzyczał, abym natychmiast przestała, ale ja byłam tylko dzieckiem, nie rozumiałam, dlaczego podniósł na mnie rękę. Patrzyłam na niego przerażona, ale w jego oczach nie widziałam nic. Były puste, bez wyrazu, uczuć. Właśnie od tamtego momentu zaczął się mój koszmar, który trwał dziesięć lat.
- Twój ojciec był nałogowym alkoholikiem, brał również narkotyki. W waszym domu był ktoś jeszcze?
- Tak. Wciąż ktoś się przewijał i poznawałam nowych "wujków", tak ojciec kazał mi się do nich zwracać. Czasami u nas nocowali, kiedy byli zbyt pijani, aby móc o własnych siłach wrócić do domu. Siedziałam wtedy w piwnicy, wciśnięta między zepsutą pralkę, a regał z narzędziami. Modliłam się, aby ojciec nie zauważył mojej nieobecności i zajął się swoimi kolegami od kieliszka. Bywały dni, kiedy los mi sprzyjał i przez całą noc ojciec nie zaglądał do piwnicy. Czasami było wręcz odwrotnie, wyciągał mnie stamtąd za włosy i bił przy wujkach. W ich obecności był wyjątkowo brutalny, jakby chciał się przed nimi popisać.
- Żaden z nich nigdy ci nie pomógł? Patrzyli, jak twój ojciec cię krzywdzi i nie zareagowali?
- Nie, nigdy. Ojciec odszedł z pracy, dostał odprawę i dzięki niemu mogli pić za darmo. Dlaczego więc mieliby mi pomóc i narazić się jemu? Patrzyli na rozgrywający się koszmar i czasami nawet się uśmiechali. Tak bardzo błagam ojca, aby już przestał. Wkładał w uderzenia całą siłę, a był postawnym człowiekiem. Cierpiałam niemiłosiernie. Pas rozcinał skórę, krew spływała na dywan, ale on ani myślał przestać. Z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że chyba to lubił. Lubił patrzeć na moje cierpienie, jakby karał mnie za to, że musiał użerać się ze mną przez te wszystkie lata. Nienawidził mnie, nienawidził matki, która odeszła. Mścił się na mnie za to, że mnie urodziła. Czasami chciałam, żeby skatował 
mnie na śmierć.

Nie mogę czytać dalej. Zaciskam pięści na kartkach, schylam głowę, a moje serce kurczy się boleśnie. Nie wiem, skąd zostało wygrzebane to zeznanie i jaki był w tym cel, ale mam świadomość, jak bardzo zaboli to Ivy. Nie może się o tym dowiedzieć, tylko jak mam ją przed tym ochronić? Przecież to sprawka Meredith, może sama jej to pokazała? Cholera! Zrywam się na równe nogi, biegnę w stronę akademika i biorę po dwa schodki. Wpadam do swojego pokoju jak tornado, a w moje oczy rzuca się siedząca na łóżku Ivy. Kiedy przekręca głowę posyła mi lekki, smutny uśmiech. Wiem, że ona już wie. Widzę to w jej oczach.
- Pokazała ci - wskazuje palcem na kartki, które wciąż trzymam w dłoni i natychmiast je upuszczam.
- To nie ma dla mnie żadnego znaczenia - podchodzę do niej, siadam na łóżku i chowam ją w swoich ramionach - Cokolwiek mi pokaże to nie zmieni moich uczuć do ciebie, nigdy w to nie wątp. Mam zamiar porozmawiać z wujkiem i zrobić z nią porządek. Nie ma prawa grzebać w twoim życiu. To podłe!
- Oboje wiemy, że ona nie przestanie, Justin. Może wtedy, kiedy cię odzyska, ale nie wcześniej.
- Ona nigdy mnie nie odzyska, bo nigdy mnie nie miała, Ivy. Ty mnie masz, tylko ty. Nigdy więcej cię już nie skrzywdzi, obiecuję - chowam głowę w zagłębieniu jej szyi i wdycham jej cudowny zapach. 


Zostawiam Ivy z Dylanem i kieruję się go gabinetu wujka. Za dwadzieścia minut skończy pracę, a chcę go złapać zanim wyjdzie. Właściwie nie wiem, co chcę mu powiedzieć, jak przedstawić sprawę, aby miała jakikolwiek sens. Wujek to twardy koleś, ma swoje własne zasady i muszę przedstawić mu dowody na to, że Meredith przekracza pewne granice i te jego zasady ma kompletnie w dupie! To, że jesteśmy rodziną jeszcze nie załatwia sprawy. Nie wystarczy jedno moje słowo, a sprawa zostanie rozwiązana.
- Dzień dobry, zastałem jeszcze wujka? - pytam jego sekretarkę, która posyła mi ciepły uśmiech.
- Tak, złapałeś go w ostatniej chwili. Możesz wejść, jest wolny. Przekaż mu, że ja już się zbieram.

- Oczywiście - kiwam głową, pukam do drzwi i wchodzę do środka. Wujek siedzi przy biurku, kiedy tylko mnie widzi podnosi się i przytula po męsku - Twoja sekretarka już wyszła, możemy chwilę porozmawiać?
- Jasne, Justin! Usiądź - wskazuje na fotel przy stoliku do kawy, siada naprzeciwko mnie i rozpina guzik w marynarce - Co cię do mnie sprowadza? 
Co się dzieje? Muszę przyznać, że wyglądasz na zmartwionego. 
- Bo jestem. Chodzi o pewną dziewczynę, która przekracza granicę i robi coś, czego nie powinna - wujek marszczy brwi i gestem dłoni zachęca, abym mówił dalej - Ma na imię Meredith i jest moją koleżanką. Kiedyś coś nas łączyło, ale to nic poważnego i już dawno jest nieaktualne. Zakochałem się wujku.
- Naprawdę? To wspaniale! - uśmiecha się i klaszcze w dłonie - Już myśleliśmy, że jesteś gejem!
- Jezu, poważnie?! Nie jestem! Mówiłem wam to milion razy, a wy dalej swoje - burczę pod nosem i przewracam oczami. Jak grochem o ścianę! - Poznałem Ivy, która jest na pierwszym roku informatyki i przepadłem. Jest cudowna, niesamowita i wyjątkowa. Niestety w przeszłości ojciec bardzo ją skrzywdził, a Meredith rozgrzebuje starą sprawę przez co Ivy jest na językach wszystkich studentów. Nie chcę tego wujku, to ją rani. Nie masz pojęcia, jak podła jest dla niej Meredith, nie potrafi przestać!
- Powiedz mi, dlaczego właściwie ta cała Meredith to robi? Jaki ma cel, aby oczernić twoją dziewczynę?
- Robi to, ponieważ jest zazdrosna i twierdzi, że chce mnie odzyskać. Nigdy jej nie kochałem, szczerze mówiąc łączył nas tylko przelotny seks, nic więcej - wujek kręci głową i karci mnie spojrzeniem - Mimo to, to nie jest żaden powód, aby mścić się na bogu ducha winnej Ivy! Nie ma prawa grzebać w jej życiu.
- Zgadzam się. To naprawdę nieodpowiednie zachowanie, wręcz dziecinne. Czego ode mnie oczekujesz?
- Nie wiem, czegokolwiek. Ona musi przestać, bo wciąż doszukuje się czegoś, co bardziej pogrąży Ivy.
- Nie wiem, co mógłbym zrobić w tej sytuacji. Nie zabronię ludziom mówić, a wiadomość o przeszłości twojej dziewczyny już się rozeszła. Mogę udzielić jej reprymendy, aby zaprzestała dalszych działań.
- Problem w tym, że ona nie ma zamiaru przestać. Uwzięła się na nią, bo uważa, że Ivy zajęła jej miejsce, co oczywiście jest nieprawdą. Bawi ją to, że ona cierpi, a to jest podłe i bezduszne. Nie uważasz?
- Owszem, jest. Jednak sam poniekąd naważyłeś piwa, więc musisz je wypić - co takiego?! - To są sprawy między tobą, a nią i powinieneś wziąć to w swoje ręce. Niech przyjdzie do mnie jutro, porozmawiam z nią i dam ostrzeżenie. Nic więcej na tą chwilę zrobić nie mogę. Czy takie rozwiązanie cię zadowala?
- Cóż, nie do końca, ale dobre i to. W końcu wyląduje u dyrektora na dywaniku. Przekażę jej, żeby się u ciebie stawiła. Proszę, postrasz ją, żeby poczuła zagrożenie. Niech się przestraszy i uspokoi.
- Och, mój kochany bratanku! Do czego ty mnie namawiasz? - śmieje się ze mnie i wznosi oczu ku niebu.
- Do tego, żebyś pokazał, że masz jaja, wujku - mrugam okiem, wzdycha z rezygnacją, jednak po chwili obaj wybuchamy śmiechem. Naprawdę równy w niego gość i liczę na to, że coś zdziała.


Przemierzam dziedziniec, mijam salę komputerową i skręcam w prawą stronę. Od Ivy dzieli mnie zaledwie kawałek, chcę z nią porozmawiać i zapewnić, że to zeznanie, chociaż bolesne dla mnie, nadal niczego nie zmienia. Musi w końcu zrozumieć, że nie zostawię jej, bo moja szurnięta "ex od seksu" coś sobie ubzdurała i postanowiła snuć intrygi. Od kiedy Meredith bawi się w coś takiego?! To nie jest w jej stylu.
- Byłeś u dyrektora - zatrzymuje mnie jej głos. Przekręcam głowę i wpatruję się w jej postać. Stoi oparta o ścianę sali gimnastycznej, z założonymi na rękach piersiami i miną zbitego psa - Zdradzisz po co?

- Naprawdę mnie o to pytasz? - syczę przez zęby, podchodzę i staję przed nią - Przechodzisz samą siebie, Meredith! Grzebiesz w przeszłości Ivy, jakby był to twój życiowy cel. Sprawia ci to przyjemność?
- Nie! Po prostu chcę ci pokazać, że ona wcale nie jest taka święta, za jaką się uważa! Jak sam widzisz, ma całkiem sporo za uszami. Ma paskudną przeszłość, a ty nadal z nią jesteś. Zwariowałeś?
- Wiesz, dlaczego z nią jestem? - przysuwam się, opieram dłoń obok jej głowy i pochylam się, aby być jeszcze bliżej. Wstrzymuje oddech, kiedy szepczę jej do ucha - Ponieważ ją kocham. Jest dla mnie cholernie ważna i nie zależy mi na tym, aby ją pieprzyć. Zależy mi na niej. Przestań ją dręczyć!
- Przestanę, kiedy tylko zrozumiesz, że to nie jest miłość. Wróć do mnie, Justin. Było nam dobrze.
- Owszem, mieliśmy dobry seks, ale nie było między nami żadnego uczucia. To była tylko przygoda.
- Jak możesz tak mówić? Dobrze wiesz, co do ciebie czuję. Zakochałam się w tobie, pragnę cię!
- Przepraszam, jeśli zrobiłem Ci złudną nadzieję. Nie mogę i nie chcą z tobą być. Kocham Ivy.
- Bzdura! Zauroczyłeś się w niej, bo ma ładną buźk
ę i jest dziewicą! Czy o to właśnie ci chodzi?
- Nie wiedziałem, że jest dziewicą, ale nie ma to dla mnie znaczenia. Jednak to, że nie wskoczyła do łóżka przypadkowemu chłopakowi czyni ją jeszcze bardziej wyjątkową. Ivy jest dobra i wartościowa.
- Przestań! Nie chcę rozmawiać o niej, a o nas. Daj nam szansę, tęsknię za tobą. Nie widzisz tego?
- Widzę tylko to, że uwzięłaś się na niewinną dziewczynę, która znalazła się w konflikcie między tobą, a mną. Mścisz się na niej, ponieważ nie chcę z tobą być. Zapewniam, że tym nic nie zdziałasz.
- Jeszcze się przekonamy - odchyla głowę, zarzuca dłonie na moją szyję i wpija się w moje usta.
 







niedziela, 18 lutego 2018

Rozdział szesnasty

Zanim przekroczyliśmy próg akademika czułam już, że coś jest nie tak. W drodze do drzwi kilka osób spojrzało na mnie z ukosa i szeptało coś między sobą. Justin zdawał się tego nie zauważyć, chwycił mnie za dłoń i poprowadził do swojego pokoju. Powinnam była wrócić do własnego, ale chyba nie byłam jeszcze na to gotowa. Miałam kilka świeżych ciuchów, przebrałam się i wręcz zmusiłam, aby pójść na zajęcia. Zaczynały się w południe i musiałam spędzić na uczelni dobre pięć godzin. Nie miałam na to najmniejszej ochoty i najchętniej zostałabym z Justinem, który miał dzisiaj zdecydowanie lżej. Pocałował mnie namiętnie, zapewnił, że będzie na mnie czekał i nie wypuści mnie dzisiejszej nocy.

Zajęcia jak na złość ciągną się w nieskończoność. Podpieram głowę na dłoni, jednym uchem słucham profesora Rawls'a i myślę o cudownym weekendzie. Justin od piątku trzymał ręce przy sobie, chociaż wczoraj wieczorem złamał się i wspólnie się popieściliśmy. Wciąż twierdził, że jest za wcześnie na drugi raz, ale ja miałam to w nosie. Trochę bólu przecież nikogo nie zabije, a on odrobinę przesadzał.
Jego rodzice wrócili w niedzielę wieczorem, zjedliśmy wspólną kolację, a potem obejrzeliśmy ciekawy film, popijając gorącą czekoladę. Lubiłam tych ludzi, byli życzliwi i zaakceptowali mnie jako dziewczynę swojego syna. Zazdrościłam mu tej relacji, która opierała się na ogromnej, szczerej miłości.

Kończę o siedemnastej, opuszczam budynek i zmierzam w stronę akademika. Ponownie czuję na sobie spojrzenia mijających mnie ludzi, co zaczyna się niepokoić. Wszystko staje się jasne, kiedy po chwili moją drogę zagradza Meredith. Przywykłam do tego, że wylewa na mnie kubeł pomyj, jednak widok stojącej obok niej 
Alayny szczerze mnie zaskakuje. Od kiedy do cholery się z nią zadaje?! Coś mnie ominęło?
- Wiesz, ostatnio trochę pogrzebałam i znalazłam coś ciekawego - zaczyna pewna siebie, macha kartkami, które trzyma w dłoni, jednak nie widzę cóż to takiego - Wiedziałam, że jest w tobie coś dziwnego. Trzymałaś się z boku, uczepiłaś Justina i jego kumpli, a mnie ciekawiło, dlaczego nie masz żadnych koleżanek - to nieprawda, mam aż dwie. Nie mówię jej tego jednak - Więc! Co takiego robicie za zamkniętymi drzwiami, hmm? Jest ich trzech, to całkiem sporo. Lubisz, kiedy cię biją, Ivy? - kiedy wypowiada ostatnie zdanie krew odpływa mi z twarzy. Wpatruję się w nią z przerażeniem i mam okropnie złe przeczucia - Tak, poznałam twoją jakże interesującą przeszłość. Skoro ojciec spuszczał ci lanie, może to polubiłaś, hmm? - Boże! Tak bardzo starałam się zachować to w tajemnicy, a i tak się tego dowiedziała. Właśnie ona! Ta przebiegła, podstępna suka, która uwzięła się na mnie i od dawna nie daje spokoju. Skoro posiada tą wiedzę, to znaczy, że już każdy o tym wie? Stąd te dziwne spojrzenia? - W internecie na twój temat jest całkiem sporo, wiedziałaś o tym? Miejscowa gazeta w twoim marnym miasteczku nie szczędziła słów. Oczywiście nie podali żadnych danych, ale tak łatwo się tego domyślić patrząc na ciebie. Biedna, skrzywdzona, Ivy. To takie smutne, że mamusia porzuciła cię w szpitalu, a ojciec był tyranem - czuję łzy, które na siłę pchają się pod powieki. Moje serce tłucze się w piersi, panika pełza po moim ciele pukając do drzwi, gotowa przejąć kontrolę nad moim umysłem. Staram się wziąć w garść, odpyskować, pokazać jej moją pewność siebie, ale gówno mi z tego wychodzi. Potwornie mnie zaskoczyła, a co gorsza, okazała się być jeszcze gorszą suką, za jaką ją uważałam - Nic nie powiesz? Dlaczego stoisz jak słup soli?
Nie odpowiadam. Rzucam się biegiem, omijam budynek i skręcam w prawo. Łzy cieką po moich policzkach, wiatr rozwiewa włosy, a brzuch zaciska się nieprzyjemne. Wraca do mnie najgorszy koszmar, o którym starałam się zapomnieć i zamknąć go gdzieś głęboko w środku. Meredith wygrzebała moją największą tajemnicę, szasta nią na prawo i lewo, kpiąc i śmiejąc mi się w twarz. To jeszcze gorsze, niż okazywanie tego pieprzonego współczucia. Wtedy ludziom przez chwilę było mnie żal, ona zarzuciła, że lubię być bita. Nie ma pojęcia, jakie to przerażające uczucie, kiedy najbliższa osoba staje w drzwiach, przesiąknięta do szpiku kości nienawiścią i trzymająca w dłoni pas. Właśnie ten pas niezliczoną ilość razy rozcinał skórę na moim ciele, które krwawiło długie dni, a ojciec wciąż poprawiał nie dając szansy na wygojenie. Czasami słyszałam ten dziwny dźwięk, kiedy pas stykał się z moją zakrwawioną skórą. Na samo wspomnienie mam gęsią skórkę. Nienawidzę siebie za te wspomnienia, które zatrzasnęłam w szufladce "przeszłość"


Spędzam na stadionie długie godziny. Siedzę wciśnięta między krzesełkami, trzęsę się z zimna i wciąż słyszę wibrację mojego telefonu. Leży obok mnie i co rusz na wyświetlaczu pojawiają się zdjęcia Justina, Dylana oraz Nolana. Dzwonią bez przerwy, wysyłają milion wiadomości, ale ja jestem zbyt odrętwiała, aby na to zareagować. Zapewne już wiedzą i przez moment zastanawiam się, co sobie o mnie pomyślą. Traktowałam ich jak przyjaciół, bo miałam tylko ich. Bałam się, że mogą potraktować mnie tak, jak Meredith, chociaż tliła się we mnie iskierka nadziei, że jednak będzie inaczej. Poznałam ich, wiedziałam, że byli dobrymi ludźmi, z wielkimi sercami. Więc dlaczego do cholery nie mogłam wziąć tego przeklętego telefonu i odebrać połączenie któregoś z nich? Dlaczego dopuszczałam do tego, aby się o mnie martwili? Chwila! Martwili? Skąd mogę mieć pewność, że właśnie o to chodzi? Może chcieli się ze mnie pośmiać, jak ich szurnięta koleżanka? To wbiłoby jeszcze głębiej i tak tkwiący już w moim sercu nóż.

Nie jestem pewna, która jest godzina. Budzą mnie głośne wrzaski, które wykrzykują moje imię. Otwieram oczy, siadam i naciągam kaptur na głowę. Dopiero teraz sięgam po telefon, który oślepia mnie jak tylko odblokowuję ekran. Dochodzi trzecia trzydzieści rano. Spędziłam w tym miejscu ponad dziesięć godzin! Jest potwornie zimno, nie czuję swojego ciała i mam wrażenie, że moje drogi oddechowe zamarzły.
- Widzicie to?! Lekkie światło na trybunach, coś koło siódmego rzędu! - rozpoznaję głos Nolana, podnoszę się resztką sił i staję na nogach, które niemiłosiernie drżą - Widzę tam kogoś! Jest! Go, go, go!
- Kurwa! - Justin klnie siarczyście, rzuca się biegiem i musi pokonać spory kawałek, aby do mnie dotrzeć. Nie zajmuje mu to zbyt wiele czasu, przeskakuje kilka schodów i podbiega do mnie. Jego oddech szaleje, para ucieka z jego ust i patrzy na mnie z niedowierzaniem oraz przerażeniem. Nie jestem pewna, które przeważa - Boże, Ivy - przeciera twarz rękami i dopiero teraz widzę, jak bardzo jest zmęczony - Nie masz pojęcia, co przez ciebie przeszedłem, dziewczyno! - mówi ze złością, chowa mnie w swoich ramionach i ponowie czuję świeże łzy, które spływają po policzkach. Dołącza do nas pozostała dwójka, jednak nie wypowiadają nawet słowa - Dlaczego to zrobiłaś, huh?! Dlaczego uciekłaś? - odchyla się, ujmuje moją głowę w dłonie i patrzy mi w oczy. Nie jestem w stanie wypowiedzieć nawet słowa. Moje gardło zaciska niewidzialna pięść, jestem zmęczona, zziębnięta i przerażona. Dopiero po chwili orientuje się w sytuacji, bierze mnie na ręce i nie puszcza, dopóki nie przekracza progu swojego pokoju. 


Justin pomaga mi się umyć. Gorący prysznic rozgrzewa moje zmarznięte ciało, niestety nie zmywa ze mnie strachu. Mój chłopak jednak nie pozwala mi się tym zadręczać, kończy mój prysznic, wyciera mnie, zakłada swoją koszulkę i szlafrok. Wracamy do jego pokoju, w którym są obaj chłopcy i wyczuwam napiętą atmosferę. Stoję na środku jak sierota, Justin krząta się gdzieś obok i po chwili odciąga kołdrę i czeka, aż się położę. Nie patrzę mu w oczy, wślizguję się do łóżka i po chwili zostaję otulona po samą szyję.
- Pójdę do siebie, Ivy powinna się przespać i odpocząć. Zajrzę jutro, gdyby coś się działo, daj znać.

- Jasne, dzięki Nolan - kątem oka widzę, jak przybijają sobie żółwika i chłopak opuszcza pokój. Dylan szepcze do Justina, że prześpi się w moim pokoju, co trochę mnie zaskakuje. Ciekawa jestem, co powie na to Alayna - Czy uciekłaś przez to? - przerywa ciszę, pokazuje mi plik kartek, patrzy mi w oczy i czeka. Niepewnie przytakuję głową, Justin prycha wkurzony i rzuca kartki na stolik - Boże, Ivy! Brak mi do ciebie sił, wiesz? Powinnaś przyjść do mnie, dlaczego do cholery tego nie zrobiłaś? Co ci odwaliło?!
- P-przepraszam - przełykam ślinę i wbijam wzrok w sufit - Chciałam być po prostu sama. Nie złość się.
- Mówisz poważnie? Mam się nie złościć? - pyta z niedowierzaniem i szarpie za włosy - Nie masz pojęcia, jak cholernie się o ciebie martwiłem! Ledwo nad sobą panuję, żeby nie pójść teraz do Meredith, wytargać ją za włosy i zawlec do wujka, żeby wyrzucił ją na zbity pysk! Jestem rozdarty, przerażony i bezradny, a ty mówisz, żebym się nie złościł?! - krzyczy niemiłosiernie, a jego słowa odbijają się w mojej głowie. Jestem pewna, że słyszy go cały korytarz - Sądziłem, że mi ufasz, a ty po prostu ode mnie uciekłaś, Ivy!
- Nie uciekłam! - mówię ostro, siadam na łóżku i patrzę mu w oczy - Myślisz, że to jest dla mnie łatwe? Nie! Nie jest! Ta suka wygrzebała coś, co jej nie dotyczy, a teraz rozpowiada o tym na ledwo i prawo, jakby miała do tego prawo! Bałam się, że spojrzysz na mnie inaczej, że już nie będziesz chciał ze mną być!
- Dlaczego do kurwy nędzy miałbym nie chcieć z tobą być?! To niczego między nami nie zmienia, patrzę na ciebie dokładnie tak samo jak wcześniej, chociaż rozpierdala mnie od środka, bo teraz wiem, jak ogromna krzywda cię spotkała. Twój ojciec to kawał skurwysyna, który powinien smażyć się na krześle elektrycznym! - dyszy ciężko, całkowicie stracił nad sobą panowanie i kręci głową jak w amoku - To popierdolone, nie tego się spodziewałem, ale poradzimy sobie z tym. Powinnaś była mi powiedzieć.
- Nie rozumiesz, że wstydzę się tego, Justin? - pytam smutno, marszczy brwi i patrzy na mnie ze zdezorientowaniem wymalowanym na twarzy - Byłam bita, poniewierana, dotykana przez jego kolegów. Byłam małą dziewczynką, która nie miała możliwości się obronić i która każdego dnia wciśnięta w róg pokoju modliła się o pomoc. To przez niego jestem taka. Zniszczył mi życie, odebrał mi dzieciństwo, a co najgorsze, nadal mnie prześladuje. Nigdy nie będę w stanie zmienić swojej przeszłości, tego, kim jestem. Nie widzisz, jak bardzo jestem szurnięta? Ściskam głupią gumkę, jakby to miało ochronić mnie przed całym światem i podłością ludzi, którzy patrzą na mnie z pogardą. Czasami myślę, że to wszystko jest moją winą. Że zrobiłam coś, co popchnęło ojca do nienawiści i znęcania się nade mną. Może go prowokowałam?
- Ani mi się waż tak mówić!! - wrzeszczy, aż się wzdrygam - To jest tylko i wyłącznie wina tego bydlaka, nie twoja! Padłaś jego ofiarą, nawet nie waż się myśleć inaczej. Mimo tego, co musiałaś przez niego przejść jesteś niesamowitą, dzielną i silną dziewczyną. Wiem, że jesteś też słaba i łatwo cię zranić, ale nie pozwolę, aby stała ci się jakakolwiek krzywda, Ivy. Kocham cię bez względu na twoją przeszłość. Nie miałaś na to wpływu, byłaś dzieckiem. Myśl, że tak bardzo cierpiałaś, bałaś się doprowadza mnie do szału! Chciałbym mieć moc i wymazać z twojej głowy wszystkie te bolesne wspomnienia, a zostawić dobre.
- Tak bardzo cię kocham - odrzucam kołdrę, zrywam się na równe nogi i wpadam w jego ramiona. Natychmiast wpijam się w jego usta, wślizguję język do środka i szarpię za włosy. Nie chcę rozmawiać, pragnę, aby pokazał mi, że naprawdę między nami jest tak jak wcześniej - Chcę się z tobą kochać. Teraz.
- Jest za wcześnie - chrzanię to! Rozsuwam jego bluzę, zdejmuję ją i robię to samo z koszulką. Rozwiązuję sznurki od szlafroka, rzucam go obok jego ciuchów i dołączam tam również t-shirt. Jestem naga, dotykam jego torsu pokrytego tatuażami i czekam na jego ruch - Biedroneczko, to nie jest dobry pomysł.
- Mówisz, że moja przeszłość niczego między nami nie zmienia, a mimo to nie chcesz mnie w ten sposób!
- Co Ty bredzisz?! Nie o to chodzi, wariatko! Nie chcę sprawić ci bólu, a uwierz mi, może zaboleć.
- Pieprzę to! - sięgam do guzika jego jeansów, odpinam go i szarpię je w dół razem z bokserkami. Patrzy na mnie zrezygnowany, jakby zastanawiał się nad tym, co ma ze mną zrobić. Czy ulec, czy jednak odpuścić. Ja jestem pewna swego jak nigdy, klękam przed nim i wsuwam jego wpół twardego penisa do ust.
- Jezu, Ivy! - syczy przez zęby, wplata palce w moje włosy i zaciska pięść. Już wcześniej robiłam mu loda, nauczył mnie jak powinnam się nim zająć i kilka sekund później jest zwarty i gotowy. Rytmicznie poruszam głową, Justin biodrami i bezlitośnie wbija się w moje gardło. Głośne jęki uciekają z jego ust, spina się i nagle odsuwa - Przestań - robi krok w tył, przekręca klucz w drzwiach i stawia mnie na nogi - Jesteś pewna? - przytakuję głową, pozbywa się spodni, podchodzi do komody i wyjmuję znajome opakowanie. Rozrywa je, nakłada na swojego penisa i kiwa palcem, abym do niego podeszła. Robię to bez wahania, odwraca mnie tyłem do siebie i każe oprzeć dłonie na ścianie - Nie powinienem tego robić, a ty nie powinnaś na to nalegać. Jesteś cholernie nieznośna - burczy pod nosem, dotyka mnie palcami i odruchowo zaciskam uda na jego dłoni. Raz za razem prześlizguje się po moich fałdkach i wysyła w pieprzony kosmos. Muszę wbić zęby w wargę, inaczej moje jęki usłyszy cały korytarz! - Jesteś taka wilgotna, kotku. Tak szybko mi się poddajesz - szepcze do mojego ucha, napiera na mnie swoim ciałem i czuję jego erekcję między pośladkami. Pociera się o mnie, dyszę ciężko i pragnę go całą sobą! Płonę z podniecenia, a ocierające się o ścianę sutki potęgują moją rządzę - Powiedz mi, jeśli to będzie dla ciebie za dużo, a wtedy dokończymy w inny sposób - przytakuję, chociaż nie mam zamiaru mówić nic. Nie chcę innego sposobu, pragnę połączyć się z nim i poczuć, że nadal mu na mnie zależy. Poznał mój najczarniejszy sekret, którego tak bardzo się wstydzę. Jeśli uda nam się to przetrwać, nic nie zdoła nas zniszczyć - Wyłącz myślenie, nie pozwalam ci się zadręczać - mówi surowo wprost do mojego ucha i wślizguje się do środka. Na początku się spinam i chcąc nie chcąc zaciskam mięśnie, co potęguje ból. Nie mówię mu o tym i dzielnie to znoszę. Justin doskonale to wyczuwa, przenosi dłoń na mój wrażliwy punkcik i zatacza na nim kółka. Odprężam się, rozluźniam mięśnie i ból znika. Robi się przyjemnie, ciepło, a każdy ruch jego bioder potęguje podniecenie. Zapominam o wszystkim, oddaję się w jego ręce i pozwalam, aby posuwał mnie jak szalony. Już nie jest przesadnie delikatny, chwyta moje włosy w dłoń, odciąga głowę w tył i uderza we mnie raz za razem. Słyszę jedynie odgłos naszych zderzających się ze sobą ciał i urywanych oddechów. 


Budzi mnie dotyk ust na ramieniu. Mruczę pod nosem, uśmiecham się i układam dłoń na dłoni Justina, którą obejmuje mnie w talii. Leży tuż za mną, dociska się do mnie ciała i szturcha nosem w kark.
- Dzień dobry, biedroneczko. Dochodzi ósma, za pół godziny mamy zajęcia. Chyba musimy już wstać.
- Jaka szkoda. Najchętniej zostałabym tutaj z tobą, w tym ciepłym łóżku i ponownie zasnęła.
- Zasnęła? Tylko to? Ranisz! Liczyłem na coś w stylu: "może powtórzymy to, co wydarzyło się wczoraj"?

- Och, to też! Wybacz, już się poprawiam. Więc... może powtórzymy to, co wydarzyło się wczoraj?

- Oczywiście, ale nie teraz. Wczoraj tak szybko zasnęłaś, nie zrobiłem ci krzywdy? Bardzo bolało?
- Skoro nic nie mówiłam to znaczy, że było w porządku. Mówiłam ci, że przesadzasz. Nic mi nie jest.
- Cieszę się. To oznacza, że mamy zielone światło i wreszcie nie będę musiał się ograniczać.
- Mmm, podoba mi się to - zagryzam wargę, przekręcam się i siadam na nim. Uśmiecha się szeroko, układa dłonie na moich udach i wpatruje się we mnie tym spojrzeniem, które tak dobrze znam - Może jednak zostaniemy, hmm? - szepczę zmysłowo, poruszam biodrami i ocieram się o niego. Bardzo powoli podsuwam t-shirt do góry obserwując jego reakcję. Wypycha biodra w górę i zaciska palce na mojej skórze.
- Nie prowokuj mnie, bo pożałujesz - gwałtownie siada, czym nieco mnie zaskakuje i zrywa ze mnie koszulkę. Układa dłonie na moich plecach i zasysa sutek. Robi to mocno, co działa na mnie niemal natychmiast. Wiję się na jego kolanach, czuję wybrzuszenie, które uwiera mnie na dole i nieznośnie napięcie, którego chcę się pozbyć ze swojego ciała - Pośpiesz się, mamy mało czasu - po tych słowach gryzie mój sutek, drugą dłoń wsuwa między nasze ciała i szybko doprowadza mnie do mocnego orgazmu.


Moja bańka szczęście pryska, kiedy tylko opuszczamy budynek. Nie widzę nikogo, a już wyczuwam dziwną, napiętą atmosferę. Justin mocno ściska moją dłoń, jakby w ten sposób chciał mi przekazać, że jest tuż obok i nie ma powodu do niepokoju. Bardzo chciałabym, żeby to wystarczyło, niestety tak nie jest.
- Hej - przekręcam głowę i uśmiecham się do zasapanego Nolana - Wolałem was, głusi jesteście?
- Sorry, byłem pewny, że to jakaś mucha uparcie brzęczy mi nad uchem - Justin nabija się z niego, a Nolan wznosi oczu ku niebu - Pierwsze zajęcia mamy wspólne - zwraca się do mnie i wpatruje się w mój profil - Gdyby potem było coś nie tak, natychmiast daj mi znać. Nigdy więcej ode mnie nie uciekaj, Ivy.
- Nie ucieknę, obiecuję. Znajdę cię, gdyby faktycznie coś się działo. Nie zamartwiaj się aż tyle, dobrze?
- Łatwo mówić - wzdycha ciężko, przekręcam głowę i teraz to ja obserwuję jego profil. Dociera do mnie pewna niezbyt fajna myśl. Justin bardzo troszczy się o mnie, dba, opiekuje. To na pewno męcząca sprawa i prędzej czy później będzie miał dość. Ileż można niańczyć dorosłą dziewczynę? - Po prostu nie chcę, aby ta suka Meredith zbliżała się do ciebie chociażby na metr. I tak mam zamiar dzisiaj z nią porozmawiać.
- Tylko nie rób nic, co rozpęta kolejną wojnę, dobrze? Nie chcę, żebyś i ty miał jakieś kłopoty.
- Och, biedroneczko. Kłopoty to moje drugie imię - obejmuje mnie ramieniem, mruga okiem i wreszcie wchodzimy do sali informatycznej. Rozglądam się po pomieszczeniu, jest już mnóstwo ludzi i wlepiają we mnie te pełne rozbawienia spojrzenia. Jakby moja historia była dla nich dobrą zabawą i szansą na urozmaicenie sobie dnia - Usiądź obok Catherine i Amber. Zobaczymy się później - cmoka mnie w usta i odchodzi na drugą stronę sali. Zaciskam dłoń w pięść i czuję dziwną pustkę, kiedy nie ma go obok mnie.
Przysiadam obok dziewczyn, które na powitanie ściskają mnie i uśmiechają pocieszająco. W ich oczach nie dostrzegam ani rozbawienia, ani pogardy, wręcz przeciwnie, ich spojrzenia są ciepłe i pełne wsparcia. Jestem im za to niezmiernie wdzięczna, bo chyba są jedynymi osobami oprócz Justina, Dylana i Nolana, które ze mnie nie kpią. Nawet Alayna stanęła po stronie Meredith, co odrobinę mnie zabolało.
- To dla ciebie, złociutka. Jesteś ciekawą osobą, Ivy - słyszę obok nieznajomy głos, podnoszę głowę i patrzę na dziewczynę, którą kojarzę. To jedna z tych psiapsiółek, które łażą za Meredith i liżą jej tyłek.
Spoglądam na trzymane w dłoni kartki i kiedy tylko orientuję się, co to takiego, oddech więźnie mi w gardle. Sądziłam, że gorzej być już nie może, jednak bardzo się pomyliłam. 
 





**************************************
Dziękuję wam za weekend z ff.
Przede wszystkim tym, którym chciało się skomentować rozdział.

Kasia





sobota, 17 lutego 2018

Rozdział piętnasty

Zapada cisza. Słychać jedynie nasze głośne, mieszające się ze sobą oddechy. Strach pełza po moim ciele niczym wąż, rozsiewając wątpliwości, czy dobrze zrobiłam. Pod wpływem tej pięknej chwili po prostu wyznałam mu miłość, zaskoczyłam go i widzę to na jego pięknej twarzy. Niczego nie boję się bardziej, jak odrzucenia. Tak wiele razy zaznałam tego paskudnego uczucia w swoim życiu, tak bardzo ten jeden raz pragnę, aby ktoś pokochał mnie za to, jaka jestem. Za moje wady, zalety, dziwne przyzwyczajenia.
- Nie rób tego, Ivy - Justin przerywa ciszę, a jego ciepły oddech odbija się od moich ust - Nie myśl, że twoje wyznanie było nie na miejscu - och! - Dziękuję, że mi to powiedziałaś. Dziękuję, że dodałaś mi odwagi, abym sam mógł powiedzieć to samo. Kocham cię - o, Boże! Zaciskam usta, a do moich oczu napływają łzy. Czułam, że mu na mnie zależy, jednak nie byłam pewna niczego więcej - Chyba zakochałem się w tobie, kiedy tylko po raz pierwszy cię pocałowałem. Kiedy cię zobaczyłem zrobiłaś na mnie ogromne wrażenie i biło od ciebie coś takiego, co przyciągało mnie do ciebie jak magnes. Byłaś taka przestraszona, zagubiona, a mimo to odpyskowałaś mi. Już wtedy wiedziałem, że różnisz się od innych dziewczyn, że jesteś wyjątkowa. Chciałem ci to powiedzieć kilka tygodni temu, ale cholernie bałem się, że cię tym wystraszę. Jesteś taka krucha i czasami mam wrażenie, że złamie cię jedno, przykre słowo.
- Więc nie bój się, Justin. Dzięki tobie jestem o wiele silniejsza, to właśnie ty dajesz mi tę siłę.
- I nadal mam zamiar to robić. Wrócimy do tej rozmowy, teraz niesamowicie mocno pragnę się z tobą kochać - dociska się do mnie i czuję jego podniecenie między nogami - Odpręż się, całkowicie wyłącz myślenie i oddaj się w moje ręce - mruga okiem, odsuwa się i ogląda moje ciało. Mam mnóstwo kompleksów, chowam się przy tych wszystkich dziewczynach które zaliczył, jednak on patrzy na mnie z tym błyskiem w oku, który tak uwielbiam - Jesteś piękna, Ivy. I moja, tylko moja - pochyla się, całuje mnie w szyję, zsuwa się odrobinkę niżej i dociera do piersi. Każdej poświęca tyle samo uwagi, nie zaniedbuje ani jednej, ani drugiej. Kiedy ssie i przygryza prawy sutek, lewy drażni palcami. Dzięki pieszczotom przekonałam się, jak bardzo są wrażliwe, a Justin wykorzystywał to za każdym razem, aby odpowiednio mnie rozpalić. Wystarczyła krótka chwila, a już nie mogłam spokojnie uleżeć. Teraz było dokładnie tak samo - Jesteś taką wiercipiętą, biedroneczko - śmieje się ze mnie, ale łatwo mu mówić! To, co robi naprawdę doprowadza mnie do szału, chcę więcej i doskonale wiem, że specjalnie mnie męczy - Muszę cię odpowiednio przygotować - sunie ustami po mojej skórze, omija pępek i zatrzymuje się na dole. Rozchyla moje nogi, układa się wygodnie i zaczyna się jeszcze gorsza męka. Czuję jego ciepły język, który nieustępliwie świdruje ten maleńki punkcik i teraz już się wiję. Zaciskam dłonie na kocu, unoszę biodra, a z moich ust wypływają bezwstydne jęki. Nie potrafię ich kontrolować, to silniejsze ode mnie na dodatek Justin nie przerywa nawet na moment. Nie daje mi chwili oddechu, wręcz przeciwnie, do języka dołącza palec. Za pierwszym razem czułam dziwny dyskomfort i wypełnienie. Przez dwa miesiące robił to dość często, dzięki temu przyzwyczaiłam się i sprawiało mi to mnóstwo przyjemności - Bardzo ładnie, kotku. Jesteś taka mokra, gotowa. Nie masz pojęcia, jak bardzo pragnę cię w tym momencie.
- Więc przestań się ze mną bawić, mówić i chodź tutaj. Naprawdę nie wytrzymam ani chwili dłużej.
- Hmm, aż tak bardzo chcesz poczuć mnie w sobie? - podsuwa się w górę, posyła mi ten zadziorny uśmieszek i porusza brwiami. Uderzam go w ramię, wsuwam dłoń między nasze ciała i pieszczę go zachłannie. Zaciska usta, zamyka oczy i dyszy ciężko. Uwielbiam na niego patrzeć, kiedy jest w takim stanie - Wystarczy, bo dojdę zanim cokolwiek się wydarzy - gwałtownie odchyla się ode mnie, siada na piętach i sięga po coś na podłogę. Pokazuje mi małe opakowanie, rozrywa je zębami i cały czas patrzy mi w oczy. Kiedy nakłada prezerwatywę na swojego penisa wręcz gapię się na to jak zahipnotyzowana. Czy to możliwe, aby ten ruch tak bardzo mnie podniecał? - Gotowe - wyrzuca za siebie folię, układa się między moimi nogami i podpiera na łokciach - Postaraj się nie zaciskać mięśni, dobrze? Chciałbym ci tego oszczędzić, ale niestety nie da się. Powiedz, jeśli to będzie dla ciebie za dużo, a wtedy przestanę. Rozumiemy się? - przytakuję głową, układam dłonie na jego plecach i czekam na ten moment. Justin całuje mnie czule, wślizguje język do środka i ociera się o moją kobiecość. Serce podskakuje mi do gardła, brzuch zaciska się przyjemnie i dołączam do jego ruchów. Oboje poruszamy się rytmicznie, wolno, leniwie, nigdzie się nie śpiesząc. Całkowicie pochłania mnie pocałunek, przyjemność, która przelatuje przeze mnie niczym tornado, a Justin wykorzystuje ten moment i delikatnie wsuwa się we mnie. Cichy jęk opuszcza moje usta, czuję dziwne szarpanie na dole i nieco się spinam. Nie mogę powiedzieć, aby było to przyjemnie, bo nie jest. Jestem tak pełna, jakby zaraz miał mnie rozerwać - Spokojnie - szepcze uspokajająco, całuje mnie w czoło, nos, powieki, policzki dając czas na przyzwyczajenie się. Trwa w bezruchu, pieści ustami moją szyję, przygryza aż mam ciarki na całym ciele - To zaraz minie, nie zaciskaj mięśni - przytakuję głową, idę za jego radą i rozluźniam się. Ulga jaką czuję jest natychmiastowa - Teraz powoli się poruszę. Mów, gdyby za bardzo bolało - jego troska mnie rozczula. Unosi nieco biodra i ponownie wsuwa się do środka. Staram się odgonić to dziwne, rozpierające uczucie i skupić się na jego ustach, które nadal wędrują po mojej szyi. Wsuwam palce w jego włosy, oplatam go nogami w biodrach i wreszcie po chwili zaczyna być... fajnie. Dyskomfort powoli ustępuje, robi mi się cieplej i zaczynam przyzwyczajać się do jego wielkości - Wszystko w porządku? - patrzy mi w oczy i marszczy brwi - Powiedz mi, biedroneczko. Muszę wiedzieć.
- Tak, wszystko w porządku. Jest cudownie - uśmiecham się, łącze nasze usta i nic już nie mówimy.


Budzą mnie promienie słońca, które wpadają przez okno. Poruszam ramionami, mruczę pod nosem i wtulam się w poduszkę. Dopiero po chwili do moich nozdrzy dociera niesamowity zapach świeżo zaparzonej kawy i leniwie uchylam powieki. Orientuję się, że nadal leżę w salonie, na miękkim kocu okryta po samą szyję. Przekręcam głowę i dzięki temu, że kuchnia otwarta jest na salon, mogę patrzeć na Justina, który się w niej krząta. Ma na sobie jedynie białe bokserki, w którym wygląda niesamowicie seksownie. Uśmiecham się i przypominam to, co wydarzyło się wczoraj. Zdecydowanie drugi grudnia pozostanie w mojej pamięci na zawsze, ponieważ przeżyłam coś, co było wyjątkowe i niesamowite. Nie sądziłam, że będzie tak delikatny, czuły, ostrożny. Jakby bał się, że w każdej chwili może zrobić mi krzywdę. Kochałam tego człowieka z całego serca, chociaż czasami przerażały mnie własne uczucia. Dwa miesiące to naprawdę mało i bałam się, że zbiegiem czasu coś między nami może się zepsuć. Że Justin pewnego dnia odkryje moją paskudną przeszłość i nie będzie chciał już ze mną być.
- Dzień dobry, biedroneczko - jego czuły głos sprowadza mnie na ziemię. Uśmiecha się szeroko, siada obok i stawia tacę na podłodze - Dochodzi jedenasta, jesteś aż tak bardzo zmęczona po wczorajszym?
- Pff, wcale nie jestem zmęczona - mrużę oczy i posyłam mu groźne spojrzenie - Czuję się wyśmienicie - podnoszę się, koc opada, a moje nagie piersi ukazują się w całej okazałości. Zawstydzam się, chcę się nakryć, jednak Justin jest szybszy. Odrzuca koc, pochyla się i zasysa mój sutek. Och, Boże! - J-Justin.
- Wiem, nie możemy. Poniosło mnie - odsuwa się, cmoka mnie w usta i okrywa kocem - Proszę, pyszna kawa dla mojej ukochanej - mruga okiem, upijam łyczek i wzdycham. Naprawdę smakuje nieziemsko - Otwórz usta - wykonuję polecenie, Justin wkłada do nich tost posmarowany miodem i odgryzam kawałeczek. Mmm, pycha! - Okej, powiedz mi, jak się czujesz? Pytam poważnie, tylko nie ściemniaj.
- W porządku. Wyspałam się, było mi niesamowicie ciepło no i jesteś obok. Jest cudownie, Justin.
- Cieszę się - dotyka palcami mojego policzka i cmoka w czubek nosa - Zjemy śniadanie i pójdziemy wziąć prysznic. Nie spędzimy całego dnia w łóżku, chociaż na to właśnie mam największą ochotę.
- Więc jest nas dwójka. Skoro oboje tego chcemy, wcale nie musimy się stąd ruszać. Co ty na to?
- Bardzo chętnie, kotku, jednak nie możemy się rozpędzać. To był twój pierwszy raz, jesteś obolała.
- Och, poważnie? Skąd możesz to wiedzieć, cwaniaku? - prycham rozbawiona i zjadam pyszny tost.
- Nie odpowiem na to pytanie, bo nie chcę psuć nastroju. Po prostu uwierz mi na słowo, dobrze?
- Daj spokój, nic mi nie jest. Musisz przestać traktować mnie jak jajko, mam twardszą skorupkę.
- Możliwe, ale znam się na tym lepiej od ciebie. Potrzeba odpoczynku, abyś się wygoiła w środku.
- Jeeezu - chowam twarz w dłoniach, a moje ciało płonie - Nie możesz mówić mi takich rzeczy, wiesz?
- Oj tam! Chcę być szczery i nie owijać w bawełnę. Mam doświadczenie i wiem jak to działa.
- Wierzę - prycham rozbawiona, upijam łyk kawy i sięgam po kolejnego tosta. Umieram z głodu!

Chwilę później Justin zanosi tacę do kuchni, a ja podnoszę tyłek z prowizorycznego łóżka. Kiedy tylko staję na nogach nieco się krzywię, czując dziwny ból w podbrzuszu. Oddycham głęboko, szybko przechodzi i zanim wraca Justin, przyklejam na twarz szeroki uśmiech. Uważnie mnie obserwuje, unosi brew i wygląda tak, jakby czekał na oznakę mojej słabości. Chwytam go za rękę, powoli człapiemy po schodach niestety tutaj jest nieco gorzej. Zaciskam zęby, a na dole wszystko się zaciska. W dodatku dokuczają mi też plecy, ale tłumaczę to sobie spaniem na podłodze. Chyba Justin faktycznie miał rację, potrzebuję czasu.
- Nie musisz udawać, że wszystko jest w porządku, Ivy - szepcze do mojego ucha, kiedy stoję w kabinie, a gorąca woda spływa po moim ciele - Doskonale wiem, że nie jest, więc proszę, nie staraj się tego przede mną ukryć - opieram dłonie na ścianie, schylam głowę i pozwalam, aby masował moje plecy.
- No dobra! Masz rację, jest nieco dziwnie. Bolą mnie plecy, podbrzusze i czuję dyskomfort w środku. 

- To całkowicie normalne, kotku. Nigdy wcześniej nikt tam nie był, byłaś bardzo ciasna i kiedy już znalazłem się w środku, zrobiłem niezłą zadymę - chichoczę na jego słowa i kręcę głową rozbawiona. Cóż za dobór słów - Rozerwałem co nieco, poodbijałem się od ścian i teraz czujesz dyskomfort, bo już mnie tam nie ma - odwracam się, zarzucam dłonie na jego szyję i uśmiecham się szeroko - Kiedy tylko tam wrócę, wszystkie dziwne uczucia znikną. Zobaczysz. Znowu będziesz mokra i gotowa na mnie - o jezu!
- Jeśli będzie mówił tak sprośne rzeczy, nie wytrzymam zbyt długo. Jesteś bardzo nieznośny, wiesz?
- Wiem, ale takiego mnie właśnie kochasz - porusza brwiami, unosi mnie i dociska do swojego ciała.
- Zgadza się. Z tym całym bagażem doświadczeń i dziewczyn, które siedzą nam na ogonie płonąc z zazdrości. Chrzanić je i chrzanić wszystko inne. Jestem zakochana na zabój i tylko ty się dla mnie liczysz.
- Tak samo jak ty liczysz się dla mnie, biedroneczko. We dwoje poradzimy sobie i z dziewczynami, i z każdym, kto stanie nam na drodze - pociera nosem o mój i składa na moich ustach czułego buziaka.


Przez całą sobotę wylegujemy się w ogromnym łóżku w pokoju Justina i wtuleni w siebie oglądamy serial na Netflixie. Robimy przerwy jedynie na pójdzie do toalety i zjedzenie posiłku. Wszędzie walają się okruszki po chipsach i kulki popcornu. Wcale nam to nie przeszkadza, strzepujemy je i nie przejmujemy się bałaganem. Jestem szczęśliwa, czuję się jak w bańce i nie pozwolę, aby ktokolwiek to zniszczył. Skoro zaznałam w swoim życiu tak ogromne szczęścia, nie mogę pozwolić mu odejść. 

W niedzielę po śniadaniu wybieramy się na długi spacer. Justin pokazuje mi miejsca, w których dorastał, swoją szkołę, boisko do koszykówki, a nawet miejsce pierwszej randki. Chłonę te informacje i zapamiętuję, bo są niezmiernie ważne. Poznaję go, dzieli się ze mną swoją przeszłością i żałuję, że ja nie mogę podzielić się własną. Na szczęście Justin na mnie nie naciska i dzięki temu daje mi czas, abym odpowiednio się na to przygotowała. Jestem pewna, że pewnego dnia opowiem mu o matce, ojcu, o tym, jaki los mi zgotował. Nie chcę litości, ponieważ dostałam jej już wystarczająco dużo. Od osób w szpitalu, w domu dziecka, a nawet w ośrodku. Ludzie mówią: "Och, tak bardzo mi przykro. To straszne, co cię spotkało", patrzą smutno, odwracają się i zapominają. Wracają do swojego życia, spraw, pracy i jest to całkowicie normalne. Ja stałam w tym samym miejscu bez możliwości ruszenia dalej, ponieważ stan umysłu na to nie pozwalał. Dlatego nie chciałam, aby komukolwiek było przykro z mojego powodu, nie chciałam tego słyszeć i widzieć tych współczujących spojrzeń. Przekonałam się, że osoba, która nie przeżyła takiego koszmaru nie będzie w stanie mnie zrozumieć. Wiele razy powtarzano mi: "Będzie dobrze, potrzebujesz tylko więcej czasu". Niestety to gówno prawda, bo czas nie ma nic do rzeczy. Minęło pięć lat, a moja przeszłość ciągnęła się za mną jak cień. Ze strachu ukrywałam ją przed własnym chłopakiem, który wykazał się zrozumieniem i cierpliwością. Zasługiwał na szczerość i tak bardzo, jak chciałam mu wszystko wyznać, wyrzucić z siebie ten ciężar i zrzucić go ze swoich barków, tak bardzo nie mogłam się do tego zmusić. Nadal zdarzały się sytuacje, w których wpadałam w panikę i ściskałam w palcach moją czarną gumkę, która nadal znajdowała się na moim nadgarstku. Widziałam jego zatroskane spojrzenie i czułam, że chce wyciągnąć ode mnie prawdę, chociażby siłą. Nie fizyczną oczywiście, a psychiczną. Tylko raz naciskał na mnie, abym to wreszcie powiedziała. Nawet zapewnił, że cokolwiek to będzie i tak niczego między nami nie zmieni. Chciałam w to wierzyć i mieć nadzieję, że faktycznie Justin dotrzyma słowa. Pytanie tylko, czy byłby w stanie zrozumieć moje lęki, skoro sam miał szczęśliwe dzieciństwo? Potwornie bałam się słowa "przesadzasz", bo i takie często słyszałam. Pierwszy raz powiedziała mi je pielęgniarka w szpitalu, kiedy leżałam bez ruchu i ściskałam w dłoniach kołdrę. Stwierdziła, że po dziesięciu dniach pobytu powinnam już dojść do siebie, zapomnieć. Nienawidziłam jej z całego serca i na prośbę Gwen więcej już do mnie nie przyszła. Bałam się więc, że Justin być może powie to samo. W końcu miałam dziewiętnaście lat, obiecałam sobie ruszyć do przodu, zmieniłam się, a jednak przeszłość była częścią mnie. Dokądkolwiek bym się nie udała, ona zawsze będzie ze mną. I właśnie w tym momencie podejmuję decyzję. Z czasem wcale nie będzie lepiej, wręcz przeciwnie, będzie dokładnie tak samo. Dlatego najwyższa pora, aby podzielić się tym z kimś, kogo obdarzyłam uczuciem. Koniec tajemnic, koniec ukrywania przeszłości.
Obiecałam sobie, że zrobię to jutro, kiedy wrócimy do jego maleńkiego pokoiku, w którym ostatnio spędzałam więcej czasu niż w swoim. Szkoda, że wtedy, spacerując z nim i trzymając za rękę nie wiedziałam, jaki koszmar czeka mnie po powrocie. Właśnie w tamtym momencie moje szczęście zaczynało się kruszyć i już nigdy nic nie miało być takie, jak teraz. Wszystko zaczynało się od nowa.







******************************************
Hello!
Wybaczcie tą obsuwę, ale miałam małe komplikacje z pewnym brzdącem, który za żadne skarby nie chciał pójść spać! Mam nadzieję, że mi wybaczycie :)

Oczywiście weekend wygrywa Ivy!
Na dowód (żeby nie było!) wyniki sondy:




Jutro rozdział na pewno będzie wcześniej :)
Tulę!
Kasia





środa, 14 lutego 2018

Rozdział czternasty

Październik płynnie przechodzi w listopad, a listopad w grudzień. Mój związek z Justinem przeszedł na wyższy poziom i wciąż wypuszcza nowe pąki. Tylko dzięki niemu nie zwracałam uwagi na plotki, które mimo upływu czasu wciąż rozsiewała Meredith. To nie tak, że dała nam święty spokój, wręcz przeciwnie, zawsze gdzieś się czaiła gotowa do ataku. Mówiła na mnie okropne rzeczy, jednak to Justin był popularny i nikt nie miał odwagi, aby poprzeć obłęd Meredith. Niektórzy nawet twierdzili, że oszalała z tej zazdrości i nie zwracali uwagi na jej gadanie. Ja jednak byłam zbyt wrażliwa i każda plotka bolała mnie równie mocno. Byłam nazywana dziwką Justina, dziwką Adama i rykoszetem oberwało się też Dylanowi i Nolanowi. Twierdziła, że spałam z każdym z nich, a nawet ze wszystkim jednocześnie. Mieszała mnie z błotem, ale nigdy więcej nie podniosła na mnie ręki. Justin wiele razy sprowadzał ją do parteru, a ona zaczynała od nowa. Pewnego dnia chciał pójść do swojego wujka i opowiedzieć mu o wszystkim, ale powstrzymałam go, chociaż łatwo nie było. Nie było mi żal Meredith, ponieważ przechodziła samą siebie i wygadywała coś, co nawet nie było prawdą. Mimo wszystko nie chciałam przyczynić się do tego, jakie konsekwencje poniosłaby za te plotki. Justin powiedział mi, że jego wujek to stanowczy człowiek, dba o uczelnię, studentów i nie pozwoliłby, aby coś takiego miało miejsce. Udzieliłby reprymendy, ale dobrze wiemy, że Meredith by to nie powstrzymało. Prędzej czy później i tak by wyleciała. Czasami zastanawiałam się, czy to wszystko jest tego warte. Ryzykowała naprawdę sporo, a ponoć bardzo zależało jej na tych studiach. 

Moja współlokatorka przestała się do mnie odzywać, a spędzanie czasu w pokoju było dla mnie nie małą udręką. Kiedy oświadczyłam jej, że jestem z Justinem nieźle się wkurzyła. Nie bardzo to rozumiałam, bo to moje życie i moje decyzje, a ona urządziła mi wręcz awanturę, uznając, że jestem głupia i naiwna skoro dałam się złapać na ten jego maślany wzrok. Co ciekawe, nie jeden raz podejrzałam, jak Alayna wpatruje się w Justina. Miałam własną teorię na jej dziwne zachowanie i z każdym dniem byłam pewna, że brunetka jest w nim zakochana. Dziwiłam się, ponieważ bardzo źle potraktował ją na samym początku, jednak kiedy pomógł jej przy zablokowanym zamku w łazience jakby zmieniła do niego podejście. Sam stwierdził, że jej nie poznaje. Zrobiła się przesadnie miła, nawet zaprosiła go na kawę, co spotkało się z jego odmową.
Mnie traktowała jak powietrze i było mi z tego powodu przykro. Nie wyrządziłam jej żadnej krzywdy, nigdy nie powiedziałam nic przykrego, a ona odsunęła się ode mnie i całkowicie odseparowała. Po cichu liczyłam, że może zaprzyjaźnimy się i wejdziemy na taki etap, w którym będziemy mogły się siebie zwierzyć i przede wszystkim zaufać. Z natury jestem ostrożna, po sytuacji z ojcem wręcz mam problem z obdarzeniem kogoś zaufaniem. Alayna była na dobrej drodze, jednak wszystko zniszczyła. Moimi jedynymi koleżankami była Amber i Catherine, ale do przyjaźni była daleka droga.


Problemów było więcej. Na każdym kroku spotykałam "byłe" Justina, które wyśmiewały mnie, wskazywały palcami i szeptały między sobą. Nie rozumiałam ich zachowania, nawet ich nie znałam, a one wyrobiły sobie opinię na mój temat nie zamieniając ze mną jednego słowa. Życie wśród młodzieży było ciężkie. To zupełnie inny świat, niż ten, który otaczał mnie w domu dziecka i w ośrodku. Tam również były młode osoby, jednak po strasznych przeżyciach właśnie to nas do siebie zbliżało. Szanowałyśmy się, wspierałyśmy i byłyśmy dla siebie miłe. Tak naprawdę miałyśmy tylko siebie, więc dlaczego miałybyśmy obrzucać się wyzwiskami i skakać sobie do gardeł? Niestety tutaj nie obowiązywał kodeks koleżeński, wręcz przeciwnie, każdy ze sobą rywalizował, aby być lepszym, bardziej podziwianym. Trzymałam się od tego z daleka i cieszyłam tym, co mam. A miałam przy boku wspaniałego chłopaka i dwójkę przyjaciół, którzy zawsze tworzyli wokół mnie kokon bezpieczeństwa, którego potrzebowałam. Przez te dwa miesiące poznaliśmy się zdecydowanie lepiej i traktowałam ich jak własnych braci, których nigdy nie dane było mi mieć. Przez to plotki jeszcze bardziej się nasilały, bo zamiast koleżanek miałam tylko ich trzech. Dlatego Meredith uczepiła się własnej wersji, że sypiam z każdym po kolei.



                                                           ****

Wchodzę do pokoju, zrzucam z siebie kurtkę i odkładam torebkę na komodę. Alayna jak zwykle mnie ignoruje, więc szybko się ulatniam. Dochodzi szesnasta, do końca zajęć Justina pozostało pół godziny,
więc idę do Nolana, którego dopadło przeziębienie. Kicha, prycha i nie zapowiada się na poprawę.

- Ten przeklęty katar mnie wykończy! - burczy wkurzony, kiedy tylko przekraczam próg pokoju - Mam dość.
- Faceci to straszne mięczaki - chichoczę i siadam obok niego - Gdybyś musiał przechodzić przez okres wtedy doceniłbyś, że masz tylko katar - przewraca oczami i szturcha mnie w ramię, aż tracę równowagę.
- Wiem, że dziewczyny mają ciut gorzej, ale ja ledwo mogę oddychać, okej? To strasznie męczące.
- Męczący to jest ból brzucha co miesiąc, uwierz mi. To tak, jakby ze środka chciał wyjść alien!
- Jezu, Ivy! - krzywi się i wzdryga - Chyba nie bardzo umiem to sobie wyobrazić, ale współczuję.
- A dziękuję. Nudzi mi się, może obejrzymy jeden docinek Narcosa, zanim wróci Justin, co ty na to?
- Ratujesz mi życie! - czochra moje włosy, włącza Netlix i wygodnie rozkładamy się na jego łóżku.


Kiedy akcja się rozkręca i nie mogę uleżeć z emocji, do pokoju wchodzi Greg, współlokator Nolana. Przystaje w miejscu, uśmiecha się chytrze i mruga do mnie zadziornie. Przez częste przebywanie z chłopakami zdążyłam dobrze go poznać. Polubiłam go, bo był ułożony, sympatyczny i miał świetne poczucie humoru. W przeciwieństwie do reszty rozumiał moją więź z chłopakami i nie twierdził, że z każdym z nich łączy mnie coś więcej prócz przyjaźni. Właśnie takich ludzi potrzebowałam w swoim życiu.
- Daję Justinowi trzy sekundy, zanim tutaj przyjdzie - ledwo kończy mówić, a wpada do pokoju.
- Wszędzie cię szukam. Byłem u Alayny, która powiedziała mi, że pewnie poszłaś do mnie, a skoro nie ma cię u mnie, na pewno jesteś u tego chorowitka - przewraca oczami, a Nolan posyła mu mordercze spojrzenie - Jeszcze się od niego zarazisz, szczególnie, że leżycie w jednym łóżku - zakłada ręce na piersiach i unosi brew. Przez te dwa miesiące zdążyłam przekonać się, że Justin to typ zazdrośnika. Niby ufał swoim kumplom, ale zawsze trzymał margines bezpieczeństwa między mną, a nimi - Tęskniłem za tobą, przytulisz się? - zanim podnoszę tyłek z łózka, słyszę od chłopców głośne "aww". Ignoruję ich i wskakuję w rozchylone ramiona mojego chłopaka - Właśnie tutaj jest twoje miejsce, biedroneczko - unosi mnie, wychodzi z pokoju i po chwili wchodzi do swojego. Rzuca mnie na łóżko, układa się na mnie i całuje.
- Mmm, chyba naprawdę tęskniłeś - szepczę w jego usta i liżę wargę językiem - Ja za tobą też.
- Więc dobrze się składa, bo mam dla ciebie niespodziankę - odchyla głowę i porusza brwiami - Oczywiście nie zdradzę żadnych szczegółów, ale dzisiaj cię stąd zabieram. Możemy ruszać kiedy chcesz.
- Brzmisz tajemniczo, kochanie, ale zaciekawiłeś mnie. Możemy jechać teraz, nie mam zamiaru znowu siedzieć z obrażoną na cały świat Alayną, która i tak się nie odzywa i ma mnie w nosie.
- Świetnie! Spakuj kilka ciuszków, bo wrócimy dopiero w pponiedzialek - och! Podnosi się ze mnie, pomaga mi wstać i widzę na jego twarzy ogromną ekscytację - No dalej, maleńka. Nie ociągaj się.
- Już, już - kiwam głową, cmokam go w usta i idę do siebie. Kiedy wchodzę do pokoju, zastaję brunetkę, która stoi pod oknem i rozmawia przez telefon. Nie chcę jej przeszkadzać, chcę wyjść, ale dociera do mnie dziwne zdanie. Może nie powinnam podsłuchiwać, ale robię to. Ugh, zła ze mnie dziewczyna!
- Nie musisz się tym martwić, przecież wszystko idzie tak, jak powinno, prawda? Mamy ogromną przewagę i czas podziałał na naszą korzyść. Już niedługo, musisz być bardziej cierpliwa, skarbie - och, skarbie? Czy Alayna jest lesbijką? Jeśli tak, jakim cudem wcześniej tego nie zauważyłam? - Uda nam się, zobaczysz. A wtedy będziemy miały wolną drogę - zaciskam usta i uśmiecham się. Mam wrażenie, że rozmawia ze swoją dziewczyną, którą ukrywa przed wszystkimi. Właściwie to nie byłoby nic nadzwyczajnego, ponieważ są tutaj dwie pary lesbijek - W porządku, do usłyszenia. Pa, pa - kończy rozmowę, trzaskam drzwiami dla niepoznaki i podchodzę do szafy - Cholera, przestraszyłaś mnie! - karci mnie i wzdycha urażona.
- Przepraszam - mówię od niechcenia, wyjmuję plecak i chowam do niego kilka koszulek, jeansy, piżamę i bieliznę. Justin nie zdradził, gdzie jedziemy i liczę na to, że to nie jest broń boże namiot!
- Wybierasz się gdzieś? - odwracam się, Alayna wpatruje się we mnie uważnie i śledzi moje pakowanie.

- Aż tak cię to interesuje, że postanowiłaś przerwać milczenie? Nie odezwałaś się do mnie od miesiąca.
- Widocznie nie miałam ci nic do powiedzenia - wzrusza ramionami i prycha pod nosem. Brak mi słów.
- Skoro tak, w porządku. Ja również nie mam ci nic do powiedzenia - kończę pakowanie, wrzucam szczoteczkę do zębów, kilka kosmetyków i wychodzę, nawet nie odwracając się za siebie. 


Droga przemija w zabawnej atmosferze. Zapominam o złośliwości Alayny i skupiam się na Justinie, który opowiada śmieszne rzeczy i dzięki niemu mój humor się poprawia. Oczywiście męczę go, aby cokolwiek powiedział o ów niespodziance, ale milczy jak grób! Moja ciekawość rośnie z minuty na minutę i wręcz nie mogę się doczekać. Przez te dwa miesiące był przykładem ideału, dosłownie. Nikt nigdy się tak o mnie nie troszczył jak on. Dbał, aby było mi ciepło, abym była najedzona i zadowolona. Bronił mnie jak lew, zatykał uszy, żebym nie słuchała tych durnych plotek i rozpieszczał. Pewnego dnia podarował mi bransoletkę, której nie chciałam przyjść. Justin uparł się i zaszantażował mnie, że nigdy więcej mnie nie pocałuje. Zbeształam go za coś tak głupiego i pozwoliłam, aby wsunął bransoletkę na mój nadgarstek. Dopiero po chwili podsunął bluzę odsłaniając własną. Byłam tak wzruszona, że aż coś ścisnęło mnie za serce. Bransoletki były do siebie bardzo podobne i składały się z koralików. Bransoletka Justina była czarna, z jednym tylko białym koralikiem, u mnie było na odwrót, była biała, z jednym czarnym koralikiem. Wyjaśnił mi, że te pojedyncze koraliki różniące się od reszty symbolizowały nas. Miałam łzy w oczach, kiedy o tym mówił i ten gest był cudowny. Od tamtej pory, a minęły trzy tygodnie, nie zdjęłam jej nawet na moment.
- Prawie jesteśmy na miejscu - jego głos wyrywa mnie z wspomnień, zatrzymuje się na światłach i sięga do schowka między nami - To niespodzianka, dlatego zasłonię ci oczy - uśmiecha się zadziornie i zakłada mi opaskę, która służy do snu. Jestem nieco zdezorientowana, jednak ufam mu - Daj mi trzy minuty.
- Dam ci tyle czasu, ile tylko potrzebujesz. Po prostu zadziwia mnie sposób, w jaki to wszystko robisz.
- Chcę cię zaskoczyć - chichocze radośnie, jedziemy bardzo krótko, a po chwili auto się zatrzymuje. Słyszę jedynie trzask drzwi i otwieranie drugich, od mojej strony - Pomogę ci - podaje mi dłoń, wysiadam z samochodu i robię kilkanaście kroków. Dociera do mnie dźwięk przekręcanego w drzwiach klucza i zostaję wprowadzona do środka. Natychmiast otula mnie przyjemne ciepło oraz zapach cynamonu i jabłek. Kocham ten zapach, przypomina mi zbliżające się święta, których nigdy nie dane było mi normalnie spędzić z ojcem - Gotowa? - przytakuję głową, Justin odsuwa opaskę i kiedy tylko rozglądam się naokoło, mój uśmiech jest ogromny. Odwracam się gwałtownie i wpadam w jego ramiona - Zadowolona?
- To chyba widać, prawda? - odchylam się i pocieram nosem o jego - Gdzie są twoi rodzice i siostra?
- Cóż, nie ma ich - och! Marszczę brwi i coś zaczyna mi świtać w głowie - To był mały spisek, biedroneczko. Zapewne spodziewałaś się ich zastać, a ja wiedziałem, że ulotnią się do babci i wrócą dopiero w niedzielę. Mamy dla siebie dwa dni i chcę je wykorzystać na maksa, Ivy - czerwienię się na jego słowa. Czai się w nich dziwna nutka podniecenia i chyba wiem, co chodzi mu po głowie. Do tej pory oprócz pieszczot nie posunęliśmy się dalej, czyżby ten weekend miał to zmienić? Byłam gotowa, jednak nigdy mu o tym nie powiedziałam. Nie naciskał na mnie, nie pytał, więc myślałam, że sam chce poczekać - Mamy wszystko, czego nam potrzeba. Zaopatrzoną po brzegi lodówkę, mama upiekła dla nas szarlotkę i rozpaliła w kominku - tak, w pomieszczeniu roznosi się dźwięk strzelającego ognia. Magicznie! - 
Zapewniła mnie również, że nie wrócą wcześniej. Czy wiesz już, co się dzisiaj wydarzy? - schylam głowę i nieśmiało przytakuję. Czuję, jak moje policzki płoną! - Jesteś na to gotowa? - ponownie przytakuję, Justin unosi palcem moją głowę i patrzy mi w oczy - Jedno twoje słowo, a nie wydarzy się zupełnie nic. Wszystko zależy tylko od ciebie, biedroneczko. Wiesz, że nigdy nie zmuszę się do czegoś, czego nie chcesz.
- Wiem. A ty wiesz, że bardzo tego chcę, już dawno chciałam - uśmiecham się, Justin mruży oczy i unosi mnie. Owijam nogi wokół jego bioder, odwraca się i idzie do salonu. Kiedy siada na kanapie, układa mnie na swoich kolanach i odgarnia włosy na bok - Wiedz, że trochę się boję, że coś nie wyjdzie.
- Nie obawiaj się, wszystko wyjdzie idealnie. Nie masz powodu do strachu, Ivy. Musisz mi zaufać i pozwolić działać. Na początku będzie nieprzyjemnie, ale szybko to zmienię. Obiecuję - wsuwam palce w jego włosy i przeczesuję. Zamyka oczy, delektuje się moim dotykiem, a w moim wnętrzu buduje się dziwne uczucie. Dociera do mnie, że to naprawdę się stanie i chociaż dawniej bałam się tego momentu, teraz jestem całkowicie spokojna. Wyzbyłam się strachu, ufam Justinowi i wręcz nie mogę się doczekać.


Czas do wieczora spędzamy na rozmowie, pichceniu pysznej kolacji i zajadaniu szarotki, która smakuje obłędnie. Skupiamy uwagę na wszystkim, oprócz tego, co ma się dzisiaj wydarzyć. Justin nawet szczędzi mi dotyku, co trochę mnie zaskakuje. Stara się trzymać ręce przy sobie, jakby budował napięcie. Dla mnie już dawno to napięcie osiągnęło poziom kulminacyjny. Uśmiecham się, zachowuję naturalnie, a w mojej głowie szaleje tornado myśli. Nie sądziłam, że mój pierwszy raz będzie wyglądał w ten sposób. Że Justin tak bardzo się postara, aby był wyjątkowy i niezapomniany. Nawet przywiózł mnie do swojego rodzinnego domu, w którym kiedyś spędziłam czas z jego rodzicami i siostrą. Nikt nam nie przeszkodzi, nie wejdzie w trakcie i nie rozpowie o tym naokoło. Dlatego czuję się wyjątkowo, a moja miłość do niego rośnie.

O dwudziestej drugiej bierzemy wspólny prysznic. Justin masuje moje ramiona, wciera w ciało pachnący żel i dzięki temu odprężam się całkowicie. Pozwala mi się umyć, jednak kiedy poświęcam zbyt dużo uwagi jego penisowi kręci głową i wystawia palec na znak groźby. Uśmiecham się szeroko, gryzę go w ten palec i uciekam spod prysznica. Daje mi czas na dokładne wytarcie się, sam owija jedynie ręcznik wokół bioder i schodzi na dół. Dopiero teraz dopada mnie lekka trema i boję się, że zrobię coś, przez co to wszystko okaże się kompletną porażką. Brak mi doświadczenia, a nie chcę zawieść Justina.
- Ivy! Czekam na ciebie! - wzdrygam się na jego głos rozchodzący się po domu, szybko narzucam na siebie jego białą koszulkę i zbiegam na dół. Kiedy wchodzę do salonu uchylam usta. Nie pali się żadne światło, jedynie ogień w kominku strzela wesoło i święcą się dwie świece na komodzie, które roznoszą przepiękny zapach. Pod kominkiem Justin rozłożył puchaty koc, kilka poduszek i dostrzegam na podłodze dwie szklaneczki z ciemnym płynem - Chodź do mnie - wystawia dłoń, człapię przez salon i klękam obok niego - Podobasz mi się w mojej koszulce - uśmiecha się zadziornie, podaje mi szklaneczkę i stuka w nią własną - Wypij - rozkazuje i posłusznie wlewam ostry płyn go gardła. Krzywię się, bo pali jak diabli - Jesteś taka piękna - Justin szepcze cicho, odkłada szklanki i odgarnia moje wilgotne włosy - Unieś ręce - robię to, a on bardzo powoli zdejmuje ze mnie swoją koszulkę. Zostaję całkowicie naga, przysuwa się i układa dłonie na moich plecach - Nie bój się, będzie dobrze - mruga okiem, jednym ruchem przekręca mnie i układa na kocu. Kładzie się na mnie, patrzy w oczy, a wszystko w moich brzuchu przewraca się na drugą stronę.
- Kocham cię - te słowa same uciekają z moich ust, nim zdążę nad nimi pomyśleć. Justin uchyla usta, patrzy na mnie zaskoczony, a ja mam ochotę strzelić sobie w twarz! Wszystko zepsułam!








*********************************
Hello :)
Nacieszcie się sielanką, niebawem będzie jej coraz mniej ;)

Mam do was pytanie. Macie ochotę na weekend z którymś opowiadaniem?
Jeśli tak, ręka w górę. W piątek na Vi zrobię małą sondę :D

To tyle!
Całuję was i....

Happy Valentines Day!



Kocham was!
Kasia