środa, 31 stycznia 2018

Rozdział dwunasty

Cztery godziny i sześć drinków później mój humor diametralne się zmienia. Nie mogę przestać się uśmiechać, tańczyć i dotykać Justina. Szczerze mówiąc od zawsze unikałam alkoholu, ojciec skutecznie mi go obrzydził, jednak jego tutaj nie było, a ja byłam zupełnie innym człowiekiem. Chciałam się dzisiaj dobrze bawić, wyłączyć myślenie i cieszyć tym, że otaczali mnie trzej chłopcy, którzy stali się dla mnie bardzo bliscy. Dylan wraz z Nolanem zostali porwani przez dwie, śliczne dziewczyny, a Justin nie opuszczał mnie na krok. Wypił zdecydowanie więcej niż ja, choć i tak trzymał się o wiele lepiej. W dodatku dość wysokie szpilki, które o dziwo chętnie pożyczyła mi moja współlokatorka, wcale nie ułatwiały tańca. 
- Nie masz pojęcia, jak gorącą jesteś laską, biedroneczko - słyszę przy uchu jego głos i czuję dłonie, które śmiało wędrują po moim ciele. Jego dotyk rozpala mnie do czerwoności, robię się niespokojna i czuję w ciele dziwne ciśnienie, które nie jest mi znajome. Nigdy wcześniej nie całowałam się z chłopakiem, to oczywiste, że inne rzeczy również nie miały miejsca. Nasłuchałam się wystarczająco wiele o seksie, orgazmie, palcówkach i lodach od moich koleżanek z bidula, aby domyślić się, że musi być to coś niesamowitego i przyjemnego. Niestety przez moją przeszłość nie dopuściłam do siebie żadnego chłopaka i nie potrzebowałam tego typu uniesień. Uśpiłam swoje ciało, aby nie wymagało ode mnie takich poświęceń, ponieważ na to było zbyt wcześnie. Teraz, kiedy mam dziewiętnaście lat, cholernie seksownego chłopaka obok siebie moje ciało zaczyna się budzić. Wręcz domaga się przyjemności, której odmawiałam mu przez tyle lat, a ja nawet nie wiem, od czego powinnam zacząć - Spięłaś się, niepotrzebnie. Pozwól mi się tobą zaopiekować - odsuwa się ode mnie, chwyta za rękę i opuszczamy parkiet. Drepczę za nim, prawie wyginając sobie nogi i ledwo nadążając. Kiedy skręcamy raz w lewo i dwa razy w prawo, docieramy na zaplecze. Jest to maleńki pokoik z dwoma lodówkami, które brzęczą niemiłosiernie i metalowym regałem z beczułkami piwa. Jest tutaj chłodno i natychmiast czuję gęsią skórę - I co teraz? - jego głos trafia dosłownie w każdy zakamarek mojego ciała. Opieram plecy o ścianę, uważnie go obserwuję, a moje serce bije jak szalone. Cholera! Nie wiem, co Justin ma w planie, jednak nie jestem gotowa na swój pierwszy raz, a już na pewno nie tutaj! - Nie bój się, kotku. Ufasz mi, a ja nie zrobię nic, aby to zaufanie stracić. Spokojnie - och! Uśmiecham się niepewnie, podchodzi bliżej i podsuwa palce pod mój podróbek - To będzie nasza wspólna przyjemność, Ivy. Od tego zaczniemy - przełykam ślinę, kiedy Justin sięga do zapięcia swoich jeansów. Uważnie obserwuję, jak odpina guzik, rozsuwa rozporek i sięga po swojego penisa. Jestem potwornie zestresowana i w tym momencie cieszę się, że sporo wypiłam - Podaj mi swoją dłoń - wykonuję jego polecenie, oplata moim palcami swojego penisa i ze świstem wypuszcza powietrze. Kiedy ja zaznajamiam się z jego przyrodzeniem, Justin nie marnuje czasu. Podsuwa moją spódnicę na biodra, zsuwa majtki i dotyka mnie na dole - Rozluźnij się - szepcze zmysłowo, delikatnie porusza palcami i napiera na mnie swoim ciałem - Poruszaj dłonią w przód i w tył, biedroneczko. Chcę dojść w tym samym momencie, co ty - jezu! Zamykam oczy, całuję go mocno, a wszystko dzieje się naturalnie, bez pośpiechu. Nasze dłonie pracuję wytrwale, wzajemnie doprowadzając się na skraj. Dopiero teraz rozumiem te wszystkie zachwyty koleżanek, które opowiadały jak bardzo jest to przyjemne. Siedziałam cicho, słuchałam uważnie i odrobinę było mi wtedy wstyd, że nie mogłam podzielić się własnym doświadczeniem. Teraz nie żałuję. Justin ma niesamowitą wprawę i sprawia, że czuję się tak dobrze i bezpiecznie. Nawet nie wiem w którym momencie z moich ust zaczynają wypływać głośne jęki i odruchowo poruszam biodrami, aby dopasować się do jego tempa. Moja dłoń przyśpiesza, ruchy są bardziej gwałtowne, zachłanne, a nasze języki wręcz wzajemnie się pożerają - Jasna cholera, doprowadzasz mnie do obłędu, Ivy! - syczy przez zęby, wplata palce w moje włosy i mocno za nie pociąga. Widok jego podnieconej twarzy działa na mnie pobudzająco i żałuję, że oprócz słabego światła padającego z lodówek nie pali się nic innego - Jesteś taka mokra, moje palce są pokryte tobą - gryzie mnie w wargę i wsuwa je do środka. Spinam się, wbijam palce w jego ramię i na moment przestaję poruszać dłonią. Czuję dziwny dyskomfort i mam wrażenie, jakby jakaś siła rozpychała mnie od wewnątrz - Jesteś dziewicą? - pyta z niedowierzaniem, odchyla głowę i zamiera. Zawstydzam się, moje policzki zapewne są czerwone jak burak i jedyne, na co się zdobywam to przytaknięcie głową - Och, Ivy! Jesteś zajebiście wyjątkowa - ostrożnie wyjmuje palce i ponownie skupia uwagę na maleńkim punkciku, który doprowadza mnie do szaleństwa. I nagle wszystko przyśpiesza. Moje, jak i jego ruchy są szalone, gonimy za spełnieniem i po chwili wreszcie je osiągamy. Oboje. W tym samym czasie. Nasze jęki mieszają się ze sobą, próbuję skupić uwagę na orgazmie i na tym, jak moją dłoń pokrywa ciepła sperma. Ledwo stoję na własnych nogach, moje ciało drży w ekstazie i mam ochotę wrzeszczeć, jak bardzo jestem szczęśliwa. Wpadałam po uszy!

Myję ręce, gapię się na swoje odbicie w lustrze i mam ochotę roześmiać się na głos, na widok głupkowatego uśmieszku, który rozświetla moją twarz. Przykładam dłonie do rozgrzanych policzków próbując ochłonąć po tym, co się przed chwilą wydarzyło. A było to coś niesamowitego, przyjemnego i co najważniejsze, przeżyte z odpowiednim chłopakiem. Był taki delikatny, ostrożny, czuły. Przez chwilę bałam się, że odtrąci mnie od siebie przez fakt, że jestem dziewicą i nie mam żadnego doświadczenia. Zaskoczył mnie, kiedy wyznał, że jestem wyjątkowa. Mam zupełnie inne zdanie, ale nie ma sensu się o to kłócić, bo w tym temacie nie jestem skłonna odpuścić. Jestem popieprzona, mam paskudną przeszłość i zrobię wszystko, aby Justin nigdy się o tym nie dowiedział. Boję się, że to wszystko zniszczy.
- Och, kogo moje oczy widzą - wzdrygam się na surowy i złośliwy głos Meredith, która stoi za mną i uważnie mi się przygląda. Dumnie unosi brodę, zakłada ręce na piersiach i skanuje moje ciało. Odwracam się w jej stronę, ale za cholerę nie dam się sprowokować - Mam nadzieję, że palcówka, którą zafundował ci Justin była niesamowita. Ma sprawne palce, prawda? - zaskakuje mnie. Doskonale widzi to po mojej minie i uśmiecha się pewna zwycięstwa - Więc dołączyłaś do grona "zalicz i porzuć", huh? Nie sądziłam, że dasz się w to wplątać, ponoć uchodzisz za inteligentną osobę. Jego urok omamił nawet ciebie. Niesamowite!
- To nie jest twoja sprawa, co, i kiedy robię z Justinem. Dlaczego tak bardzo cię to obchodzi, hmm?
- Ponieważ pojawiłaś się tak nagle i zabrałaś to, co należy do mnie! Nie miałaś do tego prawa!
- Z tego, co pamiętam, nie wspominał słowem, że należy do ciebie. Może tylko ty tak myślisz, co?
- Zapewniam cię, że nie tylko ja. Zanim się pojawiałaś świetnie się razem bawiliśmy. Przez ciebie wszystko się popsuło, bo zwrócił na ciebie uwagę! Jesteś brzydka, nie wiem, co on w tobie widzi!
- Pieprz się! Nie twój interes - burczę pod nosem, mijam ją i opuszczam toaletę. Idę przed siebie, słyszę za sobą stukot jej szpilek i myślę, czego jeszcze ode mnie chce - Możesz sobie już odpuścić?
- Nie, bo jeszcze nie skończyłam! - przewracam oczami, skręcam w prawo i wchodzę do klubu. Właśnie trwa karaoke, a ktoś niesamowite fałszuje do piosenki Miley Cyrus, auć! - Odczep się od Justina, Ivy. Mówię  poważnie - odwracam się w jej stronę, a wypity alkohol dodaje mi odwagi. Mam jej dość!
- Jesteś jak wrzód na dupie, wiesz? Przyczepiłaś się do mnie, bo szlag cię trafia, że Justin ma cię w nosie! Miej pretensje do niego, nie do mnie! Nie dociera do ciebie, że byłaś mu potrzeba tylko do jednego?
- Zamknij się! - wystawia palec na znak groźby i mruży oczy - Nic o mnie nie wiesz, to było coś więcej.
- Chyba tylko dla ciebie! Dawałaś mu dupy, może nawet się w nim zakochałaś i liczyłaś na wielką miłość. Jaka szkoda, że nic z tego nie wyszło, prawda? Pogódź się z tym, że teraz jest ze mną! Jest mój.
- Dziwka! - nim mam szansę zareagować, jej pięść spotyka się z moją twarzą. Idealnie trafia w kość policzkową, aż mnie omamia, przed oczami pojawiają mi się mroczki i tracę równowagę. Upadam na podłogę, podpieram na niej dłonie i próbuję złapać kontakt z rzeczywistością - Jeszcze pożałujesz swoich słów! - jej głos ledwo przedziera się przez fałsz i moją dezorientację. Szarpie mnie za włosy, chwyta za gardło i poddusza. Mrugam kilka razy, chcę się bronić, jednak moje szanse w tej chwili są zerowe. Jej cios był potwornie mocny! - I co? Już nie jesteś taka cwana, huh?! Mogłabym cię teraz kurwa udusić!
- Meredith!! - wrzask Nolana nieco przywraca mi świadomość. Brutalnie odsuwa ją ode mnie, bierze w ramiona i przytrzymuje za kark - Ivy, słyszysz mnie? - przytakuję głową, a kiedy wreszcie odzyskuję siły, dociera do mnie potężna fala bólu. Krzywię się, jęk ucieka z moich ust i przykładam palce do obolałego policzka - Nie dotykaj, zmywajmy się stąd - jednym ruchem bierze mnie na ręce, przemierza korytarz i opuszcza klub. Oddycham świeżym powietrzem, zamykam oczy, a moja głowa opada na jego bark - Justin już idzie. Postawię cię teraz, dobra? Cała się trzęsiesz - staję na nogach, Nolan zdejmuje swoją bluzę i zakłada na mnie. Wtulam się w ciepły, pachnący nim materiał i ponownie ląduję w jego ramionach. Opieram czoło o jego tors, zamykam oczy i czuję nieznośny ból, który roznosi się po mojej twarzy.
- Nolan! - dociera do nas wrzask Justina, unoszę głowę i widzę go biegnącego w naszą stronę. Nawet z tej odległości mogę dojrzeć jak bardzo jest wkurzony - Co to kurwa miało być?! - podnosi głos, staje przede mną i uważnie ogląda całą twarz. Robi to niedelikatnie i postanawiam się osunąć - Ivy? Co jest?
- N-nic, po prostu potworne boli mnie policzek i chciałabym się położyć. Zabierzesz mnie do domu?
- Oczywiście! Dasz radę pójść? - nie odpowiadam, chwytam go za rękę i ciągnę w stronę kampusu. Jedyne, o czym teraz marzę to łóżko i odrobina lodu, aby uśmierzyć ból, który robi się nie do zniesienia. 


Idziemy długim korytarzem, przystaję przy swoich drzwiach, jednak Justin prowadzi mnie dalej, do swojego pokoju. Patrzę na niego zaskoczona, kiedy otwiera go kluczem i wpuszcza mnie do środka.
- Dzisiaj zanocujesz u mnie - już otwieram usta, aby wybić mu z głowy ten durny pomysł, ale przykłada do nich palec i skutecznie mnie ucisza - Nie chcę słyszeć ani słowa na ten temat. Nie wygrasz ze mną, Ivy.
- Nie ma takiej potrzeby, Justin. Czuję się dobrze, przyłożę lód do policzka i jutro będę jak nowa.
- Naprawdę? Teraz mam pewność, że nigdy wcześniej nie oberwałaś - uśmiecha się szeroko i zdejmuje z siebie bluzę - Zapewniam cię, że jutro będziesz wyglądała zdecydowanie gorzej. Pojawi się śliwa, może nawet rozejdzie się po całym policzku i pod oko. Ból będzie o wiele silniejszy, biedroneczko - och!
- Mówisz poważnie? - marszczę brwi i ostrożnie dotykam policzka - Jak mam pójść na zajęcia?
- Masz dwa wyjścia. Albo nałożysz na siebie tonę tapety, lub po prostu zostaniesz tutaj i odpuścisz. Jak mam być szczery - podchodzi do mnie i obejmuje w talii - Wolałbym opcję numer dwa, bo mógłbym zostać z tobą i nacieszyć się słodkim lenistwem. Co ty na to? - porusza brwiami i głaszcze dłonią moje plecy.
- Na tą chwilę czuję się koszmarnie i mam wrażenie, że puchnie mi twarz. Skołujesz trochę lodu?
- Pewnie, kotku. Rozbierz się, weź prysznic jeśli masz na to siłę, a ja zaraz wracam. Rozgość się.
- Justin, wiesz, że to nie jest konieczne, prawda? Mój pokój jest zaledwie kilka kroków dalej.
- Nie kłóć się ze mną, Ivy. Uwierz mi, ledwo nad sobą panuję po numerze, jaki odwaliła Meredith. Kiedy tylko dorwę ją w swoje ręce pożałuje każdego słowa, które do ciebie wypowiedziała. A to, że podniosła na ciebie rękę... - zaciska szczękę, przeczesuje włosy i doskonale widzę, jak próbuje opanować złość - Tym przeszła samą siebie. Na pewno nie ujdzie jej to na sucho. Zapłaci za to. Przebiegła suka!
- Proszę, nie rób nic głupiego, dobrze? Była lekko podpita, a ja również trochę się rozpędziłam.
- Jestem pewny, że to nie ty zaczęłaś, a ona. To bardzo w jej stylu. Ona tak łatwo nie pogodzi się z tym, że nie chcę mieć z nią nic wspólnego i będzie chciała uderzyć w ciebie, aby zrobić mi na złość. 

- Niech sobie gada co chce, mam to w nosie. Niech tylko nie posuwa się dalej. Ja nawet nie umiem się bić!
- Jesteś taka słodka, biedroneczko - kręci głową, uśmiecha się szeroko i ostrożnie przykłada chłodne dłonie do moich policzków - Właśnie dlatego tak cię uwielbiam - mruga okiem i czule cmoka mnie w usta - A teraz spadam po lód. Weź sobie moją koszulkę z komody, wracam za parę minut - i już go nie ma.


Biorę prysznic, który poprawia moje samopoczucie niestety nie niweluje bólu, który stał się o wiele mocniejszy. Szybko czmycham do pokoju Justina, wyjmuję biały t-shirt z szuflady i wciągam na siebie. Sięga mi do połowy ud, wyglądam jak w sukience, ale najważniejsze jest to, że pachnie nim i przysuwam kawałek materiału do nosa. Muszę przyznać, że zapach jego skóry i perfum to najlepszy zapach na świecie!
- Wróciłem - wchodzi do pokoju, oblizuje usta i patrzy na mnie tym spojrzeniem, które doskonale znam - Do twarzy ci w mojej koszulce - pozbywa się butów, skarpetek, spodni i obcisłej, dopasowanej bluzki. Zostaje tylko w bokserkach, wyjmuje z szafki kolejną koszulkę i rozrywa worek z lodem. Wsypuje kilka kostek, zawija dokładnie i kiwa na łóżko. Nie wiem, jakim cudem się na nim zmieścimy, ale nie dyskutuję - Proszę - podaje mi woreczek, ostrożnie przykładam go do policzka i oddycham z ulgą - Kupiłem proszki przeciwbólowe, na pewno będziesz ich potrzebować. Doprowadzę się do porządku i za moment do ciebie dołączę - pochyla się, całuje mnie w usta i ponownie wychodzi z pokoju.

Budzi mnie hałas. Poruszam się niespokojnie, uchylam powieki, ale wszędzie panują egipskie ciemności. Dopiero po chwili słyszę siarczyste przeklniecie, odgłos uderzenia i wreszcie zapala się lampka, która mnie oślepia. Przyzwyczajam oczy do światła i widzę przed sobą zalanego Dylana. Ależ się załatwił!
- Woah! Jasna cholera, co?! - jego głos brzmi nienaturalnie, jakby zobaczył ducha. Justin budzi się gwałtownie i unosi nieco głowę - Co tu się wyprawia?! Jezu, Ivy! To naprawdę ty? Chyba mam omamy!
- Nie, nie masz omamów, Dylan. Zamknij się i daj nam spać, dobra? Dochodzi trzecia rano, człowieku!
- I co cię tak dziwi? Młoda godzina, stary - burczy pod nosem i zdejmuje jeansy. Niestety zaplątuje się w nogawki, skacze na jednej nodze i pada jak długi - Ja pierdole, to są chyba jakieś jaja - mamrocze niewyraźnie, podnosi się i gramoli na łóżko - Chrzanić ubrania - ziewa przeciągle i wtula w poduszkę.
- Zabiję tego gnojka - Justin wzdycha ciężko, wysuwa się nieco i gasi lampkę. Kiedy ponownie czuję go obok siebie, przekręca się na bok i przytula mnie do swojego torsu - Jak twój policzek? Nadal boli?
- Chyba jeszcze bardziej. Zdrętwiała mi cała lewa strona twarzy, wręcz nie czuję kości policzkowej.
- Mam nadzieję, że Meredith cię nie uszkodziła. Nie raz dostałem po mordzie i zdychałem z bólu przez kilka dni, a moja twarz wyglądała jakby przejechał po mnie pociąg i poprawił walec. Koszmar!
- Oj, nie pocieszasz, mój drogi. Aż boję się, jak będę wyglądać rano. Nie przestrasz się mnie, okej?
- Nigdy. Nawet z siniakiem na pół twarzy będziesz piękna. Śpij, biedroneczko - cmoka mnie w czoło, wsuwa dłoń pod koszulkę i dotyka ciepłymi palcami mojej nagiej skóry.


Budzę się kilka minut po dziewiątej. Spoglądam na poduszkę obok, ale po Justinie nie ma śladu. Jedynie Dylan śpi w poprzek łóżka, z jedną nogawką wciąż na nodze, a druga leży obok niego. Zaciskam usta na ten widok, bo wygląda komicznie! Przypominam sobie o mojej twarzy, podnoszę się z łóżka i pochodzę do lustra, które jest w drzwiach szafy. Oddycham głęboko, uchylam powieki i... zamieram. Spodziewałam się, że będę wyglądać jak po walce w ringu, jednak widok i tak mnie szokuje. Justin miał rację. Siniak przybrał kolor śliwki, pokrywa pół policzka i sięga lekko na powiekę. Meredith włożyła w uderzenie całą swoją siłę, doskonale to poczułam i zapewne o to jej chodziło. Może gdybym siedziała cicho i nie prowokowała jej, dałaby sobie spokój? Nie. Zdecydowanie nie dałaby sobie spokoju. Tak czy siak doprowadziłaby do konfrontacji i pokazała, gdzie jest moje miejsce. Nieźle mnie urządziła, a najgorsze jest to, że ten przeklęty siniak będzie goił się wieczność! Nie mam tyle czasu, muszę chodzić na zajęcia i niby jak mam pokazać się ludziom? Większość i tak to widziała, tylko czekać na świeże ploteczki. Bosko!
- Och, wstałaś już - Justin przerywa moje rozmyślenia, przekręcam głowę i uchylam usta. Zakrywa go jedynie ręcznik, który obwiązał w pasie, a kropelki wody nadal spływają po jego torsie. Jestem zahipnotyzowana tym widokiem i wpatruję się w jego niesamowite tatuaże. Ma ich mnóstwo! Na ramionach, torsie, szyi. Są seksowne jak diabli, podchodzę do niego i dotykam korony na obojczyku. Nigdy nie myślałam o zrobieniu tatuażu, teraz mam na to ogromną ochotę - Podobają ci się? - przytakuję głową, przysuwam się i zlizuję kilka kropelek z jego umięśnionej piersi. Słyszę, jak głośno wciąga powietrze i chwyta moje ramiona - Mówiłem to już, ale powtórzę. Jesteś zajebiście wyjątkowa, biedroneczko - unosi moją głowę palcem i przesuwa kciukiem po dolnej wardze - Mam szczęście, że mogę cię mieć.
- Nie, to ja mam szczęście, że mogę cię mieć - pocieram nosem o jego i odsuwam się - A teraz muszę pójść do toalety i wrócić do siebie. Nie mam nic na przebranie, oprócz twojej wygodnej koszulki.
- Zatrzymaj ją - mruga okiem i skanuje mnie z góry na dół - Zrób swoje i skoczymy na kawę, dobrze? Potrzebuję porządnej dawki kofeiny i jakiegoś śniadania. Znam fajne miejsce, spodoba ci się.
- Świetnie! Daj mi kilka minut, no może godzinę, żebym zdołała zakryć tego paskudnego siniaka.
- Masz pięć minut, ani minuty więcej. Uciekaj - otwiera drzwi i bezwstydnie klepie mnie w pupę.


To fajne, według Justina miejsce, znajduje się zaledwie pięć minut drogi od naszej uczelni i ma piękną nazwę; "Kawa o smaku nieba". Zajmujemy miejsca przy szybie, na wygodnej kanapie i zamawiamy kawę oraz śniadanie. Kiedy czekamy na zamówienie, nie wypowiadamy słowa, za to podpieramy łokcie na stole, brodę na dłoni i gapimy się w siebie z bananem na buzi. Mam tak ogromną ochotę powiedzieć mu, co do niego czuję, ale gryzę się w język. Nie chcę go przestraszyć, a faceci nie lubią presji. 
- Udało ci się nieco zamaskować siniaka. Zawsze wiedziałem, że te wasze kosmetyki działają cuda!
- Wcale nie było łatwo! Nie masz pojęcia, ile warstw musiałam nałożyć, aby przykryć cokolwiek.
- Musi minąć kilka dni zanim zacznie się goić. I tak najgorszy jest ból. Czy boli cię teraz?
- Trochę. Przed wyjściem wzięłam tabletkę przeciwbólową, więc zaraz powinno być trochę lepiej.
- Och! Kogo ja widzę. Czy to przypadkiem nie mój chłopak? - podnoszę głowę i widzę przed sobą Meredith. Zwijam dłonie w pięści, a złość z prędkością rozpędzonej ciężarówki roznosi się po moim ciele. Kiedy przysiada obok Justina i całuje go w policzek, mam dość. Najchętniej wydrapałabym jej oczy!






środa, 24 stycznia 2018

Rozdział jedenasty

Na zajęciach jestem nieprzytomna. Siedzę zamyślona, rysuję wzroki ołówkiem i ledwo dociera do mnie głos wykładowcy. Nie potrafię dzisiaj myśleć, jestem wyłączona, wyobcowana i zamknięta w swoim własnym świecie. Sen, który nawiedził mnie w nocy nadal nie daje mi spokoju. Jestem zaskoczona, ponieważ ostatnio śniłam o ojcu bardzo dawno temu, zaraz po tym, jak trafiłam do domu dziecka. Wyrzuciłam go ze swojej głowy, pozbyłam się strachu, przestałam oglądać się przez ramię i czułam się bezpieczna. Dlaczego do cholery nagle wszystko się zmienia? Nie ma go tutaj, siedzi zamknięty i na tym powinnam się skupić.
- Panno Jones, przeszkadzam może? - jak przez szybę przebija się głos profesora Tizzemana. Otrząsam się i opuszczam swój bezpieczny azyl - Jeśli nie jest panienka zainteresowana zajęciami, tam są drzwi.
- Przepraszam - patrzę na niego ze skruchą, zbieram swoje rzeczy i po prostu wychodzę z sali. Słyszę za sobą szepty, jednak mam to w nosie. Muszę stamtąd wyjść, inaczej się uduszę!


Wracam do swojego pokoju, rzucam torebkę na łóżko, otwieram szafę i wyjmuję szkatułkę, którą dawno temu dostałam od Gwen. Trzymam w niej srebrne kolczyki, bransoletkę przyjaźni i pamiątki od dziewczyn z domu dziecka. Jednak nie to jest przedmiotem moich poszukiwań, odsuwam wieczko i tak oto ukazuje się moje zbawienie. Biorę ją do ręki, obracam kilka razy i przysuwam do ust. Zdjęłam ją tak dawno temu i obiecałam sobie, że nigdy ponownie jej nie założę. Chciałam być dzielna, odważna i silna. Wszystko szło po mojej myśli, jednak coś zaczyna się psuć. Mur, który postawiłam powoli się kruszy, a przeszłość stoi po drugiej stronie z szyderczym uśmiechem na ustach. Nie dopuszczę, aby ponownie przejęła kontrolę nad moim życiem. Bez Gwen nie dam rady wyjść z tego po raz drugi. To ona była moją kotwicą.
Oddycham głęboko, wsuwam czarną, cienką gumę na nadgarstek i powstrzymuję napływające do oczu łzy. Ta mała gumeczka jest moją pociechą, wsparciem i bezpieczeństwem. To właśnie na terapii kazali nam je nosić i trzymać w palcach za każdym razem, kiedy czujemy się zagrożeni. Nie rozstawałam się z nią przez cztery lata. Opuściłam dom dziecka, zamieszkałam w ośrodku dla dorosłych i postanowiłam zacząć od nowa. Nie sądziłam, że robiąc tyle odważnych kroków do przodu, teraz przyjdzie zrobić mi jeden w tył. 


Nie wiem ile czasu spędzam w łóżku, ale musi być to dobre kilka godzin, bo Alayna właśnie wraca z zajęć. Czuję na sobie jej intensywne spojrzenie, krząta się po pokoju i co rusz zerka na mnie. Wpatruję się przed siebie, okryta kołdrą po samą szyję i ponownie próbuję zatrzasnąć szufladkę z napisem "przeszłość".
- Wszystko w porządku, Ivy? - jej cichy głos sprowadza mnie na ziemię. Jedyne, na co mnie stać to skinienie głową - Marnie wyglądasz, jesteś chora? - przykłada dłoń do mojego czoła i marszczy brwi - Nie masz gorączki, boli cię coś? A może jesteś głodna? Założę się, że dzisiaj nic nie zjadłaś. Prawda?
- Nic mi nie jest - przekręcam się na drugi bok, zamykam oczy i ponownie zapadam w błogi sen. 


Budzi mnie pukanie do drzwi, cicha rozmowa i odgłos kroków. Materac ugina się pod czyimś ciężarem, moje ciało zostaje przekręcone na drugą stronę i kiedy uchylam powieki, widzę przed sobą zaskoczonego Justina. Uważnie mi się przygląda, delikatnie dotyka mojej twarzy i wygląda na zmartwionego.
- Co się dzieje, Ivy? Słyszałem, że zerwałaś się z zajęć, a ty nigdy tego nie robisz. Proszę, powiedz mi.
- To nic takiego, naprawdę. Po prostu źle się poczułam i postanowiłam się położyć. Jest okej.
- Nie wydaje mi się - burczy pod nosem, zsuwa buty i układa się obok mnie. Układa dłonie na moich plecach i przytula do swojego ciała. Zamykam oczy, uśmiecham się lekko i wdycham zapach jego pięknych perfum. Chyba tego było mi potrzeba. Ramion, które otulają mnie z każdej strony i tworzą swego rodzaju kokon - Chcesz o tym pogadać? Nie zamykaj się przede mną, Ivy. Możesz walić prosto z mostu.

- Wiem, i dziękuję ci za to. Jednak to nie jest coś, o czym chcę rozmawiać. Lepiej to zostawić.
- No nie wiem. Przez to jesteś smutna i widzę, że coś nie gra. Ta sprawa cholernie cię dręczy.

- Nie przejmuj się tym, czuję się lepiej. Poprawiłeś mi humor - podnoszę głowę i podpieram brodę na jego piersi - Więc? Co cię tak właściwie do mnie sprowadza? Nie powinieneś być jeszcze na zajęciach?
- Nie, dzisiaj skończyliśmy wcześniej. A do ciebie sprowadza mnie tęsknota. Myślałem o tobie i przez to profesor Ritz prawie wyrzucił mnie z zajęć! Stwierdził, że bujam w obłokach. Chyba ma rację.

- Aww, jesteś taki słodki - uśmiecham się szeroko, Justin jednym ruchem przekręca mnie na plecy i przygniata swoim ciałem - Czy to jest twoja ulubiona pozycja? Już drugi raz leżysz na mnie.
- To zdecydowanie za rzadko, biedroneczko. Jesteś taka mięciutka, że mógłbym się stąd nie ruszać.
- Serio? Fajnie, że ci wygodnie. Nie mogę tego samego powiedzieć o sobie, bo mnie przygniatasz!
- Wybacz - ponownie się przekręca, tym razem wciągając mnie na siebie. Moje włosy opadają na jego twarz, dmucha w nie, aby się ich pozbyć, jednak wpadają mu do oczu i ust - Tego nie przewidziałem.
- Och, świetnie! - wzdrygam się na przepełniony złością głos Alayny - Mówiąc ci, że z Ivy dzieje się coś dziwnego miałam na myśli to, żebyś sprawdził o co chodzi, a ty ją molestujesz!
- Wcale jej nie molestuję, okej? Po prostu poprawiam jej humor - porusza brwiami, układa dłoń na moim karku i przyciąga mnie do swoich ust. Uśmiecham się przez pocałunek i ledwo rejestruję trzask drzwi - Ta dziewczyna nie jest normalna, wiesz o tym? Nie powinnaś z nią przebywać, bo też zdziwaczejesz.
- O to nie musisz się martwić, nie dam się tak łatwo. Co nie zmienia faktu, że jej zachowanie zaczyna mnie niepokoić. Na początku była w porządku, teraz strasznie się zmieniła. Za każdym razem, kiedy tylko o tobie wspominam złości się i przekonuje mnie, że będę przez ciebie cierpieć. O co jej chodzi, hmm?
- Chciałbym to wiedzieć! Ledwo ją znam, zmiażdżyłem ją na pierwszej imprezie i od tamtej pory praktycznie nie miałem z nią bliższego kontaktu. Jedynie jak czasami przebywała z tobą. Nie lubi mnie, więc to oczywiste, że nie podoba jej się fakt, że się spotykamy. Nie słuchaj jej, dobrze? - wzdycham i niepewnie przytakuję głową. To wszystko wcale nie jest takie proste, jak z każdej strony padają ciosy - W ogóle nie słuchaj nikogo, kto pieprzy coś na mój temat. Szczególnie dziewczyn, z którymi kiedyś łączył mnie seks, w tym Meredith. Wiem, że z tobą rozmawiała - mruży oczy, a ja przełykam ślinę. Cholercia, skąd to wie?! - Powinnaś była od razu mi o tym powiedzieć, Ivy. Cóż takiego ci nagadała, huh?
- To, co może powiedzieć dziewczyna, która została zastąpiona inną - kiedy kończę mówić, Justin krzywi się, jakby coś go bolało - Stwierdziła, że jestem bardzo naiwna myśląc, że interesuje cię stały związek. Jesteś rozrywkowym facetem, lubisz się bawić i kiedy dodałam, że ze sobą nie sypiamy, od razu się roześmiała i stwierdziła, że tylko na to czekasz. A kiedy tak się stanie, rzucisz mnie bez wahania.
- Wow - robi dzióbek z ust, a po chwili prycha wkurzony - Ta suka myśli, że cokolwiek o mnie wie. Jaka szkoda, bo nie ma bladego pojęcia! Pieprzyłem ją kilka razy i sama chciała czegoś więcej, kiedy się wymiksowałem wściekła się na mnie i od tamtej pory próbuje mi coś udowodnić. Nie wiem, że niby ją kocham, jesteśmy sobie przeznaczeni, bla bla bla. Będzie próbowała namieszać ci w głowie, uważaj na nią. Jestem pewny, że przy okazji nie odpuści sobie paplania i nagada jeszcze większych bzdur.
- Więc powiedz mi, co się między nami dzieje? Mówisz, że ci się podobam, że lubisz spędzać ze mną czas, ale to dokądś nas zaprowadzi, Justin. Wiem, że znamy się krótko, ale chyba wiesz, czy chcesz, abym była dla ciebie kimś więcej. Czuję się niepewnie, bo nic mi nie mówisz. Traktujesz mnie poważnie?
- Oczywiście, że traktuję cię poważnie! To nowa dla mnie sytuacja, i może wydać ci się to śmieszne, nigdy nie chciałem być z żadną dziewczyną. Związek to coś, co nie jest moim priorytetem. Zdecydowanie wolę się bawić, uprawiać niezobowiązujący seks i nie martwić się, że następnego dnia jedna czy druga, którą pieprzyłem, przyleci do mnie z pretensjami. Nie mogę sobie na to pozwolić - oblizuję usta, zasycha mi w gardle, jednak jego słowa bardzo mnie niepokoją. Cieszę się, że tak się przede mną otworzył, ale nie mówi nic, co chciałabym usłyszeć - Posmutniałaś, a ja jeszcze nie skończyłem - uśmiecha się, przykłada ciepłe dłonie do moich policzków i głaszcze je kciukami. Jego dotyk jest delikatny, czuły i roztapia coś wewnątrz mnie. Nie poznaję samej siebie. To wręcz niewiarygodne, że tak szybko wpuściłam go do swojego życia i co gorsza, pragnę, aby pozostał w nim na dłużej. To pierwszy chłopak, z którym chcę spróbować i zaryzykować nawet złamanym sercem. Dawno temu obiecałam sobie, że nie dam się skrzywdzić nikomu więcej, ojciec przez tyle lat wyrządził mi już wystarczającą krzywdę, jednak wierzę, że z Justinem może nam się udać. Jest szansa, aby powstało z tego coś wyjątkowego - Wyglądasz niesamowicie, kiedy tak nagle odpływasz myślami daleko stąd. Chciałbym wiedzieć, o czym myślisz, czy i ja mam miejsce w twojej głowie - przygryzam wargę i bez wahania przytakuję głową - Cieszę się. Ty również siedzisz głęboko w mojej, Ivy. Dlatego dokończę swoją przemowę, bo nie jestem pewny, kiedy znowu odważę się na taką szczerość - przewraca oczami, a ja chichoczę - To, co jest między nami cholernie mi się podoba. Nie ważne, ile tak właściwie to trwa. Ważne, że nie mogę doczekać się kolejnego dnia, aby wreszcie cię zobaczyć. Szlag mnie trafia, kiedy rozmawiasz z Adamem, czy nawet z Nolanem! Chcę cię mieć tylko dla siebie i chociaż nie pragnąłem związku, możemy spróbować - och! Uchylam usta, moje serce zaciska niewidzialna pięść i mam ochotę piszczeć ze szczęścia. Czy on naprawdę powiedział to na głos?! - Nie wiem, co nam z tego wyjdzie, uprzedzam. Nie jestem pewny, czy w ogóle się do tego nadaję, ale mogę obiecać ci, że się postaram. Proszę cię tylko o jedno; nie słuchaj tego, co będą mówić na mój temat moje ex od łóżka. Będą potwornie zazdrosne i spróbują cię złamać. Nie daj się, biedroneczko.
- Nie dam się, będę walczyć z nimi jak lwica. A ja proszę cię, abyś zawsze był ze mną szczery, Justin. Jeśli zapytam o którąś z nich, odpowiedz mi szczerze, a ja przyjmę to na klatę. Bez zaufania i mówienia sobie prawdy z pewnością daleko nie zajedziemy. Nolan powiedział, że zaufanie to podstawa.
- Nolan, tak? - zaciska szczękę, patrzy na mnie poważnie, jednak w jego oczach czai się iskierka rozbawienia i zazdrości - Już ja wybiję ci go z głowy! - jednym ruchem obraca mnie na plecy, ponownie przygniata moje ciało do materaca, ale kompletnie się tym nie przejmuje. Ściska w palcach moje włosy, a jego usta atakują moje. Przyciągam go do siebie bliżej i gryzę w wargę. 


Wieczorem Justin wyciąga mnie na imprezę w klubie. Jest to sudecki klub i kiedy tylko wchodzę do środka rozglądam się z ciekawością. Jest całkiem spory, z podświetlanym barem, wysoki krzesełkami i podestem do karaoke, lub tańca. Jak to woli. Ludzi jest całkiem sporo i rozpoznaję wiele znajomych twarzy, w tym Amber i Catherine z mojej grupy. Machają mi wesoło, wystawiają kciuk ku górze aż się zawstydzam. Justin prowadzi mnie w prawą stronę i sadza przy okrągłym stoliku. Chyba doskonale zna to miejsce.
- Och, nasze gołąbeczki! - piszczę, kiedy Dylan wciska palce pod moje żebra i bezlitośnie mnie łaskocze.
- Spisałeś się na medal, stary! Ponownie się uśmiecha - Nolan klepie Justina po plecach i mruga okiem.
- Ma się ten urok - strzepuje niewidzialny pyłek z ramienia i odpycha Dylana - Wara od mojej dziewczyny.
- Hola, hola! Twojej dziewczyny? - Dylan patrzy na mnie zaskoczony, schylam głowę i bawię się palcami. W moim brzuchu wybucha bomba, tak pięknie brzmią te słowa - Co mnie znowu ominęło?
- Całkiem sporo. Ivy jest moją dziewczyną, więc uważaj przyjacielu, gdzie kładziesz swoje dłonie.
- Mówisz poważnie? Cholera! Przecież to niewiarygodne! Ty nigdy, przenigdy nie miałeś dziewczyny!
- Jak to się mówi; zawsze musi być ten pierwszy raz, nie? Tak więc przyszła kolej i na mnie, stary!

- Kurwa, jestem z ciebie dumny - patrzy na niego rozbawiony, ociera niewidzialną łezkę i przytula kumpla po męsku - Wreszcie jakaś mądra decyzja. Gdyby nie ty, sam chętnie zakręciłbym się przy Ivy.
- Zapomnij! Prędzej ja! - Nolan szturcha go w bok i posyła mi ten zadziorny uśmieszek, który lubię - Ja poznałem ją jako pierwszy, więc tym samym oczywiste jest, że mam pierwszeństwo. Ukradłeś mi ją!
- Tak mi przykro, że aż wcale - Justin przykłada dłoń do serca i wzdycha dramatycznie - Trzeba było się pośpieszyć, przyjacielu. Taka dziewczyna jak moja biedroneczka jest wręcz rozchwytywana garściami.

- Zgadzam się. Poza tym jest inteligenta, zdolna i ma świetne poczucie humoru. Idealne połączenie.
- Hej, czy możecie już przestać? Ja cały czas tutaj jestem i wiedzcie, że potwornie mnie zawstydzacie!
- Co podać? - naszą rozmowę przerywa wysoka, szczupła brunetka, która wlepia wzrok tylko w Justina.
- Cześć, Amy! - Dylan cmoka ją w policzek i obejmuje ramieniem - Poznałaś już dziewczynę Justina?
- Dziewczynę? - marszczy brwi, przelotnie na mnie spogląda i zaciska szczękę - To coś nowego.
- Zdecydowanie! Chłopaka wzięło na amen, jest zakochany po uszy! - prawie krztuszę się własną śliną. Zaciskam usta, Nolan wznosi oczy ku niebu, a Justin wręcz morduje go spojrzeniem - Są piękną parą.

- Ja poproszę whisky z colą, cytryną i lodem - wypalam, aby przerwać tę niezręczną rozmowę. Chłopcy idą w moje ślady, składają zamówienie i kiedy tylko brunetka odchodzi, oddycham z ulgą - Jezu, Dylan! Jesteś taki bezpośredni i walisz prosto z mostu. Gdyby wzrok mógł zabijać, już dawno byłabym trupem!
- Wyluzuj, mała. Zrobiłem to specjalnie, żeby jej dopiec. Nigdy jej nie lubiłem, była chamska i wredna!
- Tsa! I na dodatek zbyt pewna siebie - dodaje Nolan i czochra mi włosy - Justin nie dawał sobie z nią rady.
- Spałeś z nią?! - mój głos brzmi zbyt piskliwie. Zdradza moje zdenerwowanie i cholerną zazdrość.
- Tak, ale teraz nie ma to znaczenia, Ivy. Amy to przeszłość, nie będziemy o niej rozmawiać - schylam głowę i myślę sobie, czy na każdym kroku będę spotykać jego "seks" partnerki. Staram się poskromić zazdrość i to dziwne uczucie, które przepełnia moje serce, chociaż jest niezmiernie trudno. Nie jestem odporna na te spojrzenia, które przepełnione są pogardą, jakbym była gorsza od nich. Nie chcę się tak czuć. Kilka miesięcy zajęło mi wyzbycie się głęboko zakorzenionego przekonania, że jestem beznadziejna, niechciana. Ojciec tak razy wiele wpajał mi, że nic dobrego ze mnie nie wyrośnie, że nikt nigdy mnie nie pokocha, bo nawet własna matka tego nie zrobiła. Jego każde słowo zostawiało ranę na moim sercu i dochodzę do wniosku, że chyba nigdy w życiu nie będę w stanie całkowicie się z tym uporać. Terapia bardzo mi pomogła, jednak ojciec był bardzo przekonywujący. Chłonęłam jego słowa jak gąbka i wmawiałam sobie, że ma rację - Ivy, nie rób tego! - Justin wyrywa mnie z moich myśli i uderza pięścią w stół. Podskakuję przestraszona i patrzę mu w oczy - Nie zadręczaj się tym, nie pozwalam ci. Odleciałaś i już ja wiem, co sobie myślisz. Przestań, proszę - jego głos nagle łagodnieje, podnosi się i chwyta moją dłoń - Jesteśmy tutaj po to, aby się dobrze bawić. Zatańczymy? - przytakuję głową, wchodzimy na parkiet i przytulamy się do siebie - Coś cię dręczy, a ja to z ciebie wyciągnę - i właśnie to martwi mnie najbardziej.








środa, 17 stycznia 2018

Rozdział dziesiąty

Mija chwila, zanim Justin odkleja się od jej warg i obdarza ją uśmiechem. To pogłębia mój ból i chociaż miałam odrobinę nadziei, że odepchnie ją od siebie teraz wszystko idzie się pieprzyć. Sama nie wiem, czy mam ochotę walnąć go w twarz, czy po prostu odejść. Co ja sobie w ogóle myślałam? Słyszałam, jaką ma opinię. Naprawdę myślałam, że dla mnie mógłby się zmienić? Niby dlaczego, skoro jestem przeciętna? Nie to co brunetka, która wygląda jak milion dolarów. Idealnie do siebie pasują, niczym hollywoodzka para.
- Hej - przełykam gulę w gardle i podnoszę głowę. Obok mnie stoi Nolan, uśmiecha się skrępowany i drapie w kark - Nie powinnaś na to patrzeć, Ivy - och, dlaczego? Jak się dobić, to po całości - Ona nic nie znaczy.
- Tak samo jak ja - odwracam się na pięcie i maszeruję w stronę wyjścia. Jeśli zostanę tutaj choćby sekundę dłużej, uduszę się z własnej rozpaczy. Nie powinnam była robić sobie żadnych nadziei.
- Ivy!! - słyszę jego głos, nie odwracam się i przyśpieszam. Nie chcę z nim rozmawiać, nie chcę nawet na niego patrzeć. Niestety on ma zupełnie inne plany, szybko mnie dogadania, chwyta za ramię i odwraca w swoją stronę, aż włosy uderzają mnie w twarz - Cholera, przepraszam! Meredith się zapomniała.
- Ona? A może ty? - przechylam głowę i zwijam dłoń w pięść - Nie odepchnąłeś jej od siebie, a doskonale wiedziałeś, że tutaj jestem! Sam mnie zresztą zaprosiłeś! Serio, Justin?! W co ty sobie pogrywasz?
- W nic, przysięgam! Z Meredith łączył nas kiedyś seks, nic więcej. Nie wie, że się z tobą spotykam.
- Nie spotykasz się ze mną, tylko spędzasz ze mną czas, Justin. To zupełnie dwie różne rzeczy.
- Wcale nie! Lubię cię, doskonale o tym wiesz. Ten pocałunek nic nie znaczył, Ivy. Przysięgam!
- Wiesz, że nie musisz mi się tłumaczyć? Jesteś wolnym człowiekiem. Przecież nawet nie jesteśmy razem. 

- Więc o to ci chodzi? Chcesz, żebym oficjalnie zapytał, czy zostaniesz moją dziewczyną?
- A nawet jeśli tak, co w tym dziwnego, huh? Tak się robi, jak dwójka ludzi spędza ze sobą czas, całują się i wręcz nie mogą się od siebie oderwać. Nie chcę być twoją zabaweczką, Justin. Nie licz na to!
- Jezu, Ivy! Nie liczę na to, oszalałaś?! - podnosi głos i złości się. Zaciska szczękę i odciąga mnie na bok, jeszcze dalej od chłopców i trenera - Nigdy nie bawiłem się w zapytanki o chodzenie, to dziecinne. Jeśli się z kimś spotykam, to znaczy, że mi na tym kimś zależy. Tą osobą jesteś ty. Tylko ty!
- Dziwnie to okazujesz, całując się na moich oczach ze swoją byłą dziewczyną od seksu. Nie uważasz?
- Nie pocałowałem jej, Ivy. Ledwo dotknąłem jej ust. Zaskoczyła mnie, a przeważnie tak właśnie mnie wita. Do tej pory mi to nie przeszkadzało, teraz jesteś ty i nie chcę jej więcej całować.
- Więc pocałuj mnie. Teraz - unoszę brodę i czekam na jego ruch. Jestem ciekawa, czy się odważy.
- Ale jak teraz? Przy wszystkich? - niepewnie zerka na chłopców, którzy ukradkiem nam się przyglądają. Meredith marszczy brwi i wręcz morduje mnie spojrzeniem. Wszyscy widzieli nas razem, jednak nikt nie widział naszych pocałunków. To jest dla niego mały test, który właśnie oblewa - Chodźmy stąd.
- Nie - wystawiam palec i uciszam go - Nigdzie z tobą nie pójdę. Wracaj na trening i do Meredith.
- Ale ja jej nie chcę, do cholery! Po co mówisz coś takiego, huh? Przecież spotykam się z tobą, tak?
- Owszem! Sęk w tym, że ją całujesz przy wszystkich, a mnie nie. Nie sądzisz, że to dość dziwna sytuacja?
- Cholera, biedroneczko! Jesteśmy świeżą sprawą, tak? Po co mam cię całować przy kumplach, co?
- Może po to, aby pokazać im, że nasze spotkania to coś więcej? Ten pocałunek to aż tak dużo, Justin?
- Nie, skąd - drapie się po głowie i przygryza wargę. Mam dość tego przedstawienia - Po prostu...
- Daj spokój, nie chcę wiedzieć nic więcej - prycham rozczarowana, odwracam się i ponownie zmierzam do wyjścia. Uścisk w moim brzuchu jest nie do zniesienia i jestem rozczarowana jego zachowaniem. Ją pocałował, mnie nie chciał. To oznacza tylko jedno; nie jestem dla niego nikim ważnym, a to, co jest między nami nie ma znaczenia. A może zbliżył się do mnie tylko po to, aby zaciągnąć mnie do łóżka?
- Ivy! - wzdrygam się na jego głos, który słyszę tuż za sobą. Nim mam szansę ochrzanić go, żeby dał mi święty spokój, gwałtownie odwraca mnie w swoją stronę i zachłannie wpija w moje usta. Pocałunek jest mocny, nieco brutalny i cholernie namiętny. Przytula mnie do siebie, napiera na mnie swoim ciałem i siłą wpycha język w moje usta. Przejmuje nade mną kontrolę, zapominam o wszystkim i wszystkich, oddaję się w jego ręce i odpływam. Kiedy wsuwa palce w moje włosy i odciąga moją głowę w tył, z moich ust ucieka jęk - Jesteś kurewsko nieznośną dziewczyną, biedroneczko. Mam nadzieję, że pokaz Cię zadowolił.
- Bardzo - uśmiecham się, zarzucam dłonie na jego szyję i prześlizguję językiem po jego dolnej wardze. Unosi mnie, owijam nogi wokół jego bioder i ponownie całujemy się tak, jakby nie istniał świat.


Czekam na Justina, który po treningu poszedł się przebrać. Spaceruję po ogromnym boisku, liczę kroki, a na mojej drodze ktoś staje. Unoszę głowę i wzdycham ciężko. Przede mną stoi Meredith, w tym swoim skąpym stroju cheerleaderki i patrzy na mnie pewna siebie. Mam przeczucie, co chce mi powiedzieć.
- Naprawdę uważasz, że Justinowi na tobie zależy? - bingo! Jeden zero dla mnie - To chłopak, dla którego liczy się dobry seks, alkohol i imprezy, na pewno nie związek, miłość i stała dziewczyna. On lubi się bawić - mruga okiem, ale nie robi na mnie najmniejszego wrażenia. To ją myli - Co? Nie jesteś zaskoczona?
- A dlaczego miałabym być? Przecież doskonale wiem, jakim chłopakiem jest Justin. Słyszałam plotki na jego temat jak tylko przekroczyłam próg tego miejsca. Dla twojej informacji, mnie nie pieprzy.
- Poważnie?! Niewiarygodne! - wybucha śmiechem, podpiera dłonie na biodrach i patrzy na mnie z politowaniem. Nie podoba mi się to spojrzenie - Więc wszystko jasne! Spotyka się z tobą tylko po to, aby zaliczyć. Nie widzisz tego? Jesteś aż tak naiwna? Och! Tylko nie mów, że się w nim zakochałaś?
- Moje uczucia to nie jest twoja sprawa. Tak samo jak to, co łączy mnie z Justinem. Daj mi spokój.
- Jeszcze nie skończyłam - chwyta mnie za ramię i wbija w nie palce, aż się krzywię - Ostrzegam cię, będziesz przez niego cierpiała. On nie da ci szczęścia, mimo tego, jak się teraz zachowuje. Nie jesteś pierwszą, skarbie. To właśnie jego taktyka. Oczaruje cię, obsypie komplementami, czułościami, a potem zrobi swoje i odejdzie. Nie masz pojęcia, jak wiele dziewczyn się o tym przekonało - w jej głosie pobrzmiewa smutek, jakby była jedną z nich. Puszcza moje ramię, odchodzi, a ja wbijam wzrok w trawę.

Jej słowa zasiały mnóstwo wątpliwości, a najgorsze jest to, iż miały sens. Justin faktycznie jest kochany, słodki, uroczy. Prawi mi komplementy, mówi, jaka jestem śliczna, chociaż wystarczy rozejrzeć się dookoła, a każda dziewczyna bije mnie na głowę. Czy Meredith może mieć rację? Czy właśnie o to chodzi Justinowi? Oczarować mnie, rozkochać w sobie, przelecieć i poszukać następnej ofiary? Tak wiele pytań, a żadnych odpowiedzi. Zaufałam mu, mimo tego, jak krótko się znamy. Mam świadomość, że Justin może mnie łatwo zranić, a moje uczucie do niego wcale nie pomaga. W co ja się wpakowałam?! 

Do domu wracam sama. Nie czekam na Justina, potrzebuję odrobiny samotności i dystansu. Może za bardzo się w to zaangażowałam, chcę więcej, a tak naprawdę jest na to za wcześnie. Z drugiej strony coś do niego poczułam, to pierwszy raz w moim życiu i mam przeczucie, że łatwo się z tego nie wyplątam. Skoro spotyka się ze mną, całuje, dotyka i pozwalam mu na to, nie chcę, żeby za chwilę szedł do innej. Nie chcę zmuszać go do żadnych deklaracji, więc jak dać mu do zrozumienia, że albo ja, albo inne?
Dodatkowo moja relacja z Alayną bardzo się pogorszyła. Kiedy tylko wchodzę do pokoju nawet nie obdarza mnie spojrzeniem. Skupia uwagę na książce i po prostu mnie ignoruje. Siadam na łóżku, wzdycham ciężko i zastanawiam się nad tym, kiedy moje życie ponownie zrobiło się tak skomplikowane. Sądziłam, że po zamknięciu ojca może być już tylko lepiej. Cztery lata spędzone w bidulu, potem ośrodek dla dorosłych i teraz studia. Czułam, że wcale nie będzie kolorowo. Jestem tutaj ponad dwa tygodnie, aż boję się pomyśleć, co będzie dalej. Skoro już teraz jest trudno, na lepsze się nie zapowiada.

Po prysznicu człapię do swojego pokoju. Niestety w połowie drogi zaczepia mnie Nolan, który patrzy na mnie współczująco. Lubię go i żałuję, że to nie jego obdarzyłam uczuciem. Może byłoby prościej?
- Wyglądasz na smutną, Ivy. To przez Justina, tak? - wlepia we mnie te piękne oczy i opiera się o ścianę.
- Nie, nie wszystko kręci się wokół niego. Mam po prostu gorszy dzień i marzę, żeby walnąć się do łóżka.
- Może nie powinienem tego mówić, ale jemu naprawdę to tobie zależy. Ma bujną przeszłość, więc na każdym kroku pojawia się jakaś dziewczyna, z którą spał. 
Proszę cię o jedno, nie słuchaj tej suki Meredith, ta dziewczyna ma coś nie tak pod kopułą. Jest przebiegła. Zaufaj mu, jeśli chcesz, aby przerodziło się w to coś większego. Bez odrobiny zaufania nie dacie rady pójść dalej. Chyba tak działa związek, prawda?
- My nie jesteśmy w związku, Nolan. Poza tym chcę mu zaufać, jednak to trochę trudne biorąc pod uwagę właśnie jego bujną przeszłość. Dzisiaj na treningu poczułam się jakbym była jego kolejną zabawką.
- O nie, nawet tak nie myśl. Nie jesteś jego zabawką, a skoro zabrał cię do swojego domu wiedz, że to nie byle co. On nigdy, przenigdy nie przedstawił rodzicom żadnej ze swoich koleżanek. To coś znaczy.
- Ciekawe tylko co - uśmiecham się i dociskam do piersi ubrania - Zobaczymy, jak to się dalej rozwinie.
- Będzie dobrze, mała. Sama zobaczysz - mruga okiem i czochra moje wilgotne włosy - Nie powinnaś paradować po korytarzu w samym szlafroku, wiesz? Ten widok rozpaliłby nie jednego faceta.
- Och, serio? To gruby, sięgający kolan szlafrok, mój drogi. Nic nie widać, nie jest nawet seksowny.
- Ugh, gdyby był, miałabyś przechlapane - śmieje się i odprowadza mnie pod moje drzwi - Słodkich snów.
- Dzięki, tobie też - staję na palcach i cmokam go w policzek - Dziękuję za to, co powiedziałeś.
- Nie ma sprawy. Jestem jego przyjacielem, znamy się od siedmiu lat i uwierz, wiem, co mówię.
- Biedroneczko! - naszą rozmowę przerywa nikt inny jak Justin, który wyłania się zza zakrętu i podbiega do nas - Cieszę się, że cię złapałem - dyszy ciężko i łapie oddech. Nolan klepie go po plecach i zostawia nas samych - Dlaczego nie poczekałaś na mnie po treningu? Szukałem cię wszędzie, ale nagle przepadłaś.
- Po prostu rozbolała mnie głowa i chciałam się jak najszybciej położyć. Wszystko w porządku?
- Jasne. Martwiłem się, że to u ciebie coś nie gra. Wyglądasz na zmęczoną, idziesz już spać?
- Tak, padam na twarz. Profesor Romig nieźle nas dzisiaj przemaglował. I zapowiedział, że to nie koniec!
- Tak, ten człowiek jest szalony. Spotkamy się jutro? - patrzy na mnie smutno i wygląda dość niepewnie.
- Jeśli tylko przeżyję kolejne zajęcia z Nicholsem, to bardzo chętnie. Masz jakieś konkretne plany?
- Jeszcze nie wiem, jutro pomyślimy. Proszę, nie przejmuj się Meredith, dobrze? - dotyka mojego policzka i wzdycha ciężko - Już wszystko jej wyjaśniłem i nie życzyłem sobie, aby mnie więcej całowała. Chcę tylko ciebie, Ivy i jest mi przykro, że musiałaś być tego świadkiem. Jeszcze raz cię za to przepraszam.
- Jest w porządku, Justin. Ale zaznaczam, że nie chcę więcej takich sytuacji, okej? to nie było miłe.
- Obiecuję! - wystawia dwa palce, a ja przewracam oczami - Okej, uciekaj. Jutro do ciebie zadzwonię.
- Dobrze. Ach! Właściwie miałam zapytać cię o to już wcześniej. Skąd masz mój numer?
- Cóż, mam wujka dyrektora, prawda? - drapie się w kark i patrzy na mnie oczami szczekania. No tak! - Poprosiłem go, żeby pozwolił mi na moment zerknąć w twoją teczkę i gotowe! Sprytny ze mnie gość.
- Powinnam była się tego domyślić. Mam nadzieję, że zabrałeś tylko numer telefonu, nic więcej?
- Nie, tylko tego potrzebowałem - przysuwa się i przytula mnie do swojego ciała - Pięknie pachniesz.
- Przed chwilą brałam prysznic. To żel o zapachu kokosu, jeden z moich ulubionych. Pożyczyć ci?
- Zwariowałaś? - prycha rozbawiony, odchyla głowę i cmoka mnie w usta - Nie mam zamiaru pachnieć jak baba, wybacz - chichoczę na jego słowa i pocieram nosem o jego - Jesteś taka słodka, Ivy. Zupełnie inna, niż dziewczyny, z którymi miałem do czynienia. Delikatna, wrażliwa, urocza, śliczna - płonę w środku, dosłownie! Czuję już, jak po moim ciele przebiega ten ciepły dreszcz - Przepraszam, że czasami zachowuję się jak dupek, po prostu potrzebuję więcej czasu, aby poukładać sobie w głowie pewne sprawy. Obiecaj tylko, że dasz nam szansę, bo ja bardzo chcę, aby coś nam z tego wyszło. A ty? Powiedz szczerze.
- Okej, więc mówię szczerze, że również chciałabym, abym coś nam z tego wyszło, Justin. Nawet bardzo.
- Właśnie to chciałem usłyszeć. Dziękuję, Ivy. Muszę jedynie zamknąć stare sprawy i będę cały twój.
- Czekam z niecierpliwością - zarzucam dłonie na jego szyję i wtulam się w niego z całych sił. 


Wiem, że śnię. Mam świadomość, że to nie dzieje się naprawdę, jednak mimo, iż próbuję się obudzić, nie udaje mi się. Z przerażeniem stwierdzam, że jestem w swoim domu, w swoim pokoju. Serce podskakuje mi do gardła, rozglądam się dookoła, a wspomnienia uderzają we mnie niczym rozpędzona ciężarówka. Mój pokój nie przypomina nawet pokoju dziecka. Jest tutaj tylko sofa, stolik, mała lampka i komoda. Ojciec twierdzi, że to i tak luksus, ponieważ nie śpię na podłodze, co zdarzało się nie raz.
Spinam się, kiedy docierają do mnie kroki z korytarza. Ze strachem wpatruję się w drzwi, które uchylają się gwałtownie, aż odbijają się od ściany. W progu staje ojciec, z nienawiścią wymalowaną na twarzy i pasem w ręku. Nerwowo przełykam ślinę, chowam się w kącie pokoju i wciskam głowę między kolana. W myślach odmawiam zdrowaśki, chociaż doskonale wiem, co się zaraz wydarzy. I wcale się nie mylę.
- Nie posprzątałaś po kolacji! Nie tak cię wychowałem, smarkulo! - wrzeszczy niemiłosiernie, aż mam ochotę zatkać sobie uszy - Rusz tyłek i podejdź do ojca! - mówi surowo i natychmiast wykonuję jego polecenie. Ledwo trzymam się na drżących nogach i wpatruję w szary, wyblakły i miejscami dziurawy dywan - Nauczę cię posłuszeństwa, zapamiętaj tę lekcję, dziecko! Nie mogę uwierzyć, że jesteś taka tępa i beznadziejna! Nienawidzę cię, słyszysz?! Matka powinna zabrać cię ze sobą w cholerę, ale ona zwiała i zostawiła mi problem! - robi zamach, a pierwszy cios ląduje na moich brzuchu. Mimo tego, że robił to milion razy nie jestem w stanie przyzwyczaić się do tego potwornego bólu, który wręcz rozrywa mnie od środka. Po skórze roznosi się znajome ciepło, a ojciec nie przestaje. Zadaje cios za ciosem, nie zwraca uwagi na moje błagania, obietnicę poprawy - Jesteś nic nie wartą suką, powinien cię kurwa zabić! - upadam na kolana, ojciec chłoszcze moje plecy i czuję, jak spływa po nich coś ciepłego. Krew. Gęsta, czerwona krew, która przesiąka mój podkoszulek i zaraz pobrudzi dywan - Niewdzięczna dziwka!


Budzę się nagle, gwałtownie siadam, przykładam dłoń do serca i próbuję złapać oddech. Wszędzie jest ciemno, panuje cisza i słyszę jedynie pochrapywanie współlokatorki. Zrywam się na równe nogi, wkładam na stopy trampki i zakładam na siebie bluzę. Wybiegam z pokoju, opuszczam budynek i zatrzymuję się dopiero na boisku do koszykówki. Upadam na kolana i wylewam z siebie tę cholerną bezradność i przerażenie, która ponownie wdziera się do mojego życia. Dlaczego to znowu do mnie wraca? 






**********************************************
Hello! :)
Nie oceniajcie Justina zbyt surowo, to dobry chłopak ;)

A tego ogłoszenie!
Więc! Kto ma ochotę czytać moje nowe opowiadanie, zostawia swojego e-maila :)
Będę wysyłać zaproszenia, a jutro wieczorem pojawi się kolejny rozdział :D
Ps. Pamiętajcie, aby podawać dobre e-maila, bo na nie wyślę zaproszenie. Jeśli będzie błąd, zaproszenie niestety nie dotrze. Tak więc dobrze sprawdźcie, czy nie ma błędu.

To tyle! :)
Do jutra
Kasia





niedziela, 14 stycznia 2018

Rozdział dziewiąty

Zapada cisza, pozostała dwójka powoli do nas podchodzi, a ja mam ochotę zapaść się pod ziemię! Cała ich uwaga skupiona jest właśnie na mnie, zawstydzam się i schylam głowę. Mam ochotę zabić tego dupka!
- Miło cię poznać, Ivy - widzę przed sobą dłoń, ściskam ją i ponownie unoszę głowę - Nie wiedzieliśmy, że nasz syn z kimś się spotyka, ale bardzo nas to cieszy - uśmiecha się i jest to szczery uśmiech - To mój mąż George i córka Jillian - ściskamy sobie dłonie, a nastolatka mnie do siebie przytula, och!
- Tak się cieszę, że mój brat nareszcie znalazł sobie dziewczynę! Nigdy nam żadnej nie przedstawił.
- Uspokój się, Ji - Justin śmieje się z niej i czochra jej idealnie ułożone, długie włosy - Zawstydzasz ją!
- Wybacz, Ivy. To chyba z podekscytowania. Mój braciszek zrzucił na nas niesamowicie dobrą bombę!
- No dobrze, może macie ochotę zjeść obiad? Dochodzi piętnasta, na pewno jeszcze nic nie jedliście.
- Właśnie miałem zamiar zabrać Ivy do Devilish Grill, kiedy nagle się pojawiliście. Co tak szybko?
- Pojechaliśmy już wczoraj i zostaliśmy na noc. Babcia miała wczoraj imieniny, zadzwonisz do niej?
- Szlag! Jasne! - wsuwa palce we włosy i wygląda uroczo, kiedy się złości - Całkowicie zapomniałem!
- Masz sporo na głowie, to zrozumiałe. Jeśli zadzwonisz na pewno zrobi jej się miło, kochanie.
- Zaraz to zrobię. Mogę zostawić wam na chwilę Ivy? - patrzę na niego z przerażeniem, ale nie jestem na to gotowa! Czy on zwariował? Chyba zauważa moje spojrzenie, bo szybko dodaje - Albo nie, przejdziemy się po ogrodzie - chwyta mnie za rękę i ciągnie w stronę uroczej, drewnianej huśtawki - Zaraz wracamy!
- Dobrze. W tym czasie przygotuję dobry obiad - jego mama macha nam wesoło i zostajemy sami.
- Boże, Justin! Co to wszystko ma znaczyć? - przystaję zaraz obok drzew i wyrywam dłoń z jego uścisku.
- Wybacz, nie spodziewałem się ich tak wcześnie. Zawsze wracają dopiero wieczorem, ale skoro zostali tam na noc wszystko jasne. Proszę, nie gniewaj się na mnie, dobrze? - układa dłonie na moich ramionach i funduje mi tą swoją minę pod tytułem; "zobacz, jaki jestem słodki. Przytul mnie!" i mięknę!
- Nie gniewam się, po prostu byłam zaskoczona. Dlaczego przedstawiłeś mnie jako swoją dziewczynę?
- A dlaczego nie? - porusza brwiami i przytula mnie do siebie - Przecież to nic złego, prawda?
- Owszem, ale nie wiem, czy zauważyłeś, nie jesteśmy razem, Justin. Wychodzi na to, że ich okłamałeś.
- Jak wspomniała Jillian, nigdy nie przedstawiłem im żadnej dziewczyny i pewnego dnia zapytali mnie, czy jestem gejem - zaciskam usta, bo potwornie chce mi się śmiać. Nie wyobrażam go sobie jako geja! - Zachęcili mnie, abym się przed nimi otworzył i zapewnili, że zaakceptują to bez problemu. Nie czułem się z tym dobrze, ponieważ jestem samcem w stu procentach. Może dlatego tak cię przedstawiłem?
- Jesteś strasznie zakręcony, wiesz? Mogłeś po prostu powiedzieć, że jestem twoją przyjaciółką.
- A co by to dało? Nic! Mam dość tego, że dziwnie na mnie patrzą i chociaż zaprzeczyłem ich teorią, swoje myślą. Musieli na własne oczy przekonać się, że jestem hetero i interesują mnie piękne dziewczyny.
- Sęk w tym, że ja nie jestem piękna. Na moim miejscu powinna się znaleźć na przykład Clair.
- Nie wspominaj mi tej suki, okej? - odsuwa się, przeczesuje włosy i złości - Nie chcę mieć z nią nic wspólnego - a to ci dopiero nowość! Jeszcze wczoraj chciał uprawiać z nią seks! - I zapewniam cię, jesteś od niej o wiele piękniejsza. Bijesz ją na głowę, biedroneczko - jego złość ulatuje w mgnieniu oka, podrywa mnie do góry i okręca dookoła. Naprawdę jest słodki, kiedy chce - Szybko zadzwonię do babci i pójdziemy coś zjeść, dobrze? - niepewne przytakuję głowę, ale mam pełno obaw. Cholera, to jego rodzice, a on przedstawił mnie jako swoją dziewczynę! Jak mam się zachować?! - Spokojnie, Ivy. Moi rodzice to wyluzowaniu ludzie, a siostra to wariatka. Nie obawiaj się, nie będzie niezręcznie, sama się przekonasz. Po prostu się rozluźnij, nie stresuj, bo nie ma do tego powodu - pociera nosem o mój i cmoka jego czubek - Mogę cię odpowiednio przygotować - nim mam szansę zapytać, o co mu właściwie chodzi, pochyla się i nasze usta się spotykają. Ponownie ziemia się trzęsie i zapominam o całym świecie.


Obiad mija w świetnej atmosferze. Justin miał całkowitą rację, jego rodzice są przesympatycznymi ludźmi, rozmownymi, żartującymi. Jillian nawija jak nakręcona, buzia jej się nie zamyka i gestykuluje rękami, kiedy opowiada o ostatniej kartkówce z angielskiego i braku możliwości ściągania. Rodzice karcą ją, że odpowiednio się nie przygotowana, ona jednak macha ręką i przewraca oczami. Uśmiecham się szeroko i muszę przyznać, że Justin ma wspaniałą rodzinę. Na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo są ze sobą związani i mogą na siebie liczyć. Właśnie o tym marzyłam najbardziej; o rodzinie. Nie zależało mi na bogactwie, pięknym domu, wypasionym samochodzie. Chciałam obojga rodziców, którzy stworzyliby domową atmosferę, przepełnioną miłością i bezpieczeństwem. Bardzo mu tego zazdroszczę.

Wracamy grubo po dwudziestej. Dzień spędzony z jego rodziną zaliczam do bardzo udanych. Po obiedzie tata Justina wyciągnął procenty i atmosfera diametralnie się zmieniła. Opowiadań nie było końca i poznałam najbardziej żenujące momenty z dzieciństwa chłopaka. Siedział naburmuszony, patrzył na rodziców spod byka, a ja miałam z niego zajebisty ubaw! Zobaczyłam też mnóstwo zdjęć. Z jego urodzin, przyjęć, wyjazdów. Patrzyłam na nie jak zaczarowana, i chociaż Justin próbował schować te bardziej krępujące, i tak byłam nimi zachwycona. Ukazywały ich codzienne życie, spędzanie czasu z dziećmi, a nawet czułości. Tata obejmował Justina ramieniem i obaj unosili w dłoni ogromną rybę, którą wspólnie złowili. Jego mama tuliła go do piersi, kiedy miał zaledwie dwa lata i czule całowała palec, z którego kapała krew. Na widok tych zdjęć dziura, która od dawna wyżerała moje serce, szybko się powiększała. Z całych sił starałam się wyłączyć myślenie i nie zadręczać swoim beznadziejnym dzieciństwem, jednak to było niezmiernie trudne. Justin zauważył, że posmutniałam. Przytulił mnie do siebie, pocałował w skroń i mimo, iż nie do końca rozumiałam jego zachowanie, chłonęłam je całą sobą. To przerażające uczucie być samotnym, chociaż wokół otacza nas tylu ludzi. Ja nie miałam na kogo liczyć. Ojciec siedział w więzieniu, a matka wysłała pieniądze, aby uciszyć swoje sumienie, o ile w ogóle je posiadała. Nie miałam się komu wyżalić, wygadać, czy pochwalić. Życie w pojedynkę było naprawdę do kitu! 
- Więc, jak się dzisiaj bawiłaś? - Justin przerywa ciszę i gasi silnik, kiedy jesteśmy pod budynkiem.
- Muszę przyznać, że ten dzień był wyjątkowy. Twoi rodzice oraz siostra to wspaniali ludzie.
- Tak, to prawda. Czasami przesadzają z opiekuńczością, no ale w końcu to rodzice i rozumiem to.
- Powinieneś być wdzięczny, że w ogóle ma się kto o ciebie troszczyć. Szczęściarz - posyłam mu smutny uśmiech, otwieram drzwi i wysiadam z samochodu. Szybko mnie dogadania i chwyta za ramię.
- To oznacza, że o ciebie nikt się nie martwi, Ivy? - pyta cicho, nie spuszcza ze mnie wzroku, a ja myślę, co mam mu powiedzieć. Na pewno nie prawdę - Hej, wiesz, że możesz mi zaufać, prawda? Co jest?
- Nic, wszystko jest w porządku. Nie potrzebuję, aby ktoś się o mnie martwił, Justin. Mam dziewiętnaście lat, jestem dorosła, samodzielna i świetnie sobie radzę. Chodźmy już, zrobiło się chłodno.
- Jeszcze wrócimy do tej rozmowy - chwyta mnie za rękę i wchodzimy do budynku. Pokonujemy schody w całkowitej ciszy, jednak liczę na to, że Justin zapomni o tej rozmowie i nie będzie drążył tematu. Obiecałam sobie, że nikt nigdy nie pozna mojej przeszłości. Nie potrzebuję ani litości, ani drwin. Jestem na to za słaba - Dziękuję za dzisiejszy dzień, biedroneczko. Poznaję cię lepiej i lubię jeszcze bardziej.
- No to jest nas dwójka - mrugam okiem, staję na palcach i cmokam go w policzek. Posyła mi piękny uśmiech, pstryka w nos i wchodzi do swojego pokoju. Przez chwilę stoję w miejscu i próbuję zrozumieć swoje własne uczucia, to kołatanie serca, motylki w brzuchu, radość. Nigdy nie obdarzyłam chłopaka żadnych uczuciem, ale naczytałam się wystarczającą ilość romansideł. Właśnie książki uświadomiły mi, jak czuje się zakochany człowiek - Boże, to są chyba jakieś jaja - szepczę cicho i opieram czoło o drzwi.


Kolejny tydzień mija jak w przyśpieszonym tempie. Wykładowcy dają nam nieźle w kość i mam wrażenie, że prześcigają się, który dołoży nam jak najwięcej. Termin pierwszej pracy do napisania przypada na trzydziestego pierwszego października, a to zaledwie dwa tygodnie. Chłopcy marudzą, jęczą i wyrażają jawny sprzeciw, że to zdecydowanie za szybko. Profesor Rawls ma to w dupie i grozi, że jeśli nie przestaną zachowywać się jak dzieci, to dołoży im drugą. Milkną natychmiast, a ja uśmiecham się pod nosem.

- Ivy! - odwracam się za siebie i czekam, aż Alayna podbiegnie. Wita mnie cmoknięciem w policzek i przykłada dłoń do serca - Słyszałam, że idziesz dzisiaj na trening do chłopców. To prawda?
- Mhm, Justin mnie zaprosił, a ja się zgodziłam. Bardzo podobało mi się na meczu, to świetny sport.
- Serio? Dla mnie beznadziejny - wzruszam ramionami, przyglądam się jej uważnie, ale ostatnio jej zachowanie zaczyna mnie niepokoić. Robi się nerwowa, kiedy tylko wspominam o Justinie - Zgraja chłopaków, którzy ganiają się z piłką i przepychają brutalnie. Co może być w tym fajnego? Nic!
- Każdy ma inny gust, prawda? Masz prawo do własnego zdania i może ci się nie podobać. Rozumiem to.
- Więc chodź ze mną na kawę, co ty na to? Poplotkujemy, opowiem ci  Harrym. Proszę, proszę, proszę!
- Chętnie, ale nie dzisiaj. Nie lubię zmieniać planów, a Justin mówił mi o treningu przedwczoraj.
- Och! A więc teraz ważniejszy jest dla ciebie chłopak niż przyjaciółka? - oburza się i prycha z kpiną. Marszczę brwi i zastanawiam się, czy słowo przyjaciółka w naszym przypadku to nie za dużo powiedziane. Może na początku Alayna wspierała mnie, pomagała i lubiłam spędzać z nią czas, jednak od paru dni zachowuje się dziwnie - Odkąd się z nim zadajesz, ciągle wybierasz jego, Ivy! Jesteście razem?
- Po pierwsze; to nie tak, że wybieram jego. Po prostu nie rozumiem, o co masz do mnie pretensje, a od razu dni jesteś kapryśna! Po drugie; nie, nie jesteśmy razem. Po prostu się przyjaźnimy, to wszystko.
- Naprawdę? To ciekawe, bo wśród ludzi aż huczy od plotek! Wiesz, co mówią? Że puściłaś się z Adamem, a teraz poleciałaś na najpopularniejszego chłopaka na uczelni. Lubisz skakać od jednego do drugiego?
Gula, która pojawia się w moim gardle uciska tak mocno, że nie mogę wydobyć z siebie głosu. Do oczu napływają mi łzy i z całych sił staram się je zablokować. To, co właśnie powiedziała wręcz przecięło mnie na pół. Naprawdę takie plotki chodzą wśród studentów, czy może Alayna nieco sobie zmyśliła? Z Adamem nic mnie nie łączyło, oprócz koleżeństwa. Na jakiej podstawie ludzie twierdzą, że się "puściłam"?! Po tym, że widzieli nas razem kilka razy? Więc dlaczego nie mówią, że jestem lesbijką, skoro spotykam się również z Alayną, Catherine i Amber, które poznałam cztery dni temu? Co to za gówno, do cholery?!
- Biedroneczko! - najpierw go słyszę, a potem widzę. Podbiega do nas, uśmiecha się i całuje mnie w czoło. Jest już przebrany do treningu i nieco rozczochrany - Czekam na ciebie, przyjdziesz, prawda?
- Oczywiście, że przyjdzie! - Alayna syczy przez zęby i patrzy na niego ze złością - Przecież teraz tylko ty jesteś najważniejszy, a nie przyjaciółka - odrzuca włosy, przewraca oczami i odchodzi.
- Oookej, wyjaśnisz mi, co to właściwie miało znaczyć? - Justin unosi brew i zakłada ręce na piersiach.
- Sama chciałabym to wiedzieć. Od jakiegoś czasu jej nie poznaję, zrobiła się po prostu cholernie wredna. Powiedziała mi przed chwilą o plotkach, które ktoś rozsiewa. Ponoć puściłam się z Adamem, a teraz przybiegłam do ciebie. Nie ukrywam, trochę mnie to zabolało, bo to przecież stek bzdur!
- Uspokój się - przytula mnie do siebie i całuje w czubek głowy - Plotki były, są i będą, Ivy. Nic na to nie poradzimy, choćbyśmy bardzo chcieli. Jedyne, co możesz zrobić to nie przejmować się tym, co ludziom ślina na język przyniesie. Chrzanić ich! Ty wiesz jak jest, ja wiem jak jest i tylko to się liczy.
- A jak właściwie jest, Justin? - unoszę głowę i nasze oczy się spotykają. Znamy się od ponad dwóch tygodni, od odwiedzin u jego rodziców nie rozstajemy się na dłużej, jak trwające zajęcia i nie szczędzimy sobie czułości. Z każdym dniem coraz bardziej jestem pewna swoich uczuć do niego, chociaż staram się to kontrolować. Dwa tygodnie to zdecydowanie za mało, jak to możliwe, że mogłam się tak szybko zakochać?
- Jest dobrze, prawda? - pociera nosem o mój i cmoka mnie w usta - A nawet bardzo dobrze. Spędzamy ze sobą czas, poznajemy się lepiej i to mi się podoba. Nie chcę niczego przyśpieszać, Ivy. Rozumiesz?
- Rozumiem, masz rację - opieram głowę na jego piersi i zamykam oczy. Wiem jedynie tyle, że stanęliśmy w miejscu. Bez żadnych deklaracji, bez zapewnień. Boję się, że jestem dla niego tylko przygodą.


Siedzę na trawie, nieopodal trenują chłopcy, krzyczą głośno, a ja obserwuję ich uważnie. Podpieram brodę na dłoni i gapię się na Justina, który zdejmuje kask, przeczesuje włosy i posyła mi ten seksowny, zadziorny uśmieszek. Uśmiecham się i myślę, jakby to było, gdybym oficjalnie była jego dziewczyną. Nigdy wcześniej nawet o tym nie myślałam, bo nawet nie było obok mnie potencjalnego kandydata. Teraz sytuacja diametralnie się zmieniła i chociaż przerażają mnie moje własne uczucia, zależy mi na Justinie. To, że on na temat uczuć nie mówi nic zaczyna mnie niepokoić. Fakt, jest na to zbyt wcześnie. Na razie wyznał, że mnie lubi, podobam mu się i chce spędzać ze mną czas. To chyba całkiem dobry początek. Ta myśl podnosi mnie na duchu, wstaję na nogi i kiedy mam podejść do Justina, nagle przed nim wyrasta wysoka, szczupła brunetka. Ma na sobie krótką, granatową spódniczkę i białą bluzę z logo drużyny. Dopiero po chwili orientuję się, że musi być cheerleaderką. Bez skrępowania zarzuca dłonie na jego szyję i wpija się w jego usta. Nie ukrywam, ten widok wbija w moje serce milion igieł i muszę przyłożyć do niego dłoń, jakby to miało zmniejszyć ból. Niestety ból nie mija, a ja czuję się jak ostatnia idiotka! 





środa, 10 stycznia 2018

Rozdział ósmy

Na miejsce docieramy prawie czterdzieści minut później. Po drodze zaliczyliśmy dwa upadki, trzy próby dobierania się do mnie i chyba z dziesięć przystanków, aby usiąść na ławce. Tych ostatnich nie znosiłam, bo Justin prawie zasypiał i musiałam walić go w twarz, aby odzyskał świadomość. Oburzał się wielce, że jestem niedelikatna i nie mam dla niego za grosz litości. Łatwo mówić! Nolan i Dylan przepadli, więc nie mogłam zostawić go tam samego. W dodatku wcale mi nie pomagał, wręcz przeciwnie, ledwo mogłam go unieść, kiedy uwieszał się na mnie, a droga po schodach to było wręcz wejście na Mount Everest. Nie wiem, jakim cudem w ogóle udało nam się dotrzeć i śmiało mogę zaliczyć to do zajebistego wyczynu!
- Masz klucz do pokoju? - pytam, kiedy szarpię za klamkę. Niestety nie otwierają się i mam złe przeczucia - Justin, do cholery! - opieram go o ścianę i klepię po policzku. Energicznie porusza głową i wreszcie się budzi - Klucz,do,pokoju. Masz go? - robię przerwy między wyrazami, aby cokolwiek zrozumiał.
- N-nie wiem - maca się po kieszeniach, ale idzie mu to tak mozolnie, że sama przejmuję inicjatywę. Wsadzam dłonie najpierw w jeansy, potem w małą kieszonkę w koszulce polo. Nic. Nie ma! - Ups.
- Bosko! Po prostu kurwa bosko! - wyrzucam ręce w górę, zostawiam go i człapię nieco dalej, do pokoju Nolana, który dzieli z Gregiem. Walę w nie dłonią modląc się w duchu, aby któryś z nich zdążył wrócić do domu. Niestety dzisiejsza impreza to porażka, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej? - Zabiję ich - wracam do Justina, który siedzi na podłodze, z pochyloną do przodu głową i znowu odlatuje. Przechodzę do swojego pokoju, otwieram go kluczem i zapalam lampkę przy łóżku. Alayna smacznie śpi, czym jestem nieco zaskoczona. Nie zwracam na to jednak uwagi, idę po Justina i taszczę go do swojego pokoju. Ziewa głośno, zatykam mu usta dłonią i rzucam na swoje łóżko. Jestem cała zgrzana, prawie wypluwam sobie płuca z wysiłku i odgarniam mokre włosy z czoła - Nareszcie - zamykam drzwi, opieram się o nie plecami i myślę, co mam począć ze sobą. Skoro moje łóżko jest zajęte, gdzie mam do cholery spać?!


Budzi mnie dziwne łaskotanie na obojczyku. Mruczę pod nosem, poruszam ramionami i krzywię się, bo wszystko mnie boli. Jak przez mgłę przypominam sobie wczorajszy wieczór i moją przeprawę z dotaszczeniem ciężkiego tyłka Justina do domu. Uśmiecham się na tę myśl, nawet nie otwierając oczu. Mam nadzieję, że dzisiaj mi za to podziękuje, bo jeśli tego nie zrobi, urządzę mu niezłą pogadankę.
- Dzień dobry, biedroneczko - słyszę przy uchu cichy, znajomy głos i natychmiast otwieram oczy. Kiedy lekko przekręcam głowę, prawie dostaję pieprzonego zawału! - Cii, chyba nie chcesz obudzić Alayny?
- Co tu się do cholery dzieje?! - mówię głośnym szeptem i okrywam kołdrę. Na szczęście nie jestem naga.
- Obudziłem się w nocy i zorientowałem, że nie jestem w swoim pokoju. Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem ciebie śpiącą na ziemi, pod cienkim kocem. Więc jak na dżentelmena przystało, przeniosłem cię do twojego własnego łóżka, okryłem ciepłą kołdrą i przytuliłem do siebie, co by cię ogrzać.
- Wow, naprawdę jestem pod wrażeniem - przewracam oczami i naciągam kołdrę pod same piersi.
- Hej, nie bądź na mnie zła, dobrze? - chwyta mój podbródek i zmusza, abym na niego spojrzała. I znowu mięknę, kiedy widzę te cholerne, czekoladowe oczy! - Nie bardzo pamiętam, dlaczego znalazłem się w twoim łóżku, chociaż jest niesamowicie wygodne i muszę przyznać, że uwielbiam budzić się obok ciebie, biedroneczko - porusza brwiami i cmoka mnie w czubek nosa. O rany, co z nim? Skąd u niego takie pokłady czułości? - Czy możesz po cichutku opowiedzieć mi, co się wczoraj właściwie wydarzyło?
- W skrócie? Schlałeś się, niejaka Clair rozpaliła cię do czerwoności i zostawiła na pastwę losu. Więc przywlokłeś tyłek do mnie, chciałeś się ze mną pieprzyć i błagałeś, abym ci pomogła - kiedy kończę mówić po raz pierwszy, odkąd go znam, widzę, jak się zawstydza. Ten widok wręcz cholernie mnie cieszy, więc mówię dalej - Byłeś naprawdę napalony, wiesz? Nawet zsunąłeś moją sukienkę i zobaczyłeś cycki. Stwierdziłeś, że mógłbyś dojść na sam ich widok - mrugam okiem, a jego twarz jest czerwona jak burak. Ha! - Oczywiście do niczego między nami nie doszło i jakimś cudem udało mi się dotargać cię do domu. Nie myśl sobie, że bez przeszkód. Nie miałeś klucza, niestety Dylana ani Nolana nie było, więc pozostał mój pokój. Odstąpiłam ci moje łóżko, jako, że jestem bardzo gościnna i mam dobre serce, a sama znalazłam sobie miejsce na podłodze. Koniec historii. Ach! I zaprosiłeś mnie dzisiaj na randkę! Pamiętasz?
- Tak, to akurat pamiętam, ale reszta? Wow, sporo tego - kręci głową i przeciera twarz ręką - Serio przesadziłem i w pewnym momencie urwał mi się film. Pieprzyć Clair, naprawdę widziałem twoje cycki? - pyta z niedowierzaniem i patrzy mi prosto w oczy. Cóż, nie powinnam być zaskoczona, że skupi swoją uwagę właśnie na tym drobnym szczególe - Jestem na siebie wściekły, że nie pamiętam.
- Ja się tam cieszę, to było trochę niezręczne - zawstydzam się, Justin uśmiecha się szeroko i robi coś, co mnie szokuje. Dosłownie przestaję oddychać, kiedy układa się na mnie i rozchyla moje nogi, wygodnie moszcząc się między nimi. Nie spodziewałam się, że zrobi coś takiego i nie mam bladego pojęcia, jak powinnam się zachować! Nie dość, że wylądowaliśmy w jednym łóżku, to jakby było mało, pozycja w jakiej się znajdujemy wykracza poza granice kolega-koleżanka, o ile w ogóle tym dla siebie jesteśmy - Co robisz?
- Było mi niewygodnie, więc nieco udoskonaliłem pozycję - mruga rozbawiony i pociera nosem o mój - Mam nadzieję, że pewnego dnia pokażesz mi to, co niestety przegapiłem przez swoją chwilową amnezję.
- W życiu! Możesz o tym jedynie pomarzyć. Wczoraj widziałeś, a że nie pamiętasz to po prostu pech.
- I to ogromny - wygina usta w podkówkę i układa głowę na moich piersiach - Jestem pewien, że ten widok musiał być niesamowity. Może zrobisz taki maleńki wyjątek, specjalnie dla mnie, hmm? Tylko odrobinkę? - patrzy na mnie, oblizuje usta i wsuwa dłoń pod moją koszulkę. Muska skórę na brzuchu, zatacza kółko wokół pępka i kieruje się na górę. Doskonale wiem, że nie mogę mu na to pozwolić, bo to wszystko idzie zdecydowanie za szybko! Nie chcę, żeby mnie przeleciał i kolejnego dnia, jak gdyby nigdy nic poszedł do kolejnej. Chcę uprawiać seks ze swoim chłopakiem, który będzie mi wierny. I chociaż dobrze czuję się w towarzystwie Justina, boję się, że mnie zrani - Nie bój się - szepcze cicho i wyrywa mnie z moich myśli. Już jest prawie na miejscu i w ostatniej chwili blokuję jego dłoń - Pozwól mi - kręcę głową, Justin wypuszcza głośno powietrze, jednak posłusznie zabiera dłoń - Okej, rozumiem. Nie jesteś jak te wszystkie łatwe dziewczyny i nie dasz się dotknąć, tak? - wzruszam ramionami i pstrykam go w nos - Jesteś strasznie nieznośna - burczy pod nosem, chowa głowę w zagłębienie mojej szyi i trwamy tak w ciszy. Powinnam go zepchnąć, nie pozwalać mu na takie śmiałe ruchy, ale dobrze mi w tym momencie.


Przysypiam ponownie, budzi mnie dopiero lekki hałas. Leniwie uchylam powieki, oddycham głęboko, jednak jest mi ciężko i coś napiera na moje ciało. Dopiero po chwili orientuję się, że Justin wciąż na mnie leży. Jasna cholera, naprawdę potrafił zasnąć w takiej pozycji?! Jakim cudem mnie nie udusił?
- Ivy - unoszę wzrok i przełykam ślinę na widok stojącej nad nami Alayny. Unosi brew, zakłada ręce na piersiach i stuka stopą w podłogę. Uśmiecham się niewinnie i zastanawiam, jak mam jej to wyjaśnić - Co ten cham i prostak robi w naszym pokoju? Na dodatek w twoim łóżku i na tobie?! - unosi głos, a Justin niespokojnie się porusza. Jakby tego było mało, rozlega się pukanie do drzwi, brunetka natychmiast otwiera i do środka wchodzi Dylan. Kiedy tylko nas widzi, głupi uśmiech wpełza na jego twarz - Zabieraj stąd swojego pupilka, Dylan. Nie chcę, aby powietrze przesiąkło jego zapachem - boskim, zapomina dodać.

- Cóż, chyba jest mu wygodne, prawda? Spójrz tylko na Ivy, ona wcale nie narzeka. Podoba jej się.
- Wal się, Dylan - syczę przez zęby, Justin unosi głowę i mruga kilka razy. Okej, nieproszony uśmiech rozświetla moją twarz, ponieważ zaspany Justin wygląda tak cholerne słodko, że aż chce się go schrupać. Urocze poduszeczki zrobiły się pod jego oczami, w dodatku ma potargane włosy i śpiochy w oczach. Mam ogromną ochotę przyłożyć dłoń do jego policzka i po prostu go czule pogłaskać. Powstrzymuję się w ostatniej chwili - Pobudka, panie śpiochu. Przygniatasz mnie do łóżka! Możesz podnieść tyłek?
- Jasne, biedroneczko. Wybacz - wzdycha ciężko i przekręca się na bok - O, kurwa. Ona zabija mnie spojrzeniem! - naciąga kołdrę po samą głowę i chowa się przez morderczym spojrzeniem Alayny.
- Wyłaź stamtąd ty wstrętny gnojku! Masz dosłownie trzy minuty, aby opuścić ten pokój. Słyszysz?!
- Tak, słyszę! Zaraz! - szczerzę się jak debil, bo sytuacja jest dość zabawna - Psst - Justin nakrywa kołdrą również mnie i teraz oboje jesteśmy pod nią - Zmywam się, zanim ta harda laska mnie zabije. Przyjdę po ciebie w południe, bądź gotowa - przysuwa się i całuje mnie w policzek - A teraz będzie najlepsze - och! Nim mam szansę zakodować, o co właściwie mu chodzi, zamaszyście okrywa kołdrę i staje na nogi. Alayna piszczy głośno i zasłania oczy dłonią. Siadam na łóżku i dopiero po chwili orientuję się w sytuacji. Kiedy kładłam Justina do swojego łóżka był w ubraniu, widocznie w nocy musiał się rozebrać i teraz, przez materiał białych bokserek wyraźnie przebija się jego erekcja. Boże, płonę w środku, a Dylan wybucha niepohamowanym śmiechem - Do później, mała - Justin mruga okiem, zbiera ciuchy i wychodzi z pokoju.
- Mów! - Alayna stara się zachować powagę, jednak słabo jej idzie i po chwili obie śmiejemy się, aż bolą nas brzuchy - Ten koleś jest solidnie stuknięty, ale muszę przyznać, że niezłe z niego ciacho.
- To prawda - ocieram łzy, które napłynęły mi do oczu i wachluję twarz. Dociera do mnie, że właśnie po raz pierwszy spałam obok chłopaka. I może dla kogoś wydać się to śmieszne, dla mnie to ogromny krok na przód. Nie bałam się, nie panikowałam, a to spory postęp. Chyba się przyzwyczajam.

Po prysznicu i doprowadzeniu się do porządku, Alayna wyciąga ze mnie dosłownie wszystko. Więc opowiadam jej imprezę ze szczegółami, słucha ożywiona i ledwo może usiedzieć w miejscu. Oczywiście po wszystkim karci mnie, że nie powinnam aż tak zbliżyć się do Justina, jednak wydaje mi się, że jest już na to za późno. Nie wiem dokładnie w którym momencie do tego doszło, ale naprawdę go polubiłam. Mam świadomość, że znam go bardzo krótko, mimo to chcę poznać go lepiej. Brunetka od razu mnie przestrzega i stwierdza ostro, że będę przez niego cierpieć. Sęk w tym, że ja nie mam zamiaru niczego przyśpieszać i pozwolić, aby wszystko toczyło się swoim tempem. Plotki to nie wszystko, czasami nie warto w nie wierzyć. Nigdy nie lubiłam oceniać ludzi właśnie na ich podstawie, nawet nie wiedząc, jaki ktoś jest naprawdę. Alayna ma do tego inne podejście i nie wierzy, że Justin kiedykolwiek się ustatkuje i zrezygnuje z pieprzenia lasek. Może ma rację? A może nie? Muszę być bardzo ostrożna.


Nie mam pojęcia, dokąd zabiera mnie Justin i jak powinnam się ubrać. Alayna doradza mi i dochodzi do wniosku, że nie powinnam się dla niego stroić. Chichoczę pod nosem na jej niechęć do Justina, chociaż muszę ją zrozumieć. Wybieram ciemno niebieskie jeansy, białą bluzeczkę z rękawkiem do łokcia i szary, dłuższy sweterek. Alayna pożycza mi wygodne botki na obcasie i lekko pryska perfumami o słodkim zapachu. Okręca mnie dookoła i gwiżdże z uznaniem. Wyglądam ładnie i skromnie.

Za pięć dwunasta dostaję wiadomość od Justina. Gapię się w wyświetlacz i zastanawiam, skąd u licha ma mój numer?! Jestem pewna, że nie podawałam go nikomu z trójki, więc będę musiała go o to zapytać.
Cmokam Alaynę w policzek, opuszczam budynek i przechodzę pod salę informatyczną. Rozglądam się na wszystkie strony, ale ani śladu Justina. Dopiero kiedy krzyczy moje imię, dostrzegam go stojącego obok czarnego samochodu. Otwiera drzwi i czeka. Przewracam oczami, uśmiecham się i podchodzę. Ubrany na luzie, w ciemne jeansy i białą koszulkę z dekoltem w literę V prezentuje się świetnie i na luzie.
- Chyba dobraliśmy się kolorystycznie, co? - mruga okiem i dopiero teraz orientuję się, że faktycznie ma rację - Wskakuj - kiwa głową na samochód, wsiadam na miejsce pasażera i zapinam pas. Justin szybko zajmuje miejsce za kierownicą i opuszcza teren uczelni. Jestem potwornie ciekawa, gdzie tak właściwie jedziemy, a on jak na złość milczy - Wiercisz się jak kura na jajach, Ivy! Co z tobą? Chce ci się siku? - co?!
- Nie! Zwariowałeś?! Po prostu nie powiedziałeś mi gdzie jedziemy i zżera mnie ciekawość.
- Ach, więc o to chodzi - chichocze i obrzuca mnie szybkim spojrzeniem - Cóż, musisz uzbroić się w odrobinę cierpliwości, ponieważ nie pisnę nawet słowa, a droga zajmie nam dwie godziny.
- Aż dwie? Robi się ciekawie - zaciskam usta i wpatruję się w jego profil. Jest nieziemsko przystojny!


Po dwóch godzinach i dziesięciu minutach Justin parkuje samochód pod pięknym, dużym domem. Wysiadam niepewnie, rozglądam się po okolicy i dochodzę do wniosku, że biedni ludzie raczej tutaj nie mieszkają. Po lewej jak i prawej strony ulicy znajdują się eleganckie domy z wypielęgnowanymi na cacy ogródkami, które robią nie mniejsze wrażenie niż ten, przy którym właśnie stoję.
- Co to za miejsce? - pytam wreszcie, bo Justin nie raczy się odezwać. Jedynie uśmiecha się szeroko.
- To dom moich rodziców, mieszkam tutaj - och! Patrzę na niego zdezorientowana i za cholerę nie rozumiem, dlaczego mnie tutaj przywiózł - Chodź - chwyta mnie za rękę, otwiera drzwi kluczem i puszcza przodem. Moje oczy są wielkie jak spodki, ponieważ wnętrze wręcz zapiera dech w piersi. Dom jest ogromny, przestronny, jasny. Po prawej stronie znajduje się kuchnia otwarta na ogromny salon z pięknym kominkiem, a przede mną schody na górę. Nigdy nie zależało mi na takich luksusach, jednak to musi być miłe uczucie móc mieszkać w takim domu - Rodzice z siostrą zawsze w niedziele odwiedzają dziadków, więc mamy chatę dla siebie - spinam się. Bycie z nim sam na sam nie wróży nic dobrego - Rozluźnij się, biedroneczko - uśmiecha się uroczo, układa dłonie na moich plecach i przyciąga mnie do swojego ciała - Chciałem miło spędzić z tobą czas. Nie należę do kategorii chłopców, którzy zabierają dziewczynę do romantycznej restauracji. Preferuję swobodę, z dala od ludzi - chrząkam i nieco się od niego odsuwam - Okej, na co masz ochotę? Może napijemy się kawy, hmm? Ja potrzebuję porządnej dawki kofeiny.
- Chętnie - przechodzimy do kuchni, Justin wyjmuje dwa kubeczki i podstawia je pod ekspres.


Zdejmuję sweterek, wystawiam twarz do słońca i delektuję się piękną pogodą, ciszą oraz cudownym ogrodem w tym domu. Jest równie okazały, jak i cała reszta. Nowoczesny, z idealnie przyciętą trawą, basenem, huśtawką z beżowymi poduchami i uroczymi alejkami wyłożonymi kolorową kostką brukową. Nigdy nie byłam w takim miejscu, może dlatego każdy szczegół robi na mnie takie wrażenie. Chcąc nie chcąc przypominam sobie swój własny dom, w którym mieszkałam z ojcem i coś ściska mnie w sercu. Starałam się, aby zawsze panował porządek, jednak ojciec robił ogromny chlew i miał w nosie moją pracę. Potrafił tylko narzekać, a kiedy na czas nie pozmywałam naczyń obrywałam pasem. Ta myśl sprawia, że mój uśmiech szybko znika, a pojawia się smutek. Jakby tego było mało, przed oczami miga mi wykrzywiona wściekłością twarz ojca. Niemal czuję ciosy, które raz za razem spadały na moje plecy rozcinając skórę. Ależ on musiał mnie nienawidzić, skoro traktował mnie tak podle, brutalnie. Małą, niewinną dziewczynkę.
- Ivy? - głos Justina wyrywa mnie z moich myśli, potrząsam głową i spoglądam na niego - Co się dzieje?
- Nic takiego, po prostu się zamyśliłam - uśmiecham się i upijam łyk pysznej kawy z pianką - Piękny dom.
- To tylko dom - wzrusza ramionami i wpatruje się przed siebie - Opowiedz mi coś o sobie, biedroneczko.
- Och! O sobie? - nerwowo przełykam ślinę i tak oto przychodzi moment, którego tak bardzo się bałam.
- Tak, o sobie. Jak wspomniałem wcześniej, podobasz mi się i chciałbym wiedzieć o tobie więcej.
- Podobam ci się? - pytam z niedowierzaniem i gapię się na niego zdezorientowana - Niby dlaczego?
- Jak to dlaczego? - marszczy brwi i wygląda na zaskoczonego - Tak to chyba działa, prawda? Dziewczyna podoba się chłopakowi, chce ją lepiej poznać, spędzać z nią czas, rozmawiać. Normalna sprawa.
- Mhm - mruczę cicho i przetwarzam w głowie jego słowa. Czy ktoś taki jak ja, może podobać się komuś takiemu jak on? Przecież Justin może mieć każdą dziewczynę, jakiej tylko zapragnie, dlaczego miałby chcieć właśnie mnie? Jestem przeciętna, nie ubieram się seksownie, nie mam dużych piersi, tyłka, ani pięknego makijażu. Lubię bluzy, jeansy i trampki. Nie powinnam mu się podobać, to dziwne! - Nie wiem, co mogłabym ci o sobie powiedzieć. Mieszkam w małym miasteczku pod Pheonix. Lubię oglądać seriale, malować farbami, spać. Kocham psy i koty. Nie jestem nikim ciekawym, Justin. Nuda!
- Wręcz przeciwnie, jesteś bardzo ciekawą dziewczyną, Ivy - układa dłoń na mojej i sunie opuszką palca po wierzchu - Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy od razu zauważyłem, że jesteś wyjątkowa. Wyszczekana, z charakterkiem, a mimo to zamknięta gdzieś w środku. Coś cię trapi i doskonale to widzę.
- Każdy ma jakieś problemy, takie jest życie. Nie zawsze jest pięknie i kolorowo, jakby się chciało.
- Jeśli masz jakieś problemy pamiętaj, że zawsze możesz do mnie przyjść, a ja ci pomogę. Obiecuję.
- Dziękuję - wysilam się na uśmiech i wpatruję się w nasze dłonie - To bardzo miłe z twojej strony. 

- Justin? - naszą rozmowę przerywa kobiecy głos, dochodzący z tyłu. Jak na komendę oboje odwracamy się za siebie i wpatrujemy w trójkę ludzi, która stoi na schodach tarasu. Piękna kobieta o brązowych włosach, postawny mężczyzna ubrany w elegancki garnitur i nastolatka, tak bardzo podobna do Justina! - Syneczku! Jaka niespodzianka! - kobieta zrywa się z miejsca, podchodzi do nas i ściska Justina - Och, nie jesteś sam.
- Tak, mamo, nie jestem. To moja dziewczyna, Ivy. Ivy, to moja mama Gabrielle - ledwo podnoszę tyłek z wiklinowego fotela, moje serce tłucze się w piersi i nie dowierzam w to, co powiedział. Moja dziewczyna!
 





środa, 3 stycznia 2018

Rozdział siódmy

Mam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Justin pochyla się nade mną, czuję jego oddech na ustach, jednak nic więcej się nie dzieje. Sama nie wiem, czy czekam na to, aż w końcu mnie pocałuje, czy może na uwolnienie od jego intensywnego spojrzenia. Jego oczy są tak piękne, że niezmiernie trudno odwrócić od nich wzrok. Domyślam się, że on doskonale o tym wie i wykorzystuje to na swoją korzyść.
- C-czego ode mnie chcesz? - mój głos brzmi słabo i załamuje się, chociaż chcę brzmieć na pewną siebie.
- Chcę cię pocałować - wali prosto z mostu, a w moim brzuchu wszystko przewraca się na drugą stronę. Wcale nie chcę się z nim całować, więc dlaczego moje ciało właśnie obraca się przeciwko mnie? Nigdy wcześniej nie byłam z chłopakiem tak blisko, czy nie powinno go odepchnąć, być bardziej ostrożne? Dlaczego tak bardzo podoba mu się jego dotyk? Przeklęte ciało, przeklęte hormony! - Mogę? Moja cierpliwość wisi na włosku - przy każdym słowie jego dolna warga minimalnie styka się z moją, a przez moje ciało przebiega dziwny prąd. Nie rozumiem, co się ze mną dzieje, ale wcale mi się to nie podoba. Nie powinnam tak na niego reagować, ale nie jestem w stanie się od niego odsunąć. Pieprzony dupek mnie zahipnotyzował! - Muszę, Ivy - burczy zirytowany i nasze usta ponownie się spotykają. Napiera na mnie swoim ciałem, wsuwa palce w moje włosy i zaciska pięści. Nasz drugi pocałunek różni się od pierwszego. Przede wszystkim jest jeszcze bardziej namiętny, zachłanny i mocny. Justin ma niesamowitą wprawę i doskonale wie, co zrobić, aby zmiękły mi kolana. Bez zbędnych ceregieli wpycha język w moje usta i odnajduje mój. Cichutki jęk ucieka z moich ust, układam dłonie na jego biodrach chyba go tym pobudzając. Mam wrażenie, że wręcz pożera mnie tym pocałunkiem, nie dając szansy na złapanie oddechu. Rozluźniam się całkowicie, przełączam w mózgu odpowiedni przycisk i oddaję się w jego ręce. Chrzanić to, że z pewnością będę tego żałować. Teraz chcę czerpać z tego jak najwięcej, ponieważ to niesamowicie przyjemne uczucie - Mmm, dzisiaj idzie ci zdecydowanie lepiej, biedroneczko - szepcze w moje usta i czuję, jak się uśmiecha. Och! Czyżby zauważył mój brak doświadczenia? O rany! Co za wstyd! - Mógłbym spędzić tutaj długie godziny przyklejony do twoich ust, ale trzęsiesz się z zimna i psujesz nastrój. Nie chcę, żebyś się pochorowała - prześlizguje językiem po mojej dolnej wardze i odsuwa się ode mnie. Mam ochotę błagać go, żeby tutaj wrócił, jednak zaciskam usta i nie wypowiadam nawet słowa - Odprowadzę cię - chwyta moją dłoń, splata nasze palce i kierujemy się w stronę akademika. Serce chce wyskoczyć mi gardłem, nagle robi mi się potwornie gorąco i przelotnie zerkam na nasze splecione dłonie. Skąd to uczucie, które wręcz rozsadza mnie od środka? Czy reaguję tak dlatego, bo Justin pocałował mnie jako pierwszy? Czy to z tego powodu cała drżę i chciałabym więcej? Co się ze mną dzieje?!


Przez kilka następnych dni unikam Justina, skupiam się na zajęciach i staram się nie zostawać z nim sam na sam. Może to głupie, bo uciekam przed nim, a i tak jesteśmy obok siebie. Dodatkowo atmosferę podkręca Adam, z którym trzymam się bliżej i widzę, jak to działa na Justina. Wręcz zabija mnie spojrzeniem, chodzi wkurzony i fuka na swoich przyjaciół. Nie wiem, czy to przeze mnie ma taki nastrój, ale wmawiam sobie, że coś innego jest tego powodem. Niby dlaczego miałby być na mnie zły? Pocałowaliśmy się i każde z nas poszło w swoją stronę. Nie chcę wkopać się w coś, co nie ma przyszłości.

Rozczesuję włosy po kąpieli, a do pokoju wchodzi Alayna. Uśmiecha się i wygląda na podekscytowaną.
- Szykuje się mega impreza, Ivy! - oho, i wszystko jasne - Philip organizuje domówkę, a uwierz mi, robi najlepsze imprezy pod słońcem! - klaszcze w dłonie i okręca się dookoła - Ruszaj tyłek, mała!
- Nie mam ochoty na imprezę, wybacz. Zostanę w łóżku i obejrzę kilka odcinków ulubionego serialu.
- Poważnie?! Właśnie to chcesz robić w piątkowy wieczór? Oglądać cholerny serial o Pablo Escobarze, który szmuglował prochy?! Nie wierzę! - wyrzuca ręce w górę i patrzy na mnie z niedowierzaniem.
- Dlaczego? Pablo Escobar to był niezły skurczybyk! Tylko spójrz, jeden człowiek, a miał taką władzę!
- Nie przekonasz mnie, ten serial to szmira! Masz dosłownie pięć minut, żeby wyszykować się na imprezę.
- Jesteś dzisiaj strasznie marudna, wiesz? Po co ja jestem tam potrzeba? Ja nie umiem się bawić!
- I nad tym właśnie musimy popracować. Zapewniam, ta impreza to kosmos! No i będzie tam Adam.
- Adam? - unoszę brew i prycham rozbawiona - Dlaczego mówisz to takim dziwnym, tajemniczym tonem?
- Ponieważ cholera jasna shippuję was jak diabli, Ivy! Jesteś piękna, on przystojny! Będziecie mieć piękne dzieci! - prawie krztuszę się własną śliną! Wybałuszam oczy, a Alayna chichocze beztrosko - Wymsknęło mi się, ale to prawda. Pasujecie do siebie. Zresztą! Plotki na wasz temat nie ustają nawet na chwilę.
- Świetnie, jeszcze tylko tego mi brakowało, żeby ludzie mówili jakieś bzdury. Nie mają co robić?
- Właściwie nie, ponieważ nic ciekawego się nie dzieje. Przez was mają dobrą rozrywkę, kochana.
- Zdecydowanie ponosi ich wyobraźnia, ponieważ pozostaliśmy na stopie koleżeńskiej. Nic więcej.
- Bredzisz! Od czegoś trzeba zacząć, nie? - mruga okiem, odrzuca koc z mojego ciała i ciągnie za ręce.


Alayna siłą wyciąga mnie na imprezę. Wolałabym zostać w ciepłym łóżku, obejrzeć serial i napić się mojej ulubionej karmelowej herbaty, w zamian za to trzymam w dłoni czerwony kubeczek z wyjątkowo gorzkim piwem i rozglądam się naokoło. Dom Philipa robi ogromne wrażenie, jest duży, przestronny i gustownie urządzony. Na pierwszy rzut oka widać, że jego rodzice z pewnością nie narzekają na brak pieniędzy.
- Dlaczego stoisz tutaj sama, hmm? - moje rozmyślenia przerywa Nolan, który opiera się o blat tuż obok mnie. Uśmiecham się do niego i upijam łyk tego paskudztwa - Ostatnio nie rozmawiamy zbyt często.
- Naprawdę? Wiesz, że zawsze możesz ze mną pogadać. Wystarczy odłączyć się na chwilę od Justina.
- Ach, więc to on jest tego powodem? Odsuwasz się ode mnie, ponieważ się z nim zadaję? Serio?
- Ależ skąd! Mnie nic do tego, po prostu staram się nie wchodzić mu w drogę. Nie chcę skończyć tak samo, jak moja współlokatorka. A że Justin ma wujka-dyrektorka, wolę być ostrożna. Sam rozumiesz.
- Więc myślisz, że Justin mógłby wykorzystać ten fakt przeciwko tobie? Chyba nie mówisz poważnie, Ivy?
- Nie mam pojęcia, co zrobiłby Justin. Wiem, że paskudnie potraktował Alaynę i to całkiem niesłusznie.
- Zgadzam się, ale taki już jest. Trzeba go bliżej poznać, a wtedy zyskuje - mruga okiem, odkłada kubeczek i wystawia dłoń - Zatańczysz? Nie mam zamiaru wciąż rozmawiać o Justinie - wzdycham ciężko, odstawiam kubeczek tuż obok jego i wbijamy na parkiet. Kolorowe światła strzelają na wszystkie strony i czuję się jak w dyskotece. Muzyka jest głośna i jak na złość leci dość powolna piosenka, która wymaga przytulenia się do siebie. Nolan pewnie układa dłonie na dole moich pleców i splata je ze sobą. Dzięki temu jestem dociśnięta do niego jak sardynka i nie ma między nami wolnej przestrzeni. Mimo to nie czuję paniki, która pełzałaby po moim ciele, wręcz przeciwnie, jestem rozluźniona, ponieważ odrobinę znam Nolana i poniekąd nawet trochę mu ufam - Pięknie dzisiaj wyglądasz - mruga zadziornie i bez skrępowania ogląda moją czarną, dopasowaną sukienkę. Nic specjalnego, w dodatku zamiast seksownych szpilek, na które chciała namówić mnie Alayna, założyłam białe trampki, których jestem fanką, czym ją wkurzyłam.
- Ty również wyglądasz świetnie - posyłam mu niepewny uśmiech i wygładzam niewidzialną fałdkę na granatowej koszuli z kołnierzykiem - Ten kolor do ciebie pasuje. Do twoich ciemnych włosów i oczu.
- Naprawdę? Muszę zapamiętać. Jutro skoczę do sklepu i wykupię cały zapas ciuchów w tym kolorze.
- Och, nie nabijaj się ze mnie - uderzam go w ramię, wybucha śmiechem i pstryka palcem w mój nos.
- Odbijany! - czuję na talii dłonie, ktoś odciągają mnie od Nolana i odwracają w swoją stronę. Mam ochotę walnąć go w czoło, bo pozwala sobie zdecydowanie na zbyt wiele - Później ci ją oddam, przyjacielu. Albo i nie - mruga okiem do kumpla, obejmuje mnie i kołysze do rytmu. Spoglądam na Nolana, obok którego natychmiast pojawia się jakaś blondynka i zarzuca dłonie na jego szyję - Chyba nie jesteś o niego zazdrosna, co? - Justin uśmiecha się szeroko i chyba bawi go sytuacja. Przewracam oczami i przekręcam głowę, aby na niego nie patrzeć. Dopiero teraz widzę, jak wiele osób nam się przygląda - Chcę pogadać - unosi mnie, piszczę zaskoczona, jednak ma to w nosie i po chwili wychodzimy na taras. Sadza mnie na zimnym murku i staje między moimi nogami. Moja krótka sukienka podsuwa się w górę i nim mam szansę obciągnąć ją w dół, Justin blokuje moje ręce - Nie wstydź się i tak nic nie widzę - wzrusza ramionami i głaszcze skórę na moich udach - Okej, a teraz wyjaśnij mi, dlaczego do cholery znowu mnie unikasz, huh? Masz zamiar robić to za każdym razem, kiedy cię pocałuję? - przysuwa mnie na brzeg murka, obejmuje i zanurza nos w moich włosach - Nie odpowiedziałaś na moje pytanie, biedroneczko. Więc? Jak to jest?
- Nijak, Justin. Wmawiasz sobie jakieś bzdury o unikaniu, a ja po prostu skupiłam uwagę na nauce. Tyle.
- Wolałbym, abyś skupiła uwagę na mnie - przenosi jedną dłoń na mój policzek i zahacza kciukiem o dolną wargę. Z całej siły próbuję odwrócić wzrok, jednak coś mi na to nie pozwala i gapię się na niego jak ciele w malowane wrota. Dlaczego czuję się w jego obecności tak dziwnie, nieswojo i niezrozumiale? Dotąd nie spotkałam żadnego chłopaka, który choćby w połowie działał na mnie tak, jak Justin! - Podobasz mi się, Ivy. Nie chcę, żebyś wciąż przede mną uciekała, wręcz przeciwnie, chcę, abyś dała mi szansę na poznanie siebie lepiej - zaciskam usta, a mój oddech przyśpiesza. Myślę, czy Justin w ogóle ma jakieś koleżanki, z którymi nie łączy ich seks. To w ogóle możliwe? - Powiedz mi, o czym teraz tak intensywnie myślisz?

- Właściwie zastanawiałam się, czy masz koleżanki z którymi rozmawiasz, a których nie pieprzysz.
- Auć, jesteś szczera - chichocze i ja również się uśmiecham - Cóż, trudno powiedzieć. Nie potrzebuję koleżanek, zdecydowanie wolę kumpli. Niby o czym miałbym rozmawiać z dziewczyną? O kosmetykach i ciuchach? Jak sama wiesz, te tematy nie należą do ulubionych jeśli chodzi o facetów. To niemęskie.
- No tak, racja - prycham rozbawiona, Justin ogarnia moje włosy na plecy, zbiera w kucyka i przytrzymuje je w jednej dłoni - Postaram się więcej przed tobą nie uciekać. Nie wiem, co mi z tego wyjdzie.
- Nawet ci na to nie pozwolę, dość tego dziecinnego zachowania. Zrozumiano? - mruży oczy i grozi mi palcem. Jest całkiem zabawy - Chciałbym cię jutro gdzieś zabrać - orzesz ty! Moje szczęka prawie uderza o ziemię. Czy to jest randka?! - Jutro sobota i chciałbym porwać cię na cały dzień. Co ty na to?
- Z-zaskoczyłeś mnie - chrząkam niezręcznie i myślę, co odpowiedzieć. Staram się nie zadręczać tym, co zdążyłam usłyszeć na jego temat, a ma opinię cholernego fuck boy'a, i po prostu dać mu szansę. To tylko spotkanie, nie mam zamiaru rozłożyć przed nim nóg - W porządku, niech będzie. Zaryzykuję.
- Świetnie! - podrywa mnie z miejsca, trzyma w ramionach i okręca dookoła, aż zaczyna mnie mdlić.

Dochodzi trzecia rano, jestem po czterech piwach, co dla mnie jest sporą ilością, i prawie zasypiam na siedząco. Fakt, impreza jest naprawdę niezła, ale Alayna wystawiła mnie i od początku jej nie widziałam. Nie podaruję jej i jutro nieźle ją za to ochrzanię! Następną imprezę na pewno sobie podaruję, nie dam się namówić. Po co mnie na nią wyciągnęła, skoro zniknęła niemal od razu, a ja piję w samotności? Nawet Nolan gdzieś zniknął, nie mówiąc o Dylanie i Adamie. A Justin? Szkoda gadać! Zmywam się.
- Chodź ze mną - nim mam szansę wstać z kanapy, Justin mnie z niej podnosi, ciągnie za rękę i idzie przez korytarz. Jestem zaskoczona siłą, jaką wkłada w uścisk i próbuję wyrwać dłoń z jego uścisku - Wariuję, Ivy! - marszczę brwi na jego głos przepełniony dziwną desperacją. Przypiera moje ciało do lodowatej ściany, chowa głowę w zagłębienie mojej szyi i zaczyna ją całować oraz przygryzać. Nie bardzo rozumiem, co się z nim dzieje, ale zaczynam się martwić. Jednak kiedy czuję jego dłoń na wewnętrznej stronie mojego uda, spinam się. Mój oddech przyśpiesza, ściskam palce na jego ramionach i próbuję odepchnąć - Musisz mi pomóc, rozumiesz? - odchyla głowę, napiera ustami na moje, a po chwili schodzi na osłonięte obojczyki i jednym ruchem obsuwa sukienkę w dół, a moje piersi ukazują się jego oczom - O, kurwa. Mógłbym dojść od samego patrzenia na nie - gapię się na niego zszokowana i chociaż chcę coś zrobić, nie potrafię. Czuję, jakbym miała związane ręce - Są idealne, ty jesteś idealna - jego głos brzmi ostro, chwyta moje piersi i pieści przez materiał czarnego stanika bez ramiączek. Dopiero wtedy się budzę i strącam jego dłonie - Pragnę cię, Ivy! - bełkocze i besztam się za to, że wcześniej nie zauważyłam jak bardzo jest schlany! - Pragnę się w tobie zanurzyć, biedroneczko. Błagam, daj mi to - zsuwa dłonie na moje pośladki, jednak nie pozwalam mu na posunięcie się dalej - Dlaczego taka jesteś, co? - wygina usta w podkówkę i patrzy na mnie smutno. Och, serio?! - Spójrz, jaki jestem dla ciebie twardy - chwyta moją dłoń i przysuwa do swojego krocza, które napiera na materiał jeansów - Marzę o tym, żeby się z tobą kochać. Teraz.
- Och, skarbie! Ależ z ciebie desperat - nagle dobiega do nas kobiety głos, przekręcam głowę i dostrzegam obok siebie śliczną blondynkę. Zdegustowana kręci głową, zakłada ręce na piersiach i wlepia wzrok w Justina - Nie dostałeś ode mnie tego, czego oczekiwałeś i męczyć tę biedną dziewczynę? Ojoj.
- Spieprzaj stąd, Clair! - syczy przez zęby i lekko się zatacza. Przytrzymuję go za ramię, a blondynka  odchodzi, zarzucając włosami - Przebiegła dziwka, rozpaliła mnie i zostawiła ze stojącym kutasem. To boli! - zaciskam usta, ale z jakiegoś dziwnego powodu ta sytuacja wydaje mi się być zabawna. Ktoś dał mu kosza? Niebywałe! - Biedroneczko, proszę, pomóż mi. Inaczej sfiksuję! - opada na kolana, przytula głowę do mojego brzucha i obejmuje w talii. Wzdycham ciężko i myślę, co mam z nim do cholery zrobić?!

- Idziemy do domu, Justin. Podnieś tyłek - burczę pod nosem, pomagam mu wstać i zarzucam jego ramię na swoje. Jest ciężki, do domu jest spory kawałek, jednak jakoś muszę dać sobie z nim radę.





************************************
Hello! :)
Akcja powoli się rozkręca, ale to na razie jeszcze nic :)
Ktoś z was zadał ciekawe pytanie. Mianowicie; czy Justin faktycznie jest taki słodki, czy może coś kombinuje? Jakie jest wasze zdanie?

A teraz mała niespodzianka! :D
Po tym linkiem - KLIK - czeka na was pierwszy rozdział mojego opowiadania, które dopiero tworzę. Jeszcze nie wiem, co mi z tego wyjdzie, jednak jestem ciekawa waszej opinii :)
Z góry dziękuję tym, którzy zechcą ją wyrazić.

To tyle.
Ściskam was!
Kasia