sobota, 30 grudnia 2017

Rozdział szósty

Justin i blondynka wręcz pożerają się na moich oczach, a ja nie mam zamiaru się temu przyglądać. Przewracam oczami, odwracam się na pięcie i zmierzam do środka. Niestety udaje mi się dojść tylko do schodów, kiedy zatrzymuje mnie mocny uścisk na ramieniu. Przekręcam głowę i wpatruję się w Justina.
- Czego znowu chcesz? Puść mnie, idź do swojej dziewczyny i daj mi wrócić do pokoju. Pasuje?

- Nie, nie pasuje. Amanda mnie nie obchodzi, zlałem ją - och, czemu mnie to nie dziwi? - Wiesz, podobasz mi się - gapię się na niego z niedowierzaniem, a moje przeczucie podpowiada mi, że mówi to pod wpływem tego gówna, które wypalił - Zwróciłaś moją uwagę już pierwszego dnia, masz w sobie coś takiego, czego nie potrafię rozgryźć - układa dłonie na mojej talii i dociska mnie do siebie. Zmuszam się, aby zablokować w głowie przykre wspomnienia i nie wpaść w panikę - Jesteś odważna, wyszczekana, ale skryta. Jakbyś się czegoś bała. Boisz się, Ivy? - przechyla głowę i wlepia we mnie te piękne oczy. Przełykam ślinę i staram się wymyślić jakąś sensowną odpowiedź. W życiu nie przyznam się do swoich problemów - Powiedz mi.
- Nie boję się, Justin. Jestem skryta, ponieważ nikogo tutaj nie znam. To jest całkowicie normalne.
- Nie, to nie to. Czasami cię obserwuję, jak zamyślasz się i totalnie odlatujesz. Niby jesteś pogodną dziewczyną, a wystarczy moment i wpadasz w dołek. Ostatnio płakałaś przed budynkiem - o, Boże! Jak mogłam być tak nieostrożna? - Widzę przerażenie w twoich oczach, niepotrzebnie. Wracałem od kumpla i cię zauważyłem. Postanowiłem nie podchodzić, obserwowałem cię przez chwilę aż zgarnął cię Nolan. Byłaś załamana, biedroneczko - zaciskam usta i mam ochotę się rozpłakać. Obiecałam sobie, że będę dobrze grać, a jednak mi się nie udało. Dałam się przyłapać - Płacz to nic złego, naprawdę to rozumiem.
- Miałam po prostu zły dzień i potrzebowałam wyrzucić z siebie negatywne emocje. To nic wielkiego.
- To nie wyglądało na "nic wielkiego". To było coś ważnego, skoro wytrąciło cię z równowagi, ale nie musisz mi się zwierzać, spokojnie - zaskakuje mnie, unoszę głowę i patrzę mu w oczy. Byłam pewna, że wyśmieje mnie za użalanie się nad sobą i w dodatku będzie próbował wyciągnąć ze mnie powód. A jednak Justin ma i dobrą stronę - Pamiętaj, gdybyś potrzebowała pomocy, przytulenia, pocieszenia czy po prostu pogadać, możesz do mnie przyjść, Ivy. Znamy się zaledwie pięć dni, ale od czegoś trzeba zacząć, prawda?
- Prawda - uśmiecham się i robi mi się ciepło na sercu - Dziękuję za te słowa, doceniam twoją troskę.
- W końcu jesteś moją biedroneczką, muszę dbać, aby twoje kropeczki zawsze jasno świeciły.
- Okej, teraz to już fantazjujesz - chichoczę na jego słowa, uwalniam się z uścisku i chwytam go za rękę - Zaprowadzę cię do pokoju, powinieneś się położyć. Nieźle się załatwiłeś - karcę go spojrzeniem, rozbawiony wzrusza ramionami i powoli wchodzimy do środka. Nie wiem, czy Justin jest w tak złym stanie, czy może udaje, ale wchodzenie po schodach to prawdziwa męka. Ociąga się, marudzi, narzeka, że bolą go nogi i nie zrobi ani jednego kroku dalej. Więc staję za nim, napieram na jego plecy i zmuszam go, aby ruszył tyłek. Jakimś cudem udaje nam się dotrzeć na górę i z przerażeniem stwierdzam, że jest piętnaście po dziesiątej - Zabiję cię - burczę pod nosem, śmieje się ze mnie i otwiera drzwi do swojego pokoju - Słodkich snów - macham na pożegnanie, ale Justin ma inny plan. Przyciąga mnie do siebie za koszulkę, wpadam w jego ramiona, a nasze usta się spotykają. Zamieram, wstrzymuję oddech i mam wrażenie, że właśnie mnie sparaliżowało. Justin układa dłonie na moich plecach, dociska mnie do siebie jeszcze mocniej i próbuje wkręcić mnie w pocałunek. Cholernie żałuję, że nigdy tego nie robiłam, a brak doświadczenia wychodzi na pierwszy plan. Nie powinnam tego robić, jednak jestem tak ciekawa tego pocałunku, że po prostu się poddaję. Rozluźniam się, oplatam go w pasie i poruszam ustami. To miły pocałunek, czuły, delikatny. Sama nie wiem, czy jestem rozczarowana, czy zadowolona. Nie mam żadnego porównania i nie mogę powiedzieć, czy Justin dobrze całuje. Jednak po chwili dzieje się coś, co mnie zaskakuje. Rozchyla moje usta językiem i wpycha go do środka. Kiedy tylko zaczyna nim pracować, pieścić mój, przygryzać, dosłownie ziemia się trzęsie i wybuchają pieprzone fajerwerki. Jeszcze przed chwilą nie czułam nic nadzwyczajnego, teraz jest zupełnie inaczej. Staję na palcach, zarzucam dłonie na jego szyję i całkowicie się angażuję. Chyba go tym zaskakuję, bo na moment traci rytm, na szczęście szybko go odzyskuje. Okręca mnie, dociska do ściany i wsuwa palce w moje włosy. W moim ciele wszystko przyjemnie się zaciska, sutki twardnieją, a ciepło spływa między nogi. Dopiero teraz rozumiem, o co właściwie jest tyle szumu. Całowanie się jest cholernie przyjemne i nie dziwię się, że od tego zaczyna się cała reszta. Sama mogłabym nie odrywać się od jego soczystych, gładkich ust, które całkiem niedawno całowały blondynkę. I nagle czar pryska - J-Justin - odsuwam się od niego, przekręcam głowę, a jego usta trafiają na moją szyję. Liże ją, przygryza, ponownie liże i powtarza ten proces kilka razy, wysyłając mnie w pieprzony kosmos! Dlaczego to jest takie przyjemne? - M-muszę już iść - odpycham go i próbuję unormować szalejący oddech.
- Wcale nie musisz, Ivy - układa dłonie po bokach mojej głowy i dyszy ciężko - Spójrz na mnie - szepcze cicho, przełykam ślinę i gapię się w tatuaż, który wystaje spod jego koszulki. Cholera, poniosło mnie! Nie powinnam była oddawać pocałunku, a już szczególnie jemu! - Proszę, spójrz na mnie - powtarza pytanie i postanawiam unieść głowę. W jego oczach dostrzegam podniecenie i ogromne pożądanie - Wow, to było magiczne - och! Oblizuje usta, jakby zlizywał z nich mój smak - Twoje usta są niesamowite.
- Naprawdę muszę iść - czmycham pod jego ramieniem, dopadam drzwi swojego pokoju i trzęsącą ręką ledwo otwieram je kluczem. Zamykam się w środku, opieram o nie plecy i oddycham z ulgą, kiedy nie zastaję Alayny. W tej chwili bardzo mnie to cieszy, bo zapewne nie dałaby mi spokoju i próbowała wyciągnąć, skąd te piekące rumieńce na mojej twarzy i przyśpieszony oddech. Cóż miałabym jej powiedzieć? Że właśnie lizałam się z chłopakiem, który upokorzył ją przy wszystkich?
- Niech to szlag! - rzucam się na łóżko i po cichu liczę na to, że Justin jutro nie będzie tego pamiętał. W końcu był zjarany.

Następnego dnia staram się unikać Justina jak ognia. Oczywiście jest to niezmiernie trudne skoro mamy razem zajęcia. Siedzę przed komputerem, razem z Adamem, który zadeklarował pomoc, i próbuję opanować program do projektowania. Właśnie tworzę swoją pierwszą okładkę książki, która nabiera kształtu i wygląda całkiem nieźle. Adam jest świetnym nauczycielem i ma ogromne pokłady cierpliwości, kiedy tłumaczy mi coś po raz setny. Uśmiecham się szeroko, bo jestem niezmiernie dumna z mojego dzieła, ale cały czas czuję, jak ciepło przepływa przez moje ciało. Tylko kątem oka zerkam na tak zwaną "świętą trójcę" i wyłapuję ich zaskoczone spojrzenia. Nolan i Dylan dziwnie spoglądają na Justina, który z kolei patrzy na mnie spod byka. Spinam się i przypominam wczorajsze zajście. Cholera! Jestem na siebie zła, bo straciłam nad sobą kontrolę i pozwoliłam, żeby mój pierwszy pocałunek był właśnie z nim! Z chłopakiem, który pieprzy się po kątach i odchodzi nie oglądając się za siebie. To nie powinno mieć miejsca.
- Podoba mi się - głos profesora Bronsona sprowadza mnie na ziemię, unoszę głowę i napotykam uroczy uśmiech - Twoja okładka jest dość... odważna - masuje brodę, przechyla głowę i uważnie jej się przygląda.
- Odważna? Czy ja wiem? To po prostu dwójka ludzi, która się całuje. Wyobraziłam sobie, że to romans.
- Romans, tak? Świetnie! Nie wiem tylko, czy dwójka nagich ludzi to dobry materiał na okładkę, Ivy.
- Ale oni wcale nie są nadzy, prawda Adam? - patrzę na niego z nadzieją w oczach, drapie się w kark i patrzy na mnie oczami szczeniaka - Kobieta ma na sobie białą koszulkę, a facet dresowe spodnie - które swoją drogą opinają jego idealne biodra i ukazują umięśniony tors - Więc gdzie tutaj nagość, profesorze?
- Widać jej sutki - zaciska usta, jakby chciał powstrzymać wybuch śmiechu - Załóżmy, że to książka przeznaczona dla czytelników osiemnaście plus. Może być? - przytakuję głową i zawstydzam się - Jak na pierwszy raz poszło ci naprawdę świetnie. Tak trzymaj, Ivy, a jeszcze będziesz moją najlepszą studentką.
- Postaram się - profesor wystawia kciuk ku górze, idzie do chłopców, a ja zapisuję swoje dzieło.


Po zajęciach, które trwały dzisiaj tylko dwie godziny, zabieram Adama na obiad. Nie znam jeszcze dobrze miasta, na szczęście chłopak przejmuje inicjatywę i lądujemy w fajnej, małej knajpce. Zamawiamy ryż z kurczakiem i warzywami, mocną kawę i szarlotkę na deser. Jak szaleć to szaleć, a co!
- Wnioskując po twojej minie, dzisiejsze zajęcia chyba bardzo ci się spodobały? Byłaś świetna, Ivy.
- Tak, bardzo mi się podobało. Z tym, że byłam świetna to gruba przesada. Tak naprawdę znam jedynie podstawy photoshopa, a ty dzisiaj nauczyłeś mnie o wiele więcej. Jesteś genialnym nauczycielem.

- Aj, tam! Wcale nie! Po protu ty jesteś tak pojętną uczennicą i idealnie się zgraliśmy w tym duecie - mruga okiem, kelnerka pojawia się z naszym zamówieniem i kiedy biorę pierwszy kęs, Adam mnie zaskakuje - Coś jest między tobą, a Justinem lub Nolanem? - prawie krztuszę się jedzeniem. Przełykam kawałek kurczaka i patrzę mu w oczy - Dzisiaj obaj nie mogli odwrócić od ciebie oczu, wiesz?
- Nie, nie wiedziałam. Ale nie obawiaj się, zapewniam, że nie jestem zainteresowana Justinem.
- A Nolanem jesteś? - unosi brew i patrzy na mnie z chytrym uśmieszkiem - On widocznie tobą tak.
- Sama nie wiem. Jest uroczy, słodki, jednak to kumpel Justina, tak? A na temat tego ostatniego nie słyszałam nic dobrego, wręcz przeciwnie. Nie przyjechałam tutaj po to, żeby ktoś złamał mi serce.
- Zauważyłem, że bardzo różnisz się od innych dziewczyn. Jesteś zamknięta w sobie, wycofana. Przeważnie te tutaj są rozrywkowe, nie siedzą na tyłku tylko wszędzie ich pełno. Łatwo można je zaliczyć. Ty trzymasz się całkowicie z boku. Boisz się czegoś, Ivy - schylam głowę, a mój apetyt nagle odchodzi. Co mam mu niby powiedzieć? Że miałam tak pojebane dzieciństwo, że do tej pory nie umiem sobie do końca z tym poradzić? A może wyznać, jak potwornie boję się zbliżenia z chłopakiem w obawie, że będzie taki sam jak ojciec i jego koledzy? Co z tego, że minęło długie pięć lat, rok terapii, skoro nadal siedzi mi to głęboko w głowie. Teraz, kiedy wyszłam z bezpiecznego kokonu, którym był ośrodek, wszystko się skumulowało. Do tej pory nie przebywałam z taką ilością chłopców i zapewne dla kogoś jest to całkowicie normalne, ja czuję się niepewnie - Nie musisz nic mówić. Studiowanie to nowa sytuacja, na pewno się przyzwyczaisz.
- Tak, potrzebuję trochę czasu. Po prostu czuję się nieswojo w obecności takiej ilości chłopców - marszczy brwi zaskoczony - Jak powiedziałeś, przyzwyczaję się - mrugam okiem i zabieram się za jedzenie.


Wkładam klucz w dziurkę i powoli przekręcam. Zaciskam usta w uśmiechu i modlę w duchu, żebym ponownie nie natknęła się na Alaynę klęczącą na kolanach i Harrego, ze spodniami opuszczonymi do kostek. To nic złego, po prostu poczułam się koszmarnie skrępowana i tym samym zawstydziłam Alaynę. Chichoczę na to wspomnienie i powoli uchylam drzwi. Najpierw wsadzam do środka głowę, rozglądam się i widzę brunetką rozłożoną na łóżku. Leży na brzuchu, macha nogami i skupia uwagę na tablecie. Oddycham z ulgą, wchodzę do środka i zamykam drzwi. Przekręca głowę i obdarza mnie szerokim uśmiechem.
- No nareszcie! Już nie mogłam się ciebie doczekać! Aż huczy od plotek na twój temat i Adama!
- Co?! Niby dlaczego? Przecież poszliśmy tylko na obiad i pomógł mi dzisiaj na zajęciach. Wielkie mi halo!
- A no wielkie! Ponoć Adam to typ, który nie pieprzy wszystkiego co się rusza, jest skromny, ułożony i szanuje dziewczyny - nie to co Justin, dodaję w myślach - Jest przystojny, ale niedostępny. Nie jedna chciała go dla siebie. A Ty po prostu poszłaś z nim na obiad?! No, no! Wychaczyłaś ciacho, Ivy!
- Nikogo nie wychaczyłam, daj spokój. Adam jest fajny, polubiłam go, jednak nic z tego nie będzie.
- Dlaczego? - wygina usta w podkówkę i patrzy na mnie oczami szczeniaka - Pięknie razem wyglądacie.
- Więc będą z nas piękni przyjaciele - mrugam okiem, Alayna macha ręka i wraca do tabletu. 


Leżę w łóżku, gapię się w laptopa i myślę, co zrobić z pieniędzmi od matki. Mam ogromną ochotę odesłać jej to w cholerę, z drugiej zaś taki zastrzyk gotówki bardzo by mi pomógł. Mam nie mały dylemat i moje dwie strony walczą ze sobą uparcie. Szkoda, że wysłała pieniądze, a nie spróbowała się ze mną skontaktować. Skoro zna numer mojego konta, z pewnością zdobyłaby i numer telefonu. Zastanawiam się nawet, co skłoniło ją do takiego gestu? Przecież nie interesowała się moim życiem, nie odwiedziła, nie porozmawiała i nawet nie raczyła wyjaśnić, dlaczego właściwie mnie porzuciła. Ciężko uwierzyć mi w to, iż dopiero teraz dopadły ją wyrzuty sumienia. Ciekawa jestem, jaka w ogóle jest moja mama, czy jestem do niej podobna, czy mamy podobne charaktery. Wolałabym przypominać ją, niż ojca. Jego nienawidzę.
- Otworzysz? - moje rozmyślenia przerywa ziewająca Alayna - Ktoś puka, nie chce mi się ruszyć tyłka.
- Ty leniu! - przewracam oczami, odkładam laptopa i ruszam do drzwi. Kiedy tylko je uchylam, przed sobą widzę uśmiechniętego od ucha do ucha Dylana - Hej, coś ty taki zadowolony, co? Ktoś Ci dychę dał?
- Chciałbym! - prycha rozbawiony - Chciałem zabrać cię na mecz, gramy dzisiaj z Evans Center.
- Och! Fajnie - uśmiecham się i odwracam w stronę Alayny, która unosi brew i posyła mi swój firmowy, chytry uśmieszek - Chętnie się wybiorę. Powiedz tylko gdzie i o której godzinie, a na pewno będę goto...
- Teraz! - chwyta mnie za rękę i wyprowadza z pokoju - Zaczynamy za pół godziny, musimy przyśpieszyć.
- Poczekaj! Przecież nie mam butów! - wyrywam dłoń z jego uścisku, wracam do pokoju i wkładam na nogi białe trampki - Idziesz z nami? - Alayna prycha z kpiną i wkłada dwa palce do ust, na znak wymiotów. Karcę ją spojrzeniem, chwytam bluzę i wracam do Dylana - Moja współlokatorka naprawdę was nie cierpi.
- Właściwie ja nic jej nie zrobiłem, Nolan również. To na Justina jest cięta i nawet jej się nie dziwię. Był schlany na tej imprezie i zrównał ją z błotem! Jest świeżakiem i powinien był się opanować, a nie przy wszystkich obrzucić ją stertą wyzwisk. Tutaj plotki roznoszą się z prędkością światła i ludzie tak szybko nie zapominają. Potem nie ma się łatwego życia - wzrusza ramionami i otwiera przede mną drzwi budynku.
- Mam ochotę sprzedać temu dupkowi kopa w dupę - burczę pod nosem, a Dylan wybucha śmiechem.


Na stadion docieramy w zaledwie osiem minut. Dylan biegnie się przebrać, a ja zajmuję miejsce na trybunach. Nie spodziewałam się takiej publiczności, jednak zajęte jest praktycznie każde miejsce. Nie znam się na futbolu. Jedyne, czego mam świadomość to przepychanki i bieganie od jednego końca do drugiego, jak w piłce nożnej. Nie znam zasad, jednak to jest mało ważne. Przyszłam kibicować i trzymać kciuki za naszą drużynę. Jestem nawet ciekawa, jak poradzi sobie Nolan, Justin i Dylan.
Jak na zawołanie na trybunach rozlegają się gwizdy, klaskanie i okrzyki. Dostrzegam drużyny, które właśnie wychodzą na boisko. Od razu rozpoznaję Justina, który w granatowo białym stroju wygląda niesamowicie dobrze. Jego barki są ogromne, w dłoni trzyma kask i kiedy unosi głowę, nasze oczy się spotykają. Odszukuje mnie bez problemu, jakby doskonale wiedział jakie zajęłam miejsce. Posyła mi swój pewny siebie uśmiech i oblizuje usta. Natychmiast przypominam sobie nasz pocałunek, a moje serce podskakuje niespokojnie. Tak, może i był wyjątkowy, mój pierwszy, jednak nie mogę pozwolić sobie na więcej. Mam w nosie, że pomyślą o mnie, że jestem sztywniarą, nie potrafię się bawić i jestem cnotką. Byłabym głupia, gdyby sama wepchała się w paszczę lwa. Nie dam się pożreć, a już na pewno nie jemu.

Mecz okazuje się być niesamowicie ekscytujący i nim się orientuję, kibicuję na stojąco, krzyczę wniebogłosy i klaszczę, kiedy nasi zdobywają punkt. Bawię się świetnie, chociaż nieco przeraża mnie ta cała brutalność i krzywię się za każdym razem, kiedy ktoś z impetem na siebie wpada. Podziwiam ich, ja już dawno wyłabym z bólu. Ledwo się uderzę, a już pojawia się siny ślad.


Nasza drużyna wygrywa sporą przewagą. Chłopcy uciekają do szatni, a kiedy publiczność również się ulatnia, ja jeszcze przez chwilę siedzę na trybunach w przyjemnej ciszy. Zamykam oczy, oddycham głęboko i delektuję się delikatnym wiatrem, który rozwiewa moje włosy i smaga policzki. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się to miejsce. Jestem tutaj zaledwie kilka dni i koniecznie muszę wybrać się na miasto. Może poproszę Alaynę, aby mi towarzyszyła? Ostatnio spędza sporo czasu z Harrym i na pierwszy rzut oka widać, jak ich do siebie ciągnie. Chciałabym być tak otwarta jak ona i nie mieć problemu z dopuszczeniem do siebie chłopców. Ile do cholery musi jeszcze upłynąć czasu, żebym mogła normalnie funkcjonować? Byłam pewna, że rok terapii mi w tym pomógł, a teraz mam wrażenie, że to był stracony czas. Wtedy, kiedy mieszkałam w bidulu, a potem w ośrodku, z samymi dziewczynami, wszystko wydawało się być o wiele prostsze. Teraz dzielę życie z płcią przeciwną i muszę do tego przywyknąć.
- Ivy!! - wzdrygam się na donośny głos Dylana. Zrywam się z miejsca, zbiegam ze schodków i dołączam do niego - Szukałem cię, ale nie sądziłem, że nadal tam siedzisz. Jest chłodno, wracamy, bo się przeziębisz.
- Awww, twoja troska jest cholernie miła - uśmiecham się i szturcham go w bok - Mecz był niesamowity!
- Naprawdę? Super, że ci się podobało. Mam nadzieję, że będziesz się na nich pojawiać częściej.
- Jeśli tylko wcześniej dasz mi znać, nie ma sprawy. Stresowałam się jak jasna cholera! To ekscytujące.
- Kiedyś zabiorę cię na trening, tam jest dopiero ostro! A może trener pozwoli ci z nami zagrać.
- O nie! Zdecydowanie odpadam. Wydaje mi się, że zgnietlibyście mnie jak robaka. Ja chcę żyć!
- Jesteś zabawna - obejmuje mnie ramieniem, czym nieco mnie zaskakuje. To luźny gest, na który reaguję lepiej niż się spodziewałam - Polubiłem cię od pierwszego dnia, kiedy tylko Cię poznałem.
- Dylan! - naszą rozmowę przerywa biegnący w oddali Justin. Cholera! Mój spokój natychmiast idzie się pieprzyć! - Muszę porozmawiać z Ivy - kiwa na mnie głową. Dylan marszczy brwi i wzrusza ramionami - Odprowadzę ją - spogląda na mnie, mruga okiem i odchodzi. Mam ochotę go zamordować, że ot tak sobie poszedł i zostawił mnie na pastwę losu! - Wydaje mi się, czy unikałaś mnie dzisiaj przez cały dzień?
- Wydaje ci się - odpowiadam cicho, schylam głowę i gapię się w swoje nogi - Nie było okazji do rozmowy.
- Nie wciskaj mi takich bzdur, biedroneczko. Było wiele okazji, ale ty uciekałaś za każdym razem. Dlaczego mnie unikasz, hmm? Czyżby z powodu naszego pocałunku, który bardzo ci się podobał? - coś w jego głosie potwornie mnie irytuje. Zaciskam usta, podnoszę głowę i morduję go spojrzeniem. Co on sobie wyobraża, mówiąc w moim imieniu? - Nie patrz tak na mnie, czułem dokładnie to samo - robi dwa kroki, cofam się, a moje plecy uderzają o siatkę, którą ogrodzony jest stadion - I mam ogromną ochotę to powtórzyć - wczepia palce w ów siatkę, pochyla się, a jego ciepły oddech odbija się od moich ust.
 




środa, 20 grudnia 2017

Rozdział piąty

Nie spuszczam z niego wzroku, w pokoju zapada krępująca cisza, a atmosfera gęstnieje. Staram się nie pokazać swojego strachu przed obcym chłopakiem, ale on zdaje się go idealnie wyczuwać. Uśmiecha się przebiegle, a na widok wyrazu jego twarzy i braku kilku zębów zbiera mi się na wymioty. Ma siniaka na twarzy, jest dość szpetny, i nie chciałabym natknąć się na niego w ciemnej uliczce. Zawał murowany!
- Jak miło, że o mnie wspomniałaś. Wczoraj nie zauważyłem, jaka z ciebie ładna dziewczynka.
- Nie rozpędzaj się, Travis - przede mną pojawia się Nolan, dzięki czemu Travis znika z zasięgu mojego wzroku - Poniosło cię idioto i przekroczyłeś pewną granicę. To była powitalna impreza dla pierwszaków, a ty zrobiłeś z tego przedstawienie. Kiedy wreszcie dotrze do tego twojego tępego łba, że mamy tego dość, huh? Nie możesz odwalać takiego gówna, to robi się już nudne! Musisz wyluzować, rozumiesz?
- Nie mów mi co mam robić, stary! Mamy z Dylanem niedokończone sprawy, a ja nigdy nie zostawiam czegoś na potem. Więc z łaski swojej zejdź mi z drogi, bo chciałbym z nim teraz porozmawiać.
- Ale nie porozmawiasz! - mówię ostrzej, niż zamierzałam i wychodzę zza pleców Nolana - Pobiłeś go, dociera to do ciebie? W dodatku szarpnąłeś mnie za włosy i odepchnąłeś, jakbym była natrętną muchą! Mogę pójść z tym do dyrektora! - unoszę dumnie brodę, a wyraz jego twarzy się zmienia.
- Poważnie? A któż by ci w to uwierzył, dziewczynko? - unosi brew i uśmiecha się z kpiną - Jesteś naiwna!
- Och, naprawdę? Było tam mnóstwo osób, jestem pewna, że każdy potwierdzi moją wersję wydarzeń.
- Widać, że jesteś świeżakiem i nic nie wiesz o tym miejscu. Tutaj nikt na siebie nie kabluje, idiotko!

- Nie obrażaj jej, Travis. Nic ci nie zrobiła, a ma rację, bo ona również ucierpiała. Odpuść sobie wreszcie!
- Pierdol się, Dylan! Wisisz mi całe sto dwadzieścia dolców i mam zamiar je odzyskać. Kapujesz?
- Och, Travis Travis - nagle znikąd w drzwiach pojawia się Justin i przerywa naszą wymianę zdań - Proszę! - wyjmuje z portfela kilka banknotów i wręcza je chłopakowi - Spłacam dług Dylana. Jeszcze raz wejdziesz mi w drogę i spierdolisz coś, co zorganizowałem z kumplami to osobiście spuszczę ci wpierdol - jego uśmiech znika, zwija dłonie w pięści i morduje chłopaka spojrzeniem - Mam dość twojego wybuchowego charakterku, zdecydowanie za dużo sobie pozwalasz, a doskonale wiesz, kto jest tutaj szefem, prawda? - unosi brew, a Travis łagodnieje. Po pewnym siebie chłopaku nie ma nawet śladu! Justin idealnie wykorzystuje wujka-dyrektora jako swoją broń - A teraz spieprzaj mi z oczu i nigdy więcej nie podnoś ręki na moich kumpli - Travis ostatni raz spogląda na Nolana, Dylana i na mnie, po czym wychodzi z pokoju. Justin trzaska drzwiami i wreszcie obrzuca spojrzeniem naszą trójkę - Znowu cię tutaj widzę, biedroneczko. Wydaje mi się, czy lecisz na któregoś z moich kumpli, hmm? Jestem ciekawy na którego.

- Po pierwsze; na nikogo nie lecę. Po drugie; nawet jeśli, to nie jest twój zakichany interes, Justin!
- Wyszczekana - ponownie słyszę to słowo, podchodzi i patrzy na mnie z góry. Ma nade mną sporą przewagę wzrostu, ale chrzanić to! Nie pozwolę, żeby odzywał się do mnie w ten sposób - Pięknie wyglądasz.
- C-co? - jąkam się, wybałuszam oczy, ale zaskoczył mnie tym. Przecież przed chwilą był zły!
- Powiedziałem, że pięknie wyglądasz. Mimo zmęczenia i podpuchniętych oczu, pod którymi zrobiły się urocze poduszeczki - unosi dłoń i dotyka miejsca pod dolną linią rzęs. Jestem zaskoczona jego ruchem i stoję jakby poraził mnie prąd - Wszystko u ciebie w porządku? - ledwo udaje mi się przytaknąć głową, nie bardzo rozumiem, dlaczego odebrało mi mowę! - Gdyby Travis cokolwiek ci powiedział, daj mi znać.
- D-dziękuję za twoją troskę - biorę się a garść, robię krok w tył i oddycham głębiej - Mimo to jestem dużą dziewczynką i zapewniam, że poradzę sobie sama. Muszę iść. Nolan, dziękuję za śniadanie - uśmiecham się do niego, a Justin nieruchomieje i wpatruje się w przyjaciela. Ups! - Do zobaczenia. Dylan, przyłóż lód do oka - wystawiam palec na znak groźby, przewraca ozami i posyła mi całusa. Szybko opuszczam pokój, wchodzę do swojego i spoglądam na łóżko Alayny, które jest puste. Siadam na swoim, ponownie biorę laptopa do ręki i upewniam się, że nie miałam zwidów. Niestety pieniądze nadal są na koncie i zastanawiam się, co mam z nimi zrobić. Czy naprawdę powinnam je przyjąć? Przecież nic od niej nie chcę, olała mnie, miała gdzieś, a teraz nagle przypominała sobie, że ma córkę? Z drugiej strony moje skromne oszczędności szybko się skończą, studia pochłoną mój czas i za cholerę nie będę mieć czasu na pracę. Wzdycham ciężko, odkładam laptop i chwilowo mam zamiar się tym nie martwić.


Sobota jak i niedziela mijają dość szybko. W poniedziałek dopada mnie lekki stres, ale i podekscytowanie. Wstaję długo przed czasem, myję się, delikatnie maluję i wkładam na tyłek czarne jeansy, koszulę w kratę i białe trampki. Włosy związuję w kitkę i mrugam do siebie w lustrze. To na pewno będzie dobry dzień.

Przed salą wykładową spotykam Nolana, który stoi oparty o ścianę i wpatruje się w wyświetlacz telefonu. Rozglądam się po korytarzu na którym jest sporo studentów, jednak nigdzie nie widzę Justina i Dylana.
- Hej - witam go uśmiechem, unosi głowę, i jak zawsze, cmoka mnie w policzek - Gotowy na nowy rok?
- Żartujesz? Oczywiście, że nie! Najchętniej przedłużyłbym sobie wakacje, gdyby istniała taka możliwość.
- Nie przesadzaj, będzie fajnie - czochram mu włosy i dostrzegam pozostałą dwójkę, która zmierza w naszą stronę. Oko Dylana wygląda tragicznie, jednak na jego twarzy widnieje chytry uśmieszek i mam dziwne wrażenie, że ani trochę się tym przejmuje. Cóż, cały Dylan! Justin za to jest skupiony, zerka raz na mnie, raz na Nolana i wita się z nim uściskiem dłoni - Cześć wam - mówię nieśmiało i tylko Dylan się ze mną wita.
- Chodźmy - Nolan otwiera drzwi, przepuszcza mnie pierwszą, po czym wchodzimy do ogromnej sali. Jest tutaj mnóstwo krzesełek, które ułożone są z góry do dołu, jak w kinie. Cała ściany po bokach pokryte są oknami - Siadasz z nami, mała - Nolan ciągnie mnie za rękaw i zajmujemy czwarty rząd od góry. Chwilę po nas zbiera się reszta i wykładowca, który wręczał mi plan zajęć - To profesor Tim Bronson. Fajny koleś.
- Jak miło widzieć was w komplecie, panowie! - profesor klaszcze w dłonie, rozgląda się po całej sali i nagle nasze oczy się spotykają - Mój błąd! Oczywiście panowie, jak i jedna pani, która jest naszą rodzynką. Witamy na podkładzie, Ivy - uśmiecha się i sprowadza na mnie uwagę reszty chłopców. Czuję, jak płonę w środku i mam obawy, jak to będzie wyglądać - No dobrze! Wprowadzę was w materiał. Zaczynamy!

O trzynastej mamy przerwę. Całą czwórką wybieramy się na kawę do pobliskiej kawiarni, a po drodze spotykamy Alaynę. Kiedy wychodziłam jeszcze spała i nie miałam szansy się z nią przywitać. Cmokam ją w policzek i proponuję, aby poszła z nami. Karci mnie spojrzeniem i doskonale wiem, dlaczego odmawia. Nie chce przebywać w pobliżu Justina i czuję, że ta dwójka nigdy nie porozmawia ze sobą w cywilizowany sposób. Szkoda, bo mimo, iż Justin to bezczelny typek, czasami zachowuje się przyzwoicie.
- I jak wrażenia po pierwszym dniu, biedroneczko? Bronson obchodził się dzisiaj z tobą jak z jajkiem.
- Och, daj spokój! Przecież to było do przewidzenia, nie? Będzie miała u niego specjalne względy.
- Serio, Dylan? Niby dlaczego miałoby tak być, hmm? Jestem studentką jak każda inna dziewczyna.
- Mylisz się. Bronson uczy samych chłopaków i zapewne będziesz dla niego milusią odmianą, Ivy.
- Wydaje mi się, że ponosi was wyobraźnia chłopcy. Może jeszcze połączy nas płomienny romans, co?

- Fuuuj, ten koleś ma chyba ze czterdzieści lat, Ivy! Mogłabyś być jego córką, drogie dziecko!
- Bardzo zabawne, Nolan - wystawiam język, szturcha mnie w bok i obejmuje ramieniem. Och!
- Co jest między waszą dwójką? - Justin opiera łokcie na stole i wlepia w nas te piękne, czekoladowe oczy. Schylam głowę, bawię się palcami i słyszę śmiech Dylana - Widzę, że wciąż kleicie się do siebie.
- N-nic między nami nie ma, prawda Nolan? - niepewnie na niego spoglądam, marszczy brwi i przewraca oczami - Po prostu się lubimy, a przynajmniej ja jego. Nie szukam tutaj chłopaka, jeśli o to ci chodzi.

- A co ciekawe - opiera plecy o oparcie krzesła i drapie się po brodzie, jakby intensywnie nad czymś rozmyślał - Niby dlaczego nie szukasz? Studia to idealna okazja do przebierania w chłopakach.
- Ja chcę skupić się na nauce, nie rozpraszać. Poza tym ja wcale nie potrzebuję chłopaka.
- Jezu, Ivy! Chcesz powiedzieć, że jedziesz na palcówkach, ewentualnie wibratorze?! To straszne!
- Zamknij się, Justin! - karcę go i rozglądam się, czy aby przypadkiem nikt nas nie usłyszał. Dopiero po chwili dociera do mnie to, co powiedział i robię się czerwona jak burak! - Ty tylko o jednym, wiesz?
- Jestem facetem, to normalne! Jasna cholera, biedroneczko! Nie możesz wciąż zadowalać się sama!
- Jeszcze jedno słowo, a przysięgam, że tak ci przywalę, że się złożysz w pół. Czy to jest jasne?
- Ale ja chcę ci tylko pomóc, wiesz? Twoje ciało potrzebuje porządnego, długiego dymanka!
- Nie obawiaj się, jeśli faktycznie będę tego potrzebować, na pewno zgłoszę się do Nolana - uśmiecham się chytrze, a Justinowi rzednie mina. Oczywiście, że powiedziałam to specjalnie, aby utrzeć mu nosa!
- Och, jestem zaszczycony! Będę cierpliwie czekał, kochanie. Jedno twoje słowo, a przybędę.
- Hej, dlaczego wybrałaś właśnie jego, Ivy? Ja też jestem chętny - Dylan burczy pod nosem i patrzy na mnie spod byka - Poza tym nie będziesz zadowolona, bo Nolan ma małego. Nawet nie trać na niego czasu.
- Goń się, złamasie! Wcale nie jest mały, okej? Ma standardowy rozmiar i zadowolił nie jedną dziewczynę.


I tak oto spędzam kolejną godzinę na ożywionej rozmowie o długości i grubości penisa. Chłopcy zastanawiają się, jaki właściwie rozmiar lubią dziewczyny. Lepiej, gdy jest gruby i krótki, czy może cienki, a długi? Wspominają również o swoich podbojach, a niedawno wypita kawa podchodzi mi do gardła.
Kiedy jednak skupiają uwagę na mnie i zarzucają pytaniami, odpowiadam wymijająco, ponieważ nie wiem na ten temat kompletnie nic! Jasne, że oglądałam różne filmy, gazety i strony w internecie. Wiem, jak wygląda męskie ciało oraz temat naszej rozmowy. Wiele razy ojciec demonstrował mi swoją nagość, chociaż wcale nie miałam ochoty na to patrzeć. Mimo to zmuszał mnie, ponieważ twierdził, że muszę zaznajomić się z męskim ciałem. Jako mała dziewczynka ten widok wręcz napawał mnie przerażeniem i uciekałam z płaczem za każdym razem. Staram się o tym nie wspominać, to było dawno temu, a teraz jest zupełnie inaczej. Chłopcy żartują sobie i ja również nie mam zamiaru brać tego na poważnie. 


Kiedy wchodzę do pokoju zastaję w nim Alaynę. Nie jest sama, natychmiast zasłaniam oczy i odwracam się w stronę drzwi. Uśmiecham się jak debil, a ten widok zdecydowanie zapadanie mi w pamięci na długo.
- Kurwa - słyszę głos chłopaka, który w popłochu zasuwa rozporek i słyszę za sobą krzątaninę.
- Cholera, Ivy! Myślałam, że wrócisz za godzinę - gapię się w białe drzwi i zastanawiam nad tym, czy takie widoki będę musiała oglądać częściej. To dość krępujące - Możesz się już odwrócić. Jesteśmy ubrani.
- Świetnie - odwracam się i uśmiecham skrępowana - Przepraszam, że wpadłam tak niezapowiedzianie.
- Daj spokój, to nie twoja wina. Przecież tutaj mieszkasz, tak? To my powinniśmy się byli powstrzymać.
- Tak to jest, jak nie ma się własnego kąta. Jestem Harry, miło cię poznać. Alayna opowiadała o tobie.
- O tobie również - witam się z nim uściskiem dłoni i muszę przyznać, że pasują do siebie idealnie.
- Okej, muszę uciekać. Do zobaczenia wieczorem - cmoka ją w policzek i opuszcza nasz pokój.
- Kurwa mać, ale mi głupio - Alayna zasłania twarz rękami i wybucha śmiechem - Przyłapałaś nas!
- A no przyłapałam. Nie ukrywam, to trochę dziwne uczucie, ale to normalne sprawy. Wyluzuj.
- Następnym razem przynajmniej zamknę drzwi na klucz, żebyś nie miała takiej niespodzianki.
- Ostrzegam, że mam klucz i nie zawaham się go użyć - mrugam okiem, zdejmuję z siebie bluzę i siadam na swoim łóżku - Cholera, zajęcia były całkiem fajne, a mimo to jestem zmęczona. A jak u ciebie?
- W porządku. Miałam dzisiaj dwie godziny przedsiębiorczości, a jutro mam tylko trzy godziny matmy.
- Ja dwie zajęć w sali komputerowej z Bronsonem. Dzisiaj opowiadał nam o nowych programach.
- Bronson to ciacho! Połowa dziewczyn na niego leci. Ma czterdzieści jeden lat, nie ma żony ani dzieci. No sama zobacz, idealny materiał do podrywu. Hej, a może on jest gejem?! Że też na to nie wpadłam.
- Nawet jeśli jest gejem, mógłby być twoim ojcem - kręcę głową, opadam na łóżko i zamykam oczy.


Wieczorem, przy kubku gorącej herbaty Alayna wyciąga ode mnie informacje na temat chłopców. Widzę jej zaskoczone spojrzenie i lekkie niedowierzanie, kiedy wspominam, że spędzam z nimi całkiem sporo czasu. Sama przed sobą muszę przyznać, że ich polubiłam. Owszem, Justin czasami zachowuje się jak cham, ale przy odpowiedniej dozie dystansu da się z nim wytrzymać. Dylan to wieczny turbo śmieszek, który zawsze rozładuje napiętą atmosferę i rzuci dobrym żartem. Za to Nolan to typ chłopaka, który pocieszy, przytuli, pogłaszcze po głowie. Zdecydowanie jest mi najbliższy i nie ukrywam, jak bardzo mi się podoba. To nowa dla mnie sytuacja, bo tak naprawdę nigdy nie podobał mi się żaden chłopak. Po wylądowaniu w bidulu byłam zbyt przerażona, aby się do nich zbliżyć, a potem byłam pochłonięta nauką i pracą w kawiarni. Teraz sytuacja się zmieniła, ponieważ mam dziewiętnaście lat, możliwe, że moje hormony budzą się do życia i zaczynają świrować. Nie pozwolę im na to za bardzo i będę trzymać je w ryzach. Boję się zakochać, bo nie mam pojęcia, jak to może się skończyć. A czuję, że życie nie ma wobec mnie szczęśliwego zakończenia i jeszcze nie raz kopnie mnie w dupę. Jeśli zaufam Nolanowi, lub jakiemukolwiek innemu chłopakowi, a on mnie skrzywdzi, nie łatwo będzie mi się podnieść i ponownie zawalczyć o siebie. Dlatego wolę poddać się już teraz i nie pchać się w coś, czego potem mogę bardzo żałować.

Kilka minut po dwudziestej pierwszej, schodzę na dół i siadam na ławce przed budynkiem. Wysyłam kilka wiadomości do moich koleżanek z ośrodka i wypytuję, jak im się żyje. Piszę również do Gwen, za którą bardzo tęsknię i mam nadzieję, że u niej wszystko w porządku. Oby było jest dobrze w tej Europie.
- Ivy? - podnoszę głowę i widzę przed sobą Justina, który uśmiecha się głupio i dopiero po chwili dociera do mnie, że jest pijany - C-co ty tutaj robisz o tej godzinie? Powinnaś dawno spać, b-biedroneczko.
- Jest dopiero dwudziesta pierwsza, Justin. Dlaczego do cholery schlałeś się w poniedziałek, huh?
- A kto powiedział, że się schlałem, hmm? Wypaliłem zajebistego jointa, może chcesz spróbować?
- Nie, dziękuję - burczę pod nosem i podnoszę się z ławki - Idź spać, ledwo trzymasz się na nogach.
- Justin! - najpierw słyszę, a potem widzę dziewczynę, która uwiesza się na jego ramieniu i zachłannie wpija w jego usta. Justin dociska ją do siebie i oddaje pocałunek. Świetnie! Darmowe przedstawienie.




sobota, 16 grudnia 2017

Rozdział czwarty

Gapię się na widok przed sobą i wręcz nie dowierzam, że nikt z tym nic nie robi. Wręcz przeciwnie, każdy ma swojego faworyta i zaczyna się dopingowanie. Chyba pierwszy raz jestem świadkiem takiej bijatyki, która wcale mi się to nie podoba. W bidulu takich sytuacji nie było, prócz jednej, kiedy Maggie rzuciła się na Connie i oskarżyła o kradzież. Mimo wszystko walka dziewczyn wygląda nieco mniej brutalnie niż dwójki chłopców przede mną. Nie mają dla siebie litości, a twarz Dylana szybko pokrywa się krwią. Justin i Nolan stoją w okręgu i przyglądają się temu uważnie. Krew gotuje się w moim ciele, ponieważ nie stają w obronie przyjaciela! Jestem niemile zaskoczona ich postawą. Co to za przyjaciele, do cholery?!
- Niech to szlag - burczę pod nosem, przeciskam się przez tłum i staję obok Nolana - Musicie coś zrobić, natychmiast! - patrzę raz na jednego, raz na drugiego. Justin unosi brwi, a Nolan je marszczy - Co z wami? Właśnie wasz przyjaciel dostaje wpierdol! Pomóżcie mu! - prawie krzyczę, a Justin wybucha śmiechem.
- Auć, kotku! Takie brzydkie słowo z twoich ślicznych ust? - zwijam dłonie w pięści i sama mam ochotę pójść w ślady Dylana i tego drugiego. Bezczelny typek! - Nie obawiaj się, nasz ziomek świetnie sobie radzi.
- Naprawdę?! Chyba sobie żartujesz! - wyrzucam ręce w górę, a Dylan ląduje na podłodze. Ledwo się porusza i chociaż nie do końca mam świadomość tego, co robię, ruszam w jego stronię i klękam obok niego. Krew sączy się z jego nosa, ma podbite oko i minie dużo czasu, aż całkowicie się wygoi - Cholera, co ty wyprawiasz?! - krzyczę na niego, pomagam mu wstać, ale jest ciężki i nie współpracuje ze mną. Czuję za sobą tego drugiego, unoszę głowę i spotykam jego wrogie spojrzenie - Ani się waż go tknąć, jasne?! 

- Zejdź mi z drogi, laleczko! Jeszcze z nim nie skoczyłem! - wydziera się, szarpie mnie za włosy i rzuca na bok jak szmacianą lalkę. Okej, tego się nie spodziewałam, a przez moje plecy przebiega ból.
- Hej, przegiąłeś, stary! - do akcji wkracza Justin, Nolan i ku mojemu zaskoczeniu, Adam. Szybko ogarniają kolesia, który jest od nich o wiele większy i wyprowadzają na zewnątrz. Podnoszę się, na czworaka docieram do Dylana i oglądam jego twarz. Nie jest dobrze - Zmywamy się! - czuję szarpnięcie za ramię, staję na nogach i zdezorientowana patrzę na Justina, który pochyla się i pomaga Dylanowi. 


Do akademika docieramy w całkowitej ciszy. Dylan idzie o własnych siłach, jednak jego twarz pozostawia wiele do życzenia. Nie wiem, czy ktoś z góry wyciągnie z tego jakieś konsekwencje, ale lepiej dla niego, żeby tym wyskokiem nie narobił sobie niepotrzebnych problemów. Chłopcy i ich testosteron!
- Zaraz do ciebie przyjdę - kiwam do niego głową, marszczy czoło zaskoczony, ale ja już wchodzę do swojego pokoju, otwieram szafę i wyjmuję kosmetyczkę. Wracam do Dylana, siadam obok niego na łóżku i wyjmuję kilka waciaków i wodę utlenioną. Ma rozcięta skórę nad brwią i kiedy tylko przykładam do niej wacik, syczy i ucieka przed moim dotykiem - Och, daj spokój. To cię boli? Serio? A jak przed chwilą tamten typek okładał cię pięściami to nawet nie syknąłeś - przewracam oczami i ponownie zabieram się do roboty.
- Jeeeezu, bądź delikatniejsza, co? Nie masz pojęcia, jak ta rana kurewsko szczypie, Ivy! Litości, okej?
- Uwierz mi, jestem bardzo litościwa, Dylan. Zaciśnij zęby i znieś to jak facet, a nie jak mięczak.
- Wyszczekana - odwracam się, mrużę oczy i spoglądam na Justina, który stoi pod ścianą z założonymi na rękach piersiami i uśmiecha się chytrze. Tak, już mi to wcześniej powiedział - Swoją drogą, nie powinnaś wchodzić między dwóch walczących ogierów, kochanie. Travis usunie z niej każdego, nawet ciebie.
- Ktoś musiał, prawda? Wy dwaj jakoś nie kwapiliście się do pomocy przyjacielowi, co z was za faceci?!
- Hola, hola! Nie rozpędzaj się - do rozmowy włącza się Nolan, który siada obok na łóżku - Myślisz, że pozwolilibyśmy na to, aby Dylan ucierpiał bardziej? Ta walka to pikuś, są na porządku dziennym - och, dobrze wiedzieć! - Dylan sam umie sobie poradzić, zapewniam. Nic mu nie będzie, to twardziel.
- Może masz rację, jednak tutaj chodzi o sam fakt wstawienia się za przyjacielem. W życiu nie stałabym z boku, gdyby ktoś okładał pięściami moją przyjaciółkę, chociaż właściwie wcale nie umiem się bić.
- Zdziwiłbym się, gdybyś umiała - Justin nabija się ze mnie i ma świetny ubaw - Ty należysz do tych z szufladki "dziewica" - och! Czuję, jak moje policzki oblewają się rumieńcami - Nie imprezujesz, ledwo tknęłaś alkohol i nie dałaś się dotknąć podczas tańca. Typowe dziewicze zachowanie, biedroneczko.
- Gówno o mnie wiesz, Justin - syczę przez zęby, naklejam plaster na ranę Dylana, zabieram kosmetyczkę i zmierzam do drzwi. Zatrzymuje się tuż przy nich, przekręcam głowę i patrzę mu w oczy - I zapewniam, że nigdy niczego się nie dowiesz - po tych słowach opuszczam ich pokój i chowam się w swoim.


W sobotę budzą mnie promienie słoneczne, które wpadają przez okno i ogrzewają moje policzki. Unoszę ręce nad głowę, ziewam i spoglądam na łóżko obok, w którym smacznie śpi Alayna. Nie mam pojęcia, o której wróciła do pokoju ani gdzie się podziewała podczas bójki Dylana. Na pewno ją o to zapytam.
Zsuwam się z łóżka, owijam szlafrokiem i wygrzebuję świeże ciuchy. Czmycham przez korytarz, wchodzę do łazienki i zatrzymuję się w połowie kroku, kiedy staję twarzą twarz z Justinem. Natychmiast odwracam się i zaciskam oczy. Niech to szlag! Byłam pewna, że taka sytuacja będzie miała miejsce. No i proszę!
- Dzień dobry, biedroneczko - grucha wesoło i czuję go tuż za sobą. Mam gęsią skórkę od jego ciepłego oddechu, który odbija się od mojego ucha - Nie wstydź się, przecież nie jestem nagi, prawda?
- N-nie, ale masz na sobie tylko bokserki. Ubierz się, na Boga! - robię krok w przód, jednak on nie pozwala mi się dosunąć i układa dłonie na moich ramionach. Jestem spięta jak diabli, jego bliskość mnie onieśmiela, ale i przeraża. Natychmiast przypominam sobie ojca, jego ostry ton, dłonie, którymi sprawiał mi ból, twarze jego kolegów, którzy dotykali mojego ciała. Te wspomnienia wręcz mnie paraliżują!
- Spięłaś się - szepcze cicho, pociera moje ramiona, ale pogarsza sytuację. Od tak dawna nikt mnie nie dotykał, zapomniałam jakie to uczucie, a jego dotyk wręcz pali - Boisz się mnie, Ivy? - kręcę przecząco głową, chociaż muszę przyznać, że czuję się niepewnie. Nie wiem, co siedzi mu w głowie - Bardzo dobrze, nic ci nie zrobię. Jestem miłym gościem, mam nadzieję, że będę mógł ci to pokazać. Więc jak?
- O-okej - przełykam ślinę i modlę się, aby uwolnił mnie od swojego uścisku oraz zapachu, który wdziera się w moje nozdrza i rozchodzi ciepłem w całym ciele. Nigdy nie byłam z chłopakiem tak blisko, a przecież tylko stoi za mną i trzyma dłonie na moich ramionach! - Muszę się wykąpać, skończyłeś?
- Jasne, łazienka jest Twoja - odsuwa się, oddycham głęboko i mocniej przyciskam ubrania do piersi - Do zobaczenia później - staje przede mną, unosi moją głowę i posyła mi lekki, uroczy uśmiech. 


Biorę szybki prysznic, myję się w przyśpieszmy tempie i wskakuję w świeże ciuchy. Ledwo owijam włosy ręcznikiem już mnie nie ma. Nie chcę natknąć się na kolejnego chłopaka. Nie ukrywam, wspólna łazienka to fatalny pomysł. Mimo tego, iż jest kilka kabin z prysznicem, to nie zmienia faktu, że przez pewien czas musimy się tym dzielić. Nie wiem, kto wpadł na tak idiotyczny pomysł, ale oby to nie trwało zbyt długo.
- Cześć - Alayna posyła mi lekki uśmiech, kiedy tylko wchodzę do pokoju - Która jest godzina?
- Dochodzi jedenasta - rozwieszam ręcznik na ramie łóżka i rozczesuję włosy - Gdzie się wczoraj podziałaś?
- Och - wbija zęby w wargę i doskonale rozpoznaję to spojrzenie. Mieszkałam z mnóstwem dziewczyn, które miały swoich chłopaków. Wyglądały dokładnie tak samo! - Spędziłam trochę czasu z Harrym. Studiuje zarządzanie na drugim roku i od dawna mi się podoba. Myślę, że ja jemu też.
- Cieszę się - odkładam szczotkę, biorę laptopa na kolana i uruchamiam - Mam nadzieję, że go poznam?
- No jasne! Umówiłam się dzisiaj z nim na spacer i kawę. Ale może wieczorem wpadniemy tutaj na chwilę.
- Nie mogę się doczekać - poruszam brwiami, a Alayna chichocze jak zakochana nastolatka. Loguję się na swoje konto, jednak martwią mnie moje finanse. O ile uczelnia jest państwowa, za coś muszę żyć. Przez ostatni rok dzieliłam naukę i pracę w pobliskiej kawiarni. Odkładałam tyle, ile tylko mogłam, aby mieć jakikolwiek zapas gotówki na studiach. Mam świadomość, że muszę liczyć tylko na siebie i myślę, czy studia również dałoby się pogodzić z jakąkolwiek pracą - Hej, tak sobie myślę... - wzdycham ciężko, klikam na konto i prawie dostaję zawału - O kurwa - przykładam dłoń do ust, Alayna unosi brwi i patrzy na mnie zaskoczona. Nie mogę wydusić z siebie słowa, klikam na szczegóły przelewu i czytam krótki opis: "Te pieniądze są dla ciebie, Ivy. Należą ci się i proszę, abyś je przyjęła. Przepraszam za wszystko. Mama". Trzaskam klapą od laptopa, odkładam go na stolik i wychodzę z pokoju. Idę prosto przed siebie, zbiegam ze schodów i opuszczam budynek. Zatrzymuję się dopiero obok boiska do koszykówki, siadam na ławce i chowam twarz w dłoniach. Moje serce tłucze się w piersi, jestem zaskoczona, zdruzgotana i mam wrażenie, że moje wnętrzności zaciskają się w supeł. Boże! Tyle lat czekałam na jakikolwiek odzew z jej strony, jako mała dziewczynka modliłam się, aby pewnego dnia stanęła w drzwiach naszego domu i mocno przytuliła mnie do siebie. Chciałam poczuć jej matczyną miłość, wsparcie, bezpieczeństwo, którego nigdy nie zaznałam od ojca. Oczywiście to nigdy nie miało miejsca, a teraz dostaję od niej dwadzieścia tysięcy i krótką notatkę, w tym słowo "przepraszam". Za co tak właściwie przeprasza? Za to, że porzuciła mnie w szpitalu? Za to, że moje dzieciństwo było koszmarem, który ciągnie się za mną do teraz? A może za to, że poddała się i nawet o mnie nie walczyła? Porzuciła mnie, pozbyła się problemu i odeszła zostawiając z ojcem tyranem. Mam do niej ogromny żal, że rozegrała to tak, a nie inaczej. Chciałabym spojrzeć jej w twarz i zapytać: "dlaczego?". Dlaczego do cholery nie oddała mnie do domu dziecka, w którym spędziłam cztery lata? Dlaczego pozwoliła, aby ojciec przez długie, koszmarne dziesięć lat robił ze mną te straszne rzeczy, chociaż byłam tylko dzieckiem? Naprawdę sobie na to zasłużyłam? - Nie - szepczę do siebie, ocieram policzki i próbuję wziąć się w garść. Nie mogę pozwolić, aby strach, ataki paniki, z którymi walczyłam tyle lat nagle powróciły. Jestem inną osobą. Samodzielną, odważną, dzielną. Po tej małej, przerażonej dziewczynce nie pozostał nawet ślad, ale czy na pewno?


Biorę się w garść, oddycham kilka razy i podnoszę tyłek z ławki. Wolnym krokiem zmierzam do pokoju, jednak nie dane jest mi nawet wejść po schodach. Po drodze spotykam radosnego Nolana.
- Hej! - krzyczy wesoło i cmoka mnie w policzek - Ojej, co to za mina? Wyglądasz na smutną. Coś się stało?
- Nie, nic. Po prostu chyba mam dzisiaj gorszy dzień i w dodatku boli mnie głowa. Położę się.
- Mam lepszy pomysł. Pozwolisz się zabrać na pyszne śniadanie i mocną kawę? Podstawi cię na nogi.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł. Naprawdę łeb mi pęka - wzdycham ciężko, Nolan składa ręce jak do modlitwy i patrzy na mnie tymi pięknymi oczami. Mój humor nieco się poprawia, jednak jest zbyt słodki, abym odmówiła - No dobrze, niech ci będzie. Poczekasz? Muszę skoczyć na górę po portfel.
- Nie zawracaj sobie tym głowy. Nie pozwolę, abyś w mojej obecności za siebie płaciła. Uraziłabyś moje ego - chwyta mnie pod ramię, ciągnie w prawą stronę i po chwili opuszczamy teren uczelni.

Miejsce, do którego zabiera mnie Nolan jest urocze. Sama jego nazwa "Pasibrzuch" jest śmieszna. Siadamy pod oknem, zdaję się na Nolana, a po chwili przed nami ląduje pachnąc kawa z pianką oraz tosty z serem i szynką. Do tego miseczka owoców i sok pomarańczowy. Mój brzuch daje o sobie znać.
- Często tutaj przychodzę, więc jestem stałym klientem. Madeline jest właścicielką i traktuje mnie jak swojego syna, chociaż jest ode mnie starsza jakieś... sześć lat. To ona - wskazuje palcem na blondynkę, która stoi za barem i uśmiecha się do klienta - Więc! Kiedy cię spotkałem, byłaś smutna. Płakałaś?
- Nie, skąd - chrząkam i wiercę się na krzesełku. Nie chcę, aby Nolan uznał mnie za miękką, a tym bardziej nie chcę litości - Tak jak mówiłam, boli mnie głowa, nie wyspałam się i to tylko gorszy dzień.
- Nie znamy się praktycznie w ogóle, zaledwie dwa dni i rozumiem, że nie chcesz mi się zwierzać. Jednak proszę cię o jedno, Ivy, nie kłam - och! Patrzę mu w oczy, zaciskam usta i czuję się głupio. Przecież nie łatwo odgadnąć, że całkiem niedawno płakałam, bo moje powieki są podpuchnięte, a humor wręcz posępny - Każdy ma swoje tajemnice, to normalne, ale kłamstwa nie znoszę. Jeśli płakałaś, widocznie miałaś do tego powód, a ja przecież nie mam zamiaru cię oceniać. Najwyżej mogę cię pocieszyć, czy coś.
- Przepraszam, nie chciałam cię okłamać. Masz rację, płakałam, kiedy się dzisiaj spotkaliśmy. Dowiedziałam się pewnej przykrej rzeczy i musiałam wyładować emocje, które rozsadzały mnie od środka.
- I to mi wystarczy. Łzy oczyszczają organizm, więc mam nadzieję, że to ci pomogło i czujesz się lepiej.
- Na razie tak, ale pewnie niebawem to znowu do mnie wróci. To nie jest coś na chwilę, niestety!
- Wierzę w ciebie i w to, że sobie z tym poradzisz. Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć, Ivy.
- Dzięki, Nolan - uśmiecham się i wgryzam w tost - O rany, ale pyszne! - popijam sokiem i delektuję się pysznym śniadaniem w towarzystwie fajnego, uroczego chłopaka, który rozładowuje atmosferę.


Do akademika wracamy kilka minut po czternastej. Nie ukrywam, zasiedzieliśmy się, a nasze buzie się nie zamykały. Nolan to naprawdę świetny chłopak i chciałabym, abyśmy się zaprzyjaźnili. Nie liczę na nic więcej, bo taki chłopak raczej woli piękne dziewczyny, jednak zadowolę się przyjacielską relacją. Zresztą! Ja nawet nie jestem gotowa na nic więcej i nie wyobrażam sobie, żebym w najbliższym czasie była. Kiedy dziewczyny z bidula zakochiwały się jedna po drugiej, ja stałam z boku i nie dopuszczałam do siebie żadnego chłopaka, a pojawiło się ich kilku. Pamiętam Andrew, którego poznałam przez Rosalie. Byliśmy wtedy dzieciakami i absolutnie nie w głowie było mi randkowanie, a już na pewno związek. Rosalie namawiała mnie, abym dała Andrew szansę, wciąż mówiła, że mu się podobam. Nie mogłam przełamać się, aby nawet pobyć z nim sam na sam, a ona mówiła o związku, całowaniu i innych rzeczach? Nie zgodziłam się, uciekłam i poprosiłam, aby mnie nie odwiedzał. Nie posłuchał, ale nie przychodził już do mnie, a do Rosalie. Miałam wtedy piętnaście lat i sprawa z ojcem była bardzo świeża. W dodatku nie łatwo było mi się przystosować do nowych warunków w bidulu, przebywaniu w tak licznej grupie, uczęszczania na zajęcia i terapię. I chociaż na początku trochę się buntowałam, ów terapia bardzo mi pomogła.
Kiedy idziemy długim korytarzem, nagle przypominam sobie o Dylanie. Nolan nie wspomniał o nim słowem.
- Właściwie jak czuje się twój przyjaciel? Mam nadzieję, że jego oko wygląda trochę lepiej niż wczoraj?
- Nie powiedziałbym. Chcesz zobaczyć? - przytakuję głową, wchodzimy do jego pokoju, a w oczy rzuca mi się Dylan, który siedzi na łóżku i trzyma w dłoniach pada od konsoli - Przyprowadziłem ci gościa.
- Och, Ivy! Jak miło cię widzieć - uśmiecha się, ale od razu krzywi - To miło, że mnie odwiedziłaś. Co tam?
- To ja się pytam, co tam? Muszę przyznać, że wyglądasz zdecydowanie gorzej niż wczoraj!
- Ależ Ty jesteś urocza, wiesz? Komplement z twoich słodkich ust to wręcz złoto i diamenty! Dziękuję!
- Nie żartuj sobie - burczę pod nosem, siadam obok i biorę jego brodę w palce. Obracam głowę raz w prawo, raz w lewo i wzdycham - Nie jest dobrze. Powinieneś obłożyć to lodem, masz śliwę na pół twarzy!
- Wyluzuj, mała. To nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz. Za kilka dni nie będzie po tym nawet śladu.
- Wiem o tym, ale w poniedziałek są zajęcia, tak? Masz dwa dni na dojście do siebie. Nie uda ci się.
- Co racja to racja, pewnie profesor od razu zrobi mi burdę. Tak czy siak nic z tym nie zrobię.
- Jeśli narobisz sobie przez to kłopotów, to może nauczysz się, żeby nie wchodzić w drogę temu typkowi.
- Mówisz o mnie, kwiatuszku? - gwałtownie zrywam się na nogi i odwracam za siebie. W drzwiach stoi chłopak, który wczoraj bez ceregieli chwycił mnie za włosy i odrzucił na bok, jakbym była przeszkodzą w drodze do Dylana. Wygląda na wkurzonego i patrzy wprost na mnie. 
 






*************************************
Hi! :)
Baaaardzo się cieszę, że nowe opowiadanie wam się spodobało :)
To dopiero początek. Im dalej, tym będzie ciekawiej :]

Ps. 
Gdyby ktoś wolał czytać na Wattpadzie, zapraszam - KLIK







środa, 13 grudnia 2017

Rozdział trzeci

Z grzeczności ściskam dłoń Justina, którą delikatnie potrząsa i głaszcze kciukiem jej wierzch. Jestem skrępowana sytuacją, panuje cisza, a atmosfera gęstnieje. To Alayna wysyła negatywne fluidy.
- My się już znamy, prawda? - pewny głos Justina jeszcze bardziej drażni brunetkę, czuję to aż nadto, kiedy mocniej ściska moją drugą dłoń - Nasze spotkane nie wypadło zbyt dobrze, złociutka. Jaka szkoda.
- Nie nazywaj mnie tak! Jesteś dupkiem, chamem i nie chcę widzieć Cię nawet w pobliżu mojej osoby!
- Nie ma sprawy, nie jesteś w moim typie - mruga okiem, Alayna płonie ze złości i po prostu odchodzi.
- Nie przejmuj się nią, od samego początku wydawała się być jakaś nerwowa. Chyba się nie polubimy.
- Dziwisz jej się? Wywinąłeś jej niezły numer - zabieram dłoń i zakładam je na piersi - Przeprosiłeś?
- Po pierwsze; zasłużyła sobie, ponieważ to ona zaczęła. Wpadła na mnie, pijana, rozczochrana i zarzygała mi buty! - orzesz! Tego nie wiedziałam! - Cóż, ona nie przeprosiła, więc ja też nie zamierzam. Po drugie; musi wiedzieć, gdzie jest jej miejsce. Lepiej niech o tym nie zapomina, bo zrobi się nieprzyjemnie.
- Och, daj spokój! Mamy dwudziesty pierwszy wiek, nie możesz ustawiać ludzi po kątach, Justin!
- Mmm, podoba mi się jak moje imię brzmi w twoich ustach - co?! Spoglądam na Nolana, który przeciera twarz rękami i na Dylana, który uśmiecha się chytrze - Wracając do tematu, owszem, mogę ustawiać ludzi po kątach i ty również powinnaś wiedzieć, gdzie jest twoje miejsce. Nie radzę wchodzić mi w drogę, biedroneczko - przykładam dłoń do ust, aby nie wybuchnąć niekontrolowanym śmiechem.
- Biedroneczko? Mówisz poważnie? Czyżbym miała piegi, które przypominają Ci urocze, białe kropeczki?
- Taka zabawna i wyszczekana - drapie się po brodzie i intensywnie nad czymś rozmyśla - Już cię lubię.
- Na moją sympatię trzeba zapracować - teraz to ja mrugam okiem, odwracam się i zostawiam ich w tyle.

Następnego dnia budzi mnie pobudka w telefonie. Ziewam przeciągle, mrugam kilka razy i siadam. Zerkam na Alaynę, która wciąż śpi i przypominam sobie mój powrót do pokoju. Nie chciała rozmawiać, zwinęła się pod kołdrą i nie odezwała ani słowem. Martwi mnie jej zachowanie i liczę na to, że ten chłopak będzie trzymał się od niej z daleka. Tylko oczami wyobraźni widzę, jak paskudnie musiał ją potraktować na tej imprezie. Zarzygane buty to jeszcze nie koniec świata, prawda? Chociaż może dla niego to i koniec?
Podnoszę się z łóżka. Zakładam szlafrok i człapię do łazienki. Robię siku, biorę szybki prysznic i doprowadzam moją twarz oraz włosy do porządku. Wkładam na tyłek białe jeansy, szarą bluzeczkę z związaniem z przodu i jestem gotowa. Pozostaje mi tylko obudzić współlokatorkę i wyciągnąć ją z łóżka.

Kiedy idziemy w stronę sali, na której ma odbyć się spotkanie, humor Alayny wydaje się być dobry. Przeprosiła mnie za swoje wczorajsze fochy i dodała, że spotkanie z tym "chamem" wyprowadziło ją z równowagi. Zapewniłam, że absolutnie się na nią nie gniewam i rozumiem jej wzburzenie. Była zaskoczona, jednak to oczywiste, że stanę po jej stronie. Być może Justin przesadnie zareagował, a już na pewno nie powinien urządzać sceny przed wszystkimi uczestnikami imprezy. Ośmieszył ją, a Alayna twierdzi, że zrobił to specjalnie. Jeszcze wczoraj może i bym się nad tym zastanowiła, ale po poznaniu Justina nie mam wątpliwości, jaki to typ człowieka. Naprawdę myśli, że może rządzić innymi uczniami? To niemożliwe! Kiedy mówię o tym Alaynie, wyjaśnia sytuację, a moja mina natychmiast rzednie.
- Uwierz mi, ten gnojek ma tutaj większe prawa niż pozostali. Dyrektorem jest jego wujek - och! Takiej bomby się nie spodziewałam - Tsa! Miałam dokładnie taką samą minę. To nie jest dobra wiadomość i boję się, że po naszym incydencie może mi zaszkodzić. Wiesz, słówko u wujka i mogę pożegnać się z uczelnią.
- Nie! Nawet tak nie mów! Może i to jego wujek, ale ma swój rozum i z pewnością nie posłucha nastolatka, któremu ktoś obrzygał buty i będzie domagał się wywalenia! To żaden powód, Alayna. Uwierz mi.
- Mówią, że porządny z niego człowiek, ale nigdy nic nie wiadoma. Dlatego chcę unikać Justina jak ognia.
- To ma sens i mam zamiar pójść w twoje ślady. Nie chcę przez niego wylecieć z uczelni, to byłby koniec!
- Witaj w klubie! Harujesz, żeby się tutaj dostać, a jeden smarkaty dupek wszystko niszczy. Bosko!
- Jezu, a ja wczoraj trochę się rozpędziłam. Nic wielkiego, ale stwierdził, że jestem wyszczekana. Upsik!
- Tak, uspik! - chichoczemy wesoło i dochodzimy pod budynek - Nie wchodźmy mu w drogę, a przeżyjemy.
- Ivy!! - słyszę swoje imię i odwracam się za siebie. Zaskakuje mnie widok biegnącego w naszą stronę Nolana. Zatrzymuje się przede mną i próbuje uspokoić przyśpieszony oddech - Cieszę się, że złapałem cię przed zajęciami. Chciałem zaprosić cię na kawę - och! Czuję na sobie spojrzenie Alayny, ale nawet nie mam odwagi na nią zerknąć - To spotkanie nie potrwa długo i będzie koszmarnie nudne, zapewniam! - uśmiecha się uroczo i niepewnie spogląda na Alaynę - Więc, jak będzie? To tylko kawa, spokojnie.
- W porządku - kapituluję, ale mam w tym cel. Muszę wybadać, czy Nolan jest taki, jak Justin. Nie ukrywam, jest przystojny i może to mój typ? Besztam samą siebie, ja nie mam swojego typu! - O której?
- Będę tutaj na ciebie czekał. Zapewne spotkanie nie potrwa więcej niż trzydzieści minut. Może tak być?
- Mhm. Do zobaczenia - salutuje, idzie tyłem i nie spuszcza ze mnie wzroku. Muszę się odwrócić, aby wreszcie zerwać ten kontakt i uspokoić nieco podskakujące w piersi serce. Och, co to ma być?!
- Bądź ostrożna - tylko tyle słyszę z ust Alayny. Wchodzimy do środka i zajmujemy miejsca.

Nolan miał rację, spotkanie organizacyjne okazuje się być koszmarnie nudne i ciągnie się w nieskończoność. Co chwilę spoglądam na zegarek i kiedy mam nadzieję, że minęło nieco więcej czasu okazuje się, że to zaledwie kilka minut. Wzdycham ciężko, wiercę się na krzesełku, a brunetka karci mnie spojrzeniem i kręci głową. Tak, wiem. Nigdy nie twierdziłam, że jestem cierpliwą osobą.
- No dobrze, moi drodzy. To wszystko na teraz, widzimy się w poniedziałek na waszych pierwszych zajęciach w tym roku. Punktualność obowiązkowa! Witamy na naszej uczelni! - profesor krzyczy wesoło, wszyscy gwiżdżą i klaskają. Uśmiecham się, bo wykładowca jest bardzo miły i przystojny. Cholera! Dlaczego są tutaj tacy faceci?! - Ivy Jones? - och! Wystawiam dłoń do góry, przystojniak kiwa palcem i kiedy wszyscy opuszczają salę, podchodzę do jego biurka - Więc? Nasza jedyna dziewczyna na informatyce?
- Tak, czym jestem bardzo zaskoczona. To dość popularny kierunek, a ja będę sama. Co teraz?
- Nic, moja droga. Będziesz studiować razem z chłopcami na pierwszym roku. Czasami będziecie mieli wspólne zajęcia z grupami drugiego roku, jako, że sala informatyczna jest ogromna i mieszczą się w niej cztery grupy. Tutaj masz rozkład zajęć. Pierwsze są w poniedziałek o dziewiątej, w sali numer jedenaście. 
- Dziękuję - uśmiecham się, odbieram kartkę i opuszczam salę. W korytarzu czeka na mnie Alayna.
- I co?! - wyrywa mi kartkę i taksuje ją wzrokiem - No pięknie! Pierwsze zajęcia z trójcą świętą!
- Przestań ich tak nazywać, to strasznie prostacka nazwa - biorę kartkę, chowam ją do torebki i opuszczamy budynek - Poza tym musisz odrobinę wyluzować, dobrze? Ja naprawdę nie chcę umawiać się z żadnym z nich, nie interesują mnie. Ewentualnie mogę się z nimi zakolegować. Zaufasz mi?
- Może i tobie zaufam, ale im nie. Muszę sprostować; oni się nie umawiają, oni pieprzą i zapominają. 
- Rozumiem i stoję przy swoim; wciąż nie jestem zainteresowana. Nie bawi mnie przelotna przygoda.
- Całe szczęście! Przynajmniej oszczędzisz sobie cierpienia i wstydu, a oni jak robią wstyd, to na całego.
- Domyślam się, a ja nie mam zamiaru tego doświadczyć. Wolę trzymać się od chłopaków z daleka - Alayna marszczy brwi i patrzy na mnie dziwnie - No wiesz, po tym, jak ostatni dupek mnie zdradził.
- Hej - naszą rozmowę przerywa Nolan. Stoi oparty o ścianę, uważnie mi się przygląda i co dziwne, ja również przyglądam się jemu. Ma na sobie granatową koszulkę polo, ciemne jeansy i białe adidasy. Wygląda jak milion dolców i chociaż wcale tego nie chcę, podoba mi się jak cholera! Odkąd pamiętam, odgraniczyłam kontakty z chłopcami do minimum, jednak przeszłość była we mnie zakorzeniona zbyt głęboko. Może czas odrobinę wyluzować? Pytanie, czy naprawdę potrafię to zrobić? - Gotowa na kawę? - uśmiecham się niepewnie, cmokam Alaynę w policzek i przekazuję jej spojrzeniem, że świetnie sobie poradzę. Niechętnie puszcza mnie razem z Nolanem, chociaż rozumiem jej obawy - Kawiarnia jest tuż za rogiem - układa dłoń na dole moich pleców i przeprowadza przez jezdnię - Jak minęło spotkanie?
- Miałeś rację, było nudno, ale dowiedziałam się co i jak. Pierwsze zajęcia w poniedziałek o dziewiątej.
- Wiesz, że czasami będziemy mieć razem zajęcia? - unosi brew, a ja przytakuję głową. Skąd to wie, skoro ja dowiedziałam się zaledwie chwilę temu? - To może być całkiem ciekawe. Jesteś jedyna.
- Co w tym ciekawego? Chcę skupić się na wykładach i po prostu dowiedzieć się jak najwięcej.
- Poważnie?! Jesteś dziwna! Trzeba się bawić, Ivy! Nauka to nie wszystko, jesteśmy młodzi - posyła mi zadziorny uśmieszek, a ja kręcę głową. Widać, że mamy zupełnie inne podejście do życia - Proszę - otwiera przede mną drzwi kawiarni, wchodzimy do środka i siadamy pod oknem. Składamy zamówienie na dwie kawy i muffinki jagodowe - Podoba mi się twój kolor włosów, pasuje do Ciebie. Są wręcz białe!
- To blond, Nolan - zawstydzam się, jednak nie przywykłam do komplementów. Nikt mi ich nigdy nie prawi.
- Skoro Twój kolor włosów jest wyjątkowy, Ty zapewne też. Dlatego chcę cię lepiej poznać - och! Patrzę mu w oczy, które wręcz wwiercają się w moje - Nie znoszę nudnych dziewczyn, które wciąż nawijają tylko o ciuchach, psiapsiółkach i kosmetykach. Serio, można dostać kurwicy! Lubisz takie tematy, Ivy?
- Nie! W życiu! M
usisz poszukać takiej, która cię nie zanudzi. Może jeszcze na taką nie trafiłeś?
A może właśnie trafiłem? - wzrusza ramionami i posyła mi ten piękny, szeroki uśmiech. Zawstydzam się, chcę schylić głowę, ale nic z tego! Jego oczy mnie przyciągają - Przyjdziesz wieczorem na imprezę? 
- Na imprezę? Nie wiem, raczej za nimi nie przepadam - naszą rozmowę przerywa kelnerka, która stawia przed nami kubki z kawą oraz muffinki. O tak! Porządna dawka kofeiny - Ty zapewne idziesz?
- Oczywiście! Wypada przyjść, skoro jestem jednym z organizatorów, prawda? Naprawdę byłoby mi bardzo miło, gdybyś zdecydowała się przyjść. Będzie fajnie. Obiecuję, że tego nie pożałujesz. Więc jak?

- Okej, niech ci będzie, ale nie przyzwyczajaj się - kapituluję, a spojrzenie Nolan'a się zmienia. Wygląda tak, jakby szczerze się cieszył - Gdzie dokładnie jest ta impreza i jak powinnam się ubrać?
- W budynku obok, zaraz koło akademików. Co do ubioru, masz wolną rękę. Załóż to, na co masz ochotę.
- To chciałam usłyszeć, a teraz mam ochotę na moją muffinkę. Nic nie jadłam i umieram z głodu!
- Wcinaj! Jest przepyszna, nie jadłaś lepszej - wgryzam się w miękkie ciasto i mruczę. Nolan ma rację.


Wieczorem szykujemy się z Alayną na imprezę. Jestem trochę spięta, bo z pewnością będzie mnóstwo ludzi których nie znam. Mimo to chcę się odrobinę odstresować, a ostatnie dni wcale nie były łatwe. Nowe miejsce, znajomości, całkowita zmiana otoczenia, ale również tęsknota za Marie, Adrianą i Gwen, która kilka dni temu wyjechała do Europy. Była dla mnie jak matka i jej nieobecność nieco mnie przeraża. Od czternastego roku jestem sama i muszę dać sobie z tym radę. Jestem dorosła, najwyższy czas. 
- Ta czy ta? Obie są boskie! - Amy przykłada do siebie dwie sukienki - Nie mogę się zdecydować. Ratuj!
- Ta czarna jest o wiele ładniejsza. Jest krótka, obcisła i będzie idealnie na tobie wyglądać. 
- Masz rację. Ta czerwona jest zdecydowanie zbyt wyuzdana i kusa - rzuca ją na łóżko i rozbiera się przy mnie. Nie ukrywam, jest bardzo śmiała - Jak poszła randka z Nolanem? Bajerował Cię? 
- Zwariowałaś? - prycham rozbawiona i nakręcam pasmo włosów na lokówkę - Było bardzo miło, porozmawialiśmy, wypiliśmy kawę i rozeszliśmy się. To nawet nie była randka. Ponosi cię wyobraźnia.

- Czyżby? Nie wydaje mi się. Widzę, jak on na ciebie patrzy. Chcesz czy nie, wpadłaś mu w oko.
- Serio? Dość szybko to wywnioskowałaś. Przecież znam go zaledwie od wczoraj, nie nakręcaj się tak.
- Znam się na chłopakach - dumnie unosi brodę i poprawia sukienkę - Nolan ma na ciebie chętkę, uważaj.
- Jesteś niemożliwa! - śmieję się z niej i kręcę głową - Nie szukam związku, a już na pewno nie tutaj.
- Wyluzuj się, Ivy. Jesteś przecież młoda i masz prawo się bawić, tak? Szalej, ale uważaj na siebie.
- Tak jest, mamo! - salutuję, wyłączam lokówkę i roztrzepuję włosy - I jak podoba ci się moja fryzura?
- Boska! Zwalisz wszystkich z nóg! Twój kolor włosów już robi wrażenie, a te loki są wręcz zachwycające!

- Nie przesadzaj, to tylko loki - mrugam okiem, podchodzę do łóżka i oglądam ubrania, które wybrałam na dzisiejszą imprezę - Myślisz, że są okej? Wiesz, nie chcę wyglądać jak te wszystkie łatwe laski.
- Uwierz mi, twoje ciuchy są w porządku. Te łatwe laski mają na sobie zdecydowanie mniej.
- Okej, nic więcej nie chcę wiedzieć - chichoczemy jak dzieci, przebieram się i czekam na godzinę zero.


Przed dwudziestą opuszczamy akademik i idziemy do budynku obok. Dotarcie tam zajmuje nam zaledwie kilka minut, a kiedy wchodzimy do środka uchylam usta. Wszędzie jest mnóstwo ludzi, którzy wesoło ze sobą rozmawiają. Muzyka gra dość głośno, po lewej stronie jest bar i mnóstwo czerwonych kubeczków. Rozglądam się z zaciekawieniem, jednak pomieszczenie wygląda na zwykły, ogromnych rozmiarów pokój. 
- Ivy! - przekręcam głowę i dostrzegam Nolan'a, który do mnie podchodzi. Ponownie całuje mnie w policzek i kiwa głową do Alayny - Chciałem po ciebie przyjść, ale zrobiło się zamieszanie i musiałem zostać.

- Spokojnie, moja kochana współlokatorka dotrzymała mi towarzystwa i pokazała to miejsce.
- Świetnie - mruga do niej, Alayna przewraca oczami i kieruje się w stronę baru - Chyba mnie nie lubi.
- To nie tak, ona po prostu nie przepada za jednym z twoich kolegów. Ośmieszył ją i ma mu to za złe.
- Tak, Justina nieco poniosło - wzdycha ciężko, obejmuje mnie w talii i prowadzi gdzieś w bok - Muszę powiedzieć, że wyglądasz obłędnie - uważnie mi się przygląda, czym cholernie mnie zawstydza.
- Dziękuję, to nic wielkiego. Zwykłe jeansy i crop top - spoglądam na niego i chociaż mam na stopach botki na obcasach, i tak jest sporo wyższy ode mnie - Nie to co ona, prawda? - kiwam głową na blond laskę.- Poważnie? - oburza się i podaje mi czerwony kubeczek z piwem - Myślisz, że dla faceta to takie super, kiedy dziewczyna ma na sobie minimalną ilość ubrań? Uwierz mi, nie. Nie pozostawia wiele wyobraźni.
- Ivy! - naszą rozmowę przerywa wesoły głos Dylana, który nagle wyrasta przed nami. Odpycha Nolana i mocno się do mnie przytula. Och! - Ależ z ciebie laska, dziewczyno! - odchyla się, trzyma dłonie na moich ramionach i bezczelnie ogląda mnie z góry na dół - Nie sądziłem, że masz tak niesamowite nogi. No, no!
- Hej, piękna - obok mnie pojawia się Justin i teraz on odpycha Dylana. Całuje mnie w policzek i przez chwilę przytrzymuje usta w miejscu. Spinam się, bo nie jestem przyzwyczajona, aby całowali mnie ledwo poznani chłopcy - Liczę na to, że jesteś w pełni gotowa, aby się dzisiaj dobrze zabawić? Pójść na całość.
- Nie wiem, co masz na myśli - odsuwam się od niego i poprawiam bluzkę - Nie mam zamiaru się schlać.

- Daj spokój! Zabaw się, rozluźnij przed rozpoczęciem pierwszego roku. Chodź, napijemy się czegoś mocnego - nim mam szansę zaprotestować, ciągnie mnie za rękę i podchodzimy do baru. Nalewa dwa kieliszki wódki, podaje mi i stukamy się szkłem - Do dna, mała! - krzyczy wesoło, ale widocznie dla niego impreza zaczęła się już dużo wcześniej - Brawo, jestem dumny! - pstryka palcem w mój nos i nalewa kolejną rundę - Na drugą nogę! - przewracam oczami i wypijam pierwsza. Pali w gardło, ale nawet się nie krzywię. Wiele razy piłam z dziewczynami z bidula i chociaż nikt nas na tym nigdy nie przyłapał, nie raz przekraczałyśmy granicę własnych możliwości. Szkoda, że wlanie w siebie alkoholu nie rozwiązuje problemów, a zapomnienie trwa zaledwie krótką chwilę - Cholera! Twarda z ciebie sztuka!
- Nie podniecaj się - prycham pod nosem i odwracam się. Natychmiast czuję jego dłoń na biodrze.
- Dokąd uciekasz, hmm? - mówi wprost do mojego ucha i czuję na skórze jego ciepły oddech - Zatańcz ze mną - ciągnie mnie w stronę parkietu, na którym wywija kilka par. Odwraca mnie w swoją stronę, układa dłonie na mojej talii i dociska do siebie. Mój oddech przyśpiesza, gapię się w jego tatuaż na obojczyku i unikam kontaktu wzrokowego. Staram się odgonić wszelkie obawy, tą bliskość, do której nie jestem przyzwyczajona i odrobinę rozluźnić. Dlaczego to nie może być prostsze?! - Nie obawiaj się, nie zrobię ci krzywdy - unosi moją głowę, a nasze oczy się spotykają. Patrzę w nie i muszę przyznać, że są tak samo piękne jak oczy Nolana. Jednak oczy Justina są w pięknym odcieniu mlecznej czekolady, z ciemną otoczką wokół źrenic. Przysięgam, że mogłabym zakochać się w jego oczach!


Impreza rozkręca się na całego. Ludzie są już nieźle wstawieni, tańczą, skaczą, krzyczą i dostrzegam kilka par, które prawie uprawiają seks po kątach. Przewracam oczami, upijam łyk piwa i wyłapuję Alaynę, która kołysze się do wolnej piosenki, a chłopak stojący za nią sunie palcami po jej brzuchu. Kiedy kieruje się na piersi, brunetka natychmiast strzepuje jego dłonie. Uśmiecham się na ten widok i chociaż nie znam jej długo, mam wrażenie, że twarda z niej sztuka. Cieszę się, że trafiłam właśnie na nią, we dwie jakoś sobie poradzimy z tą zgrają chłopaków. Przynajmniej taką mam nadzieję! 

Wychodzę na taras, aby odetchnąć świeżym powietrzem. Zaciągam się kilka razy, owijam ramionami i podziwiam ładny ogród. Po prawej stronie jest wielka trampolina i urocza, drewniana huśtawka.
- Hej - odwracam się za siebie i mierzę spojrzeniem chłopaka. Wkłada ręce do kieszeni jeansów, uśmiecha się i co dziwne, wygląda na trzeźwego! - Jestem Adam - wystawia dłoń, ściskam ją niepewnie i potrząsam.
- Ivy, miło Cię poznać - chrząkam i zakładam ręce na piersiach - Więc? Nie bawisz się jak inni?
- Chwilowo mam dość tej przeklętej głośnej muzyki, moje uszy muszą odsapnąć. A ty? Stoisz tu sama.
- Nie jestem typem imprezowiczki, poza tym faktycznie strasznie tam głośno i wyszłam na chwilę.
- Tak, większość jest już nieźle zalana. Dochodzi trzecia rano i niebawem padną jak muchy!
- To pewne! Niestety jak się wlewa w siebie alkohol jak w studnię, później trzeba trochę pocierpieć.
- Racja, ale dość o tym! Nie widziałem cię wcześniej, więc wnioskuję, że jesteś tutaj nowa. Tak?
- Mhm, przyjechałam wczoraj. W poniedziałek zaczynam swój pierwszy rok w tym miejscu. A ty?
- Ja drugi. Jestem na informatyce, z Dylanem, Justinem i Nolanem. Chyba już ich poznałaś.
- Tak, poznałam. Tak się składa, że będziemy się spotykać - Adam marszczy brwi, a po chwili uśmiecha.
- Ach, tak! Sala informatyczna jest połączona i będziemy mieć niektóre zajęcia razem. To świetnie!
- Nigdy nie spodziewałabym się, że będę jedyną dziewczyną na tym kierunku - chichoczę, Adam dołącza do nas, ale nagle robi się zamieszanie. Dobiegają do nas podniesione głosy, ktoś siarczyście przeklina, a po chwili muzyka cichnie - Coś się tam dzieje - mijam Adama, wchodzę do domu i przykładam dłoń do ust. Na środku stoi Dylan, naprzeciwko niego jakiś wyższy chłopak i wrogo mierzą się spojrzeniami. Nim mam szansę mrugnąć, dopadają do siebie i okładają pięściami. Idealna pierwsza impreza!







******************************
Hello! :)
Jeśli jesteście chętnie, dodam kolejny rozdział w sobotę :)

Buziam!
Kasia





niedziela, 3 grudnia 2017

Rozdział drugi

Autobus, który przywozi mnie pod uczelnię prosto z lotniska, właśnie parkuje przed ogromnym, białym budynkiem. Przyklejam nos do szyby, uchylam usta i podziwiam ten piękny widok. Coś takiego widywałam jedynie w telewizji, o ile ojciec w ogóle pozwalał mi cokolwiek obejrzeć, a robił to od święta. Teraz miałam to przed oczami i nie ukrywam, cholernie mi się podobało. Całość robiła wrażenie!
- Jesteśmy. Powodzenia, dzieciaki! - kierowca uśmiecha się do nas i wreszcie otwiera drzwi autobusu.
Wszyscy przepychają się, aby wyjść jak najszybciej. Ja jestem na samym końcu i cierpliwie czekam na swoją kolej. Mam tylko jedną, sporą walizkę, więc w porównaniu z innymi wypadam nieco blado. Mimo to nie pozwalam, aby ten mały szczegół zepsuł moje samopoczucie i kiedy wreszcie docieram do schodów, oddycham pełną piersią. Uśmiecham się, robię pierwszy krok i... potykam się o własne nogi. Najpierw schodek po schodku turla się moja granatowa walizka, później moja torebka, i na samym końcu ja. Kiedy tylko moje kolano uderza o twardy beton, syczę z bólu. Podnoszę się na rękach, spoglądam w dół i przewracam oczami. Kolano jest trochę obdarte, a skóra zdarta. Piękny początek, nie ma co!
- Niezłe wejście - przekręcam głowę i widzę przed sobą nogi, odziane w ciemne jeansy i białe adidasy marki Nike - Pomogę ci - chłopak pochyla się, podaje mi dłonie i stawia na nogach. Kiedy wreszcie na niego spoglądam, dostrzegam, jak piękny kolor mają jego oczy. Nie jestem pewna, czy to brąz pomieszany z błękitem, czy jednak z zielenią, ale są przepiękne! - Jestem Nolan, miło mi - wystawia dłoń i ściska moją.
- Jestem Ivy, i również miło mi cię poznać. Ogromne dzięki za pomoc, potknęłam się na schodkach.
- Nie ma sprawy, cała przyjemność po mojej stronie. Zgaduję, że jesteś pierwszakiem. Mam rację?
- Tak. Jadę prosto z lotniska i patrząc na to miejsce wiem już, że się zgubię. Gdzie jest akademik?
- Tak się składa, że akurat nie mam co robić i chętnie cię oprowadzę. Zainteresowana? - energicznie przytakuję głową, a mój uśmiech jest ogromny - Super! Więc idziemy - podaje moją torebkę, sam ciągnie za sobą moją walizkę i idziemy wzdłuż pięknych alejek - To główny budek - wskazuje palcem na prawo - Odbywają się tutaj wszystkie zajęcia. Po prawo jest sala gimnastyczna, a informatyczna jest zaraz obok. Właśnie za tym budynkiem jest nasza miejscówka, właściwie który masz numer pokoju?
- Momencik - sięgam do torebki, wyjmuję notatnik i przewracam kilka kartek - Mam! Czterdzieści cztery.
- Ha! Ależ masz szczęście dziewczyno! - Nolan posyła mi zawadiacki uśmieszek, jednak nie bardzo rozumiem, co ma na myśli - To trzecie piętro, tak zwane VIPowskie - co takiego? Śmieję się, bo brzmi tandetnie - Są cztery piętra, tak? Dwa dla chłopaków, dwa dla dziewczyn. Akurat większość jest remontowana, dlatego niektórzy zostali przeniesieni w inne skrzydło, a inni połączeni. Tak więc trzecie piętro łączy chłopców i dziewczyny - o nie, on chyba nie mówi poważnie! Przystaję w miejscu i gapię się na niego - Musisz to przełknąć, maleńka - mruga okiem, chwyta mnie za ramię i prowadzi dalej - Remont ruszył już w zeszłym roku, jednak dyrektor chyba miał jakieś kłopoty, bo wciąż się przedłuża. Zapewnił, że w połowie semestru powinno być po wszystkim, ale ja mu tam wcale nie wierzę - wzrusza ramionami i lekko skręcamy w prawo. Ukazuje nam się czteropiętrowy budynek, który również jest biały, a przed nim jest kilka ławek i małe boisko do koszykówki - Oto twoje nowe lokum, witamy na podkładzie - klepie mnie po plecach, wchodzimy do środka i pokonujemy schody. Przechodzimy na koniec korytarza i zatrzymujemy się przed pokojem - Twoja miejscówka, zaraz obok mojej - wskazuje na drzwi, które dzielą od mojego pokoju zaledwie trzy inne pokoje. Bosko! - Rozpakuj się, odpocznij, a potem mogę cię oprowadzić. 
- Świetnie. Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Na pewno skorzystam z wycieczki, aby się lepiej rozejrzeć.
- Nie ma sprawy, więc do potem - mruga okiem, wkłada dłonie w kieszenie jeansów i zostawia mnie samą. 
Szperam w torebce, wyciągam klucz i otwieram drzwi. Widok pokoju nieco mnie zaskakuje, ponieważ spodziewałam się podobnego miejsca jak w domu dziecka. Maleńkiego pokoiku, który dzieliłam z Marie. Jestem mile zaskoczona, bo pokój jest co najmniej z cztery razy większy, przestronny i przytulny. Po prawej stronie jest łóżko, które jest już zajęte, więc pozostaje mi to po lewej stronie. Odkładam torebkę, walizkę i siadam. Jest wygodne, mięciutkie i z uśmiechem na ustach przytulam do siebie poduszkę obleczoną w białą poszewkę z falbankami po bokach. Wciąż nie wierzę, że to dzieje się naprawdę!

Dwadzieścia minut później mój skromny zapas ciuchów jest poskładany w szafie. Na samoprzylepnej taśmie wieszam kilka ramek ze zdjęciami, które przedstawiają mnie, Marie i kilka koleżanek z ośrodka, w którym mieszkałam przez ostatni rok. Robi mi się cieplej na sercu, bo te dziewczyny były mi bardzo bliskie. Dostałam od nich kilka prezentów, w tym urocze kule, które wieszam na ramie łóżka i rozkładam szary, puchaty koc. Mój mały kącik nabiera jakiegoś wyrazu i zaczynam czuć się tutaj dobrze. 
- Och, cześć! - podnoszę głowę i wpatruję się w drobną dziewczynę, która stoi przy drzwiach i obdarza mnie ogromnym uśmiechem. Ma brązowe, duże oczy, krótkie do ramion włosy i figurę modelki - Cieszę się, że nareszcie przyjechałaś. Czułam się nieco samotna - chichocze i podchodzi do mnie - Jestem Alayna.
- Ivy - ściskamy sobie dłonie i chociaż dopiero ją poznałam, myślę, że chyba się polubimy.
- Piękne imię dla pięknej dziewczyny - mruga okiem i rzuca się na swoje łóżko - Przyjechałam tydzień temu i umierałam z nudów! Oczywiście to miejsce jest niesamowite, jednak nikogo nie znam i wiesz, czuję się nieswojo. Teraz to co innego! Opowiesz coś o sobie? Na jakim kierunku będziesz studiować?
- Informatyka - Alayna uchyla usta i patrzy na mnie, jakby wyrosła mi druga głowa - Dlaczego tak patrzysz?
- Jeszcze pytasz?! Informatyka? Poważnie? - kręci głową i podpiera łokcie na kolanach - Nie wiem czy wiesz, ale cholera, żadna laska nie studiuje tutaj informatyki! - że co?! Nie byłam na to gotowa! - Z jednej strony to niesamowicie sexy, z drugiej ci współczuję. Będą sami chłopcy, Ivy! Się porobiło, co?!
- Tak, chyba dopiero teraz to do mnie dotarło - schylam głowę i zaczynam bawić się palcami. Byłam pewna, że w grupie znajdzie się chociaż kilka dziewczyn, a okazuje się, że będę jedyna? Nawet w szkole mnóstwo moich koleżanek było zainteresowanych tym kierunkiem, dlaczego do cholery nie tutaj? - Jakoś sobie poradzę, prawda? - wzruszam ramionami, jednak mam zamiar zachować zimną krew.
- Tego jestem pewna, jednak wiesz, jacy są chłopcy, prawda? - pyta, ale ja nie znam odpowiedzi na to pytanie. Nie, nie wiem jacy są chłopcy, ponieważ trzymam się od nich z daleka. A jeśli trafię na kogoś takiego, jak ojciec? Nie, stop! Nie mogę o tym myśleć. Obiecałam sobie, że nie będę do tego wracać.
- I tak mam zamiar skupić całą uwagę na nauce, nic innego mnie nie obchodzi. Po to tutaj jestem.
- Okej, to zabrzmiało dziwne - śmieje się i przeczesuje swoje krótkie, brązowe włosy - Nauka nauką, ale musisz się trochę wyluzować. To studia, Ivy! Wiesz, imprezy, chłopcy, odrobinę szaleństwa, przygodny seks - o nie! - Trzeba próbować nowych rzeczy, żeby później niczego nie żałować. Korzystać z życia!
- Korzystam, ale w trochę inny sposób. Ja nie chcę się w nic angażować. Związki, miłość, to jest do bani!
- Och, więc masz złamane serce? - przechyla głowę i wświdrowuje mnie wzrokiem. Nie mogę powiedzieć jej, że nigdy w życiu nawet się nie całowałam. Zapewne wyśmiałaby mnie, a tym samym wyjaśniając jej powody musiałabym zdradzić swoją przeszłość, którą chcę chronić za wszelką cenę. Nigdy nikomu o tym nie powiem - No mów, co to był za dupek, Ivy. Co ci zrobił? - nie daje za wygraną i podejmuję decyzję.
- Zdradził mnie - obojętnie wzruszam ramionami, jednak kłamstwo w tym przypadku to najlepsze wyjście.
- To takie oczywiste! - prycha obudzona i wyrzuca dłonie w górę - Faceci to chamy, oczywiście nie wszyscy! Są wyjątki, ale takich to ze świecą szukać. Zdrada to świństwo! Nic, tylko obciąć jaja i wetknąć w gardło!
- Jezu, Alayna! Fuuuj! - krzywię się, patrzę na nią i wybuchamy niepohamowanym śmiechem. Już ją lubię!

Biorę prysznic, który niestety musimy dzielić razem z chłopcami. Przebieram się w świeże ciuchy, robię lekki makijaż i rozczesuję włosy. Streszczam się i nie ukrywam, czuję odrobinę niekomfortowo. Chociaż zamknęłam się na zamek myśl, że mogę stanąć twarzą w twarz z nagim facetem, którego w dodatku nie znam, nieco mnie przeraża. Wiem, że ten widok nie powinien mnie szokować, ponieważ jest całkowicie normalny, jednak wiele razy widziałam nagiego ojca, który paradował przede mną nie ukazując grama wstydu. Ten widok wyrył się w mojej pamięci i wiem, że nigdy nie będę w stanie wymazać go z głowy. 
- Długo jeszcze?! - dobiega do mnie podniesiony głos, wzdrygam się i pakuję wszystko do kosmetyczki. Kiedy otwieram drzwi, staję oko w oko z chłopakiem, na szczęście ubranym! - Och, cześć - uśmiecha się szeroko i perfidnie, bez skrępowania, skanuje mnie z góry na dół. Przełykam ślinę i kiedy nasze oczy się spotykają, jego uśmiech się poszerza - Jestem Dylan - wystawia dłoń, ściskam ją niepewnie i potrząsam. Cholera! Co za pech, że ów remont musi być akurat teraz! Przytłacza mnie ilość chłopców.
- Ivy - wymuszam uśmiech, prześlizguję się obok niego i czmycham do pokoju. Oddycham głęboko dopiero wtedy, kiedy zamykam za sobą drzwi - Wiesz, że na korytarzu jest więcej chłopców niż dziewczyn?
- Nikt nie siedzi w pokoju w taką ładną pogodę. Poza tym i tak podzielili niesprawiedliwie i jest tutaj więcej chłopców. Przez ten durny remont zrobiło się niezłe zamieszanie, ale jakoś musimy sobie z tym poradzić. Hej, wybierzemy się na małą wycieczkę? Szkoda marnować dnia na siedzeniu na dupie.
- Chętnie - odkładam swoje rzeczy, Alayna chwyta mnie pod ramię i ruszamy przed siebie.

Chociaż Nolan zadeklarował oprowadzenie po całym terenie, aktualnie robi to Alayna. Opowiada, że zdążyła zwiedzić to miejsce już kilkanaście razy, jednak z nudów człowiek robi dziwne rzeczy, na przykład spaceruje bez celu i odwiedza każdy zakamarek. I tak oto dowiaduję się, że spotkanie organizacyjne odbędzie się jutro o dziewiątej rano, a pierwsze zajęcia w poniedziałek. Na samą myśl czuję nutkę podekscytowania, ponieważ mój kierunek jest wręcz wymarzony! Kiedy tylko moje życie nieco się odmieniło i zmieniłam szkołę, informatyka pochłonęła mnie doszczętnie. Chłonęłam wiedzę jak gąbkę i marzyłam o założeniu własnej firmy. Oczywiście do tego jeszcze bardzo daleka droga, jednak myśl, że mogłoby się udać napędzała mnie do działania i nie zamierzałam się zatrzymać. Wierzyłam w siebie, swoje możliwości, wiedzę, ale przydałoby się ciut szczęścia, aby ktoś mógł to zobaczyć i docenić.
- To tablica informacyjna - Alayna zatrzymuje mnie przed ścianą, na której wisi wielka, korkowa tablica, a na niej widnieje kilka kartek - Zaglądaj tutaj codziennie, ponieważ wszelkie zmiany zajęć, terminy egzaminów i inne pojawią się właśnie tutaj - przytakuję głową i dostrzegam informację o jutrzejszym spotkaniu organizacyjnym - A teraz zachowaj spokój, okej? - ściska moje ramię, marszczę brwi zaskoczona i spoglądam na nią. Napina szczękę, jest blada i płonie ze złości - Po naszej lewej, nie odwracaj się tylko zerknij dyskretnie - nie bardzo rozumiem, o co jej chodzi, mimo to delikatnie przekręcam głowę i trafiam na trójkę chłopców, którzy stoją niedaleko nas. Och! Nolana rozpoznaję natychmiast, zaraz po nim Dylana, na którego wpadłam w łazience, niestety nie rozpoznaję tego trzeciego - Mówią tutaj na nich święta trójca - kiedy tylko kończy mówić, wybucham śmiechem. Przysięgam, to brzmi wręcz komicznie - Jasna cholera, Ivy! Właśnie się na nas gapią, świetnie! - burczy pod nosem i morduje mnie spojrzeniem. Uśmiecham się, Nolan macha do mnie wesoło i robię to samo - Skąd go do cholery znasz? Dzisiaj przyjechałaś! 
- Pomógł mi, kiedy wypadłam z autobusu. To właśnie on pokazał mi drogę do akademika, jest miły.
- Wcale nie jest, uważaj na niego jak i na pozostałą dwójkę. Mają tu niezłą opinię - kręci głową i chyba naprawdę jest na nich cięta - Ten po prawej ma na imię Justin i jest z niego prawdziwy dupek! - ostatnie słowo wręcz syczy przez zęby i domyślam się, że mieli małe spięcie - Kiedy tutaj przyjechałam, wpadłam na jedną z imprez na której ten skurwiel mnie wyśmiał. Rozumiesz to? Zakpił sobie ze mnie przy wszystkich i znienawidziłam go od pierwszego spotkania. Poszperałam trochę, popytałam i dowiedziałam się paskudnych rzeczy - słucham jej z zainteresowaniem. Szybko obrzucam Justina spojrzeniem i aż trudno uwierzyć, że mógłby odwalić takie gówno. Mimo wszystko wygląd i słodki uśmiech mogą zmylić - Podaruję Ci szczegóły, które są wstrętne, ale wiedz, że to ich miejsce. Są tutaj znani, lubiani, grają w futbol i każda dziewczyna się do nich klei. Lubią się nimi bawić, nic więcej. Wykorzystać i rzucić - przeglądam się Alaynie, która zwija dłonie w pięści i oddycha gwałtownie. Konfrontacja z Justinem naprawdę musiała być poważna, ponieważ w takim stanie jeszcze jej nie widziałam. Fakt, znam ją zaledwie od kilku godzin, jednak zauważyłam, że to pogodna i wesoła dziewczyna. Justin zrobił jej świństwo! - Obiecaj, że będziesz na nich uważała, dobrze? Nie chcę, żebyś cierpiała przez któregoś z nich. Nie zasługujesz na to, Ivy.
- Nie martw się, nie mam zamiaru cierpieć. Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś, to kochane z twojej strony. Wiedz, że ja nie szukam ani chłopaka, ani miłości. Chcę się uczyć, to ma dla mnie znaczenie.
- I tak wyciągnę Cię na imprezy - mruga okiem i nieco się rozluźnia - Ale na pewno nie do tej trójki!
- Poradzimy sobie nawet z nimi, we dwie jesteśmy silniejsze - przybijamy sobie piątki, chichoczemy i nasz humor się poprawia. Niestety słyszę za sobą chrząknięcie, przekręcam głowę i gapię się na trójkę chłopców, którzy stoją przed nami. Dobry humor Alayny natychmiast idzie się pieprzyć - Cześć wam!
- No hej, mała - Nolan mruga okiem i uśmiecha się uroczo - Przedstawiam ci moich kumpli. Justin i Dylan.
- My się już znamy - oblizuję usta i spoglądam na Dylana, który mimo to wyciąga dłoń i ściska moją.
- Tak, to było bardzo miłe spotkanie. Wcale się nie obrażę, jeśli codziennie będziesz na mnie wpadać.
- Lepiej nie, jeszcze przypadkiem będziesz nagi i zobaczę coś, czego nie powinnam lub na odwrót.
- Och, daj spokój. Jesteś śliczna! 
Masz chłopaka? - o nie! Temat tabu, jak mam z niego wybrnąć?
- Ivy została skrzywdzona przez jednego dupka, nie szuka tutaj miłości. Tak więc macie pecha, chłopcy!
- Ouć, ktoś tu jest zazdrosny. Wybacz, że nie poświęcamy ci uwagi - po raz pierwszy odzywa się, jak dobrze zapamiętałam, Justin. Przekręcam głowę, patrzę w jego oczy i muszę przyznać, że są tak samo piękne jak oczy Nolana. Brąz miesza się z ciemną czekoladą, dostrzegam w nich coś tajemniczego, niepokojącego i niebezpiecznego - Witaj, Ivy - bierze moją wolną dłoń, chowa w swojej i nie spuszcza ze mnie wzroku. 




***********************************
Witam was serdecznie! 
To już kolejne moje opowiadanie, rozszalałam się :P
Co mogę o nim powiedzieć? Jak same widzicie, zaczyna się całkiem niewinnie. Ivy jest po przykrych przejściach ze swoim ojcem, zaczyna studia jak i nowy etap w swoim życiu. Jest jeszcze zagubiona wśród nowych ludzi, jednak znajdzie w tym miejscu bratnią duszę. Nie, nie mówię tutaj tylko o Justinie ;)
Opowieść pełna wzlotów i upadków. Chwil pięknych jak i dramatycznych. A przede wszystkim pokazująca ludzką wrażliwość jak i okrucieństwo. Czasami błędnie podjęte decyzje zmieniają życie drugiego człowieka. O czym przekona się główny bohater.

Liczę na wasze szczere opinie, bo nie mam pewności, czy macie ochotę na kolejne opowiadanie spod moich palców. Decyzja należy do was :)

Ściskam!
Kasia